Ceny gazu w Europie wystrzeliły w poniedziałek o niemal 50 proc. po tym, jak QatarEnergy wstrzymała produkcję LNG, a ruch tankowców przez Cieśninę Ormuz niemal zamarł. Goldman Sachs policzył, ile rynek jest w stanie wytrzymać. Scenariusze są niepokojące – i bezpośrednio dotyczą Polski.
Poniedziałkowa sesja na europejskim rynku gazu była najdramatyczniejsza od wybuchu kryzysu energetycznego w 2022 roku. Benchmark europejski, holenderski TTF, wzrósł w ciągu dnia o ponad 54 proc., dochodząc do niemal 50 EUR za megawatogodzinę (MWh), po czym zamknął się na poziomie ok. 44,5 EUR/MWh, czyli o blisko 39 proc. wyżej niż w piątek.
Dla porównania, jeszcze 27 lutego TTF notowany był poniżej 32 EUR/MWh. W jeden dzień handlowy rynek cofnął się do poziomów cenowych, które analitycy Goldman Sachs wyznaczali jako próg wymuszający masowe przejście europejskiego przemysłu z gazu na węgiel i produkty naftowe – dokładnie tak jak w szczycie kryzysu energetycznego cztery lata temu.
Irańskie drony, katarski gaz i zablokowana cieśnina
Źródło wstrząsu jest geopolityczne. Po weekendowych uderzeniach USA i Izraela na Iran, Teheran odpowiedział atakami rakietowymi i dronowymi na sojuszników Waszyngtonu w regionie Zatoki Perskiej. Celem padła m.in. infrastruktura energetyczna – irańskie drony uderzyły w obiekty QatarEnergy oraz w rafinerię Ras Tanura w Arabii Saudyjskiej (największą w kraju, o mocy przerobowej 550 tys. baryłek dziennie), należącą do Saudi Aramco.
QatarEnergy, trzeci największy eksporter LNG na świecie po USA i Australii, ogłosiła w poniedziałek po południu wstrzymanie produkcji skroplonego gazu ziemnego w swoim flagowym obiekcie powiązanym ze złożem North Field. Firma nie podała szczegółów co do skali zniszczeń. Katar zestrzelił również dwa irańskie bombowce, co tylko podkreśliło skalę eskalacji.
Równolegle ruch tankowców przez Cieśninę Ormuz praktycznie zamarł. Dane satelitarne wskazują, iż armatorzy wstrzymali przeprawy z powodu ryzyka uszkodzenia statków, zajęcia ładunków i braku ubezpieczenia. Trzy tankowce zostały uszkodzone w regionie w ciągu weekendu.
Przy miesiącu blokady cena ponad dwukrotnie wyższa
To właśnie w tym kontekście analitycy Goldman Sachs opublikowali notę, która wstrząsnęła rynkiem. Ich szacunki są następujące:
Jeśli przepływ LNG przez Cieśninę Ormuz zostanie całkowicie wstrzymany na miesiąc, ceny gazu na europejskim TTF mogą wzrosnąć do ok. 74 EUR/MWh, co oznacza skok o 130 proc. w stosunku do piątkowych poziomów (ok. 32 EUR/MWh). To próg, przy którym w 2022 roku Europa przechodziła na masowe spalanie węgla kamiennego i produktów naftowych zamiast gazu.
Przy zakłóceniach trwających dłużej niż dwa miesiące ceny mogą przekroczyć 100 EUR/MWh (ok. 35 USD za milion BTU) – poziom widziany ostatnio w szczycie kryzysu po inwazji Rosji na Ukrainę.
Goldman wskazuje, iż w scenariuszu pełnego zamknięcia na miesiąc Europa musiałaby przez ponad trzy i pół miesiąca maksymalizować przejście na węgiel i paliwa ropopochodne, co odpowiada zużyciu ok. 8 proc. pojemności magazynowej gazu w Europie Północno-Zachodniej.
Co istotne, Goldman Sachs utrzymuje swój bazowy scenariusz cenowy dla ropy Brent na poziomie 60 USD za baryłkę w IV kw. 2026 r., pod warunkiem, iż nie dojdzie do trwałych zakłóceń dostaw. Jednak sam bank przyznaje, iż rynek wycenia już ok. 18 USD premii za ryzyko geopolityczne na baryłce ropy, co odpowiada 98. percentylowi takich premii od 2005 roku.
Magazyny gazu w UE na niebezpiecznie niskim poziomie
Wyliczenia Goldman Sachs brzmią jeszcze groźniej, gdy zestawić je z aktualnym stanem europejskich magazynów gazu. Według danych Gas Infrastructure Europe, na koniec lutego zapełnienie magazynów w UE wynosiło ok. 30 proc. To o ok. 10 punktów procentowych mniej niż rok temu o tej samej porze.
Niemcy, największa europejska gospodarka, miały magazyny zapełnione zaledwie w 20,5 proc., Francja w 21 proc. Europa zamyka sezon grzewczy ze znacznie mniejszym buforem niż w poprzednich latach, co czyni ją wyjątkowo podatną na szoki podażowe.
