Magazyny ropy pękają w szwach. Katar ostrzega: cały region Zatoki Perskiej stanie w ciągu tygodni

2 dni temu

Cena ropy przekroczyła 100 dolarów za baryłkę, Kuwejt ogłosił siłę wyższą, a produkcja w Iraku spadła o 60 proc. Świat doświadcza największego szoku energetycznego od dziesięcioleci.

Katarski minister energii Saad al-Kaabi powiedział w piątek w wywiadzie dla Financial Times wprost to, czego rynki obawiały się od początku konfliktu: jeżeli wojna amerykańsko-izraelska z Iranem nie zostanie niedługo zatrzymana, wszyscy eksporterzy energii w regionie Zatoki Perskiej będą zmuszeni do ogłoszenia siły wyższej i całkowitego wstrzymania produkcji. To nie jest hipotetyczny scenariusz – to mechanizm, który właśnie się uruchamia.

Tło dla tej wypowiedzi stanowi de facto blokada Cieśniny Ormuz, najważniejszego szlaku naftowego na świecie. W normalnych warunkach przepływa przez nią dziennie ok. 20-21 mln baryłek ropy i produktów naftowych, co odpowiada mniej więcej jednej piątej światowej konsumpcji płynnych paliw. Od czasu, gdy Gwardia Rewolucyjna Iranu zagroziła „podpaleniem” każdego statku próbującego przemierzyć cieśninę, ruch tankowców załamał się o ponad 90 proc. Setki jednostek – tankowce do ropy, gazowce LNG, chemikaliowce – stoją na kotwicach u wejścia do cieśniny, czekając na sygnał, którego nikt nie jest w stanie dać.

Efekt domina: od magazynów po odwierty

Problem jest fizyczny i prozaiczny zarazem. Kraje Zatoki wydobywają ropę, ale nie mogą jej nigdzie wysłać. Saudyjskie magazyny zapełniają się w tempie, które nie daje wiele czasu. Podobna sytuacja panuje w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Kuwejcie. Gdy magazyny osiągną pełną pojemność, jedyną opcją jest ograniczenie wydobycia, a w skrajnym przypadku – zamknięcie odwiertów. To właśnie zaczyna się dziać.

Irak jest tu najbardziej dramatycznym przykładem. Iracka produkcja ropy spadła już o ok. 60 proc. względem normalnego poziomu – z ok. 4,3 mln baryłek dziennie do zaledwie ok. 1,7 mln baryłek. Powodem jest brak tankowców zdolnych zabrać surowiec oraz szybkie zapełnianie się krajowych mocy magazynowych. Reuters informował, iż Irak zaczął od redukcji o 1,5 mln baryłek dziennie, ostrzegając iż cięcia mogą pogłębić się do ponad 3 mln baryłek, jeżeli blokada potrwa dłużej. Tak się właśnie stało.

Kuwejt ogłosił w piątek 7 marca siłę wyższą na swoje dostawy ropy i produktów rafinowanych. Kuwait Petroleum Corporation powołała się wprost na irańskie groźby wobec żeglugi w cieśninie. Redukcja wydobycia rozpoczęła się od ok. 100 tys. baryłek dziennie, ale oczekiwano jej potrojenia w ciągu weekendu. ZEA również przystąpiły do ograniczania produkcji.

Katar: „Nawet jeżeli wojna skończy się jutro, potrzebujemy tygodni”

Katar, jeden z największych producentów skroplonego gazu ziemnego na świecie – odpowiadający za ok. 20 proc. globalnych dostaw LNG – wstrzymał produkcję już 2 marca, po irańskim ataku dronów na instalacje w Ras Laffan. Minister al-Kaabi podkreślił w rozmowie z FT coś, co rynki energetyczne powinny wziąć sobie głęboko do serca: choćby gdyby działania wojenne ustały natychmiast, powrót do normalnego cyklu dostaw LNG z Kataru zajmie „tygodnie, a choćby miesiące”. Restart skomplikowanych instalacji skraplających to nie kwestia naciśnięcia przycisku.

Al-Kaabi wskazał też, iż plany rozbudowy katarskiego złoża North Field – flagowej inwestycji, która miała rozpocząć produkcję w połowie 2026 roku – zostaną opóźnione. jeżeli blokada potrwa miesiąc lub dwa, skutki dla globalnego bilansu gazowego będą odczuwalne jeszcze długo po zakończeniu konfliktu.

