Kurs InPost wystrzelił, Allegro zamyka problemy, a Synektik z nowym ATH. Co dzieje się na GPW?

15 godzin temu

Dwie sesje, a tu plus 43% na kursie i nagle na rynku wracają bardzo stare emocje. InPost znów rozpala wyobraźnię, bo pojawia się temat przejęcia i możliwego zdjęcia spółki z giełdy.

Dla wielu to nie jest nowa historia, tylko bolesne déjà vu. Zwłaszcza iż w tle znów pojawia się fundusz private equity. Znów ten sam, a do tego układ akcjonariatu sprawia, iż ten scenariusz wcale nie jest abstrakcją.

Ale to nie jedyny temat tego materiału. Będzie też o Synektiku, który po nowym kontrakcie w medtechu bije historyczne maksima, o Allegro, które wreszcie zamyka nieudaną zagraniczną ekspansję, oraz o spółkach, które zamiast euforii przyniosły inwestorom zimny prysznic.

To będzie Gospodarczy Przegląd Wydarzeń o tym, kto dziś rozdaje karty na GPW, a kto dopiero próbuje podnieść się po trudnym roku. Zapraszam

Kurs InPost wystrzelił, Allegro zamyka problemy, a Synektik z nowym ATH. Co dzieje się na GPW?

Inwestuj z XTB! Podczas rejestracji podaj kod DNARYNKOW i odbierz darmowy kurs inwestowania dla początkujących

Załóż konto na: https://link-pso.xtb.com/pso/kdg44

InPost – deja vu giełdowe inwestorów

InPost rośnie o 43% w dwie sesje, czy zobaczymy powtórkę z GPW?

Iskrą dla kursu była informacja o otrzymaniu przez InPost wstępnej i niewiążącej oferty przejęcia wszystkich akcji. Spółka notowana na Euronext w Amsterdamie potwierdziła, iż powołała specjalny komitet złożony z przedstawicieli rady nadzorczej i zarządu, który ma przeanalizować propozycję.

Kilka godzin później Sky News podał, iż za ofertą stoi konsorcjum kierowane przez fundusz private equity Advent International, który już dziś jest akcjonariuszem InPostu. To moment, w którym wielu inwestorom zapaliła się lampka. Advent i InPost mają wspólną historię. W 2017 roku ten sam fundusz razem z Rafałem Brzoską przeprowadził wezwanie na akcje InPostu, zdejmując spółkę z warszawskiej giełdy. Wielu inwestorów do dziś ma o to żal do spółki, bo była ona zdejmowana z giełdy po cenie niższej niż sprzedawano ją na giełdowym debiucie. W efekcie InPost sprzedał swoje akcje drożej, a potem odkupił je taniej i zrobił z inwestorów, za przeproszeniem frajerów.

Potem spółka zadebiutowała na giełdzie w Amsterdamie, gdzie znów zebrała środki od inwestorów i docieramy do… no właśnie.

Dziś sytuacja wygląda podobnie, a układ akcjonariatu sprzyja dużemu ruchowi. PPF Group kontroluje 28,75% akcji, Rafał Brzoska przez A&R Investments ma 12,49%, a Advent 6,5%. Łącznie to 47,7% kapitału. Do tego dochodzi Norges Bank z pakietem 5,01%. Decyzja nie leży więc wyłącznie w rękach założyciela, ale ewentualne porozumienie głównych graczy otwiera drogę do przejęcia i ponownego zdjęcia spółki z giełdy.

Akcjonariusze nie zgodzą się na sprzedaż akcji, jeżeli nie otrzymają premii względem ceny rynkowej. Obecnie, choćby po gwałtownym wzroście kursu, cena wciąż znajduje się poniżej poziomu z IPO. Budzi to wiele negatywnych komentarzy sugerujących, iż spółka chce po raz kolejny zarobić kosztem inwestorów, którzy uwierzyli w nią podczas debiutu. No cóż… jeżeli się uda, to może za kolejne cztery lata InPost zadebiutuje w USA na podobnej zasadzie?

Istnieje szansa, iż wtedy nikt już nie będzie jej wycofywał z giełdy, bo po rynku amerykańskim nie ma już miejsca, które oferowałoby lepszą wycenę.

