MFW: Czy AI to szansa, czy zagrożenie dla gospodarek?

1 godzina temu

Inwestycje w infrastrukturę sztucznej inteligencji z jednej strony pomagają wzrostowi gospodarczemu, z drugiej zaś zapowiadają nadejście „powoli nadciągającego tsunami” – stwierdziła na spotkaniu w Bangkoku dyrektor zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), Kristalina Georgieva.

W Bangkoku odbywa się w tej chwili doroczne zgromadzenie MFW i Banku Światowego. Ministrowie i szefowie banków centralnych omawiają kwestie największych zagrożeń dla gospodarki światowej, jak działania AI czy wpływ rozszerzającego się konfliktu zbrojnego na Bliski Wschód na ceny energii i inflację.

W spotkaniach w trakcie obrad weźmie udział około 18 tysięcy osób, w tym przedstawiciele władz finansowych ze 191 państw członkowskich MFW. Nie będzie jednak wśród nich m.in. sekretarza skarbu USA Scotta Bessenta, ministra finansów Hiszpanii Arcadiego Españy oraz szefów finansów Kanady, Indii oraz Demokratycznej Republiki Konga. W tym ostatnim przypadku pierwszoplanowa dla tego kraju jest epidemia Eboli, która pochłonęła już co najmniej 4 tysiące ofiar i zaczyna już rozlewać się poza Kongo.

Prawdopodobnie będzie jednak obecny saudyjski minister finansów Mohammed Al-Jadaan stojący na czele komitetu sterującego MFW, mimo ataków Houti wspieranych przez Iran na międzynarodowe lotnisko w Rijadzie.

Pierwszym istotnym tematem rozmów stała się sztuczna inteligencja. Według Georgievej inwestycje w AI wspomagają globalny wzrost gospodarczy na poziomie około 3%, zwłaszcza w przypadku Azji, ale jednocześnie mogą jako „powoli nadciągające tsunami” wywołać wielkie wstrząsy na rynkach pracy oraz w systemach podatkowych i edukacyjnych. Jak dodała, boom w dziedzinie inwestycji w AI już w tej chwili wywołał „szok popytowy i inwestycyjny”, który może zwiększyć tempo wzrostu gospodarczego w rozwiniętych gospodarkach azjatyckich o 0,5-1,0 punktu procentowego, zaś w gospodarkach wschodzących tego regionu – o 0,2-0,8 punktu procentowego. Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozował w lipcu wzrost gospodarczy na poziomie 3% w 2026 roku.

„Można kochać AI albo jej nienawidzić, ale ona już tu jest. To właśnie to przyspieszenie sprawia, iż ​​światowa gospodarka utrzymuje wzrost na poziomie około 3%, mimo iż ciąży na niej szok związany z dostawami energii” – powiedziała w trakcie pierwszego dnia tygodniowych obrad MFW i Banku Światowego w stolicy Tajlandii.

Pytana o negatywny wpływ AI na rynek pracy, Kristalina Georgieva stwierdziła, iż badania MFW wykazały, iż około 40% miejsc pracy zostanie przekształconych – zmienionych przez nową technologię, zdegradowanych lub zlikwidowanych w wyniku rozwoju sztucznej inteligencji. W gospodarkach rozwiniętych ten odsetek może sięgnąć choćby 60%. Oznacza to daleko idące konsekwencje dla całego rynku pracy wzrostu gospodarczego, edukacji, a choćby sposobów, w jakie rządy czerpią dochody z podatków. Spodziewane jest też „przesunięcie akcentu z pracy ludzkiej na kapitał”.

Wstępne badania Międzynarodowego Funduszu Walutowego miały wykazać, iż już 10% miejsc pracy w USA wymagało umiejętności związanych ze sztuczną inteligencją. Z kolei liczba powtarzalnych, wymagających rutynowych działań, stanowisk malała, zaś rosło zatrudnienie w gorzej płatnych sektorach: budownictwie oraz utrzymaniu centrów danych.

Georgieva, która przyznała, iż każdego ranka otrzymuje od asystenta opartego na sztucznej inteligencji trzydziestosekundową wiadomość z podsumowaniem swojego harmonogramu stwierdziła, iż w przypadku AI mamy do czynienia z „technologią o przełomowym znaczeniu”

„Całkowicie zmienia ona sposób w jaki pracujemy i żyjemy” – dodała, zauważając, iż choć USA, Chiny i Indie to kluczowi producenci w łańcuchu dostaw dla branży AI, to jednak wiele firm dostarczających sprzęt niezbędny do budowy infrastruktury ma swoje siedziby w Azji.

