Ma niespełna 20 ha i etat w korporacji. Tak ratuje rodzinne gospodarstwo

1 godzina temu

Pani Agnieszka wraz z mężem Tomaszem prowadzi niewielkie, niespełna 20-hektarowe gospodarstwo w okolicach Namysłowa. Uprawiają zboża, rzepak, kukurydzę, buraki cukrowe i słonecznik. Jak przyznaje rolniczka, dziś coraz trudniej utrzymać się wyłącznie z rolnictwa.

Dlaczego etat poza rolnictwem stał się dla tego gospodarstwa koniecznością

Rolniczka od kilku lat łączy pracę w gospodarstwie z etatem w korporacji. Mówi nam, iż bez dodatkowych dochodów prowadzenie gospodarstwa byłoby dziś bardzo trudne.

– Niestety, dziś trudno utrzymać się wyłącznie z rolnictwa. Gdyby nie dodatkowy dochód, byłoby naprawdę ciężko – przyznaje.

Jak dodaje, wszystkie zboża z ubiegłorocznych zbiorów sprzedała już w styczniu. Cena nie dawała jednak większych powodów do optymizmu.

750 zł za tonę zboża i rosnące koszty. Gdzie znika opłacalność

– Ostatnie zboże sprzedaliśmy po około 750 zł za tonę – mówi.

– Nakłady są ogromne. Dzisiaj trzeba włożyć bardzo dużo pieniędzy, żeby w ogóle uzyskać plon. Nawozy, mikroelementy, środki ochrony roślin – bez tego nie ma co liczyć na wysokie wyniki – tłumaczy.

Susza i przymrozki osłabiły uprawy

Rolniczka nie ukrywa też obaw związanych z tegoroczną pogodą. Susza i wiosenne przymrozki mocno odbiły się na kondycji upraw.

– Jak nie susza, to przymrozki. Rośliny są wyraźnie osłabione po ostatnich stresach pogodowych – mówi.

Choć okolice Namysłowa ominęły ostatnie gradobicia, problemem pozostaje brak opadów i przesuszona gleba.

– Oczywiście, jeżeli pojawią się opady i poprawią się warunki pogodowe, część roślin może jeszcze nadrobić straty. Ale potencjał plonowania już został ograniczony. To, co roślina straciła na początku wegetacji, będzie widoczne podczas żniw – ocenia.

Dlaczego nie chcą rezygnować z gospodarstwa

Mimo trudnej sytuacji pani Agnieszka nie zamierza rezygnować z prowadzenia gospodarstwa. Podkreśla, iż ziemia ma dla niej znaczenie dużo większe niż tylko ekonomiczne.

– To małe gospodarstwo, ale nasze, rodzinne. Nie poddamy się. Jak nie drzwiami, to oknami będziemy próbować je utrzymać – mówi.

Czy rodzinne gospodarstwo uda się przekazać dzieciom

– Chodzi o patriotyzm, o rodzinę, o to, żeby coś po sobie zostawić. Liczę, iż dzieci kiedyś przejmą gospodarstwo i będą je dalej prowadzić – dodaje.

I zaznacza, iż mimo pracy poza rolnictwem to właśnie gospodarstwo daje jej największe poczucie stabilizacji.

– W korporacji dziś jesteś, jutro może cię nie być. A gospodarstwo zostaje – podsumowuje.

Kamila Szałaj

Idź do oryginalnego materiału