Musk kontra Altman – rusza proces, który może wstrząsnąć całą branżą AI

2 godzin temu

W poniedziałek popołudniu czasu polskiego w federalnym sądzie w Oakland startuje selekcja ławy przysięgłych w sprawie, na którą Dolina Krzemowa czekała od dwóch lat. Elon Musk pozywa Sama Altmana, Grega Brockmana i – pośrednio – Microsoft, twierdząc, iż został wmanewrowany w finansowanie organizacji, która miała służyć ludzkości, a skończyła jako maszynka do robienia pieniędzy wyceniana na 852 mld dolarów.

Brzmi jak scenariusz serialu? Owszem. Tyle iż stawką nie jest tu fikcyjne imperium, ale przyszłość największego gracza na rynku sztucznej inteligencji – i setki miliardów dolarów realnego kapitału.

Od wspólnej wizji do publicznej wojny

Żeby zrozumieć, o co tak naprawdę toczy się ten spór, trzeba cofnąć się do 2015 roku. Altman wysyła wtedy do Muska maila z propozycją stworzenia czegoś w rodzaju „projektu Manhattan dla AI”. Musk odpowiada lakonicznie: „Warto porozmawiać”. Kilka miesięcy później obaj ogłaszają powstanie OpenAI – laboratorium non-profit, które ma rozwijać sztuczną inteligencję w sposób otwarty i bezpieczny. Musk wykłada na ten cel ok. 38 mln dolarów, co stanowi – jak sam twierdzi – blisko 60 proc. początkowego finansowania.

Sielanka trwa trzy lata. W 2018 r. Musk odchodzi z zarządu po serii sporów o kierunek rozwoju firmy. Rok później OpenAI powołuje spółkę nastawioną na zysk, a Microsoft wpompowuje w nią pierwszy miliard dolarów. Reszta to już historia pisana coraz większymi cyframi: kolejne rundy finansowania, eksplozja ChatGPT, restrukturyzacja korporacyjna i wreszcie – wycena przekraczająca 850 mld dolarów po zamknięciu rekordowej rundy o wartości 122 mld dolarów w marcu tego roku. Firma generuje dziś ok. 2 mld dolarów przychodu miesięcznie i szykuje się do debiutu giełdowego w czwartym kwartale 2026 r.

Musk patrzy na to wszystko i mówi: to nie jest to, na co się umawialiśmy.

Co zostało z pozwu

Z pierwotnych 26 roszczeń do procesu trafiają dwa: naruszenie zaufania charytatywnego oraz bezpodstawne wzbogacenie. Tuż przed rozprawą Musk sam poprosił o oddalenie zarzutów o oszustwo – jego prawnicy uznali, iż uproszczenie sprawy pomoże skupić przysięgłych na tym, co ich zdaniem jest sednem: czy OpenAI zdradziło swoją misję.

Kwota, o którą toczy się gra, zapiera dech. Musk żąda do 150 mld dolarów odszkodowania – i publicznie deklaruje, iż nie zamierza zatrzymać ani centa. Pieniądze miałyby wrócić do charytatywnego ramienia OpenAI. Oprócz tego chce usunięcia Altmana i Brockmana ze stanowisk, pozbawienia ich udziałów w spółce oraz – w najdalej idącym żądaniu – całkowitego cofnięcia przekształcenia korporacyjnego.

Tę ostatnią opcję eksperci oceniają jako mało realistyczną. Prof. Michael Dorff z UCLA zauważa wprost, iż sędzia nie będzie chciała „rozbijać jajek” po restrukturyzacji uzgodnionej z prokuratorami generalnymi Kalifornii i Delaware. Sama sędzia Yvonne Gonzalez Rogers – ta sama, która prowadziła głośną sprawę Epic Games przeciwko Apple – również już sygnalizowała sceptycyzm wobec tak daleko idących żądań.

Kto zeznaje, czyli kto jest kim w Dolinie Krzemowej

Lista świadków wygląda jak zaproszenia na najdroższe przyjęcie w historii technologii. Oprócz Muska i Altmana zeznawać mają prezes Microsoftu Satya Nadella, współzałożyciel OpenAI Ilya Sutskever, była CTO firmy Mira Murati oraz Shivon Zilis – bliska powierniczka Muska i była członkini zarządu OpenAI.