Dla porównania, unijne rozporządzenie o magazynowaniu gazu z 2022 roku nakłada na państwa członkowskie obowiązek zapełnienia magazynów do 90 proc. przed sezonem grzewczym. Droga od 30 do 90 proc. przy jednoczesnych zakłóceniach dostaw LNG i wyższych cenach spot to wyzwanie, którego skala zaczyna niepokoić analityków.
Polska – drugi klient Kataru. Ministerstwo uspokaja, rynek nerwowy
Sytuacja jest bezpośrednio istotna dla Polski. Katar jest drugim co do wielkości dostawcą gazu do naszego kraju, po Stanach Zjednoczonych i przed Norwegią, dzięki długoterminowym kontraktom LNG obsługiwanym przez terminal w Świnoujściu.
Ministerstwo Energii w poniedziałek wieczorem wydało komunikat, w którym zapewniło, iż „import ropy naftowej i gazu do Polski jest odpowiednio zdywersyfikowany” i wezwało do ostrożności wobec dezinformacji. Jednak nawet jeżeli bezpośrednie dostawy z Kataru nie zostaną przerwane, wzrost cen na globalnym rynku spot LNG automatycznie podbija koszty zakupu gazu dla wszystkich europejskich odbiorców, niezależnie od źródła kontraktu.
Warto zwrócić uwagę na dodatkowy mechanizm – jeżeli dostawy do Azji zostaną zakłócone, azjatyccy nabywcy zaczną konkurować o alternatywne ładunki LNG z USA i Australii, podbijając ceny również tych kontraktów. Europa, ze swoimi niskimi magazynami, znalazłaby się w niekorzystnej pozycji negocjacyjnej.
Morgan Stanley podnosi prognozę dla ropy do 80 dolarów
Równolegle gwałtowne ruchy notuje rynek ropy. Brent zakończył poniedziałek na ok. 77,5 EUR za baryłkę, rosnąc o ponad 7 proc. (w ciągu dnia sięgał 82,3 USD). Morgan Stanley podniósł prognozę ceny Brent na II kwartał 2026 r. z 62,50 do 80 USD za baryłkę. Citigroup oczekuje handlu w przedziale 80–90 USD. Goldman Sachs – jak wspomniano – trzyma się bazowej prognozy 60 USD na koniec roku, ale z wyraźnym zastrzeżeniem o scenariuszach ryzyka.
OPEC+ w niedzielę (czyli jeszcze przed poniedziałkowym szokiem cenowym) zatwierdził skromny wzrost wydobycia o 206 tys. baryłek dziennie od kwietnia – co odpowiada zaledwie 0,2 proc. globalnego popytu i nie stanowi realnej odpowiedzi na potencjalne zakłócenia. Co więcej, analitycy Goldman Sachs podkreślają paradoks: choćby gdyby Arabia Saudyjska i ZEA chciały uruchomić swoje moce rezerwowe (szacowane łącznie na 3,7 mln baryłek dziennie), fizyczne zamknięcie Cieśniny Ormuz uniemożliwiłoby wypłynięcie tego surowca z regionu.
Sekretarz stanu Rubio zapowiada plan
Amerykański sekretarz stanu Marco Rubio poinformował w poniedziałek, iż administracja Trumpa była świadoma ryzyka wzrostu cen energii przed podjęciem decyzji o ataku na Iran i przygotowała plan łagodzenia skutków. Konkretne środki mają zostać ogłoszone we wtorek. Rubio wspomniał o działaniach sekretarzy skarbu i energii, choć nie podał szczegółów.
Jednocześnie administracja nie planuje na razie uwolnienia ropy z amerykańskich rezerw strategicznych. Im dłużej potrwają zakłócenia na Bliskim Wschodzie, tym bardziej prawdopodobne staje się jednak skoordynowane uruchomienie rezerw awaryjnych przez kilka państw jednocześnie.
Co to oznacza dla rynków i inwestorów
Kluczowe pytanie, na które rynki szukają odpowiedzi, brzmi: jak długo potrwają zakłócenia w Cieśninie Ormuz? Goldman Sachs wyraźnie uzależnia swoje scenariusze od czasu trwania blokady, miesiąc oznacza podwojenie cen gazu, dwa miesiące oznaczają kryzys porównywalny z 2022 rokiem.
Dla inwestorów na GPW bezpośrednim beneficjentem wysokich cen surowców jest Orlen, którego akcje wzrosły w poniedziałek o ponad 5 proc. Pod presją znalazły się natomiast banki, linie lotnicze (Enter Air spadł o 4,7 proc.) i sektor turystyczny (Rainbow Tours tracił 13 proc.). WIG20 zakończył sesję 1,09 proc. na minusie, odrabiając część porannej straty sięgającej 2,25 proc.
Analitycy ING zwracają uwagę, iż rynek gazu był podatny na większy szok niż rynek ropy, z uwagi na ciaśniejszy bilans podaży i popytu na globalnym rynku LNG oraz niski stan magazynów w Europie. W tym kontekście szacunki Goldman Sachs nie są abstrakcyjną kalkulacją – to mapa ryzyka, z którą Europa i Polska muszą się mierzyć w najbliższych tygodniach.
Źródła: Goldman Sachs, ING Think, Euronews, Reuters, Bloomberg

2 dni temu






