Rynek miedzi zaczął tydzień od wzrostów. Na kurs wpłynęły jednocześnie dwie rzeczy: tańsza ropa, która zmniejsza presję na kolejne podwyżki stóp w USA, oraz kolejny śmiertelny wypadek w chilijskim górnictwie. Miedź zyskuje w poniedziałek rano do 0,6 proc. Kontrakty na Comex zbliżyły się do 6,70 USD za funt, a od rekordu z września dzieli je już niewiele.
Sam wzrost nie jest duży. Ciekawsze jest to, co pokazuje: miedź wycenia dziś na raz politykę Fed, ceny energii i coraz słabszą podaż z Chile, czyli z kraju, który wydobywa około jednej czwartej miedzi na świecie.
Lawina w El Teniente. Kolejny cios dla Codelco
W niedzielę 11 października po południu czasu lokalnego lawina śnieżna zeszła na teren El Teniente. To flagowa kopalnia państwowego koncernu Codelco i największa podziemna kopalnia miedzi na świecie. Chilijski urząd górniczy Sernageomin podał, iż lawina zeszła o 13:58 w sektorze Cráter Norte, nazywanym El Botadero, i zagarnęła trzech pracowników prowadzących tam inspekcję. Jeden zdołał się uratować. Dwóch pozostałych zostało porwanych przez masy śniegu.
Wieczorem Codelco potwierdziło śmierć obu zaginionych. Byli to pracownicy podwykonawcy, firmy San Lorenzo. Chilijskie media podają, iż ratownicy musieli przekopać się przez około sześć metrów śniegu. Koncern początkowo pisał o lawinie błotnej, później zmienił komunikat. Zaznaczmy, iż wypadek wydarzył się w części odkrywkowej kopalni, gdzie praca była już wstrzymana z powodu złej pogody w środkowym Chile. Rano tego samego dnia Sernageomin ostrzegał przed ryzykiem osuwisk od regionu Antofagasta po Maule.
Z punktu widzenia samej produkcji podziemne wyrobiska El Teniente znaczą dużo więcej niż odkrywka. Rynek zareagował jednak na coś innego. To kolejny tragiczny wypadek w Codelco w ciągu nieco ponad roku, a każdy taki incydent może skończyć się kontrolami, przestojami i zaostrzeniem procedur.
Codelco w najsłabszej formie od dekad
Żeby zrozumieć nerwowość rynku, trzeba cofnąć się do 31 lipca 2025 roku. Wtedy tąpnięcie w El Teniente zabiło sześciu górników i zatrzymało część kopalni. Skutki widać do dziś. Fastmarkets podaje, iż w pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku wydobycie w El Teniente spadło rok do roku o około 27 proc. Cały koncern wyprodukował w 2025 roku 1,31 mln ton miedzi, najmniej od niemal trzech dekad.
Na początku sierpnia Codelco wstrzymało projekt rozbudowy Andes Norte, bo badania geologiczne wykazały nowe ryzyko sejsmiczne związane z większą głębokością prac. Rząd Chile po raz pierwszy w historii spółki pozwolił jej zatrzymać cały zysk za 2025 rok, czyli ponad 2,4 mld USD. Prezes rady dyrektorów Bernardo Fontaine przyznał, iż celu 1,7 mln ton rocznie do 2030 roku nie uda się już osiągnąć.
Państwowa komisja Cochilco prognozowała w sierpniu, iż produkcja miedzi w Chile spadnie w 2026 roku o 2,6 proc., do 5,27 mln ton. Wśród przyczyn wymieniła bardzo słabe pierwsze półrocze w Codelco oraz w należących do BHP kopalniach Escondida i Spence.
Escondida i Centinela. Ryzyko po stronie pracowników
El Teniente to tylko jedna z kopalń, które w ostatnich tygodniach sprawiają kłopoty. 23 września po śmierci pracownika przy pracach serwisowych wstrzymano Escondidę, największą kopalnię miedzi na świecie. Według Reutersa wydobycie wznawiano potem stopniowo. W tle toczy się spór płacowy. Związek zawodowy około 1020 nadzorców 30 września odrzucił ostatnią ofertę BHP, a za strajkiem głosowało 94,8 proc. uczestników. Firma 5 października wystąpiła o obowiązkowe mediacje w chilijskiej inspekcji pracy. Według chilijskiego kodeksu pracy realizowane są one pięć dni roboczych i za zgodą obu stron można je przedłużyć o kolejne pięć. Do czasu ich zakończenia strajk jest zawieszony.
Szef związku Alexis Barrera mówił chilijskiej prasie, iż strajk oznaczałby „praktycznie całkowite” zatrzymanie Escondidy. Warto pamiętać o precedensie z 2023 roku: ten sam związek też zagłosował wtedy za strajkiem, ale porozumienie zawarto w trakcie mediacji. Ostatni duży strajk w Escondidzie, w 2017 roku, trwał 44 dni.
W kopalni Centinela, należącej do Antofagasta Minerals, strajk już trwa. 7 października, po nieudanych mediacjach, pracę przerwało ponad 700 członków dwóch związków. To około 22 proc. bezpośrednio zatrudnionych. To pierwszy strajk w historii tej kopalni, która w 2025 roku wyprodukowała 240,4 tys. ton miedzi. Związkowcy szacują, iż w listopadzie produkcja może spaść choćby o połowę. Antofagasta twierdzi z kolei, iż jej prognozy wydobycia się nie zmienią. Spółka już wcześniej obniżyła tegoroczny cel dla całej grupy do 625-655 tys. ton.
