Mocne prognozy dla Polski. Gospodarka przyspiesza, a kredyty potanieją!

1 dzień temu

Polska gospodarka dostaje właśnie zielone światło od Banku Światowego. W czasie, gdy Europa Zachodnia ledwo zipie, a Niemcy kręcą się wokół zera wzrostu, prognozy dla Polski idą w górę. I to nie dlatego, iż „jakoś to będzie”, tylko dlatego, iż w tle realnie zmienia się układ sił.

Czy to faktycznie trwały trend, czy tylko chwilowe okno, które zaraz się zamknie?

Z jednej strony mamy rosnący popyt krajowy, pieniądze z UE, wydatki obronne i zapowiedzi obniżek stóp procentowych. Z drugiej strony coraz wyraźniejsze pęknięcia na rynku nieruchomości, problemy strukturalne Europy, demografię i bardzo selektywny popyt na giełdzie.

W tym materiale przechodzimy przez całą tę układankę krok po kroku. Zobaczymy, dlaczego Bank Światowy podnosi prognozy dla Polski, co RPP faktycznie komunikuje rynkowi na 2026 rok, gdzie kończy się odporność rynku mieszkaniowego i jak narracja dookoła Creepy Jar i Wittchena zmieniła się w kilka dni. Zapraszam!

Mocne prognozy dla Polski. Gospodarka przyspiesza, a kredyty potanieją!

Inwestuj z XTB! Podczas rejestracji podaj kod DNARYNKOW i odbierz darmowy kurs inwestowania dla początkujących

Załóż konto na: https://link-pso.xtb.com/pso/kdg44

Polska gospodarka na tle świata

Bank Światowy podnosi prognozy PKB dla Polski. Słusznie, bo jak zapowiadałem w innych materiałach, Polska zaliczy kolejny dobry rok wzrostu gospodarczego. W czasie, gdy handel międzynarodowy jest pełen napięć, a Europa Zachodnia ledwo łapie oddech, Bank Światowy mówi wprost: Polska poradzi sobie lepiej niż wcześniej zakładano.

Podniesiono prognozę wzrostu realnego PKB Polski w 2026 roku do 3,2%, czyli o 0,2 pkt proc. więcej niż w poprzedniej rundzie prognoz. W górę poszedł też szacunek dla 2025 roku, do 3,3% z 3,2%. Na 2027 rok instytucja zakłada spowolnienie do 2,9%, ale przez cały czas mówimy o tempie wyraźnie wyższym niż w wielu krajach regionu. Dla przykładu Niemcy w 2025 urosły tylko o mizerne 0,2%

Kluczowe jest to, w jakim otoczeniu te prognozy powstają. Polska wchodzi w 2026 rok w relatywnie dobrej kondycji, mimo niesprzyjających warunków zewnętrznych. Globalny handel pozostaje niepewny, strefa euro rośnie wolno, a napięcia handlowe wciąż wiszą w powietrzu. Mimo tego Polska ma rosnąć szybciej niż średnia dla regionu Europy i Azji Środkowej. Dla porównania, cały region w 2025 roku zwolnił do 2,4% wzrostu.

Co stoi za tą odpornością? Bank Światowy wskazuje przede wszystkim na solidny popyt krajowy. Konsumpcja i inwestycje publiczne amortyzują słabszy eksport. Dodatkowo coraz większą rolę zaczyna odgrywać absorpcja środków unijnych oraz rosnące wydatki obronne. To ważne, bo w warunkach słabnącego handlu zagranicznego właśnie popyt wewnętrzny decyduje o tym, czy gospodarka utrzymuje tempo.

Jednocześnie Bank Światowy zaznacza, iż jego prognozy dla Polski są raczej ostrożne. Średnia prognoz ekonomistów ankietowanych przez Bloomberga to około 3,5%, a część krajowych instytucji nie wyklucza choćby wzrostu rzędu 4%. To pokazuje, iż ryzyka są dwustronne, ale sentyment wobec Polski wyraźnie się poprawił.

Na tle regionu widać jednak wyraźne problemy strukturalne. Słabszy eksport, szczególnie w sektorach powiązanych z motoryzacją, jest efektem stonowanego wzrostu w strefie euro i niepewności handlowej. Bank Światowy zauważa też, iż wcześniejsze przyspieszenie handlu w 2025 roku było częściowo „sztuczne”, napędzane próbą wyprzedzenia zapowiadanych podwyżek ceł w USA.

