Lanz Bulldog ale inny, czyli zanim w Mannheim nastał John Deere

2 godzin temu

Kiedy kurz po II wojnie światowej opadł, a europejskie pola zamiast czołgów znów zaczęły oglądać pługi, firma Heinrich Lanz AG stanęła przed nie lada wyzwaniem. Przed wojną była synonimem prostoty i niezniszczalności – ich „Bulldogi” z jednocylindrowym silnikiem żarowym chodziły na wszystkim, co się paliło i nie wybuchało od razu. Ale świat się zmienił. Ciągniki Lanz’a też musiały.

Po wojnie rolnicy zaczęli oczekiwać czegoś więcej niż dymiącego, dudniącego potwora. Komfort, łatwiejszy rozruch, wyższe obroty, mniejsze spalanie – to już nie była fanaberia, tylko realna potrzeba. I właśnie w tej atmosferze lat 50. Lanz zaczął kombinować. Nie zawsze z powodzeniem.

@wiadomoscirolniczepolska

Lanz Bulldog ale inny, czyli zanim w Mannheim nastał John Deere #rolnictwo #maszynyrolnicze #ciągnik #lanz #rolnictwo

♬ oryginalny dźwięk – Wiadomości Rolnicze Polska – Wiadomości Rolnicze Polska

Od “żarówki” do Diesla – trudna droga do nowoczesności

Lanz długo trzymał się swojej sprawdzonej koncepcji: jeden cylinder, głowica żarowa, ogromny moment obrotowy i charakterystyczne „bulgotanie”, które było słychać na pół wsi.

Ale konkurencja nie spała. Firmy takie jak Deutz AG czy Fendt stawiały na szybkie, nowoczesne wielocylindrowe silniki Diesla. Lanz musiał zareagować. Efekt? Seria przejściowych konstrukcji, które dziś można określić jednym słowem: poszukiwania. I właśnie w tym miejscu pojawia się bohater naszego artykułu.

Nazwa “Buldog” może być myląca, bo pod maska pracował normalny cywilizowany silnik diesla MWM, fot. Adam Ładowski

Lanz Bulldog D1666 – nietypowy „Bulldog”

Model Lanz Bulldog D1666 z 1955 roku to maszyna, która już na pierwszy rzut oka zdradza, iż coś tu się zmieniło. Bo to… nie jest typowy Lanz.

Co go wyróżniało? Brak silnika żarowego, brak „jednego wielkiego cylindra”, zupełnie inna kultura pracy. Zamiast tego zastosowano nowoczesny – jak na tamte czasy – silnik wysokoprężny.

Zachwycająca jest dbałość o szczegóły tej konstrukcji, fot. Adam Ładowski

Dane techniczne – skromnie, ale nowocześnie

D1666 nie był gigantem mocy, ale też nie miał nim być. To ciągnik dla małego gospodarstwa – taki, który zrobi robotę, ale nie zrujnuje kieszeni. Świadczyły o tym najważniejsze parametry:

  • silnik: 2-cylindrowy diesel Motoren-Werke Mannheim
  • moc: ok. 16 KM
  • pojemność: ok. 1,25 l
  • chłodzenie: cieczą
  • skrzynia biegów: ZF Friedrichshafen – 6 biegów do przodu + 1 wsteczny
  • sprzęgło: Fichtel & Sachs
  • prędkość maksymalna: ok. 20 km/h
  • masa: około 1,1 t

Czyli zestaw, który bardziej przypomina już „normalny” ciągnik lat 50. niż klasycznego Bulldoga.

Skrzynia biegów: ZF Friedrichshafen – 6 biegów do przodu + 1 wsteczny. Jakże wspaniały układ z precyzją godną dzisiejszych rozwiązań, fot. Adam Ładowski

„Konfekcyjny” Lanz – czyli składak z katalogu

D1666 to przykład tzw. Konfektionsschlepper, czyli ciągnika składanego z gotowych podzespołów. Innymi słowy: Lanz nie projektował wszystkiego od zera, tylko korzystał z tego, co było dostępne na rynku.

  • Dla rolnika? To często była zaleta – części łatwiej dostępne, technika bardziej znana mechanikom.
  • Dla fabryki? To znak, iż trwa okres przejściowy.
Ciągnik – zgodnie z ówczesnymi wymaganiami rolnictwa – posiadał przystawkę do napędu zewnętrznych maszyn pasem transmisyjnym, fot. Adam Ładowski

Eksperyment czy plan?

No właśnie – czym tak naprawdę był LB D1666? Trudno nazwać go pełnoprawnym następcą klasycznych Bulldogów. Jeszcze trudniej uznać za wielki sukces rynkowy, bo produkcja trwała zaledwie chwilę – powstało około 600 sztuk. To niewiele.

Najbardziej uczciwa odpowiedź?

To był eksperyment produkcyjny i jednocześnie: próba sprawdzenia rynku, test możliwości fabryki, krok w stronę nowoczesnych konstrukcji, które za chwilę miały nadejść. Lanz sprawdzał, czy rolnicy są gotowi na zmianę.

Mimo zalet, wyprodukowano tylko ok 600 sztuk tego modelu. Jeden z nich jest własnością Muzeum Motoryzacji Wena w Oławie, fot. Adam Ładowski

Dlaczego nie zrobił kariery?

Powodów było kilka: konkurencja była już o krok dalej, konstrukcja była „przejściowa” – ani klasyczna, ani w pełni nowoczesna, a nad firmą już zbierały się chmury zmian właścicielskich. niedługo potem Lanz trafił pod skrzydła John Deere – i historia potoczyła się zupełnie inaczej.

Podsumowanie – Bulldog, który nie chciał już bulgotać

Lanz Bulldog D1666 to interesujący przypadek w historii techniki rolniczej: z jednej strony odcina się od tradycji, z drugiej jeszcze nie tworzy nowej jakości. To maszyna z epoki przejścia – momentu, gdy rolnictwo spod znaku Lanz-a przestawało być siłowe, a zaczynało być bardziej „inżynierskie”.

Można powiedzieć, iż to nie był już stary Bulldog… ale jeszcze nie był nowy John Deere. I właśnie dlatego dziś D1666 jest tak interesujący – nie jako koń roboczy, ale jako świadek momentu, gdy historia skręcała w nową stronę.

Idź do oryginalnego materiału