Kupowanie akcji w panice naprawdę działa? Sprawdziłem 20 lat danych i wiem, kiedy robić to najlepiej

16 godzin temu

Większość inwestorów zna ten cytat: „Bądź chciwy, gdy inni się boją”. Brzmi świetnie, dopóki to nie Twój portfel inwestycyjny spada o 20%, media krzyczą o kryzysie wszechczasów, a każdy kolejny dzień przynosi nowe minusy.

Wtedy nagle okazuje się, iż bycie „chciwym” jest dużo trudniejsze, niż się wydaje. Wtedy to już nie tylko teoria, tylko moment, w którym masz kliknąć „kup” wtedy, gdy wszystko wokół mówi, żeby uciekać z rynku akcji.

Czy naprawdę kupowanie w panice to realna przewaga inwestycyjna, czy tylko ładnie brzmiący slogan, który działa dobrze w książkach o inwestowaniu? Zamiast zgadywać, postanowiliśmy to sprawdzić.

Wzięliśmy niemal 20 lat danych z rynku amerykańskiego – od kryzysu finansowego w 2007 roku, przez COVID, aż po dzisiejsze realia 2026 — i sprawdziliśmy, co się naprawdę dzieje z Twoimi pieniędzmi, jeżeli kupujesz akcje wtedy, gdy na rynku panuje strach.

Nie „wydaje się”, nie „intuicyjnie”, a same twarde liczby. Dzisiaj pokażę Ci wyniki tej analizy rynku.

Zobaczysz, czy kupowanie w panice faktycznie daje przewagę nad rynkiem, czy może to jedna z największych iluzji, w które wierzą inwestorzy. Odpowiedź może Cię zaskoczyć.

Kupowanie akcji w panice naprawdę działa? Sprawdziłem 20 lat danych i wiem, kiedy robić to najlepiej

Buduj portfel ETF bez prowizji w OANDA TMS
Pierwsze 10 transakcji miesięcznie jest darmowe.
Sprawdź ofertę
75% rachunków inwestorów detalicznych traci pieniądze handlując CFD.

Jak zmierzyć strach na rynku akcji?

Zanim cokolwiek zrobimy, musimy sobie jakoś zidentyfikować ten cały „strach” na giełdzie. Nie wystarczy polegać na własnym portfelu czy ogólnych nagłówkach w mediach, bo te często działają z opóźnieniem albo wyolbrzymiają rzeczywistość. Zamiast zgadywać, co czują inwestorzy, musimy patrzeć na twarde dane, które starają się w miarę obiektywnie mierzyć rynkowe emocje. W naszej analizie wykorzystaliśmy pięć kluczowych wskaźników, które pozwalają sprawdzić realny nastrój na rynku. Najbardziej znanym jest indeks VIX, powszechnie nazywany indeksem strachu, który pokazuje oczekiwaną zmienność na giełdzie. Dane z ostatnich dwóch dekad mówią nam jasno, iż gdy VIX przekracza poziom 22,8, to wchodzimy w obszar skrajnego pesymizmu, w którym strach zaczyna dominować nad zdrowym rozsądkiem.

Kolejnym narzędziem jest tak zwana szerokość rynku, która mówi nam, ile spółek faktycznie uczestniczy w danym trendzie. Zamiast patrzeć tylko na sam indeks S&P 500, sprawdzamy, jaki odsetek firm znajduje się powyżej swoich średnich kroczących z 50 i 200 dni. jeżeli zdecydowana większość spółek, czyli ponad trzy czwarte z nich, wypada poniżej tych poziomów, to jasny znak, iż negatywny sentyment rozlał się na cały rynek, a nie dotyczy tylko kilku największych graczy.

Do tego zestawu dokładamy wskaźnik Put/Call Ratio, który mierzy, czy inwestorzy na rynku opcji częściej obstawiają dalsze spadki, czy może liczą na wzrosty. Kiedy ten wskaźnik rośnie powyżej poziomu 1,02, oznacza to, iż większość graczy panicznie szuka zabezpieczenia przed spadkami, co paradoksalnie często zwiastuje rynkowe przesilenie i nadchodzące odbicie.

Na koniec sprawdzamy odległość indeksu S&P 500 od jego 125-dniowej średniej kroczącej. Nie jest to klasyczna miara nastrojów, ale świetnie pokazuje tak zwane „rozciągnięcie rynku”, czyli jak mocno emocje odsunęły aktualną cenę od jej naturalnego, długoterminowego trendu. Gdy indeks znajduje się co najmniej 0,14% poniżej tej średniej, mamy jasny sygnał, iż doszło do bardzo silnej i gwałtownej wyprzedaży aktywów.