Do tego zakończenie wojny mogłoby uruchomić falę inwestycji odbudowujących i poprawić zaufanie inwestorów w całym regionie. Najbardziej strukturalnym wyzwaniem pozostaje jednak demografia i rynek pracy. Starzenie się społeczeństw w Europie i Azji Środkowej będzie coraz mocniej obciążać wzrost. Do 2050 roku współczynnik obciążenia demograficznego w regionie ma wzrosnąć do 63%. To znaczy, iż na 100 osób pracujących przypadną 63 osoby, które z reguły nie pracują i są utrzymywane z systemu. Im wyższy wskaźnik, tym większa presja na tych, którzy pracują.

Na koniec warto spojrzeć na tło globalne. Bank Światowy prognozuje wzrost gospodarki światowej na poziomie 2,6% w 2026 roku i 2,7% w 2027 roku. To poniżej 3%, co oznacza, iż lata 20. mogą być najsłabszą dekadą pod względem wzrostu od lat 60. XX wieku. Jednocześnie jednak to, co nie jest w tym wzroście uwzględnione, to dynamiczny wzrost produktywności, który będzie konsekwencją dalszego rozwoju AI zwłaszcza w ujęciu robotyki. Przynajmniej takie jest moje zdanie.

Obniżki stóp i zmiana narracji RPP

Dodatkowym kopem do wzrostu będą dalsze obniżki stóp procentowych, jakie w 2026 roku zafunduje nam RPP. Na razie podczas ostatniego posiedzenia pozostawiono je na niezmienionym poziomie i stopa stopa referencyjna dalej wynosi 4%.

Sama decyzja tutaj akurat nie była zaskoczeniem. W grudniu pojawiły się sugestie, iż RPP zrobi przerwę, więc styczniowa decyzja jest zgodna z oczekiwaniami. Ciekawsze jest to, co dzieje się w komunikacji i w sygnałach z konferencji prezesa NBP, bo to one budują oczekiwania na kolejne miesiące.

Z jednej strony konferencja była wyraźnie gołębia, wręcz szykująca grunt pod cięcie. Adam Glapiński podkreślał, iż RPP nie musi czekać na marcowy raport o inflacji ani na konsensus prognoz. Zwracał uwagę, iż dane są cały czas, co brzmi jak odejście od trybu wait and see. Choć wymieniał ryzyka inflacyjne, jak presja popytowa, ryzyko odbicia dynamiki płac czy głębokie deficyty fiskalne, to znacznie więcej miejsca poświęcił czynnikom dezinflacyjnym, czyli cenom surowców i wpływowi taniego importu z Chin.

Padła też istotna wskazówka o poziomie docelowym. Prezes mówił o 3,50% jako docelowej stopie referencyjnej oraz o realnej stopie na poziomie 1 do 1,5%. W takim układzie część rynku zakłada, iż najbliższa obniżka o 25 pb może wydarzyć się już w lutym.

Z drugiej strony można do tego podejść bardziej „kalendarzowo”. Wtedy zakładamy, iż luty to jeszcze utrzymanie stóp bez zmian, bo wstępne dane o styczniowej inflacji pojawią się w połowie lutego, czyli już po posiedzeniu zaplanowanym na samym początku lutego. Przy takim podejściu marzec staje się kluczowy, bo do tego czasu znamy inflację za styczeń, a wtedy też RPP będzie mieć swoją nową projekcję inflacyjną. W tej wersji ruch w dół o 25 pb byłby bardziej prawdopodobny w marcu, zwłaszcza jeżeli projekcja inflacyjna NBP zostanie wtedy istotnie skorygowana w dół.

Obie wersje wydarzeń prowadzą stopy w dół. Różnią się jedynie tempem. Wasze kredyty i zobowiązania w 2026 roku więc dalej potanieją. Zresztą roczny WIBOR już to pokazuje, bo kwotowany jest na poziomie 3.75%. WIBOR 6-miesięczny z kolei na poziomie 3.83% zaliczając nowe minimum. Patrzcie, czyli to jednak działa tak, jak powinno i WIBOR estymuje zmiany z wyprzedzeniem? Czyli… dokładnie tak samo jak wcześniej estymował podwyżki z wyprzedzeniem.

Dołącz do nas na Twitterze oraz YouTube i bądź na bieżąco!

