Małe mleczarnie pod coraz większą presją. Upadek OSM Prudnik odsłania problemy całej branży

1 godzina temu

Upadłość Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Prudniku nie jest wyłącznie lokalnym wydarzeniem. To kolejny sygnał, iż małe i średnie zakłady mleczarskie coraz trudniej radzą sobie na rynku zdominowanym przez duże grupy kapitałowe, sieci handlowe i rosnące koszty produkcji.

Małe mleczarnie pod coraz większą presją. Upadek OSM Prudnik odsłania problemy całej branży

Działająca od 1946 r. mleczarnia zakończyła działalność, a pracę straciło kilkadziesiąt osób. Rozpoczął się również proces sprzedaży nieruchomości i wyposażenia zakładu, których łączną wartość oszacowano na około 12,5 mln zł.

Zdaniem Marka Kapicy, prezesa Zarządu Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich, sytuacja OSM Prudnik pokazuje szerszy problem polskiego mleczarstwa. Za kryzysem mniejszych zakładów nie stoi jeden błąd ani pojedyncza decyzja, ale nałożenie się wielu niekorzystnych zjawisk.

Mniejsze zakłady nie mają gdzie rozłożyć kosztów

Jednym z największych problemów pozostaje spadek cen skupu mleka, który bezpośrednio uderza zarówno w rolników, jak i przetwórców. Jednocześnie mleczarnie ponoszą wysokie koszty energii, transportu, opakowań, pracy i utrzymania infrastruktury.

Duże zakłady mogą rozłożyć te wydatki na większą skalę produkcji, więcej zakładów i szerszy asortyment. Małe spółdzielnie takich możliwości często nie mają. Każdy wzrost kosztów znacznie szybciej obniża ich marżę, a okresowe załamanie cen produktów może prowadzić do utraty płynności finansowej.

Mniejsze mleczarnie mają również słabszą pozycję negocjacyjną wobec dużych odbiorców. Dotyczy to przede wszystkim sieci handlowych, które oczekują niskich cen, dużych wolumenów, powtarzalnych dostaw i udziału w kosztownych akcjach promocyjnych.

Tania promocja może drogo kosztować producenta

Rynek produktów mlecznych coraz mocniej opiera się na promocjach i markach własnych sieci handlowych. Dla konsumenta oznacza to niższą cenę na półce, ale dla przetwórcy często wiąże się z dalszym ograniczaniem marży.

Bardzo niskie ceny promocyjne mleka, masła, serów czy twarogów mogą także obniżać postrzeganą wartość tych produktów. Konsument przyzwyczajony do częstych promocji zaczyna traktować obniżoną cenę jako poziom standardowy, choć nie zawsze pokrywa ona rzeczywiste koszty produkcji, przetwarzania i transportu.

Najbardziej odczuwają to zakłady, które nie mają własnej silnej marki ani wystarczającej skali, aby rekompensować niską rentowność jednego produktu zyskami z innych segmentów rynku.

Lokalna mleczarnia to nie tylko zakład produkcyjny

Upadek małej spółdzielni ma konsekwencje wykraczające poza sam zakład. Lokalne mleczarnie skupują surowiec od gospodarstw położonych w najbliższym regionie, zapewniają zatrudnienie i utrzymują produkcję wyrobów związanych z lokalną tradycją.

Dla rolników zamknięcie zakładu może oznaczać konieczność poszukiwania nowego odbiorcy mleka. Nie zawsze jest to łatwe, szczególnie w przypadku mniejszych gospodarstw, położonych daleko od dużych mleczarni lub dostarczających stosunkowo niewielkie ilości surowca.

Zmiana odbiorcy może również wiązać się z innymi wymaganiami jakościowymi, nowymi zasadami rozliczeń oraz wyższymi kosztami transportu.

Nowe przepisy oznaczają kolejne wydatki

Branża mleczarska mierzy się również z coraz większą liczbą wymagań środowiskowych i administracyjnych. Dotyczą one m.in. opakowań, recyklingu, gospodarki odpadami, zużycia energii oraz obliczania śladu węglowego.

Same cele związane z ograniczaniem wpływu produkcji na środowisko nie są kwestionowane. Problemem dla mniejszych zakładów jest jednak koszt wdrażania nowych systemów, przygotowywania dokumentacji oraz modernizacji linii technologicznych.

