Nowy rok kalendarzowy już się rozpoczął, ale to właśnie początek lutego coraz częściej okazuje się momentem prawdziwie przełomowym. Noworoczne postanowienia zostały zweryfikowane przez codzienność, emocje pierwszych dni opadły, a presja symbolicznego „nowego początku” przestaje mieć znaczenie. W jej miejsce pojawia się coś znacznie trwalszego – spokój i gotowość do podejmowania długofalowych decyzji.
Psychologowie behawioralni zwracają uwagę, iż decyzje podejmowane po okresie intensywnej motywacji są statystycznie bardziej trwałe. To właśnie dlatego luty sprzyja działaniom, które nie są spektakularne, ale konsekwentne – szczególnie w obszarach wymagających cierpliwości i długiego horyzontu.
To moment, w którym coraz częściej myślimy nie o sobie, ale o dzieciach. O ich przyszłości, edukacji, możliwościach rozwoju i bezpieczeństwie finansowym w świecie, który zmienia się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.
Przyszłość dzieci to proces, nie jednorazowy gest
Planowanie przyszłości dzieci trudno zamknąć w jednej decyzji czy pojedynczym działaniu. Coraz wyraźniej widać odejście od reaktywnego podejścia na rzecz świadomego, długoterminowego budowania fundamentów, które mają działać niezależnie od zmiennych okoliczności gospodarczych czy politycznych.
Dotyczy to również finansów. Według danych Narodowego Banku Polskiego inflacja w ostatnich latach realnie obniżyła wartość oszczędności trzymanych w formie niepracującej gotówki. Jednocześnie raporty OECD pokazują, iż młodzi dorośli, którzy mieli styczność z planowaniem finansowym już w dzieciństwie, w dorosłym życiu lepiej radzą sobie z budżetem i rzadziej wpadają w spiralę zadłużenia.
W praktyce oznacza to zmianę podejścia: pieniądze coraz rzadziej są odkładane „na później”. Stają się elementem szerszej rozmowy o bezpieczeństwie, odpowiedzialności i wyborach, jakie dziecko będzie miało w dorosłym życiu – niezależnie od tego, jak dynamicznie zmieni się rzeczywistość.
Od skarbonki do długoterminowego kapitału
Przez dekady symbolem oszczędzania dla dzieci była skarbonka lub konto oszczędnościowe. Dziś, choć przez cały czas pełnią one istotną rolę edukacyjną, coraz częściej postrzegane są jako niewystarczające w długim horyzoncie. Powód jest prosty: pieniądz, który nie pracuje, z czasem traci na wartości, a cele związane z edukacją czy startem w dorosłość rozciągają się na kilkanaście, a choćby kilkadziesiąt lat.
Rodzice coraz częściej dochodzą do tych wniosków poprzez codzienne obserwacje. Rosnące koszty edukacji, zajęć dodatkowych czy choćby podstawowego wyposażenia szkolnego sprawiają, iż pytanie „czy odkładać” ustępuje miejsca pytaniu „jak zrobić to mądrze i bez presji”.
Z analiz firm inwestycyjnych i badawczych, takich jak Morningstar czy Vanguard, wynika jednoznacznie, iż w perspektywie 15–20 lat regularność i czas mają znacznie większe znaczenie niż jednorazowe, nieregularne wpłaty czy próby przewidywania rynku. Różnica między systematycznym odkładaniem choćby niewielkich kwot a działaniami podejmowanymi okazjonalnie może oznaczać kilkukrotnie wyższy kapitał końcowy.
Prykład? Regularne odkładanie 200 zł miesięcznie przez 18 lat oznacza wpłatę łącznie 43 200 zł. Przy długoterminowym inwestowaniu na globalnych rynkach kapitałowych wartość takiego portfela może być istotnie wyższa – właśnie dzięki efektowi procentu składanego.