Rynek nieruchomości pod presją podaży

Może te obniżki stóp rozbudzą dalej polski rynek nieruchomości, bo ten dalej ma przed sobą ciężary.

W samym IV kwartale 2025 liczba gotowych, niesprzedanych mieszkań na siedmiu największych rynkach wzrosła o 46% i przekroczyła 14 tys. sztuk.

To nie oznacza, iż sprzedaż całkowicie się załamała. Wręcz przeciwnie, końcówka 2025 roku była najlepszym kwartałem w całym roku, a sprzedaż na siedmiu największych rynkach była o 14,6% wyższa niż rok wcześniej, jeżeli pominiemy transakcje z czasów „Bezpiecznego Kredytu 2%”.

Problem polega na czymś innym. Podaż przestała być „zjadana” przez popyt, a w części miast zaczęła go wyraźnie przerastać.

Raport JLL pokazuje mocno to, co można nazwać Polską dwóch prędkości. Warszawa i Trójmiasto są najbliżej równowagi. Tam nie widać nadwyżki podaży, ceny się trzymają, a w Warszawie choćby urosły rok do roku o 7,7%, choć autorzy raportu zaznaczają, iż wpływ mogła mieć duża pula drogich mieszkań w topowych dzielnicach.

Z kolei w wielu miastach regionalnych sytuacja jest zupełnie inna. W Katowicach wskaźnik wyprzedaży oferty to aż 15 kwartałów, czyli prawie 4 lata teoretycznej wyprzedaży przy obecnym tempie sprzedaży. To znaczy, iż gdyby w Katowicach od dziś nie pojawiło się ani jedno nowe mieszkanie w ofercie, a sprzedaż szła dalej w takim tempie jak ostatnio, to deweloperom zajęłoby około 15 kwartałów, czyli prawie 4 lata, żeby sprzedać to, co już mają wystawione. W Łodzi to około 9 kwartałów, w Krakowie i Poznaniu około 7. We Wrocławiu jest lepiej, bo oferta przy utrzymaniu sprzedaży z IV kwartału wyprzedałaby się szybciej niż w półtora roku.

Co to mówi o popycie? Że on istnieje, ale jest selektywny i za słaby, żeby absorbować rosnący zapas gotowych mieszkań. Szczególnie iż w IV kwartale oferta na siedmiu rynkach wzrosła do rekordowych 69,9 tys. lokali. I tutaj ciekawostka. Ponad 58% wzrostu oferty w tej grupie miast wynikało z Łodzi. Czyli jedna lokalizacja potrafiła „popsuć” statystykę całego rynku, a jednocześnie bardzo mocno zaburzyć lokalną równowagę.

Gdy rośnie liczba niesprzedanych gotowych mieszkań, zaczyna się klasyczny mechanizm presji na ceny i na płynność deweloperów. Eksperci JLL wprost mówią o ryzyku problemów z utrzymaniem płynności finansowej w części firm. Gotowe mieszkanie w ofercie to nie tylko „aktywo”. To też koszty utrzymania, koszty finansowania i rosnąca skłonność do promocji, rabatów i pakietów typu „miejsce postojowe gratis”.

Zresztą sygnały cenowe już są widoczne. W ujęciu kwartalnym ceny mieszkań spadły we Wrocławiu o 4,4%, a w Krakowie i Poznaniu po 2,7%. Tam, gdzie nie ma nadwyżki podaży, spadków nie widać, co jest logiczne.

Jeśli ktoś myśli, iż ten temat dotyczy tylko mieszkań, to rynek domów też pokazuje schłodzenie. Na rynku wtórnym zainteresowanie ogłoszeniami domów w IV kwartale 2025 było o 14% niższe niż w III kwartale, mierząc to liczbą kontaktów do sprzedających.

Stopy procentowe spadały, ale kredyt przez cały czas jest drogi i dostępny dla ograniczonej grupy kupujących. Do tego dochodzą zaporowe ceny w wielu lokalizacjach. Na rynku pierwotnym w 2025 roku deweloperzy sprzedali około 3,9 tys. domów, o 3% mniej niż rok wcześniej, a czwarty kwartał był wyraźnie słabszy od wcześniejszych.

I tu dochodzimy do czynnika, który będzie decydował o tym, czy rynek się „odetnie” od nadpodaży, czy pójdzie w stronę większych promocji. Kredyt hipoteczny. Kolejne obniżki stóp mogą wzmocnić popyt i pomóc deweloperom w poradzeniu sobie z nadwyżką podaży. Bez tego wsparcia, w miastach z dwuletnim i dłuższym okresem wyprzedaży presja na uatrakcyjnianie cen będzie rosnąć.

