Minister ogłasza sukces umowy z Mercosur. Marcin Wroński: „To tępa propaganda”

1 godzina temu

Ministerstwo Rolnictwa przekonuje, iż pierwszy miesiąc obowiązywania umowy handlowej UE–Mercosur przyniósł Polsce korzystny wynik: eksport żywności wzrósł, import zmalał, a deficyt w wymianie handlowej się obniżył. Resort mówi o dobrym początku i skutecznej ofensywie eksportowej. Zupełnie inaczej te dane ocenia Marcin Wroński ze Związku Zawodowego Rolnictwa „Samoobrona”. Jego zdaniem rząd próbuje zbudować polityczny sukces na podstawie zbyt krótkiego okresu.

Minister ogłasza sukces umowy z Mercosur. Marcin Wroński: „To tępa propaganda”

Spór nie dotyczy wyłącznie samych liczb. Chodzi przede wszystkim o to, czy dane z jednego miesiąca pozwalają już ocenić wpływ jednej z najbardziej kontrowersyjnych umów handlowych ostatnich lat na polskie rolnictwo.

Ministerstwo: eksport rośnie, import spada

Ministerstwo Rolnictwa poinformowało, iż w maju 2026 r. wartość polskiego eksportu artykułów rolno-spożywczych do państw Mercosur wyniosła 5,9 mln euro. Rok wcześniej w tym samym miesiącu było to 4,6 mln euro. Oznacza to wzrost o około 1,3 mln euro, czyli o ponad 28 proc.

Jednocześnie import produktów rolno-spożywczych z państw Mercosur miał spaść do około 141 mln euro. Według resortu był to wynik o 13,3 proc. niższy niż w maju 2025 r. uległ zmniejszeniu również deficyt w handlu żywnością z krajami tego bloku.

Mam dobrą wiadomość. Pierwsze dane pokazują, iż zwiększyliśmy eksport do państw Mercosur, a jednocześnie uległ zmniejszeniu import produktów rolno-spożywczych z tych państw do Polski – stwierdził minister rolnictwa Stefan Krajewski.

Szef resortu powiązał ten wynik z działaniami dyplomatycznymi prowadzonymi na rzecz otwierania zagranicznych rynków dla polskiej żywności. Najważniejszymi produktami wysyłanymi w maju do państw Mercosur były pieczywo i wyroby cukiernicze, czekolada oraz inne produkty zawierające kakao, a także słód palony.

Marcin Wroński: po miesiącu nie można oceniać skutków umowy

Optymistyczny komunikat resortu spotkał się z ostrą reakcją Marcina Wrońskiego, zastępcy przewodniczącego kujawsko-pomorskich struktur Związku Zawodowego Rolnictwa „Samoobrona”.

Rządzący mają ludzi za idiotów – napisał Wroński, zarzucając przedstawicielom rządu propagandowe przedstawianie pierwszych danych.

Jego główny argument dotyczy okresu objętego porównaniem. Zdaniem działacza rolniczego jeden miesiąc to zdecydowanie za mało, aby przesądzać, czy umowa jest dla polskiego rolnictwa korzystna.

Kto poważny ocenia skutki umowy międzynarodowej dla gospodarki kraju na podstawie jednego miesiąca? Chyba nikt – komentuje.

Wroński uważa, iż rzeczywisty wpływ liberalizacji handlu będzie można ocenić dopiero po roku, a w niektórych sektorach choćby po kilku latach. Dopiero wtedy widoczny będzie wpływ nowych kontyngentów, obniżanych ceł, reakcji importerów oraz zmian cen na unijnym rynku.

Pierwsze dane są korzystne, ale nie przesądzają o wyniku

Komunikat ministerstwa rzeczywiście opisuje dane korzystne dla Polski. W maju eksport wzrósł, a import spadł. Nie oznacza to jednak automatycznie, iż taki kierunek utrzyma się w kolejnych miesiącach.

Na handel rolno-spożywczy wpływają bowiem m.in. sezonowość dostaw, kursy walut, wielkość zbiorów, ceny surowców, zawierane wcześniej kontrakty i terminy uruchamiania kontyngentów importowych. Jednorazowy spadek importu może więc wynikać zarówno ze zmian warunków handlowych, jak i z czynników niezwiązanych bezpośrednio z umową.

Sam resort określa majowe wyniki jako dane wstępne i zapewnia, iż będzie przez cały czas monitorował wpływ porozumienia na rolników i producentów. Minister Krajewski przypomniał również, iż Polska sprzeciwiała się wejściu umowy w życie w obecnym kształcie i zaskarżyła sposób jej procedowania do Trybunału Sprawiedliwości UE.