Pojawiły się też komentarze, które sugerują, iż spółce było na rękę podsycanie obaw o własną sytuację finansową i spychanie ceny akcji coraz niżej przez ostatni rok, żeby osiągnąć niższą cenę przy wykupie. To oczywiście nie są żadne potwierdzone informacje, ale można zrozumieć takie głosy biorąc pod uwagę obecną sytuację i historię Adventu ze spółką.

Czy zobaczymy więc powtórkę z GPW? Tego dziś nikt nie wie, ale myślę, iż wielu inwestorów ma właśnie flashbacki. Jak mówi klasyk „Fool me once, shame on you; fool me twice, shame on me”.

Takie historie jak InPost bardzo dobrze pokazują jedną rzecz: na giełdzie nie wszystko zależy od wyników, a czasem w ogóle nie od fundamentów. Czasem wszystko zależy od struktury akcjonariatu, decyzji kilku dużych graczy i momentu, w którym zapadają.

Dlatego inwestorzy muszą oddzielać dwie rzeczy. Z jednej strony krótkoterminowe historie i narracje, a z drugiej długoterminowe budowanie kapitału, gdzie nie musisz się zastanawiać, czy ktoś jutro ogłosi wezwanie albo zdejmie spółkę z giełdy.

I to jest dokładnie ten moment, w którym warto sobie uświadomić jedną rzecz.

Na rynku nie zawsze zarabia się na „najlepszych historiach”, tylko na sprawnym reagowaniu i zarządzaniu kapitałem, kiedy narracje nagle się zmieniają. A to często oznacza konieczność przesuwania pozycji, redukcji, czasem szybkiego dobudowania ekspozycji gdzie indziej.

Synektik – medtech zamiast domysłów

A teraz przejdźmy do spółki, gdzie tym razem rynek gra nie na domysłach, tylko na bardzo konkretnej technologii i kontrakcie, bo głupców z inwestorów nie robi na szczęście Synektik. Jeszcze niedawno spółka była dla wielu inwestorów „spółką od da Vinci”. Dziś rynek dopisuje tutaj kolejną, bardzo chwytliwą narrację. Po informacji o nowym kontrakcie dystrybucyjnym kurs wyskoczył mocno w górę, przebił 300 zł i ustalił nowe historyczne maksimum.

Powód? Spółka wchodzi w dystrybucję technologii, która ma ambicję zmienić sposób leczenia części nowotworów, bez skalpela i bez igieł.

Synektik podpisał umowę z amerykańskim HistoSonics na wyłączną dystrybucję systemów Edison, czyli urządzeń wykorzystujących technologię histotrypsji. Kontrakt obejmuje Polskę, Czechy, Słowację oraz Litwę, Łotwę i Estonię. Synektik ma odpowiadać za sprzedaż i serwis, a także szkolenia, kwestie regulacyjne, marketing oraz sprzedaż materiałów zużywalnych potrzebnych do zabiegów.

Umowa została zawarta na trzy lata z możliwością automatycznego przedłużenia o kolejne dwa. Szczegółów finansowych nie ujawniono, ale zarząd podkreśla, iż dystrybucja tych systemów może mieć istotny wpływ na wyniki spółki.

Czym w ogóle jest histotrypsja i dlaczego rynek tak się tym ekscytuje? W uproszczeniu to metoda leczenia wykorzystująca precyzyjnie ukierunkowane ultradźwięki, które mechanicznie niszczą tkankę nowotworową na poziomie subkomórkowym. Bez nacięć, bez igieł, bez klasycznej operacji. Resztki zniszczonej tkanki są później wchłaniane przez organizm. Technologia jest nietermiczna i niejonizująca, czyli nie działa jak „wypalanie” guza ciepłem i nie używa promieniowania. Dla pacjenta brzmi to jak science fiction, ale w 2023 roku metoda została zatwierdzona przez amerykańskie FDA do leczenia guzów wątroby.

System Edison jest w tej chwili jedynym rozwiązaniem na świecie wykorzystującym histotrypsję. Według informacji ze źródeł, urządzenia zainstalowano już w ponad 150 placówkach, głównie w USA, ale także m.in. w Wielkiej Brytanii, Singapurze, Hongkongu i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Przeprowadzono już ponad 3 tys. zabiegów.

Kluczowy warunek wejścia do UE jest jednak jeszcze przed nami. HistoSonics spodziewa się uzyskania certyfikatu CE w pierwszym kwartale bieżącego roku. To bez tego nie ma legalnej sprzedaży i stosowania tej technologii w Unii. Synektik zakłada, iż po uzyskaniu certyfikacji będzie mógł niemal od razu rozpocząć sprzedaż w regionie.