Skąd te wszystkie wartości? VIX na poziomie 22,8, Put/Call Ratio na poziomie 1,02 czy odchylenie od średniej o 0,14%? To są granice, kiedy każdy z tych wskaźników wpada w 25% swoich skrajnych odczytów.

Dlaczego jeden wskaźnik sentymentu to za mało?

Musimy też zrozumieć, dlaczego adekwatnie łączymy te wszystkie wskaźniki w jedną grupę, zamiast patrzeć na każdy z nich z osobna. Można by pomyśleć, iż wystarczy śledzić sam indeks VIX, ale dane pokazują, iż poleganie na pojedynczym sygnale bywa zwodnicze. Czemu? Przez większość czasu te mierniki sentymentu poruszają się blisko swoich średnich wartości, co sprawia, iż ich ogólna korelacja z przyszłymi stopami zwrotu jest stosunkowo niska i wynosi przykładowo tylko 0,33 dla VIX-a w okresie 5-letnim. Jeden wskaźnik może czasem wysłać fałszywy alarm albo zareagować na krótkotrwały szum rynkowy, który wcale nie oznacza jeszcze głębokiego, rynkowego przesilenia.

Dlatego właśnie w analizie zastosowano model oparty na kumulacji sygnałów, zakładając, iż prawdziwy stan skrajnego strachu występuje dopiero wtedy, gdy co najmniej trzy z omawianych wskaźników jednocześnie potwierdzają panikę.

Czyli w naszej analizie stan skrajnego strachu ogłaszamy, gdy co najmniej trzy wskaźniki trafiają do grupy 25% najbardziej pesymistycznych odczytów historycznych.

To podejście drastycznie zmienia jakość prognoz. Kiedy te sygnały zaczynają się na siebie nakładać, siła przewidywania przyszłych zysków niemal się podwaja. Przykładowo, we wspomnianym horyzoncie 5-letnim korelacja dla VIX-a w warunkach skrajnego strachu skacze z poziomu 0,33 do aż 0,65, a dla szerokości rynku rośnie z -0,39 do poziomu -0,63.

Dopiero taka synergia pozwala odciąć rynkowy hałas i wyłapać te rzadkie momenty, w których szansa na ponadprzeciętny zarobek staje się naprawdę wyjątkowa. To trochę jak z diagnozą u lekarza. Jeden objaw może być mylący, ale gdy pojawia się ich kilka naraz, obraz sytuacji staje się jasny. Na giełdzie sam wysoki poziom VIX to tylko sygnał niepokoju, ale jeżeli towarzyszy mu masowa ucieczka inwestorów z rynku opcji i gwałtowne załamanie szerokości rynku, to mamy do czynienia z czystą paniką. Właśnie dzięki temu, iż patrzymy na ten „zbiorowy krzyk” rynku, nasze dane o zyskach, o których za chwilę usłyszycie, są tak solidnie osadzone w twardych liczbach, a nie w zwykłym zgadywaniu.

Dołącz do nas na X oraz YouTube i bądź na bieżąco!

Kupowanie akcji w panice a realne stopy zwrotu

Kiedy wiemy już, jak zidentyfikować momenty, w których na rynku dominuje skrajny pesymizm i znamy metodologię, pora sprawdzić, jak to przekłada się na kasę.

Dane z ostatnich niemal dwudziestu lat pokazują, iż okresy nazwane przez nas „Extreme Fear” były historycznie najlepszym czasem na zakupy. jeżeli zdecydowałeś się zainwestować w takim momencie, Twoja średnia stopa zwrotu po roku wynosiła aż 13,2%. To wynik znacznie lepszy niż w okresach neutralnych, gdzie średnio zyskiwało się niecałe 9%. Co więcej, im dłuższy był Twój horyzont inwestycyjny, tym ta „premia za odwagę” stawała się wyraźniejsza. W horyzoncie trzech lat średni zysk z inwestycji dokonanej w panice skakał do poziomu 44,2%, a po pięciu latach portfel rósł średnio o imponujące 76,7%.

Sama średnia to jednak nie wszystko, bo dla inwestora najważniejsze jest też to, jak często udaje mu się pobić średni wynik rynku. Tutaj liczby są jeszcze bardziej wymowne. Okazuje się, iż inwestycje rozpoczęte w fazie skrajnego strachu charakteryzowały się najwyższą skutecznością w pokonywaniu średnich wyników indeksu S&P 500 w każdym badanym okresie, za każdym razem przekraczając granicę 50% prawdopodobieństwa.

W horyzoncie trzyletnim aż 70% takich transakcji okazywało się lepszych niż średni zwrot z szerokiego rynku. Co więcej, historia uczy nas, iż przy ekstremalnie wysokich odczytach indeksu VIX, sięgających poziomu od 50 do 70 punktów, inwestorzy do tej pory mieli niemal „gwarancję” pobicia średnich rynkowych zwrotów.