Jeszcze wyraźniej widać to przy porównaniu momentu startu. Rodzice, którzy zaczynają inwestować od urodzenia dziecka, mają po swojej stronie czas. Ci, którzy odkładają decyzję np. do momentu pierwszej komunii, muszą wpłacać znacznie więcej, by osiągnąć podobny efekt końcowy – albo pogodzić się z niższym kapitałem na starcie dorosłości dziecka.
Inwestowanie dla dzieci jako rodzinny projekt
Coraz więcej rodziców traktuje dziś inwestowanie dla dziecka nie jako jednorazowe działanie, ale jako projekt rodzinny. Jednym z rozwiązań są konta inwestycyjne zakładane z myślą o dzieciach, prowadzone przez rodziców lub opiekunów prawnych do momentu osiągnięcia przez dziecko pełnoletności. Ich fundamentem są proste zasady: długi horyzont, regularne wpłaty oraz dywersyfikacja inwestycji – najczęściej poprzez fundusze odzwierciedlające szerokie rynki globalne. Co istotne, tego typu konta charakteryzują się bardzo niskimi kosztami prowadzenia, dzięki czemu większa część wpłacanych środków faktycznie pracuje na przyszły kapitał dziecka.
W krajach Europy Zachodniej i Skandynawii tego typu podejście od lat stanowi element domowego planowania finansowego – na równi z wyborem szkoły czy zajęć dodatkowych. W Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych inwestowanie na rzecz dziecka często rozpoczyna się już w pierwszych miesiącach jego życia, a zgromadzony kapitał staje się realnym wsparciem na starcie dorosłości.
Coraz częściej podobny sposób myślenia pojawia się również w Polsce – nie jako chwilowa moda, ale jako odpowiedź na zmieniające się realia ekonomiczne.
Technologia, która upraszcza długoterminowe decyzje
Rozwój technologii sprawił, iż inwestowanie przestało być domeną wąskiej grupy specjalistów. Platformy działające w modelu automatycznego doradztwa upraszczają cały proces do poziomu dostępnego dla przeciętnej rodziny, eliminując potrzebę bieżącego śledzenia rynków czy podejmowania emocjonalnych decyzji.
Przykładem mogą być rozwiązania oferowane m.in. przez Direct Fondee, w ramach których konto inwestycyjne dla dziecka funkcjonuje jako długoterminowy projekt, a nie narzędzie do aktywnego handlu czy spekulacji. Z perspektywy rodziców najważniejsze jest to, iż takie rozwiązania nie wymagają zaawansowanej wiedzy finansowej ani ciągłego zaangażowania, a jednocześnie pozwalają konsekwentnie odkładać środki i obserwować, jak kapitał rośnie w czasie.
W wielu domach stają się one również punktem wyjścia do rozmów o pieniądzach, planach i wartościach. Coraz więcej rodziców świadomie włącza dzieci w te rozmowy, traktując je jako element edukacji finansowej. Badania OECD pokazują, iż dzieci, które rozumieją podstawowe mechanizmy finansowe, w dorosłym życiu podejmują bardziej racjonalne decyzje ekonomiczne – niezależnie od poziomu dochodów.
Konsekwencja zamiast noworocznych deklaracji
Początek lutego sprzyja decyzjom, które są mniej efektowne, ale znacznie bardziej trwałe. Dotyczy to również finansowej przyszłości dzieci – obszaru, który nie potrzebuje spektakularnych gestów, ale konsekwencji i czasu.
Myślenie o dzieciach w długim horyzoncie nie jest sezonowym trendem. To proces, który dojrzewa razem z nimi. A w świecie, w którym wszystko dzieje się coraz szybciej, jednym z najcenniejszych zasobów, jakie można im dziś zapewnić, pozostaje czas – oraz mądrze zaplanowany kapitał, który z czasem staje się realnym wsparciem na starcie dorosłego życia.
Autor: Ireneusz Kubies, dyrektor ds. rozwoju rynku w Polsce Direct Fondee

3 godzin temu





