Miedź znów łamie bariery. KGHM na surowcowej fali sięga po szczyty sprzed pięciu lat

6 godzin temu

Wtorkowa sesja na London Metal Exchange przyniosła to, na co czeka każdy inwestor trzymający w portfelu papiery lubińskiego kombinatu – miedź przebiła 13 600 dolarów za tonę i utrzymała się powyżej tego poziomu do południa. KGHM Polska Miedź odpowiedział natychmiast. Kurs spółki zwyżkował na warszawskim parkiecie blisko 5 proc., zbliżając się do 308 zł przy poniedziałkowym odniesieniu 293,45 zł. To najlepszy sesyjny wynik od tygodni i sygnał, iż rynek zaczyna wyceniać scenariusz, w którym drugi kwartał będzie dla spółki równie mocny jak pierwszy.

Skala wtorkowej hossy nie sprowadza się do jednego surowca. Miedź na LME kwotowana jest w okolicach 13 628 dolarów za tonę, o krok od tegorocznych maksimów. Srebro drożeje o ponad 4 proc. i przekracza 59 dolarów za uncję. Złoto – po niedawnym zejściu do tygodniowego minimum 3 959 dolarów – odbudowało pozycję i utrzymuje pułap 4 tys. dolarów za uncję.

Dla KGHM to układ niemal wymarzony. Spółka jest bowiem jednym z nielicznych producentów w Europie, który znaczącą część przychodów generuje nie tylko na miedzi, ale też na srebrze – od lat utrzymuje pierwsze miejsce w rankingu największych kopalń srebra na świecie. Kiedy wszystkie trzy metale ciągną w górę jednocześnie, marża jednostkowa rośnie skokowo, a księgowi w Lubinie mają realny problem z tempem aktualizacji prognoz.

Rekordowy kwartał otworzył apetyt na więcej

Wysokie ceny nakładają się na wyjątkowo mocny start roku. W I kwartale 2026 r. Grupa KGHM wypracowała ponad 3,5 mld zł zysku netto przy produkcji 176 tys. ton miedzi płatnej – zgodnie z założeniami budżetowymi, ale z EBITDA wyższą o 11 proc. od konsensusu. Skala odbicia rok do roku robi wrażenie. Dla porównania w analogicznym okresie 2025 r. spółka pokazała 249 mln zł zysku netto akcjonariuszy jednostki dominującej przy przychodach 8,6 mld zł. Rok do roku zysk wzrósł kilkunastokrotnie.

Rynek czeka teraz na potwierdzenie, iż drugi kwartał utrzymał tempo. Rozszerzony raport półroczny KGHM opublikuje 19 sierpnia. Do tej daty inwestorzy będą prawdopodobnie handlować spółką z coraz większą „premią za oczekiwanie”.

W kalendarzu korporacyjnym warto odnotować także dwa świeże wydarzenia. Zarząd zatwierdził 3 lipca długoterminową „Strategię 2055+”, a walne zgromadzenie 10 czerwca zdecydowało o wypłacie dywidendy w wysokości 1,50 zł na akcję. To nie są rekordowe kwoty, ale sygnał, iż spółka wraca do regularnej polityki dywidendowej po latach niepewności.

Prognozy zostają w tyle za rynkiem

Ciekawą obserwacją bieżącej hossy jest to, jak bardzo wyprzedza ona konsensus analityków. Reuters, pytając 30 domów maklerskich o średnią cenę miedzi w 2026 r., otrzymał konsensus na poziomie 10 500 dol. za tonę. Goldman Sachs zakładał 10 710 dol. w pierwszej połowie roku. Scenariusz bazowy Capital.com mówił o średniej 12 419 dol. za tonę.

Rynek już dawno przekroczył te progi. Miedź od początku roku zyskała blisko 10 proc., a lipcowy poziom cenowy sytuuje ją w strefie, którą jeszcze niedawno analitycy prognozowali dopiero na 2028 rok. Argument fundamentalny pozostaje ten sam, co od dwóch lat – deficyt strukturalny wynikający z rosnącego popytu ze strony transformacji energetycznej, elektromobilności oraz – coraz mocniej – infrastruktury centrów danych i systemów sztucznej inteligencji. Podaż górnicza się nie nadąża, a nowych dużych projektów, które mogłyby ten deficyt domknąć, po prostu na horyzoncie nie widać.

Chiny hamują, geopolityka gra na dwa fronty

W tej optymistycznej narracji nie brakuje jednak zgrzytów. Ten najgłośniejszy to Chiny. Wzrost PKB Państwa Środka w II kwartale spowolnił do 4,3 proc. rok do roku i wypadł poniżej konsensusu 4,5 proc. oraz odczytu 5,0 proc. z I kwartału. Chiny to główny konsument miedzi na świecie – każda dziesiąta procentowego spadku dynamiki wzrostu przekłada się na kilkaset tysięcy ton mniejszego popytu w skali roku.

Poduszką bezpieczeństwa okazała się jednak produkcja przemysłowa, która w czerwcu wzrosła o 5,3 proc., a dolarowy eksport skoczył aż o 27 proc. Innymi słowy: konsument chiński hamuje, ale chiński przemysł wciąż surowce łyka w tempie budzącym respekt.

Drugi wektor niepewności, tj. konflikt USA-Iran, działa dziś na rynku metali w sposób ambiwalentny. Ropa Brent utrzymuje się na podwyższonych poziomach, bo rynek wycenia scenariusz zakłócenia dostaw przez Cieśninę Ormuz. Dla KGHM to niejednoznaczny sygnał. Z jednej strony droższa energia to droższe wydobycie – koszty jednostkowe pełzają w górę. Z drugiej, doświadczenie ostatnich dwóch dekad pokazuje, iż napięcia geopolityczne przyciągają kapitał instytucjonalny do metali przemysłowych i szlachetnych. A po tej drugiej stronie spółka z Lubina wygląda dziś bardzo atrakcyjnie.

Technika i kalendarz. Co dalej z kursem?

Z punktu widzenia analizy technicznej sytuacja wygląda czytelnie. 52-tygodniowe maksimum KGHM to 392 zł, minimum – 126,50 zł. Kurs w okolicach 305-307 zł oznacza, iż mieliśmy do czynienia ze zdrową korektą w trendzie wzrostowym i teraz spółka próbuje wracać do gry o wyższe poziomy. Wtorkowe obroty przekroczyły 100 mln zł, co jest znakiem aktywnego pozycjonowania instytucji – to nie jest ruch napędzany wyłącznie sentymentem detalu.

Do sierpniowego raportu półrocznego kurs będzie prawdopodobnie reagował na dwie zmienne: bieżące notowania miedzi i srebra oraz retorykę Fed. Ewentualny sygnał o utrzymywaniu wyższych stóp mógłby uderzyć w segment metali szlachetnych i podnieść dolara – co historycznie było niekorzystne dla surowców rozliczanych w USD. Na razie jednak układ trzech mocnych filarów – miedzi powyżej 13 600 dolarów, srebra przy 59 dolarów i złota trzymającego 4 tys. dolarów – buduje dla KGHM najlepszy warunki cenowe od miesięcy.

Jeśli sierpniowy raport potwierdzi, iż drugi kwartał był co najmniej równie dobry jak pierwszy, powrót w okolice 52-tygodniowego szczytu może przestać być scenariuszem hipotetycznym.

Idź do oryginalnego materiału