To pokazuje, iż choć kupowanie w dołku jest emocjonalnie wyczerpujące, to matematycznie stanowi najbardziej opłacalną strategię dla kogoś, kto chce wycisnąć z giełdy coś więcej niż tylko przeciętność.

Warto też zwrócić uwagę na to, które konkretnie wskaźniki z tych czterech, na które patrzymy, miały najlepszą skuteczność w odosobnieniu i najlepiej zapowiadały przyszłe zyski w tych trudnych chwilach. Najmocniejszą zależność z tym, co działo się z portfelem w ciągu kolejnych pięciu lat, wykazywały indeks VIX oraz szerokość rynku mierzona średnią dwustudniową.

W przypadku tego drugiego wskaźnika aż 96,4% przypadków, w których szerokość rynku spadła do poziomu maksymalnie 20%, kończyło się pobiciem średniego zwrotu z S&P 500 po pięciu latach. Jeszcze bardziej imponująco wygląda fakt, iż aż 99,5% przypadków zapewniało dodatnią stopę zwrotu w pięcioletnim terminie, gdy szerokość rynku była niższa niż 40%.

Czyli jeżeli ktoś z Was chciałby samodzielnie mieć ustawiony jakiś przysłowiowy „alarm” na rynkowe okazje, ale nie chce się Wam śledzić wszystkich możliwych wskaźników i obserwować, kiedy wygenerują wspólny sygnał, to najlepiej ograniczyć się do indeksu VIX lub szerokości rynku przy pomocy 200-dniowej średniej.

Tak zdefiniowana panika to moment, w którym giełda wystawia swoje najlepsze towary na potężną wyprzedaż, a ci, którzy potrafią zignorować strach i trzymać się danych, dostają w zamian najwyższą historyczną szansę na ponadprzeciętne zyski.

Kupowanie w euforii i pułapka Win Rate

Idźmy dalej do jeszcze ciekawszych wniosków. Do tej pory patrzyliśmy na skrajnie pesymistyczne odczyty, kiedy wskaźniki wpadały w 25% swoich „najgorszych” odczytów. Teraz natomiast spojrzymy na drugą stronę barykady. Jak statystycznie wypada kupowanie w okresach euforii, kiedy te same wskaźniki wpadają w obszar 25% „najlepszych” odczytów?

Mimo iż dane o zyskach z okresów paniki wyglądają imponująco, to w rzeczywistości większość inwestorów podświadomie wybiera zakupy w trakcie rynkowej euforii i ma ku temu solidne, psychologiczne oraz statystyczne powody. Odpowiedź kryje się w czymś, co nazywamy pułapką „Win Rate”, czyli wskaźnika zwycięstw. Z naszych danych wynika, iż choć zakupy w panice dają najwyższe średnie zyski, to właśnie faza rynkowej euforii statystycznie wydaje się najbezpieczniejszym momentem dla inwestora, który obawia się zmienności i nie toleruje okresów przejściowej czerwieni na koncie maklerskim.

Jeśli spojrzymy na procent przypadków, w których inwestycja po prostu zakończyła się jakimkolwiek zyskiem, czyli po prostu wyszła na plus w danym okresie, niezależnie od tego, jak duży był to plus, to euforia deklasuje inne fazy rynku. W horyzoncie rocznym aż 83,4% takich transakcji przyniosło dodatnią stopę zwrotu, a w okresie trzyletnim ten wskaźnik wzrósł do niemal 85%. Średnie wyniki z okresu euforii są jednak mniejsze od okresu strachu. Z jednej strony osiągamy gorszą stopę zwrotu, ale statystycznie mamy większą szansę na jakikolwiek zarobek i minimalizujemy ryzyko przejściowych strat.

Okresy euforii dają też dobry stosunek zysku do ryzyka, czyli relację tego, ile zarabiamy, względem zmienności, jaką musimy przetrwać. Dane wskazują, iż zakupy w trakcie rynkowej euforii są obarczone najmniejszym ryzykiem w relacji do osiąganego wyniku.

Możemy powiedzieć, iż w tym przypadku dostajemy najwięcej zwrotu za każdą jednostkę zmienności portfela. To właśnie dlatego zakupy w dobrych nastrojach nazywamy pułapką: dostajemy stabilny, „wygładzony” trend wzrostowy, który utwierdza nas w przekonaniu, iż rynek jest bezpieczny. Jednak ceną za ten komfort jest rezygnacja z szansy na ponadprzeciętne stopy zwrotu, które rynek oferuje tylko tym, którzy potrafią zaryzykować w gorszych czasach.

