Ministerstwo ukrywa prawdę o karach dla PKP Intercity

22 godzin temu

Styczeń 2026 roku przejdzie do historii PKP Intercity jako miesiąc wstydu – prawie połowa pociągów przyjeżdżała z opóźnieniem, pasażerowie godzinami tkwili na peronach, a pojedyncze składy spóźniały się choćby ponad kilkaset minut. Mimo to Ministerstwo Infrastruktury odmówiło ujawnienia, ile kar nałożyło na przewoźnika korzystającego z pieniędzy publicznych, zasłaniając się tajemnicą przedsiębiorstwa. Poseł Michał Moskal (PiS), który złożył interpelację w tej sprawie, nie kryje oburzenia.

W styczniu 2026 r. punktualność PKP Intercity przy przyjazdach wyniosła zaledwie 53,4% – niemal co drugi pociąg dalekobieżny w Polsce przyjeżdżał z opóźnieniem. Rok wcześniej, w analogicznym miesiącu, wskaźnik ten wynosił 74,4%, a średnia dla ostatnich lat oscylowała w okolicach 80–90%. Oznacza to spadek o ponad 20 punktów procentowych rok do roku i najgorszy wynik od wielu lat. Punktualność przy odjazdach spadła z 89,3% do 78,0%, co w praktyce oznacza masowe rozminięcie się rozkładu jazdy z rzeczywistością.

Paraliż kolei nie był chwilowym incydentem. Już na początku miesiąca podróżni w całym kraju mierzyli się z odwołaniami kursów i opóźnieniami sięgającymi kilkuset minut. Kulminacja nastąpiła 25–26 stycznia, gdy oblodzona sieć trakcyjna i awarie urządzeń doprowadziły do wstrzymania ruchu na kluczowych odcinkach w zachodniej Polsce, w tym między Poznaniem a Wrocławiem, Szczecinem i Frankfurtem nad Odrą. Pojedyncze pociągi – jak „Przemyślanin” czy „Podhalanin” – przyjeżdżały z opóźnieniem przekraczającym 200 minut, a w ciągu jednej doby odwołano setki połączeń. Oblodzona sieć trakcyjna, zamarzające rozjazdy i problemy z taborem złożyły się na miesiąc chaosu, którego konsekwencje ponieśli wyłącznie pasażerowie.

W tym samym czasie PKP Intercity korzysta z rekordowego poziomu finansowania ze środków publicznych. Spółka realizuje umowę o świadczenie usług publicznych (PSC – Public Service Contract) zawartą na lata 2021–2030, której łączna wartość sięga blisko 30 mld zł. Tylko w 2026 roku przewidziano dla niej rekompensatę w wysokości około 2,76 mld zł z budżetu państwa. Obywatele płacą więc miliardy za usługę, która w styczniu została wykonana na poziomie punktualności zbliżonym do rzutu monetą.

Na początku marca poseł Michał Moskal złożył interpelację, w której zadał Ministrowi Infrastruktury dziesięć szczegółowych pytań. Dotyczyły one m.in. łącznej kwoty kar umownych naliczonych PKP Intercity za styczeń 2026 r., zestawienia kategorii naruszeń (opóźnienia, odwołania, przepełnienia, brak asysty dla osób z niepełnosprawnościami), szczegółowych danych jakościowych, planowanych dodatkowych sankcji oraz zamiaru publikowania cyklicznych raportów z wykonania umowy PSC.

Odpowiedź – podpisana 3 kwietnia przez Podsekretarza Stanu Piotra Malepszaka – okazała się w dużej części odmową ujawnienia informacji. Na pytanie o łączną kwotę kar za styczeń 2026 r. Ministerstwo stwierdziło jedynie, iż kary „zostaną naliczone zgodnie z warunkami umowy PSC” oraz iż według wstępnych szacunków „łączna kwota kar będzie znacznie wyższa niż za styczeń 2025 r.”. Nie podano żadnej konkretnej wartości, nie wskazano statusu zapłaty ani etapu dochodzenia roszczeń wobec przewoźnika. Komunikat powstał przy tym ponad dwa miesiące po zakończeniu miesiąca, którego dotyczy pytanie.

Jeszcze dalej idzie odpowiedź na pytania o szczegółowe zestawienia kar i danych jakościowych. W odniesieniu do tabelarycznego wykazu kar według rodzajów naruszeń – od opóźnień na wyjeździe i przybyciu, przez odwołania z komunikacją zastępczą i bez niej, po przepełnienia i brak asysty dla osób z niepełnosprawnościami – Ministerstwo poinformowało, iż treść sprawozdań jest objęta tajemnicą przedsiębiorstwa PKP Intercity S.A. i nie zostanie upubliczniona. Tą samą formułą zasłonięto pięć kolejnych pytań, w których poseł prosił m.in. o szczegółowe dane dotyczące liczby odwołanych pociągów, struktury opóźnień czy skarg pasażerów. Siedem z dziesięciu pytań znalazło się nie doczekało odpowiedzi z powodu tajemnicy przedsiębiorstwa.

Równie krytycznie należy ocenić odpowiedzi na pytania o działania naprawcze. Minister Infrastruktury zapytany, czy dramatyczne wyniki jakościowe za styczeń uzasadniają dodatkowe sankcje – takie jak zaostrzenie progów jakościowych czy inne środki dyscyplinujące – minister uznał, iż „sankcje w postaci kar umownych są wystarczające”, argumentując to ich spodziewanie wysoką wartością. Wskazał również, iż część opóźnień wynika z przyczyn leżących po stronie zarządcy infrastruktury, a nie samego przewoźnika, ale nie podał żadnych danych liczbowych, które pozwoliłyby ocenić skalę tej różnicy.

Ministerstwo jednoznacznie odmówiło także wprowadzenia jawności danych o wykonaniu umowy PSC dla opinii publicznej. Na pytanie o publikowanie cyklicznych raportów zawierających pełne dane dotyczące punktualności, liczby odwołanych pociągów, wyników kontroli jakości oraz naliczonych kar odpowiedziało, iż nie planuje się ich udostępniania, ponieważ miałoby to naruszać tajemnicę przedsiębiorstwa PKP Intercity.

Wreszcie, zapytane o zamiar przeglądu i rewizji umowy PSC – tak, aby lepiej rozróżnić odpowiedzialność pomiędzy PKP Intercity a zarządcami infrastruktury, wprowadzić progresywne kary za długotrwałe i powtarzające się naruszenia oraz powiązać poziom rekompensaty z realnie osiąganymi parametrami jakości – Ministerstwo zapowiedziało jedynie, iż możliwość zaostrzenia systemu kar będzie analizowana w kontekście nowych umów zawieranych po 2030 r. Zaś podpunkt dotyczący samego rozdziału odpowiedzialności pomiędzy przewoźnika a zarządcę infrastruktury w ogóle nie doczekał się merytorycznej odpowiedzi.

— „To jest obraz państwa, w którym pasażer ma czekać na mrozie, podatnik ma płacić miliardy, a minister ma chować kompromitujące dane do szuflady pod pretekstem tajemnicy przedsiębiorstwa. Dopóki rząd nie pokaże pełnych danych o karach i nie powiąże rekompensaty z realną jakością usług, PKP Intercity będzie traktować rozkład jazdy jak luźną sugestię, a nie zobowiązanie wobec obywateli” — podsumowuje poseł Michał Moskal.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Tomasz Chmielewski

Idź do oryginalnego materiału