
Międzynarodowa Stacja Kosmiczna zostanie na orbicie prawdopodobnie do 2032 roku a może i dłużej, brak jej komercyjnego następcy, nie będzie stacji Gateway na orbicie księżycowej, baza na Księżycu „stopniowo rozbudowywana w przyszłości” w tej chwili ograniczona do podstawowych modułów. Przyczynami są cięcie funduszy NASA i wysokie koszty załogowej ekspansji kosmicznej, co ogranicza zainteresowanie ze strony firm komercyjnych.
NASA zmienia plany dotyczące Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) i ekspansji księżycowej. „Nowy kurs” Agencji wywołał takie zdziwienie w branży kosmicznej i Kongresie, iż podczas przesłuchania w Komisji ds. Nauki, Przestrzeni Kosmicznej i Technologii Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych, Dave Cavossa, prezes Federacji Przemysłu Kosmicznego, porównał postępowanie NASA do „Lucy i Charliego Browna z piłką nożną”.
Poprzedni plan zakładał, iż po szybkiej deorbitacji ISS rozpocznie się budowa komercyjnych stacji kosmicznych, które NASA umieści na orbicie i stanie się ich płatnym klientem. Jednak jak się okazuje, plany te układano nie do końca porozumiewając się z komercyjnym sektorem kosmicznym, który jednak nie jest zainteresowany budową stacji kosmicznych, sfinansowaną od początku do końca z własnych środków.
W efekcie NASA usiłuje w tej chwili ratować co się da z programu kosmicznego i jak powiedział w trakcie przesłuchania Cavossa „NASA może teraz zbudować własny moduł stacji bazowej, który konkurowałby z przemysłem i wymagałby, aby już zaprojektowane stacje dokowały do ISS, aby spełnić inne, nieznane wymagania”. Jak dodał, spowodowałoby to „efekt domina” u inwestorów, których zmieniające się plany NASA do końca by już zniechęciły.
Jednak branża kosmiczna pomija istotną kwestię – za prezydentury Donalda Trumpa, Agencja ma być tylko dostarczycielem dobrych wiadomości o wykonaniu kolejnych celów podboju Kosmosu przy tych samych, a choćby okrojonych funduszach. W efekcie plany dotyczące komercyjnego rozwoju stacji kosmicznych na niskiej orbicie okołoziemskiej całkowicie się nie powiodły – bo agencja nie dofinansuje żadnego z takich programów – i trzeba wprowadzić „w trybie nagłym” takie zmiany, by poradzić sobie z potencjalną luką między zakończeniem operacji ISS a uruchomieniem jej ewentualnych następców. Agencja zbiera już oferty na potencjalnie dwie niewielkie komercyjne stacje kosmiczne, ale Kongres nakazał agencji również utrzymanie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w działaniu przez kilka kolejnych lat, dopóki nie zostanie umieszczony na orbicie LEO sukcesor ISS. A z tym może być trudno, kilka lat może stać się choćby dekadą.
Tymczasem w Kongresie pojawiły się nieoficjalne informacje, iż NASA zmieniła plany bowiem komercyjni partnerzy chcą budowy nowej stacji z dużym wkładem finansowym Agencji i potrzebują na ten proces co najmniej dekady, zaś zbudowana przez nich stacja byłaby niewielka, z maksymalnie 4-osobowa załogą, co stawiałoby pod znakiem zapytania jej przydatność do prowadzenia szerokich programów kosmicznych.
Tymczasem w Kongresie pojawiły się nieoficjalne informacje, iż NASA zmieniła plany bowiem komercyjni partnerzy chcą budowy nowej stacji z dużym wkładem finansowym Agencji i potrzebują na ten proces co najmniej dekady, zaś zbudowana przez nich stacja byłaby niewielka, z maksymalnie 4-osobowa załogą, co stawiałoby pod znakiem zapytania jej przydatność do prowadzenia szerokich programów kosmicznych.
Warto przypomnieć, iż ISS miała początkowo być zdeorbitowana w 2030 roku. W 2024 roku NASA przyznała firmie SpaceX Elona Muska kontrakt na budowę statku-holownika, który miał zdeorbitować ISS do 2030 roku. Jak stwierdzał wtedy raport NASA 30-letnia konstrukcja jest „nękana awariami sprzętu” wynikającymi ze starzenia, zaś choćby jeden z pracowników NASA miał powiedzieć, iż „jest na ostatnich nogach”. Jednak zatwierdzona już ustawa NASA Authorization Act z 2026 roku zawiera zapisy przedłużające funkcjonowanie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej do 2032 roku.
