Debata o umowie UE–Mercosur rozgrzewa emocje na wsi i w polityce. Straszenie „zalewem taniego zboża z Ameryki Południowej” stało się jednym z głównych argumentów przeciwników porozumienia. Problem w tym, iż – jak przekonuje Mirosław Marciniak z Info Grain – w przypadku zbóż i oleistych ta narracja rozmija się z realiami rynku. A prawdziwy kłopot europejskiego rolnictwa leży gdzie indziej.
Mercosur nie zaleje Europy zbożem? Ekspert InfoGrain punktuje mity i uderza w polityczną hipokryzjęZboża i oleiste? Mercosur już tu jest
Zdaniem eksperta Info Grain zagrożenie konkurencyjne wynikające z umowy UE–Mercosur dotyczy przede wszystkim wołowiny, drobiu i cukru. W przypadku zbóż i oleistych znaczenie porozumienia jest marginalne.
– „O ile w przypadku wołowiny, drobiu i cukru istnieje zagrożenie w postaci konkurencji dla europejskiej produkcji, o tyle w przypadku zbóż i oleistych umowa nie będzie miała większego znaczenia” – podkreśla Mirosław Marciniak.
Dlaczego? Bo produkty z Ameryki Południowej od lat są stałym elementem unijnego rynku, niezależnie od Mercosur.
Soja i śruta sojowa – temat, o którym „eksperci” milczą
W przestrzeni publicznej często pojawia się argument o „zalaniu Europy” towarem niskiej jakości po podpisaniu umowy. Zdaniem Marciniaka to uproszczenie, które pomija najważniejsze fakty.
– „Ameryka Południowa od lat jest największym dostawcą śruty sojowej oraz soi do UE” – przypomina ekspert.
Skala tego importu jest ogromna:
- 18–20 mln ton śruty sojowej rocznie,
- 14–15 mln ton soi rocznie.
Co istotne, są to surowce modyfikowane genetycznie, których w UE nie wolno uprawiać, ale które bez przeszkód trafiają do unijnych portów.
Europa potrzebuje taniego białka. I nie ma alternatywy
Powód tej zależności jest prosty: Unia Europejska nie jest samowystarczalna białkowo.
– „Europa potrzebuje taniego białka w postaci śruty sojowej do produkcji pasz oraz oleju sojowego do produkcji biopaliw, których nie jest w stanie wyprodukować na miejscu” – zaznacza Marciniak.
I dodaje wprost:
– „UE ani Polska nie będzie w stanie zastąpić takich ilości importowanej śruty sojowej rodzimym białkiem. Co najwyżej można w niewielkim stopniu zmniejszyć import”.
Kukurydza GMO? Też już jest w UE
Podobnie wygląda sytuacja na rynku kukurydzy. W bieżącym sezonie Brazylia jest największym dostawcą kukurydzy do UE, szczególnie do Hiszpanii, Włoch i Holandii.
– „To kukurydza modyfikowana genetycznie, której w UE też nie można uprawiać” – podkreśla ekspert Info Grain.
Roczny import kukurydzy do UE z państw trzecich sięga 18–20 mln ton, głównie z Ukrainy, Brazylii i USA. Co więcej, od lat stawka celna na import kukurydzy wynosi 0%, co oznacza brak realnych barier.
– „Unijni przetwórcy mogą przywieźć nieograniczone ilości kukurydzy, wyprodukowanej z użyciem wycofanych w UE środków ochrony roślin czy GMO – i to nie tylko z państw Mercosur” – zauważa Marciniak.
Gdzie naprawdę jest problem?
Zdaniem eksperta sedno problemu nie tkwi w Mercosur, ale w polityce rolnej UE i decyzjach podejmowanych w Brukseli.
– „Problem leży w podejściu europarlamentarzystów do unijnego rolnictwa, które przez ich działania z roku na rok traci na konkurencyjności” – ocenia Marciniak.
Rolnikom i społeczeństwu narzucono narrację o konieczności bycia coraz bardziej „eko”, przy jednoczesnym:
- wycofywaniu kolejnych substancji aktywnych,
- zaostrzaniu norm,
- wzroście kosztów produkcji.
– „Decydentom w Brukseli nie przeszkadza, iż od lat do UE wjeżdża towar produkowany w zupełnie innych standardach” – dodaje.
Polityczne oburzenie? Zbyt późne
Marciniak nie kryje krytyki wobec polityków, którzy dziś najgłośniej protestują przeciwko Mercosur.
– „A co zrobiliście, aby powstrzymać ten import w poprzednich latach?” – pyta wprost.
– „Jeśli zgadzaliście się na import towarów produkowanych w innych standardach, to co zrobiliście, aby zrekompensować to unijnym rolnikom?”
Jego zdaniem wielu polityków dopiero teraz odkrywa temat, bo widzi w nim potencjał polityczny, a nie realną troskę o rolnictwo.
Ukraina, Mercosur – ten sam scenariusz
Ekspert Info Grain widzi wyraźną analogię do kryzysu zbożowego po napływie towarów z Ukrainy.
– „Debata publiczna wyglądała tak samo: polowanie na czarownice, szukanie winnych, zamiast merytorycznej analizy” – przypomina.
Jak podkreśla, gdy „mleko już się rozlało”, liczyły się emocje i polityczne oskarżenia, a nie realne rozwiązania. Dziś, w przypadku Mercosur, historia się powtarza.
Rolnicy znów zostają sami
Najbardziej gorzka diagnoza dotyczy miejsca rolników w tej debacie.
– „A gdzie w tym wszystkim są rolnicy? Ci, jak zwykle, muszą sobie radzić sami” – stwierdza Marciniak.
Jego zdaniem protesty powinny koncentrować się przede wszystkim na rosnących kosztach produkcji i wycofywaniu kolejnych środków ochrony roślin, bo to one realnie uderzają w opłacalność.
– „Zdrowa żywność to dziś slogan, za który rynek nie płaci odpowiedniej premii” – podsumowuje.
Mercosur stał się politycznym hasłem. Tymczasem – jak pokazuje analiza Info Grain – prawdziwe problemy europejskiego rolnictwa od lat pozostają te same. I znów grożą tym, iż zostaną zagłuszone przez populizm.

2 godzin temu