Creepy Jar i gamingowy zwrot narracji

Atrakcyjnie urosła za to cena akcji Creepy Jar, które udowodniło, iż czasem na giełdzie wystarczą trzy dni, żeby zmienić narrację o spółce o 180 stopni. Po premierze StarRupture kurs akcji wystrzelił niemal pionowo, a rynek dostał jednocześnie euforię, realizację zysków i bardzo istotny test popytu w ABB.

Zacznijmy od przyczyny całego zamieszania. 6 stycznia StarRupture zadebiutowało w formule early access i była to jedna z najmocniejszych premier w polskiej branży gier od lat. Gra bardzo gwałtownie trafiła do ścisłej czołówki bestsellerów na Steamie, a liczba jednocześnie grających rosła z dnia na dzień. Maksimum sięgnęło prawie 43 tys. graczy, czyli ponad dwa razy więcej niż przy debiucie Green Hell w wersji co-op. To nie był jednorazowy pik, tylko sekwencja kolejnych dni z rosnącym zaangażowaniem graczy.

Rynek zareagował natychmiast. W kilka sesji kurs Creepy Jara wzrósł o około 100%. Akcje znalazły się na najwyższych poziomach od ponad dwóch lat. W tym momencie do gry wszedł największy akcjonariusz finansowy.

Venture FIZ wykorzystał bardzo sprzyjające warunki rynkowe i ogłosił sprzedaż części pakietu w ramach ABB, czyli przyspieszonej budowy księgi popytu. Fundusz zaoferował 45 tys. akcji, czyli 6,43% kapitału, po cenie 620 zł za sztukę. Cała pula sprzedała się praktycznie od ręki, a Venture FIZ zainkasował 27,9 mln zł.

Po transakcji zaangażowanie funduszu spadło poniżej 10% w spółce, co oznacza utratę statutu osobistego i prawa do powoływania członka rady nadzorczej. Z punktu widzenia ładu korporacyjnego to istotna zmiana, ale z punktu widzenia rynku najważniejsze było coś innego. ABB się domknęło bez problemu. To znaczy, iż popyt instytucjonalny realnie istnieje choćby po tak dynamicznym wzroście kursu. Pamiętajcie, iż ktoś te wszystkie akcje musiał kupić.

Fundamentalnie sytuacja spółki też wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze kilka miesięcy temu. StarRupture już na starcie wygenerowało przychody odpowiadające znaczącej części budżetu produkcji, a analitycy BOŚ zakładają, iż próg zwrotu kosztów może zostać osiągnięty przy sprzedaży około 1 mln kopii gry głównej i odpowiedniej liczbie Supporter Packów. To przesuwa ryzyko projektu wyraźnie w dół.

Jednocześnie zarząd jasno komunikuje, iż 2026 rok jest podporządkowany dowiezieniu jakości. realizowane są prace nad optymalizacją, stabilnością i roadmapą rozwoju, a studio chce maksymalizować cross-promocję między StarRupture a Green Hell. To ważne, bo Green Hell przez cały czas generuje przychody i buduje bazę graczy.

Creepy Jar w trzy dni przeszedł drogę od „czekamy na premierę” do spółki z drugim silnym tytułem i realnym cash flow. ABB nie zepsuło narracji, tylko ją przetestowało, a rynek, jak na razie, ten test zdał.

W ramach ciekawostki warto wspomnieć, iż po tym rajdzie rynkowa wycena spółki Creepy Jar po raz pierwszy przebiła rynkową wycenę spółki 11 BIT Studios, które jeszcze półtora roku temu było oczkiem w głowie inwestorów w branży gamingowej, a dziś jest największym przegranym sektora.

Creepy Jar dźwignął też cały sektor polskiego gamingu z marazmu. W górę poleciał CD Projekt czy Playway i to też dobry moment na dodanie czegoś do portfela emerytalnego, który dla was prowadzę w XTB. Ten został założony w październiku 2025 roku. Co miesiąc wpada do niego 2500 zł, a w tej chwili od początku stycznia kasa się trochę kisi. Czas na zakupy. W portfelu są w tej chwili akcje GPW, Asseco, MSCI oraz ETF na półprzewodniki. Cały portfel daje… prawie 18% zysku. Nieźle jak na 3 miesiące.