Duża firma może zatrudnić specjalistów i stworzyć osobny dział odpowiedzialny za raportowanie czy kwestie środowiskowe. W małej spółdzielni dodatkowe obowiązki często spadają na niewielki zespół, a koszt inwestycji w przeliczeniu na litr przerobionego mleka jest znacznie wyższy.

Ubywa gospodarstw i brakuje następców

Kolejnym problemem jest sytuacja demograficzna na wsi. Wielu producentów mleka zbliża się do wieku emerytalnego, a część gospodarstw nie ma następców zainteresowanych kontynuowaniem produkcji.

Produkcja mleka wymaga codziennej pracy, dużych nakładów inwestycyjnych i stałej obecności w gospodarstwie. Młodsze pokolenie coraz częściej rezygnuje z jej przejmowania, zwłaszcza gdy opłacalność jest niestabilna, a perspektywa zwrotu z inwestycji pozostaje niepewna.

Dla lokalnych mleczarni oznacza to ryzyko systematycznego kurczenia się bazy surowcowej. Mniej dostawców i mniejsza ilość mleka dodatkowo podnoszą jednostkowe koszty odbioru oraz przetwarzania.

Choroby bydła mogą gwałtownie zaburzyć dostawy

Niepewność zwiększają również zagrożenia epizootyczne. Pojawienie się chorób bydła lub wprowadzenie ograniczeń sanitarnych może zakłócić odbiór mleka, zwiększyć koszty bioasekuracji i ograniczyć handel.

Dla dużego podmiotu utrata części dostawców może być problemem przejściowym. Dla lokalnej mleczarni, uzależnionej od surowca z jednego regionu, podobna sytuacja może gwałtownie stać się zagrożeniem dla ciągłości produkcji.

Konkurencja z Ukrainą musi odbywać się na równych zasadach

Przedstawiciele branży zwracają także uwagę na przyszłe relacje handlowe Unii Europejskiej z Ukrainą. Polskie zakłady mleczarskie, szczególnie mniejsze, obawiają się konkurencji z podmiotami, które mogą funkcjonować przy innych kosztach produkcji i mniej wymagających regulacjach.

„Polskie spółdzielnie, zwłaszcza mniejsze, nie mogą ponosić wysokich kosztów unijnych regulacji, konkurując jednocześnie z podmiotami działającymi według innych zasad” – wskazano w wypowiedzi cytowanej przez Portal Spożywczy.

Problem nie dotyczy więc samego otwarcia rynku, ale zapewnienia porównywalnych wymagań dotyczących bezpieczeństwa żywności, ochrony środowiska, dobrostanu zwierząt i warunków produkcji.

Suplement z Salmonellą trafił do sprzedaży. Jest pilny komunikat GIS

Specjalizacja może być ratunkiem

Marek Kapica nie uważa, iż małe i średnie mleczarnie są z góry skazane na likwidację. Ich przyszłość nie może jednak opierać się wyłącznie na konkurowaniu najniższą ceną.

Szansą może być produkcja regionalna, specjalizacja, wysoka jakość, krótszy łańcuch dostaw oraz sprzedaż produktów, których nie oferują duże zakłady. Ważna jest również kooperacja zakupowa między spółdzielniami, wspólna organizacja sprzedaży i inwestycje w ograniczenie zużycia energii.

Mniejsze podmioty mogą budować przewagę na bezpośredniej relacji z rolnikami i konsumentami. Muszą jednak posiadać sprawny model sprzedaży, rozpoznawalną markę oraz produkty, za które klient będzie gotowy zapłacić więcej niż za najtańszy towar z marketu.

„Polska spółdzielczość mleczarska nie oczekuje przywilejów, ale warunków, w których dobra praca rolnika i przetwórcy nie będzie sprowadzana wyłącznie do ceny na półce” – podkreśla Marek Kapica.

Upadek OSM Prudnik pokazuje, iż bez poprawy rentowności i wzmocnienia pozycji mniejszych zakładów podobne przypadki mogą się powtarzać. Każde zamknięcie lokalnej mleczarni oznacza nie tylko utratę miejsc pracy, ale także osłabienie rynku zbytu dla gospodarstw i dalszą koncentrację przetwórstwa mleka w rękach największych podmiotów.

Idź do oryginalnego materiału