
Na XXXIV Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego MSPO 2026 podpisano dwie istotne umowy dotyczące polskiej obrony przeciwlotniczej. Zaprezentowały się też firmy ukraińskie liczące na pogłębioną współpracę i zamówienia w polskim MON.
Jednym z problemów polskiej obrony powietrznej jest niewystarczające monitorowanie i rozpoznanie przestrzeni powietrznej w przypadku maszyn pola walki, śmigłowców uzbrojonych i wsparcia oraz dronów i rakiet manewrujących lecących na pułapie do 300 metrów. Mówiąc krótko – jak udowodniło kilka już wtargnięć w polską przestrzeń powietrzną na tej wysokości jesteśmy niemal ślepi.
Jednak ten stan rzeczy ma się niedługo zmienić i jednym z działań decydujących o tej zmianie mają być efekty umowy podpisanej 10 września na MSPO. Zawarto ją pomiędzy Agencją Uzbrojenia a spółką XY-Sensing i dotyczy ona dostawy kilkudziesięciu radarów pasywnej lokacji PCL, które posłużą do monitorowania przestrzeni powietrznej wschodniej granicy RP. Umowa ma zostać zrealizowana do 2035 roku.
Radar PCL, czyli Passive Coherent Locator to interesujący system, jako iż pasywny. Jest on przeznaczony do rozpoznania i monitorowania przestrzeni powietrznej w zakresie obiektów znajdujących się na małej wysokości i posiadających niewielką Skuteczną Powierzchnię Odbicia SPO, co zwykle oznacza drony i pociski manewrujące skonstruowane według technologii stealth. To system stanowiący uzupełnienie stałego systemy radarowego radiolokacji aktywnej.
PCL korzysta z sygnałów nadajników okazjonalnych, czyli np. telefonii komórkowej, sieci RTV do rozpoznania, wykrywania i namierzania takich celów powietrznych. Sam nie emituje przy tym żadnych sygnałów radarowych. Zostanie on skojarzony z Systemem Pasywnej Lokacji PET (Passive Emiter Tracking), który śledzi sygnały, które emitują same cele powietrzne np. nawigacyjne, tworząc z nim jeden system, który nie tylko będzie wykrywał cele powietrznej, ale także namierzał je dla obrony przeciwlotniczej.
Drugim elementem wzmocnienia obrony przeciwlotniczej, ma być umowa, którą podpisały Polska Grupa Zbrojeniowa i turecka państwowa spółka Makine ve Kimya Endüstrisi (MKE). Dotyczy ona współpracy przy tworzeniu systemów obrony przeciwlotniczej krótkiego i bardzo krótkiego zasięgu. W ramach tej umowy następować będzie wymiana technologii, mają być rozwijane wspólne systemy czy prowadzone działania na rynkach eksportowych. W ceremonii podpisania umowy uczestniczyli podsekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych Konrad Gołota i wiceminister obrony narodowej Turcji Musa Heybet.
Konrad Gołota stwierdził, iż umowa ma aspekty zarówno militarne, jak i polityczne czy biznesowe, bowiem Turcja jest wraz z Polską w NATO konsekwentnie przy tym rozwijając własne typy sprzętu i uzbrojenia, co ułatwia wymianę rozwiązań i technologii korzystną dla obu stron. Z kolei Musa Heybet zauważył, iż taka umowa oznacza, iż relacje pomiędzy Polską a Turcją „są silne i mają wymiar strategiczny” przy czym istotne jest, by kooperacja PGZ i MKE przyniosła konkretne programy i projekty uzbrojenia dzięki połączeniu zdolności obu krajów.