Szczególnie ciekawie zapowiadają się zeznania Brockmana. Jego prywatne dzienniki, ujawnione w fazie discovery, już teraz dostarczyły materiału wybuchowego. W jednym z wpisów pisał wprost, iż przekształcenie OpenAI w spółkę for-profit bez Muska byłoby „moralnie bankrutujące” i stanowiło „kradzież”. W innym przyznawał, iż „nie wyobraża sobie, żeby dało się to zrobić bez bardzo paskudnej awantury”.

Każda ze stron ma ok. 20 godzin na prezentację swoich argumentów. Microsoft – pięć. Werdykt dziewięciu przysięgłych będzie miał charakter doradczy; ostateczną decyzję podejmie sędzia Gonzalez Rogers. Faza ustalania odpowiedzialności potrwa do połowy maja. jeżeli sąd uzna, iż doszło do naruszenia prawa, od 18 maja rozpocznie się faza ustalania ewentualnych sankcji.

Dlaczego inwestorzy powinni to śledzić

Proces wpada w absolutnie najważniejszy tydzień dla rynków. W środę wyniki raportuje aż czterech członków grupy Magnificent Seven – Alphabet, Meta, Amazon i Microsoft – a w czwartek dołącza Apple. Tego samego dnia Fed ogłosi decyzję o stopach, a Jerome Powell prawdopodobnie poprowadzi swoją ostatnią konferencję prasową jako szef Rezerwy Federalnej, zanim stery przejmie Kevin Warsh.

Do tego dochodzi trwający impas w Cieśninie Ormuz, ropa powyżej 107 dolarów za baryłkę i ogólna nerwowość na rynkach. S&P 500 i Nasdaq co prawda zakończyły ubiegły tydzień na historycznych szczytach, ale kontrakty futures na poniedziałek już wskazują na lekkie spadki.

W tym kontekście rozprawa w Oakland to dodatkowy czynnik ryzyka – i to niemały. Rynki predykcyjne na platformie Kalshi wyceniają szanse Muska na wygraną na ok. 40 proc. – zauważalnie mniej niż 57 proc. jeszcze w styczniu. Ale choćby jeżeli Musk przegra, sam proces wygeneruje lawinę informacji o wewnętrznych mechanizmach OpenAI, które mogą wpłynąć na wycenę planowanego IPO.

Dwa scenariusze, dwie rzeczywistości

Wariant łagodny: Musk odzyskuje swoje 38 mln darowizny, OpenAI kontynuuje przygotowania do debiutu giełdowego, a Wall Street odetchnie z ulgą. Wariant ostry: sąd nakazuje wielomiliardowe zwroty zysków, usuwa kierownictwo i podważa strukturę, na której opiera się relacja z Microsoftem. W tym scenariuszu wyprzedaż w sektorze AI byłaby niemal pewna, a rynek musiałby na nowo wycenić nie tylko OpenAI, ale i cały ekosystem firm budujących swoje biznesy wokół modeli GPT.

Jest jeszcze trzeci wątek, o którym mówi się ciszej: Musk nie jest tu bezstronnym obrońcą ludzkości. Prowadzi xAI – bezpośredniego konkurenta OpenAI – które w lutym połączyło się ze SpaceX w transakcji za 1,25 bln dolarów. Sam szykuje mega-IPO. Wygrana w sądzie oznaczałaby potężny cios w głównego rywala dokładnie w momencie, gdy Musk potrzebuje rozpędu inwestycyjnego. OpenAI nie omieszkało tego wypunktować, nazywając cały pozew „kampanią nękania napędzaną przez ego, zazdrość i chęć spowolnienia konkurenta”.

Niezależnie od tego, kto ma rację – a prawda pewnie leży gdzieś pośrodku – jedno jest pewne: to, co wydarzy się w najbliższych tygodniach w Oakland, na lata zdefiniuje granice między misją non-profit a komercyjnym imperium w branży sztucznej inteligencji.

Selekcja przysięgłych zaczyna się dziś o 17:30 czasu polskiego. Mowy otwarcia – prawdopodobnie jutro.

Źródło: Reuters, CNBC

Idź do oryginalnego materiału