Milioner w roboczym ubraniu i milioner w garniturze. Podobieństwa i różnice.

oszczednymilioner.pl 2 dni temu

Kiedy pierwszy raz czytałem opracowania naukowe dotyczące sposobu formułowania ogłoszeń skierowanych do różnych grup pracowników: robotników, korposzczurów i ich szefów, przecierałem oczy ze zdziwienia. Pewnie dlatego, iż nigdy nie głębiej się nad tym nie zastanawiałem.

A wnioski okazały się następujące. Do robotników przemawia się językiem, w których powtarza się słowa: grupa, paczka, drużyna. W przypadku typowych zawodów klasy średniej pojawia się szansa rozwoju, dynamiczny zespół, benefity. A do menedżerów kieruje przekaz o satysfakcji, wynikach itp. Oczywiście, chodzi o odwołanie się do wartości wspólnych klasie ludowej, biurowej i wyższej. Robotnicy szukają wspólnoty (ponieważ praca przy taśmie wymaga współpracy, podobnie jak w „murarskiej trójce”), biuro wzmaga współzawodnictwo (zwycięzca otrzymuje awans, lepszy gabinet, wyższą pensję i… więcej roboty), a szefowie dążą zapewniania zysków akcjonariuszom (cisną dwie poprzednie klasy, aby pracowały wydajniej, kosztem własnego zdrowia). I kiedy tak myślałem o tym podziale, nagle doznałem olśnienia. Przecież te same prawa i wartości stoją za sukcesem milionerów z różnych grup. Tak, ponieważ obecnie, choćby robotnik ma szansę zostać człowiekiem zamożnym. W jaki sposób?

Milioner-robotnik. Z oczywistych względów brakuje mu wiedzy akademickiej, pozwalającej odróżnić dobrą inwestycję od złej. Musi zatem kierować się tzw. ludową mądrością. Dla milionera-robotnika podejrzane są wszystkie giełdowe szacher-macher, obligacje korporacyjne, akcje itp. Wierzy we własną ciężką pracę i kooperację (swój zespół). Lubi skupiać się na nieruchomościach. Z trójkąta zamożności wybiera oszczędność i dążenie do podnoszenia zarobków. Jak widzicie, pomimo garnituru na grzbiecie (oraz umiejętności podnoszenia stóp zwrotu), jestem do niego dość podobny.

A teraz popatrzcie na typowy przykład. Budowlaniec – zarabia 15 tys. zł miesięcznie, a żyje za 5 tys. zł. Za nadwyżkę kupuje (gotówką) zaniedbane nieruchomości, remontuje je i sprzedaje z zyskiem. Nigdy nie rezygnuje z pracy, bo nie potrafi siedzieć bezczynnie. Zadowoli się ROI 5% rocznie, albo jak sam powie „darmowym mieszkaniem po 20 latach”.

Milioner z klasy średniej. Rozumie złożone procesy i potrafi nimi zarządzać. Zarabia nieźle, często 2-krotność średniej krajowej, a więc …. tylko 20% mniej od wyżej opisanego robotnika. Wyciska jednak lepsze stopy zwrotu. W jaki sposób? Korzystając z kredytu, którego robotnik unika (lewarując), łącząc w strategii akcyjnej wzrost wartości z dywidendą, akceptując wyższe ryzyko. jeżeli może, zakłada własną firmę, optymalizując podatkowo. Mam coś z niego.

Ponownie, wracamy do przykładu. Specjalista w korporacji. Kupił 3 mieszkania na kredyt, bo miał zdolność. Po 10 latach ich cena wzrosła o 100%, spłacił kredyty i został milionerem. Alternatywnie – kupił akcje CD Projektu, gdy ten wchodził na giełdę.

Milioner z klasy wyższej. Skupia się na zdobywaniu po znajomości niedostępnych publicznie informacji. Gra wspólnie z innymi szefami. Wykorzystuje „czas innych ludzi, pieniądze innych ludzi”. Czyli robi to samo, co na etacie. Znam kilku przedstawicieli tego gatunku. Dopóki są na górze (bo upadek bolesny), nie muszą oszczędzać, konsumują agresywnie, a i tak nikt nie odmówi im kredytu. Ich stopy zwrotu szybują w kosmos.

Przykład? Mateusz Morawiecki i Janusz Palikot. Pierwszy – typ korposzczura, drugi – typowy przedsiębiorca-kombinator. Obaj grali na granicy polityki i biznesu. Jeden za nadwyżki ogromnej pensji skupował za ułamek wartości działki, bo znał kogo trzeba. Drugi wchodził w produkcję, za pieniądze teścia i nie płacąc pracownikom. A na koniec wyrolował kumpla i całą grupę obcych ludzi. choćby jednak wtedy, jego krąg towarzyski wyciągał go za uszy z bagna. Jak to możliwe? Ponieważ spektakularny upadek groził całej klasie. Tam wielu ma swoje grzeszki i po co państwo ma się nimi interesować. Zadziałała, popularna w klasie wyższej solidarność grupowa.

Tyle różnic. Teraz podobieństwa.

Self made man. Najbardziej widoczna wśród robotników-milionerów. Oni zaczynają od zera, po szkole branżowej. W przypadku klasy średniej, ogromna praca, samozaparcie, pozwala zgromadzić większy majątek niż przeciętny w otoczeniu. Klasa wyższa zaczyna z najwyższego poziomu i staje się bajecznie bogata. Celowo w przykładach pominąłem „dziedziców”, nie jest sztuką ze 100 mln zrobić „aż” 150 mln.

Życie poniżej możliwości. Tu nie chodzi o niebotyczne zarobki (a takie potrafią być w klasie wyższej), ale o wydawanie mniej niż się zarabia. Milioner-szef ma łatwiej. Co to za sztuka żyć za 50% dochodu, przy zarobkach 150k miesięcznie? Żadna. Ale robotnik czy przedstawiciel middle class już powinien się skupić na oszczędzaniu.

Rozumienie wartości pieniądza. Masz szansę spojrzeć na to oczami milionera – pieniądze są jak siewne ziarno. W pewnym momencie zaczną pracować na Ciebie, a gdy mądrze to rozegrasz, również na Twoją rodzinę (następne pokolenia). Z drugiej strony, grosz zmarnowany straciłeś bezpowrotnie. Dlatego lepsze regularne 6% niż raz 9%, a kiedy indziej -9%. Wynik takiej inwestycji okaże się ujemny (109*0,91 =99,19). Proste.

Idź do oryginalnego materiału