„Polska Grupa Zbrojeniowa i tureckie MKE podpisały podczas MSPO2026 memorandum dotyczące współpracy w obszarze obrony powietrznej krótkiego i bardzo krótkiego zasięgu. Porozumienie zakłada wspólne działania związane z integracją systemów SHORAD i VSHORAD oraz wykorzystaniem kompetencji obu stron przy rozwijaniu nowych rozwiązań. kooperacja ma obejmować rynek polski, turecki oraz potencjalne rynki eksportowe. Łączymy kompetencje. Rozwijamy technologie. Otwieramy nowe kierunki współpracy” – stwierdziła Polska Grupa Zbrojeniowa w tweecie na sieci społecznościowej X.
Co ciekawe, w czasie uroczystości po podpisania umowy stwierdzono, iż kooperacja przy systemach przeciwlotniczych przełoży się w przyszłości na sektor amunicyjny, co oczywiście zależeć będzie od rozwoju pierwszych wspólnych projektów, na co nalegają zwłaszcza Turcy.
Wspólne projekty i działanie na rynkach eksportowych przewijało się także w przypadku ukraińskiej oferty na MSPO 2026. Zwłaszcza widoczne było w dwóch przypadkach – partnerstwa pomiędzy wadowickim Ponarem i ukraińskim Zakładem maszyn Ciężkich w Kramatorsku oraz poszukującej polskiej partnera spółki Fire Point.
W pierwszym przypadku stworzona z tego partnerstwa spółka PKMIL jest zainteresowana wprowadzeniem do Polski oraz sprzedażą na rynkach państw trzecich 155 mm armatohaubicy na podwoziu kołowym Bogdana. W pierwszym przypadku mowa o ewentualnym wprowadzeniu Bogdany do Wojsk Obrony Terytorialnej, co raczej w obecnych okolicznościach oraz przy braku jednoznacznych ustaleń czy w artylerii WOT ma dominować kaliber 155 mm, czy może wprowadzić tam 105 mm, jest mało prawdopodobne. W dodatku temperaturę dyskusji mocno podgrzała nieoficjalna informacja, iż wśród amerykańskich kołowych transporterów i bojowych wozów piechoty Stryker znajdują się M1128 uzbrojone w „czołgową” wersję armaty 105 mm i one właśnie byłyby oferowane Siłom Zbrojnym RP.
Z podobną sytuacją mamy do czynienia w przypadku spółki FirePoint znanej ze swoich pocisków manewrujących jak FP-5 Flamingo. W Polsce na MSPO po raz pierwszy zostały też zaprezentowane pełnowymiarowe makiety jej rakiet balistycznych FP-7 i FP-9.
FP-5 Flamingo jest określany jako lekki pocisk manewrujący w technologii dronowej, używany w tej chwili do atakowania celów na głębokim rosyjskim zapleczu. Wyposażony w stałe skrzydła o rozpiętości 7 m, pocisk ma 14 m długości. Napęd stanowi silnik turbowentylatorowy Iwczenko-Progress AL-25TL umożliwiający mu lot przez 4 godziny na pułapie od 20 m do 10 tys. m z szybkością przelotową 650-700 km/h. Zasięg deklarowany przez producenta wynosi 3000 km, ale jak dotąd pocisk nie był używany na odległościach większych niż 1500 km. Przy 6000 kg masy, waga głowicy bojowej to 1150 kg. System naprowadzania podwójny, satelitarno-inercyjny z układem GPS/Galileo/Glonass/Baidoo z rozwiązaniem odporności na zakłócenia. Obecna produkcja jest nieznana, ale FirePoint chciałaby nie tylko produkować go poza Ukrainą, gdzie jedna linia produkcyjna została już zniszczona przez rosyjski atak, ale także wprowadzić go do arsenału państw zachodnich. O ile to pierwsze jest możliwe, to sprzedaż takich pocisków, jak FP-5 do państw Sojuszu to kwestia dalekiej przyszłości – mimo iż sprawdziły się w boju, żaden z nich nie odpowiada NATO-wskim standardom i nie mógłby działać w systemie kierowania ogniem żadnego z państw Sojuszu.

1 godzina temu