Tempo wdrożeń ma zależeć głównie od tego, kiedy zabiegi zostaną objęte refundacją przez NFZ w Polsce i odpowiednie instytucje w pozostałych krajach. Prezes spółki zwraca uwagę, iż w Polsce z powodu raka wątroby co roku umiera ponad 2 tys. osób, więc potencjalna skala potrzeb jest duża, choć oczywiście nie oznacza to automatycznie ogromnej skali sprzedaży.

Z punktu widzenia modelu biznesowego ważne jest to, iż nie chodzi wyłącznie o jednorazową marżę na sprzedaży sprzętu. Synektik ma zarabiać także na serwisie oraz na powtarzalnych dostawach materiałów jednorazowych, czyli analogicznie jak w tej chwili w przypadku robotów Da Vinci.

W tej sytuacji są to pakiety pacjenta z membranami potrzebnymi do wykonania zabiegu. To przypomina model znany z innych segmentów medtech. Sprzęt buduje bazę, a reszta robi stabilność i powtarzalność przychodów.

Dlaczego rynek kupił tę historię? Synektik ma już udokumentowane doświadczenie w dystrybucji i serwisie drogich, zaawansowanych technologii medycznych. Największym filarem są tu roboty chirurgiczne da Vinci, które spółka sprzedaje na mocy umowy z Intuitive Surgical. Synektik ma w regionie ponad 100 takich systemów, a sama umowa na wyłączność została przedłużona do końca 2029 roku i rozszerzona o kraje bałtyckie.

W skrócie, spółka nie zaczyna od zera, tylko dokłada kolejny produkt do kanału, który już działa.

Kurs przebił 300 zł, bo inwestorzy zobaczyli w Synektiku nie tylko dystrybutora, ale potencjalnego beneficjenta wdrażania kolejnej dużej technologii medycznej w regionie.

Teraz najważniejsze będzie to jak gwałtownie uda się przejść z narracji o „przełomie” do realnych instalacji i powtarzalnych przychodów? Zobaczymy, ale zdecydowanie dla Synektika to spory sukces.

Allegro – zamykanie błędnego rozdziału

Podobny sukces na kursie zaliczyło też ostatnio Allegro, które doszło do wniosku, iż czasem najlepszą decyzją strategiczną nie jest nowa inwestycja, tylko przyznanie się do błędu i przecięcie strat. Rynek właśnie tak odczytał ruch Allegro, które ogłosiło sprzedaż kolejnej części zagranicznej działalności przejętej razem z czeską grupą Mall. Akcje spółki wyraźnie zareagowały na tę informację, a inwestorzy potraktowali ją jako symboliczne zamknięcie nieudanego rozdziału z 2022 roku.

Przypomnijmy tło. Na przełomie 2021 i 2022 roku Allegro zapłaciło około 4 mld zł za grupę Mall, licząc na szybkie zbudowanie regionalnej platformy e-commerce w Europie Środkowo-Wschodniej. W praktyce okazało się, iż integracja jest trudniejsza, droższa i znacznie mniej efektywna, niż zakładano. Kolejne rynki zamiast wzrostu generowały straty i pochłaniały zasoby zarządu oraz zespołów operacyjnych.

Przez lata spółka była pochłonięta sprzątaniem bałaganu, który sama sobie narobiła i ostatecznie ruszyła za granicę w sposób organiczny z klasyczna platformą Allegro.

Teraz Allegro sprzedaje 100% udziałów w spółkach Mimovrste i Internet Mall, działających w Słowenii i Chorwacji, czyli tzw. segment Mall South. Kupującym jest niemiecki fundusz Mutares, specjalizujący się w przejmowaniu aktywów problemowych i ich restrukturyzacji. W pakiecie przechodzą także zespoły technologiczne obsługujące ten biznes w Czechach. Wartość transakcji nie została ujawniona, ale wszystko wskazuje na to, iż nie jest ona wysoka.

Dlaczego Allegro chce się tego pozbyć? Liczby mówią same za siebie. Po trzech kwartałach ubiegłego roku Mall South wygenerował 291 mln zł przychodów, co oznaczało spadek o 7,8% rok do roku. GMV sięgnęło 387,1 mln zł, ale segment zanotował stratę EBITDA na poziomie 23,8 mln zł. To pokazuje, iż skala problemu finansowo nie była ogromna, ale konsekwentnie psuła marżę i narrację wokół spółki.