150 dolarów za baryłkę? Goldman Sachs mówi, iż to realne

Prognozy cenowe, które jeszcze kilka tygodni temu brzmiały jak scenariusze ze strefy science fiction, stają się bazowym założeniem poważnych instytucji. Goldman Sachs w nocie opublikowanej w piątek wieczorem ostrzegł, iż jeżeli przepływy przez Cieśninę Ormuz nie zostaną przywrócone do końca marca, ceny ropy – a zwłaszcza produktów rafinowanych – mogą przekroczyć szczyty z 2008 i 2022 roku. Wówczas baryłka Brent kosztowała odpowiednio 145 i 120 dolarów. Bank ocenił, iż skala obecnego szoku podażowego jest siedemnastokrotnie większa niż szczytowy ubytek rosyjskiej produkcji po inwazji na Ukrainę w 2022 roku.

Minister al-Kaabi był jeszcze bardziej bezpośredni, prognozując, iż przy utrzymującej się blokadzie cieśniny ropa dojdzie do 150 dolarów za baryłkę w ciągu dwóch do trzech tygodni, a ceny gazu mogą sięgnąć 40 dolarów za milion BTU.

W niedzielę wieczorem rynki potwierdziły najgorsze obawy. Kontrakty na ropę WTI wystrzeliły o ponad 20 proc., przekraczając w pewnym momencie 113 dolarów za baryłkę. Brent podążył podobną ścieżką, notując poziomy powyżej 114 dolarów. To pierwszy raz od rosyjskiej inwazji na Ukrainę, gdy ropa przekroczyła psychologiczną barierę 100 dolarów.

Opcje awaryjne – dużo za mało

Arabia Saudyjska nie stoi bezczynnie. Saudi Aramco uruchomiło rurociąg East-West o przepustowości ok. 5 mln baryłek dziennie, przekierowując część eksportu do portu Yanbu nad Morzem Czerwonym, z pominięciem Cieśniny Ormuz. Problem w tym, iż praktyczna przepustowość Yanbu jako terminalu eksportowego jest ograniczona – szacuje się ją na ok. 2 mln baryłek dziennie – co stanowi zaledwie ułamek normalnych saudyjskich dostaw. Biały Dom zasugerował też możliwość uruchomienia rezerw strategicznych i rządowych gwarancji ubezpieczeniowych dla armatorów. Eksperci z Center for Strategic and International Studies oceniają jednak, iż żadna kombinacja tych środków nie jest w stanie zrekompensować ubytku rzędu 20 mln baryłek dziennie.

Co to znaczy dla inwestorów

Konsekwencje rynkowe są wielopłaszczyznowe i sięgają daleko poza sam sektor naftowy. Kontrakty futures na Dow Jones spadły w niedzielę wieczorem o ponad 1000 punktów, S&P 500 pogłębił ujemną stopę zwrotu od początku roku, a rentowność amerykańskich 10-latek podskoczyła o niemal 7 punktów bazowych, sygnalizując rosnące oczekiwania inflacyjne. Fed, który jeszcze kilka tygodni temu rozważał obniżki stóp, znalazł się w patowej sytuacji: inflacja napędzana energią rośnie, ale równolegle piątkowy raport z rynku pracy – pokazujący utratę 92 tys. miejsc pracy w lutym – sugeruje osłabienie gospodarki. To klasyczny zestaw stagflacyjny.

Minister al-Kaabi podsumował: „Jeśli ta wojna potrwa kilka tygodni, ucierpi wzrost PKB na całym świecie. Ceny energii wzrosną u wszystkich. Pojawią się niedobory produktów i rozpocznie się reakcja łańcuchowa – fabryki, które nie będą w stanie produkować.”

Dla inwestorów najważniejsze staje się teraz pytanie nie o to, czy szok naftowy uderzy w globalną gospodarkę, ale jak głęboko i jak długo. Scenariusze rozciągają się od szybkiego odblokowania cieśniny – na co liczy amerykański sekretarz energii Chris Wright, mówiąc o „kilku tygodniach” – po wielomiesięczny kryzys podażowy, który mógłby zepchnąć świat w recesję. W tym drugim wariancie 150 dolarów za baryłkę to nie pesymistyczny skraj, ale punkt wyjścia.

Źródła: Reuters, Financial Times

Idź do oryginalnego materiału