Dorota Sierakowska, prezeska Girls Money Club, w komentarzu dla PAP przypomina, iż ten mechanizm się powtarza:
Regularnie pojawia się tam presja na wzrost płac, co skutkuje przestojami i ograniczeniem produkcji. Zjawisko to często nasila się w okresach, gdy ceny miedzi rosną – pracownicy widzą wtedy większe szanse na wynegocjowanie ustępstw ze strony właścicieli kopalń.
Ropa, inflacja i Fed
Drugim powodem poniedziałkowych wzrostów był rynek energii. Brent tracił w poniedziałek ponad 1 proc. i spadł w okolice 103 USD za baryłkę. WTI zszedł poniżej 91 USD. Ceny ropy wciąż są bardzo wysokie z powodu wojny z Iranem i ataków na żeglugę na Bliskim Wschodzie. Dlatego każdy spadek przekłada się tu na stopy procentowe, a pośrednio na metale przemysłowe.
We wrześniu Fed pod przewodnictwem Kevina Warsha jednogłośnie podniósł stopy o 25 pb, do przedziału 3,75-4,00 proc.. Była to pierwsza podwyżka od 2023 roku. Opublikowany 7 października protokół z posiedzenia pokazał jednak, iż członkowie FOMC różnią się w ocenie dalszych kroków. Część chce kolejnych podwyżek, inni wolą najpierw zobaczyć, jak gospodarka reaguje na wrześniową decyzję.
Oczekiwania rynku przesunęły w dużej mierze słabe dane z rynku pracy. We wrześniu w USA przybyło tylko 29 tys. miejsc pracy wobec prognozowanych 90 tys. Reuters pisał, iż po publikacji szanse na podwyżkę na posiedzeniu 27-28 października spadły do około jednej czwartej. Wcześniej rynek wyceniał ją jako scenariusz bazowy. Prawdopodobieństwo grudniowej podwyżki pozostało jednak bardzo wysokie. Michael Feroli, główny ekonomista JPMorgan ds. USA, ujął to tak:
Teraz potrzeba byłoby bardzo mocnego odczytu CPI, żeby październikowe posiedzenie stało się realnym terminem podwyżki.
To ważne dla miedzi, bo wyższe stopy podnoszą koszt utrzymywania surowców, które nie dają odsetek, i zwykle wzmacniają dolara. Miedź staje się wtedy droższa dla kupujących spoza strefy dolarowej. Dlatego środowe dane o wrześniowej inflacji CPI, które BLS opublikuje 14 października o 8:30 czasu nowojorskiego, mogą w tym tygodniu ruszyć kursem bardziej niż wiadomości z Chile. Chicagowski Fed ustami Austana Goolsbee’ego przypominał niedawno, gdzie leży problem:
Problem leży po stronie inflacyjnej mandatu Fed. Musimy mieć to na oku. Nie możemy pozwolić, by wymknęła się spod kontroli jeszcze bardziej.
Jak mocno ropa działa na miedź, było widać 8 października. Brent podrożał wtedy o 5,7 proc. po nowych atakach na tankowce, a trzymiesięczna miedź na LME spadła o 1,2 proc., do 14 300,50 USD za tonę, choć wcześniej w ciągu sesji dotarła do 14 646,50 USD.
Fizyczny rynek jest coraz ciaśniejszy
Pod wahaniami wywołanymi przez dane makro rynek fizyczny robi się coraz ciaśniejszy. 10 września trzymiesięczna miedź na LME ustanowiła rekord na poziomie 14 875 USD za tonę. Od początku roku zyskała około 16 proc. Zapasy w magazynach LME 8 października wynosiły 235 225 ton, o 41 proc. mniej niż na koniec kwietnia. Miedź z dostawą natychmiastową kosztowała wtedy o 98 USD więcej niż kontrakt trzymiesięczny. Taki układ cen, czyli backwardation, oznacza, iż metal jest potrzebny teraz. Premia Yangshan, którą chińscy importerzy płacą ponad cenę LME, wzrosła do 125 USD za tonę, najwyżej od listopada 2022 roku.
Duży wpływ na rozkład zapasów mają amerykańskie cła. W lipcu 2025 roku Waszyngton nałożył cła na druty i inne wyroby miedziane, ale katody rafinowane zostały na razie zwolnione do czasu zakończenia analiz. Obawa przed rozszerzeniem ceł sprawiła, iż do USA trafiły ogromne ilości metalu. Daniel Ghali, szef badań rynku metali w Deutsche Banku, mówił „Wall Street Journal”:
Gdy metal trafi już na ląd w USA, przestaje być dostępny dla światowych centrów popytu.
Ghali należy do największych optymistów: zakłada, iż w 2027 roku miedź podrożeje do 22 050 USD za tonę. Według niego przy takiej cenie przemysł zacząłby zastępować ją aluminium. Sam WSJ zaznaczył, iż prognoza ta znacząco odbiega od konsensusu. Analitycy S&P Global, cytowani przez PAP, zwracają uwagę, iż obecne ceny wynikają przede wszystkim z „trudności z podażą i strukturalnych braków koncentratu, a nie ze wzrostu popytu”. Przez to sam Fed może nie wystarczyć, by je trwale obniżyć.
Braki koncentratu widać w opłatach przerobowych (TC), czyli w tym, ile kopalnie płacą hutom za przetworzenie rudy. Na rynku azjatyckim opłaty te od dawna są ujemne, a w sierpniu według Fastmarkets spadły do około minus 174 USD za tonę. W praktyce to huty dopłacają, żeby w ogóle dostać surowiec. Dochodzi do tego coraz niższa zawartość metalu w rudzie: Escondida zakłada w roku finansowym 2027 zawartość miedzi w nadawie na poziomie około 0,70 proc., mniej więcej o jedną trzecią niższą niż w 2025 roku. Kopalnia musi więc przerobić dużo więcej skały, żeby uzyskać tonę miedzi.

1 godzina temu