Allegro szacuje, iż sprzedaż Mall South obniży wynik netto grupy łącznie o 235 mln zł. W tej kwocie 105 mln zł to niegotówkowy odpis wartości aktywów, który został już ujęty w wynikach za czwarty kwartał 2025 roku. Z punktu widzenia przyszłości ważniejsze jest jednak to, iż spółka eliminuje źródło strat operacyjnych, co ma poprawić profil skorygowanej EBITDA całej grupy.

Część inwestorów może doszukać się analogii do Pepco, które w 2025 roku pozbyło się Poundlanda. Tam jednak skala była zupełnie inna. Poundland odpowiadał za około 30% przychodów grupy i znacznie mocniej ciążył na wynikach. W przypadku Allegro mamy raczej do czynienia z usunięciem kuli u nogi niż z chirurgią ratującą cały organizm.

W trzecim kwartale przychody Mall South stanowiły około 3,6% przychodów Allegro. Gdyby ten segment nie był konsolidowany, dynamika wzrostu przychodów grupy byłaby wyższa, a marża EBITDA poprawiłaby się o około 1,4%. To nie są liczby, które zmieniają model biznesowy spółki, ale wyraźnie chociaż trochę go poprawiają.

Dlatego reakcja rynku jest logiczna. Sprzedaż Mall to nie jest game changer, ale jasny sygnał, iż Allegro definitywnie zamyka etap chaotycznej ekspansji zagranicznej. Dla inwestorów to z kolei czytelny komunikat, iż „skupiamy się na tym, co działa”.

Dołącz do nas na Twitterze oraz YouTube i bądź na bieżąco!

Answear – gdy spółka wzrostowa traci tempo

Pochwalić się sukcesami nie może za to Answear, które na otwarciu sesji w czwartek spadał choćby o 18%. Na zamknięciu skala przeceny osiągnęła 11%.

Na pierwszy rzut oka liczby nie wyglądają tragicznie. W czwartym kwartale 2025 roku przychody Answear wzrosły o 4% rok do roku, a cały 2025 rok zamknął się sprzedażą na poziomie 1,698 mld zł, co oznacza wzrost o 13%. Już w tym miejscu można się domyślać co nie spodobało się rynkowi. Wzrost w całym roku dwucyfrowy, a w czwartym kwartale zaledwie 4%. Answear przez lata był postrzegany jako spółka wzrostowa. Tymczasem IV kwartał przyniósł wyraźne wyhamowanie wzrostu sprzedaży.

Największym rozczarowaniem okazała się dynamika sprzedaży online. W samym czwartym kwartale wzrosła ona jedynie o 3% rok do roku.

Mocna złotówka uderzyła w sprzedaż zagraniczną, zwłaszcza w kontekście Ukrainy. Ukraińska hrywna osłabiła się o 11% względem PLN, co obniżyło raportowaną dynamikę przychodów.

Do tego doszły realne problemy popytowe na części rynków zagranicznych. Spółka otwarcie przyznała, iż na Słowacji, w Rumunii i Bułgarii sprzedaż była pod presją słabej sytuacji gospodarczej, a miejscami notowała spadki.

Innym problemem, który zaniepokoił rynek, była agresywna konkurencja cenowa. Listopad i grudzień 2025 roku upłynęły pod znakiem bardzo głębokich promocji u największych graczy e-commerce. Walka o klienta była brutalna i bezpośrednio uderzyła w marże. Answear musiał odpowiadać rabatami, co pogorszyło rentowność sprzedaży w najbardziej newralgicznym kwartale roku. Efekt? W komunikacie spółki pojawiły się poważne obawy o osiągnięcie zakładanego celu EBITDA na cały rok 2025.

To dla firmy takiej jak Answear sytuacja patowa. Wiele spółek musi wybierać między wzrostem, a rentownością, ale kiedy zawodzi jedno i drugie, to choćby wymówka w postaci kursów walutowych nie przekonuje inwestorów do zachowania spokoju.