Za wpłatę, która do portfela wleciała zdecydowałem się na dorzucenie do portfela akcji właśnie kogoś z polskiego gamingu. Bloober wpada do portfela za całą wpłatę 2500 zł. O Blooberze mówiłem już wiele razy. Myślę, iż ogólnie przygotujemy osobny materiał o polskich spółkach gamingowych, ale o samej aktualizacji chciałem wam dać znać już teraz. Pamiętajcie, iż cały ten portfel możecie odzwierciedlić bez problemu mając konto u Partnera tego materiału, czyli w XTB.

XTB, przygotował też dla was raport z prognozami na 2026 rok, w którym zbiera dokładnie te pytania: co dalej z akcjami, co z surowcami, jak zachowa się złoto i czy AI faktycznie dalej pociągnie rynki. To nie jest instrukcja „co kupić”, tylko materiał do myślenia w takim otoczeniu jak obecne. Naprawdę przydatny materiał

Wittchen – próba podniesienia się z kolan

Z kolan powstał też Wittchen. Po prawie trzech latach spadków i korekcie sięgającej 67% od szczytu spółka dała sygnał, iż zaczyna się tam dziać coś pozytywnego. Akcje w ostatnich tygodniach odbiły o prawie 30% i znalazły się najwyżej od pół roku.

Co się wydarzyło? Punktem wyjścia jest decyzja o wstrzymaniu wypłat dywidendy w latach 2025–2027. Dla części inwestorów to zimny prysznic, zwłaszcza iż Wittchen przez trzy ostatnie lata regularnie dzielił się zyskiem, wypłacając od 3,03 zł do 3,57 zł na akcję. Zarząd jasno jednak komunikuje, iż priorytety się zmieniły.

Kluczowe jest to, co pojawia się w zamian. Po pierwsze restrukturyzacja finansowania. Zarząd prowadzi zaawansowane rozmowy z bankiem dotyczące nowego finansowania, które ma pozwolić na refinansowanie istniejącego długu, realizację inwestycji oraz skup akcji własnych.

Wittchen dostał zgodę na odkupienie aż do 20% akcji po cenie nie wyższej niż 22 zł, z limitem wydatków do 81 mln zł i horyzontem czasowym do końca 2026 roku.

Zarząd wprost mówi, iż to propozycja dla akcjonariuszy mniejszościowych, którzy mogą chcieć zrealizować inwestycję z premią wobec ostatnich notowań. Jednocześnie rodzina Wittchen nie zamierza sprzedawać swoich akcji w tym skupie, co jest czytelnym sygnałem, iż główni właściciele nie tracą wiary w spółkę. To naprawdę nietypowe zagranie i pewien gest w stronę akcjonariuszy. Jednak realnie jest to alternatywa dla dywidendy, a różni się jedynie formą zwrotu pieniędzy dla akcjonariuszy.

Jeśli chodzi o kwestie operacyjne, to spółka planuje rozbudowę centrum logistycznego w Palmirach, co ma poprawić efektywność operacyjną i ograniczyć koszty w przyszłości. Równolegle zapowiadane są trudne decyzje dotyczące sieci sprzedaży. Część salonów jest nierentowna i albo będzie wymagała dodatkowych inwestycji, albo zostanie zamknięta, choćby kosztem jednorazowych obciążeń. To klasyczne „oczyszczanie” struktury po latach dynamicznej ekspansji.

Tutaj warto przypomnieć, iż operacyjnie Wittchen wygląda dziś bardzo kiepsko i gest zwrotu środków dla akcjonariuszy jest świetny, ale nie odmieni tego, jak dobrze firma radzi sobie ze sprzedażą. Tymczasem tutaj cały czas jest kiepsko.

Może się jednak okazać, iż „oczyszczenie” struktury i nowe centrum logistyczne poprawią rentowność i doprowadzą do jakiegoś odbicia w wynikach spółki.

Odpowiadając więc na pytanie: Czy Wittchen z kolan? To jeszcze nie jest nic pewnego, ale ewidentnie daje sygnały, iż stara się coś zmienić.

Inwestuj z XTB! Podczas rejestracji podaj kod DNARYNKOW i odbierz darmowy kurs inwestowania dla początkujących

Załóż konto na:
https://link-pso.xtb.com/pso/kdg44

Do zarobienia!
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00
67
5
Idź do oryginalnego materiału