Wyniki osiągane w warunkach rynkowego stresu są znacznie bardziej rozproszone, co w praktyce oznacza wyższe ryzyko inwestycyjne. Kupując w panice, musimy przygotować się na to, iż droga do zysku będzie o wiele bardziej wyboista, a wyniki poszczególnych inwestycji mogą się od siebie drastycznie różnić. Choć ostatecznie to skrajny strach oferuje wyższy potencjał na pobicie benchmarku, to euforia wygrywa stabilnością i wyższą powtarzalnością dodatnich wyników. Z perspektywy finansów osobistych warto więc zrozumieć, iż to, co wydaje się „bezpieczne” i komfortowe, rzadko idzie w parze z okazją do zarobienia naprawdę dużych pieniędzy.

Polub nas na Facebooku!

Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.

DNA Rynków – merytorycznie o giełdach i gospodarkach

Jak przełożyć dane o strachu na działania w portfelu?

Wiedząc to wszystko, musimy zadać sobie najważniejsze pytanie: jak przełożyć te twarde dane na konkretne działania w portfelu? Przede wszystkim najważniejszym wnioskiem z analizy jest to, iż inwestowanie powinno być procesem ciągłym, ponieważ niezależnie od tego, co akurat dzieje się z nastrojami inwestorów, indeksy w długim terminie po prostu zyskują na wartości.

Z perspektywy osoby, która buduje majątek przez lata, rynkowy sentyment nie powinien wywracać do góry nogami Twojej podstawowej strategii, jak choćby regularne kupowanie akcji za określoną kwotę każdego miesiąca. To nasza baza, która zapewnia, iż po prostu „jesteśmy w grze”.

Dane o skrajnym strachu dają nam potężne narzędzie taktyczne, którego nie warto ignorować. Możemy wykorzystać momenty paniki jako sygnał do taktycznego, okresowego zwiększenia zaangażowania w akcje. jeżeli mamy odłożoną dodatkową gotówkę, to właśnie moment, gdy wskaźniki sentymentu krzyczą o strachu, jest statystycznie najlepszym czasem, by dokupić więcej aktywów po znacznie atrakcyjniejszych cenach niż zazwyczaj.

Warto jednak dopasować te działania do swojego temperamentu i realnej odporności na stres. Różne fazy rynku oferują zupełnie inne korzyści. jeżeli Twoim priorytetem jest stabilny wzrost i jak najrzadsze oglądanie strat na koncie, to okresy pozytywnego sentymentu będą dla Ciebie atrakcyjne, bo oferują wyższą powtarzalność zysków i bardziej przewidywalny profil ryzyka. jeżeli Twoim nadrzędnym celem jest pobicie szerokiego rynku i jesteś w stanie zaakceptować większe „bujanie” Twoim portfelem, to właśnie rynkowa panika oferuje Ci najwyższe szanse na osiągnięcie ponadprzeciętnych wyników.

W praktyce kluczem do sukcesu jest cierpliwość i szukanie sytuacji, w których nie tylko jeden, ale kilka wskaźników naraz sygnalizuje przesilenie. To właśnie wtedy ich moc przewidywania przyszłości gwałtownie rośnie i daje nam największą przewagę nad tłumem, który działa pod wpływem czystych emocji. Pamiętaj jednak, iż to VIX i szerokość rynku mierzona 200-dniową średnią są najlepsze jako odosobnione wskaźniki, a o tym, jak rynek reaguje na skrajny VIX, nagrywałem osobny materiał.

Strach, euforia i najlepsza strategia inwestora

„Bądź chciwy, gdy inni się boją” to nie jest pusty slogan. Kupowanie w panice historycznie dawało wyższe stopy zwrotu i większą szansę na pobicie rynku. Większość dalej ma z tym opory, bo psychologicznie to trudne do wykonania.

Z drugiej strony mamy euforię. Moment, w którym wszystko rośnie, jest spokojnie, komfortowo i statystycznie choćby częściej kończysz na plusie. Tylko iż płacisz za to niższym potencjałem zysku.

Zawsze coś za coś. Chcesz wyższych zysków, to musisz zaakceptować większą zmienność i dyskomfort. Chcesz stabilności, to rezygnujesz z części potencjału. Nie ma drogi na skróty.

Dlatego najlepsze, co możesz zrobić, to połączyć oba podejścia. Mieć swoją bazową strategię, która działa niezależnie od emocji i jednocześnie wykorzystywać momenty skrajnego strachu jako okazję do działania bardziej agresywnego.

Buduj portfel ETF bez prowizji w OANDA TMS
Pierwsze 10 transakcji miesięcznie jest darmowe.
Sprawdź ofertę
75% rachunków inwestorów detalicznych traci pieniądze handlując CFD.

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00
Idź do oryginalnego materiału