Sytuację pogorszył jeszcze jeden element. Po trzech kwartałach relatywnie dobrej rentowności spółka zdecydowała się na intensyfikację działań marketingowych związanych z budową marki. Kulminacja tych kosztów przypadła na październik. W normalnym otoczeniu rynkowym taki ruch mógłby się obronić. W warunkach wojny cenowej okazał się jednak bolesny dla wyniku, bo ostatecznie nie zadziałał. To znaczy wydatki na marketing zostały podniesione, ale sprzedaż rośnie wolniej. Tymczasem po co podkręca się budżet reklamowy, jeżeli nie po to, żeby podbić sprzedaż.

Pytanie czy Answear da radę wrócić do szybszej sprzedaży, a jeżeli tak, to ile punktów procentowych marży będzie musiało za to zapłacić? To jest coś, na co inwestorzy muszą znaleźć odpowiedź.

Autopartner – sygnał, iż dno może być za nami

Na sam koniec jeszcze rzut oka na też dawnego ulubieńca polskiej inwestycyjnej ulicy, na którego jeszcze kilka tygodni temu mało kto chciał patrzeć. Autopartnera przypomniał sobie, iż spółka potrafi rosnąć. Wystarczył jeden raport sprzedażowy, żeby narracja zaczęła się zmieniać. Grudniowe dane okazały się na tyle dobre, iż kurs odbił wyraźnie od minimów, a inwestorzy zaczęli grać pod scenariusz poprawy w kolejnych kwartałach.

Grudzień 2025 roku był kluczowy. Autopartner wypracował w tym miesiącu 322 mln zł skonsolidowanych przychodów, co oznacza wzrost o 17,9% rok do roku. To wynik zdecydowanie lepszy niż w poprzednich miesiącach i duże pozytywne zaskoczenie dla rynku, który po słabszym trzecim kwartale nie spodziewał się takiego przyspieszenia. W reakcji na dane kurs w trakcie sesji rósł choćby o ponad 8%, zbliżając się do poziomu 18,8 zł.

Dzięki mocnej końcówce roku całoroczne przychody Autopartnera w 2025 roku można szacować na około 4,42 mld zł, co oznacza wzrost o 7,6% rok do roku. To nie jest wynik spektakularny, ale w kontekście trudnego otoczenia rynkowego wygląda znacznie lepiej, niż jeszcze niedawno obawiali się inwestorzy.

A to otoczenie było dla spółki wyjątkowo wymagające. Branża dystrybucji części samochodowych od dłuższego czasu walczy z deflacją cen. Ceny części spadają, co przy wysokich stanach magazynowych uderza w marże. Do tego dochodzi silna konkurencja oraz mocna złotówka, która ciąży tej firmie, bo sporo zarabia na eksporcie.

Autopartner dodatkowo rozczarował wynikami za trzeci kwartał, kiedy marża brutto pogorszyła się kwartał do kwartału, podczas gdy konkurencyjny Inter Cars notował poprawę. To był jeden z powodów, dla których rynek mocno obniżył oczekiwania i wycenę spółki.

Dlatego grudniowy raport sprzedażowy został odebrany jako sygnał, iż najgorsze może być za spółką. Na razie trudno przesądzać, czy to początek trwałego trendu, czy tylko jednorazowy wyskok. Inwestorzy jednak wyraźnie zaczęli dyskontować scenariusz poprawy dynamiki przychodów w kolejnych okresach.

W krótkim terminie wyniki za czwarty kwartał pod względem zysków mogą jeszcze nie zachwycić, bo baza z poprzedniego roku jest wysoka. Patrząc dalej, rynek liczy na 2026 rok. Wsparciem ma być nowy hub logistyczny w Zgorzelcu, który kosztował około 180 mln zł. Spółka zakłada, iż pierwsze efekty oszczędnościowe i operacyjne będą widoczne po trzech do sześciu miesiącach od uruchomienia.

Autopartner nie wrócił jeszcze do formy sprzed lat, ale po słabym 2025 roku wreszcie pojawił się sygnał, iż dno może być za nami. Teraz wszystko zależy od tego, czy grudniowe przyspieszenie okaże się nową normą, a nie tylko chwilowym oddechem w trudnym rynku.

Inwestuj z XTB! Podczas rejestracji podaj kod DNARYNKOW i odbierz darmowy kurs inwestowania dla początkujących

Załóż konto na:
https://link-pso.xtb.com/pso/kdg44

Do zarobienia!
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00
67
5
Idź do oryginalnego materiału