Mróz zabrał owoce, upał dopełnił zniszczeń. Sadownicy liczą miliardowe straty

1 godzina temu

W wielu sadach tegoroczny sezon zakończył się, zanim na dobre się rozpoczął. Najpierw kwitnące drzewa i krzewy zostały uderzone przez silne przymrozki, a później część ocalałych owoców uszkodziły wysokie temperatury. Branża sadownicza szacuje, iż wartość strat może przekroczyć 2 mld zł. Producenci oczekują teraz pomocy krajowej oraz uruchomienia pieniędzy z unijnej rezerwy kryzysowej.

Mróz zabrał owoce, upał dopełnił zniszczeń. Sadownicy liczą miliardowe straty

Największym problemem nie jest jednak wyłącznie utrata tegorocznych dochodów. Znacznie mniejsza podaż owoców może odbić się na pracy zakładów przetwórczych, eksporcie, cenach detalicznych oraz zdolności gospodarstw do finansowania kolejnego sezonu.

Mróz przyszedł w najgorszym możliwym momencie

Najpoważniejsze szkody powstały między 20 a 30 kwietnia. Temperatura przy powierzchni gruntu obniżała się wówczas do około minus 8 stopni Celsjusza, a lokalnie notowano choćby minus 10 stopni. Zimno utrzymywało się przez kilka godzin, gdy wiele gatunków znajdowało się w fazie kwitnienia lub tworzenia pierwszych zawiązków.

To jeden z najbardziej wrażliwych etapów produkcji sadowniczej. Kwiaty i młode zawiązki są znacznie mniej odporne na ujemne temperatury niż drzewa pozostające w zimowym spoczynku. Gdy uszkodzenie nastąpi właśnie wtedy, nie można już odbudować plonu w dalszej części sezonu.

W niektórych gospodarstwach zniszczenia objęły 40–100 proc. spodziewanej produkcji. Komisje terenowe odnotowują sady, w których nie przetrwało ponad 90 proc. owoców.

Najtrudniejsza sytuacja w czterech województwach

Szczególnie duże straty zgłaszają producenci z województw mazowieckiego, lubelskiego, łódzkiego i świętokrzyskiego. Są to regiony o dużym znaczeniu dla krajowej produkcji jabłek, wiśni, czereśni oraz owoców jagodowych.

Skala zgłoszeń pokazuje, iż nie chodzi o pojedyncze przypadki. W województwie lubelskim pracuje ponad 120 komisji zajmujących się oceną szkód, a w jednej z gmin wpłynęło przeszło tysiąc wniosków o przeprowadzenie szacowania.

Protokoły sporządzane przez komisje będą miały najważniejsze znaczenie przy ustalaniu ostatecznej wartości strat oraz ewentualnego podziału pomocy.

Nie tylko czereśnie i wiśnie. Straty objęły wiele gatunków

Ujemne temperatury szczególnie mocno uszkodziły czereśnie, wiśnie, morele, brzoskwinie oraz część odmian jabłoni. Poważne problemy wystąpiły również na plantacjach malin, porzeczek i jeżyn. W niektórych gospodarstwach plon tych owoców został zredukowany niemal do zera. Relatywnie najlepiej z trudnymi warunkami poradziły sobie śliwy.

Straty nie rozłożyły się jednak równomiernie. O wielkości plonu decydowały lokalne spadki temperatury, położenie sadu, faza rozwojowa roślin, odmiana oraz możliwość zastosowania ochrony przeciwprzymrozkowej.

Lepszą sytuację mają przede wszystkim gospodarstwa wyposażone w instalacje zraszające, nagrzewnice, wiatraki lub inne rozwiązania ograniczające skutki mrozu. Tego typu zabezpieczenia są jednak kosztowne i przez cały czas nie stanowią standardu w większości sadów.

Po przymrozkach przyszły upały

Gdy zakończył się okres wiosennych przymrozków, problemy producentów nie zniknęły. Kolejnym zagrożeniem stały się bardzo wysokie temperatury.

Upały szczególnie mocno uderzyły w owoce jagodowe. Część z nich została uszkodzona jeszcze przed zbiorem – owoce traciły jędrność, jakość handlową i przydatność do sprzedaży. Według przedstawicieli branży na niektórych plantacjach dochodziło wręcz do przegrzewania owoców na krzewach.

Dla gospodarstw oznacza to podwójną stratę. choćby tam, gdzie rośliny przetrwały wiosenny mróz, późniejsza pogoda mogła ograniczyć ilość surowca nadającego się do sprzedaży na rynku deserowym lub do przetwórstwa.