NASA zmieniła więc zdanie co do ISS. Joel Montalbano, pełniący obowiązki zastępcy administratora NASA ds. operacji kosmicznych stwierdził w Kongresie, iż NASA uzyska opinię branży w sprawie zapytania ofertowego (RFI) dotyczącego tej nowej koncepcji. Ta koncepcja to wspominany przez Cavossę nowy moduł centralny ze śluzami dokującymi, który miałby zostać zainstalowany na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, przy czym porty te miałby służyć do dokowania statków transportowych lub nowych modułów komercyjnych, zaś jeśliby trzeba było de orbitować całą stację, moduł ten zostałby odłączony, stając się rdzeniem nowej stacji.
Koncepcja ta zaskoczyła branżę bowiem nowy moduł miałby zostać nie „wyprodukowany” a „zakupiony” co oznacza, iż zbudowałaby go jedna lub kilka firm z branży kosmicznej przy współpracy NASA. Poza tym by stał się on rdzeniem ewentualnej nowej stacji kosmicznej musiałby być naprawdę duży, więc byłby kłopotliwy w jednorazowym transporcie lub trzeba było montować go na orbicie, czego dotąd nie robiono.
Demokratyczny kongresman z Kalifornii George Whitesides zauważył, iż budowa takiego modułu jest „zadaniem na lata”
„Zazwyczaj, zgodnie z moim doświadczeniem z nowymi elementami ISS, ich budowa zajmuje dziesięć lat. Nie rozumiem, jak… skąd weźmiemy ten nowy element? I czy to nie wykracza znacznie poza okres istnienia ISS?” – dodał.
„Branża mówi nam, iż jest gotowa do pracy. Jest gotowa działać szybciej… jesteśmy gotowi iść na skróty, gdziekolwiek się da, aby umieścić tam moduł” – odpowiedział mu Montalbano.
Obecnie według nowych ocen mówi się w Agencji, iż awaryjne na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej są przede wszystkim moduły rosyjskie i jeden, najstarszy amerykański. Zostaje więc dogadać się z Rosjanami co do odłączenia ich modułów od ISS, zdeorbitowania ich, choćby za amerykańskie fundusze, remontu pozostałej euro-amerykańskiej części ISS i dołączenia nowego modułu centralnego w miejsce odłączonych rosyjskich. Będzie to na pewno krócej trwało i stanie się tańsze niż powolna budowa nowej stacji po deorbitacji ISS. Problem jest tu także propagandowy – nową dużą stację kosmiczną chcą „od zera” postawić na orbicie LEO Chińczycy.
NASA od pewnego czasu przygotowywała taki plan, jako zapasowy, i powiadomiła o tym Europejczyków. W 2024 roku w wywiadzie dla branżowego portalu „The Register” astronauta ESA Andreas Mogensen powiedział o ISS: „Nie zdziwiłbym się, gdybyśmy przedłużyli jej działanie o kilka lat”.
Jedną z głównych przyczyn zmiany planów jest problem obcinania funduszy, z którym Agencja musi walczyć. Odrzucono co prawda plan praktycznego okrojenia budżetu Agencji o 40% z wiosny 2025 i programy takie jak Obserwatorium Rentgenowskie i Chandra zostają zachowane, ale misję Mars Sample Return zgodnie oczekiwaniami odłożono na półkę, gdyż stała się po prostu za droga. Nie wiadomo czy próbki Marsa znajdą się kiedykolwiek na Ziemi. Planowana stacja księżycowa Gateway też prawdopodobnie nie powstanie, mimo iż Chiny planują zbudowanie własnej podobnej. Jak stwierdzili analitycy branży kosmicznej zapytywani przez AP jedynym „pewniakiem” jest zbudowanie załogowej stacji księżycowej, zresztą bardzo niewielkiej, ograniczonej do podstawowych modułów, zaś załogowa misja na Marsa będzie się pojawiać przez najbliższe ćwierć wieku jedynie w filmach s-f.

1 dzień temu