Nawiązał do jej wystąpienia prezydent Singapuru Tharman Shanmugaratnam, który z kolei powiedział, iż rządy powinny zająć się problemem ograniczania przez sztuczną inteligencję szans na zatrudnienie dla absolwentów uczelni.

„Istnieje konkretny problem, którym musimy się pilnie zająć: maleje zapotrzebowanie na stanowiska stanowiące pierwszy szczebel kariery – czyli pierwszą pracę podejmowaną zaraz po ukończeniu studiów” – podkreślił, zaznaczając, iż świat „musi przeciwdziałać sytuacji, w której sztuczna inteligencja doprowadziłaby do nowej rozbieżności” w tempie wzrostu i tworzenia miejsc pracy między gospodarkami rozwijającymi się a krajami wysoko rozwiniętymi.

„Jeśli przyjmiemy zbyt bierną postawę, sztuczna inteligencja pogłębi te różnice. Musimy zatem zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby wykorzystać AI do tworzenia dobrych miejsc pracy – takich, w których ludzie mogą się sprawdzać i które pozwalają im piąć się po szczeblach kariery, mimo rozwoju tej technologii” – podkreślił.

Co ciekawe, innego zdania jest prezes Banku Światowego Ajay Banga, dla którego liczba miejsc pracy jest bardzo istotna. Uważa on bowiem, iż AI raczej nie doprowadzi do likwidacji miejsc pracy dla osób rozpoczynających karierę zawodową. Jej negatywne oddziaływania dotkną bowiem w największym stopniu państwa wysokorozwinięte, które zajmują się tworzeniem dużych modeli AI.

„Na rynkach wschodzących nie zajmujemy się dużymi modelami językowymi” – powiedział, dodając, iż Bank Światowy koncentruje się na wykorzystaniu „małej sztucznej inteligencji” (small AI), która nie wymaga ogromnej mocy obliczeniowej, aby zwiększać efektywność pracy rolników, placówek medycznych i nauczycieli.

Z kolej brytyjski minister finansów John Healey stwierdził na tym samym spotkaniu, iż konieczne jest zwiększanie odporności na wstrząsy geopolityczne oraz zachowanie dyscypliny budżetowej by „przejść zwycięsko przez problemy także i te spowodowane przez AI”.

„Będę współpracować z naszymi międzynarodowymi partnerami, aby utrzymać płynność handlu, wspierać rodziny i przedsiębiorstwa oraz uczynić brytyjską gospodarkę silniejszą i bardziej odporną” –zadeklarował w komunikacie opublikowanym przez jego resort.

Healey przekonuje przy tym, iż to nie AI jest największym problemem państw wysokorozwiniętych, a zadłużenie i potrzeba „wiarygodnych planów jego opanowania”. Jest to w dużym stopniu zbieżne z apelami, jakie w zeszłym tygodniu wystosowały dyrektor zarządzająca MFW Kristalina Georgieva oraz prezes Banku Anglii Andrew Bailey.

Bank Światowy przypomniał, iż w tej chwili koszty obsługi długu publicznego w największych gospodarkach osiągnęły najwyższy poziom od dekad, co jest efektem obaw inwestorów o inflację napędzaną konfliktem między USA a Iranem, a także właśnie skutkiem wysokiego poziomu zadłużenia państwa i konieczności utrzymywania wyższych stóp procentowych.

Healey zauważył, iż jest to właśnie także problemem Wlk. Brytanii, gdzie trzeba będzie wówczas podjąć działania zapewniające realizację planów ograniczenia zadłużenia przy rosnących kosztach obsługi długu przy konieczności zwiększenia wydatków na obronność i obniżenia kosztów energii.

Wszystko to razem powoduje, iż brytyjski instytut Institute for Fiscal Studies szacuje, iż jeżeli Healey będzie musiał zrekompensować uszczuplenie budżetu państwa spowodowane wyższą inflacją i sfinansować dodatkowe wydatki na obronność, konieczne stanie się podwyższenie podstawowej stawki podatku dochodowego o 3 punkty procentowe. Rząd pozyska wtedy 36 mld funtów, co pozwoli „domknąć budżet”, ale też „zdemoluje swoje poparcie polityczne”.

Idź do oryginalnego materiału