Powstaje więc wyraźny rozdźwięk: z jednej strony rząd przez cały czas kwestionuje sposób przyjęcia porozumienia, a z drugiej eksponuje pierwsze dane jako korzystny rezultat.

Nie tylko bezpośredni import do Polski

Wroński zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt, który może mieć większe znaczenie niż bezpośredni napływ produktów z Ameryki Południowej do Polski.

Umowa obejmuje cały jednolity rynek UE. Produkty z Mercosur nie muszą więc trafiać bezpośrednio do polskich odbiorców, aby wpłynąć na sytuację krajowych producentów. o ile zwiększą podaż mięsa, cukru, drobiu lub innych produktów w Europie Zachodniej, mogą osłabić popyt na polskie towary kierowane dotychczas na te rynki.

Produkty z tych państw nie muszą trafiać finalnie do Polski, żebyśmy odczuwali negatywne skutki. Wystarczy, iż wypierają nasze produkty z innych europejskich krajów – argumentuje przedstawiciel „Samoobrony”.

To istotne z punktu widzenia polskiej branży rolno-spożywczej, której podstawowym rynkiem zbytu pozostają państwa Unii Europejskiej. Skutków umowy nie da się zatem mierzyć wyłącznie wartością importu odprawionego bezpośrednio w Polsce.

Spór także o skalę przedstawianych zmian

Wroński zestawia ogłaszane przez rząd wyniki z wartością całego polskiego importu niektórych produktów ogrodniczych. Wskazuje m.in. na wielomilionowy import ziemniaków, cebuli, marchwi, papryki, ogórków i pomidorów.

Jego zdaniem choćby korzystna miesięczna zmiana w handlu z Mercosur nie może być przedstawiana jako dowód zabezpieczenia interesów całego polskiego rolnictwa.

Trzeba jednak zaznaczyć, iż kwoty przywołane w komentarzu Wrońskiego nie odpowiadają wprost danym opublikowanym przez resort. Ministerstwo podało miesięczny wzrost eksportu o 1,3 mln euro oraz spadek importu o około 13,3 proc. Wroński mówi natomiast o zmianach liczonych w kilku milionach złotych w skali roku. Są to więc dwa różne sposoby przedstawienia danych, których nie należy traktować jako tożsamych.

Sedno jego krytyki pozostaje jednak inne: choćby kilkudziesięcioprocentowa zmiana w jednym miesiącu nie tworzy jeszcze trwałego trendu.

Kontrole na granicy nie rozwiązują problemu cenowego

Ministerstwo podkreśla również rolę kontroli jakości importowanej żywności. Od początku 2026 r. do połowy czerwca IJHARS skontrolowała ponad 41 tys. partii produktów z państw trzecich, w tym 1931 partii pochodzących z państw Mercosur. Towary niespełniające wymagań były zatrzymywane i nie mogły trafić do sprzedaży w Polsce.

Kontrole są najważniejsze z punktu widzenia bezpieczeństwa żywności i zgodności oznakowania. Nie rozwiązują jednak wszystkich obaw rolników. Produkty mogą bowiem spełniać wymagania importowe, a jednocześnie wywierać presję na ceny ze względu na niższe koszty produkcji, inne standardy środowiskowe lub większą skalę gospodarstw.

Dlatego organizacje rolnicze domagają się nie tylko kontroli sanitarnych i jakościowych, ale także rzeczywistego monitorowania wpływu importu na ceny skupu, opłacalność produkcji i udział polskich produktów w rynku unijnym.

Ten ryż nie trafi do sklepów. Inspekcja zablokowała 40 ton towaru

Prawdziwy test dopiero przed rolnictwem

Majowe dane są dla Polski korzystne, ale nie pozwalają jeszcze odpowiedzieć na najważniejsze pytania. Nie wiadomo, jak zmieni się handel po pełnym uruchomieniu preferencji celnych, czy wzrośnie import towarów uznawanych za szczególnie wrażliwe i jak zareagują ceny na rynku unijnym.

Ocena będzie wymagała danych z wielu miesięcy, najlepiej obejmujących cały cykl produkcyjny i sezon handlowy. Szczególnego monitoringu wymagają sektory wołowiny, drobiu, cukru, etanolu i miodu, które od początku znajdowały się w centrum rolniczych protestów.

Rząd może więc mówić o korzystnym pierwszym odczycie. Za wcześnie jednak, aby na tej podstawie ogłaszać trwały sukces umowy. Marcin Wroński formułuje swoją krytykę w wyjątkowo ostrym języku, ale jego podstawowe pytanie pozostaje zasadne: czy jeden miesiąc wystarczy, aby ocenić wieloletnie konsekwencje otwarcia unijnego rynku? Odpowiedź przyniosą dopiero kolejne kwartały.

Idź do oryginalnego materiału