Myślicie, iż w Niemczech tylko Fendty? Fortschritt, Kirowiec, Dutra i MTZ do dziś na niemieckich polach

2 godzin temu

Jeśli ktoś jeszcze wierzy, iż niemieckie pola to wyłącznie równe rządki prowadzone przez najnowsze Fendty, błyszczące jak katalogi producentów, to cóż… Rzeczywistość bywa bardziej oleista, głośniejsza i pachnie lekko niespalonym dieslem.

Taki stan rzeczy widoczny jest szczególnie we wschodnich landach Niemiec, tam gdzie historia rolnictwa ma bardziej „wschodni” akcent. Do dziś pracują ciągniki i maszyny, które wielu z nas pamięta z dzieciństwa: Fortschritt, Dutra, MTZ „Białoruś”, a choćby potężny Kirowiec.

I nie, to nie jest muzeum techniki rolniczej pod chmurką. To normalna, codzienna praca.

Stare, ale jare – i wciąż na chodzie

Rok 2025, Niemcy – kraj kojarzony z precyzją, nowoczesnością i technologicznym perfekcjonizmem. A jednak w wielu gospodarstwach przez cały czas spotkać można maszyny produkowane w latach 1949–1989 w NRD, ZSRR, Węgier czy Czechosłowacji.

Fortschritty sieją, MTZ-ty ciągną przyczepy, a Kirowiec – jak to Kirowiec – robi swoje, bez pytania o komfort operatora.

Dlaczego? Bo te ciągniki, odpowiednio serwisowane, po prostu działają. Nie dlatego, iż ktoś się uparł na sentyment, ale dlatego, iż rachunek ekonomiczny bywa bezlitosny. A niemiecki rolnik – wbrew pozorom – potrafi liczyć równie dobrze, jak polski.

Fortschritt ZT 303-D, fot. Piotr Leśny

Nostalgia? Owszem. Ale przede wszystkim rozsądek

Oczywiście, w tym wszystkim jest odrobina nostalgii. Dla wielu rolników ze wschodnich Niemiec te maszyny to kawał życia – pierwsze samodzielne orki, pierwsze żniwa, pierwsze przekleństwa rzucone w stronę opornego rozrusznika zimą. Ale sentyment to tylko jedna strona medalu.

Druga jest znacznie bardziej przyziemna: koszty

Stary MTZ, Zetor czy Fortschritt nie potrzebuje laptopa, aktualizacji systemu ani autoryzowanego serwisu oddalonego o 200 kilometrów. Wystarczy regularność: olej na czas, smar tam, gdzie trzeba, klucz 22 w kieszeni i mechanik, który wie, co robi. A takich mechaników – ślusarzy, techników rolniczych, mechanizatorów z krwi i kości – wciąż tam nie brakuje.

Wiele starych ciągników MTZ-82 jeszcze pracuje na polach Niemiec, fot. M. Wasak

Komfort? Hałas? Dym? „Da się żyć”

Niemieccy użytkownicy tych maszyn doskonale zdają sobie sprawę, iż komfort nie jest ich mocną stroną. Kabiny głośne, wentylacja „naturalna”, zapach spalonego oleju unoszący się wewnątrz i kłąb dymu z komina przy każdym zimnym rozruchu – to wszystko jest częścią pakietu.
Ale coś za coś.

Dutra – wygląd tego ciągnika może budzić zdziwienie, ale te ciągniki przez cały czas pracują, fot. Grzegorz Szularz

W zamian są niższe wydatki, brak rat leasingowych i poczucie, iż maszyna jest naprawdę „twoja”. Bez komunikatu o błędzie, który unieruchamia ciągnik w środku kampanii. To w dzisiejszych czasach niemal fenomen i pokazuje jednoznacznie: żywotność maszyn rolniczych produkowanych w NRD, ZSRR czy Czechosłowacji jest daleka od końca.

Fortschritt, IFA, Białoruś i Kirowiec wciąż pracują – niektóre nieprzerwanie od lat 80. Wszystko to możliwe jest tylko dzięki suwerennej trosce, regularnemu utrzymaniu i doświadczeniu ludzi, którzy te maszyny znają jak własną kieszeń. Tu nie ma cudów. Jest wiedza, systematyczność i szacunek do sprzętu.

Kirowiec K-700 w czasie pracy, fot. Bundesarchiv

Czy zacofanie technologiczne staje się modne?

No właśnie – czy to oznacza, iż choćby w tak rozwiniętej rolniczo gospodarce jak niemiecka zaczyna być modne „zacofanie technologiczne”? Czy to bunt przeciwko nowoczesnej technice rolniczej?
Raczej nie.

To nie jest sprzeciw wobec technologii jako takiej, ale wobec jej kosztów. Wobec uzależnienia od serwisu, elektroniki i systemów, które potrafią sparaliżować pracę w najmniej odpowiednim momencie. To raczej świadomy wybór: „mam coś, co działa – po co mam to wymieniać?”.

I w tym sensie niemiecki rolnik kilka różni się od polskiego. Bo niezależnie od szerokości geograficznej, zdrowy rozsądek w rolnictwie zawsze brzmi tak samo.

Stare maszyny – nowa lekcja

Historia Fortschrittów, MTZ-ów i Kirowców pracujących do dziś na niemieckich polach to nie tylko ciekawostka. To przypomnienie, iż trwałość, prostota i regularny serwis potrafią wydłużyć życie maszyny o dekady.

I iż czasem więcej sensu ma dobrze utrzymany staruszek niż nowoczesny sprzęt na kredyt, który boi się własnej elektroniki.
A jeżeli przy okazji trzeba pogodzić się z hałasem, dymem i zapachem oleju?
Cóż… rolnictwo nigdy nie było perfumerią.

Idź do oryginalnego materiału