Jabłek może być znacznie mniej

Szczególne obawy dotyczą zbiorów jabłek, czyli najważniejszego owocu polskiego sadownictwa. Potencjał krajowych sadów oceniany jest na około 5 mln ton rocznie, jednak w tym sezonie produkcja może wynieść jedynie około 2,5 mln ton.

To oznaczałoby wykorzystanie zaledwie połowy możliwości produkcyjnych branży. Według prezesa Związku Sadowników RP Mirosława Maliszewskiego przewidywania mówiące o 3–3,5 mln ton mogą okazać się zbyt optymistyczne.

Dobre wyniki mogą osiągnąć przede wszystkim gospodarstwa, w których skutecznie zadziałały systemy ochrony przed mrozem. W pozostałych regionach obsada owoców na drzewach jest często wyraźnie niższa.

Mniej owoców to nie zawsze większy zarobek sadownika

Teoretycznie ograniczona podaż powinna prowadzić do wzrostu cen. Nie oznacza to jednak automatycznie poprawy opłacalności produkcji.

Gospodarstwo, które zbierze zaledwie kilkanaście lub kilkadziesiąt procent normalnego plonu, może nie pokryć kosztów nawożenia, ochrony, cięcia, pracy i utrzymania sadu. Wyższa cena za kilogram nie zrekompensuje bowiem utraty większości produkcji.

Dodatkowo jakość części owoców może być obniżona przez uszkodzenia pogodowe. Taki towar zwykle trafia do przetwórstwa, gdzie ceny są niższe niż w sprzedaży deserowej.

Przetwórnie mogą mieć problem z surowcem

Mniejsze zbiory będą odczuwalne również poza gospodarstwami. Zakłady produkujące koncentraty, soki, mrożonki i przetwory mogą mieć trudności z pozyskaniem odpowiedniej ilości krajowego surowca.

Konkurencja o owoce może podnieść ceny zakupu, ale jednocześnie ograniczyć wykorzystanie mocy produkcyjnych części przedsiębiorstw. W skrajnym przypadku zakłady będą zmuszone zwiększyć import albo skrócić okres pracy.

Niedobór krajowych owoców jest już widoczny na rynku. Zdaniem przedstawicieli branży większa obecność importowanych czereśni i porzeczek wynika właśnie z niewystarczającej podaży z polskich gospodarstw.

Eksport może stracić ważne rynki

Ograniczona produkcja jabłek oraz innych owoców oznacza również mniej towaru przeznaczonego na eksport. To poważne zagrożenie dla kraju, który od lat jest jednym z najważniejszych producentów owoców w Europie.

Zagraniczni odbiorcy oczekują nie tylko odpowiedniej ceny i jakości, ale także regularności dostaw. o ile polskie firmy nie będą w stanie zrealizować kontraktów, importerzy mogą zwrócić się do dostawców z innych państw.

Branża obawia się, iż część rynków utraconych w słabym sezonie może być później trudna do odzyskania.

Czyste Powietrze po nowemu. Od 20 lipca wyższe dotacje i łatwiejszy dostęp do programu

Sadownicy oczekują pomocy z unijnej rezerwy

Wstępne wyliczenia mówią o stratach przekraczających 2 mld zł. Ostateczna kwota będzie znana po zakończeniu prac komisji, ale przedstawiciele sadowników nie wykluczają, iż obecny sezon okaże się najgorszym pod względem szkód przymrozkowych w historii branży.

Polska miała już wystąpić o zabezpieczenie środków dla producentów. Planowane jest także kolejne zwrócenie się do Komisji Europejskiej o uruchomienie pieniędzy z rezerwy kryzysowej.

Dla gospodarstw najważniejsze będą jednak nie same deklaracje, ale tempo uruchomienia programu i zasady wyliczania wsparcia. Sadownicy ponieśli już większość wydatków na tegoroczną produkcję, a teraz muszą znaleźć środki na pielęgnację sadów, przygotowanie plantacji do zimy i rozpoczęcie kolejnego sezonu.

Bez szybkiej pomocy część producentów może ograniczyć inwestycje, zrezygnować z ochrony plantacji albo zwiększyć zadłużenie. Tegoroczne szkody są więc nie tylko problemem jednego sezonu. Mogą zadecydować o przyszłości wielu gospodarstw oraz o zdolności polskiego sadownictwa do utrzymania pozycji na krajowym i zagranicznym rynku.

Idź do oryginalnego materiału