Myślisz, iż krypto zapewnia anonimowość? choćby mi ciebie nie żal

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Binance dziś będzie bohaterem dnia. Niezupełnie z powodów, które firma chciałaby widzieć w materiałach PR.

Najnowsze doniesienia Reutersa wykazują, iż największa giełda kryptowalut na świecie przekazała rosyjskim władzom dane użytkownika, które posłużyły do postawienia mu zarzutów finansowania terroryzmu. I to mimo iż Binance oficjalnie wycofał się z Rosji już w 2023 r. „Cyfrowa wolność” w świecie krypto bywa mocno iluzoryczna.

Gdy „wyjście z Rosji” nie oznacza końca współpracy

Według dokumentów, do których dotarł Reuters, Binance w 2025 r. przekazał rosyjskim organom ścigania dane dotyczące kryptowalutowych wpłat na ukraińskie zbiórki. Informacje te zostały wykorzystane jako dowody przeciwko rosyjskiemu informatykowi, Jurijowi Belenkiemu.

Belenkiy miał wysłać ponad 700 dol. na rzecz ukraińskiego wojska oraz powiązanej z nim formacji Azow – organizacji, którą Moskwa uznaje za terrorystyczną. Został zatrzymany we wrześniu 2025 r., a rosyjski Komitet Śledczy postawił mu zarzuty finansowania terroryzmu.

To nie jest jednostkowy przypadek. W ostatnich latach rosyjskie władze ścigały kilkadziesiąt osób za podobne wpłaty – choć dokładnej liczby nie udało się ustalić.

Problem: Binance nie musiał tego robić. A może wręcz nie powinien

Najbardziej kontrowersyjny element tej historii? Binance w 2023 r. ogłosił pełne wyjście z Rosji. Firma nie miała więc obowiązku prawnego przekazywać danych rosyjskim służbom – a według części ekspertów mogła wręcz mieć obowiązek nie przekazywać ich, ze względu na europejskie regulacje dotyczące ochrony danych.

Przekazanie danych mogło naruszać unijne przepisy o ochronie danych osobowych (RODO). Binance stanowczo temu zaprzecza. Firma twierdzi, iż współpracuje z organami ścigania na całym świecie „w ramach obowiązujących przepisów”.

Warto zwrócić uwagę na szerszy kontekst. W ostatnich latach wielu Rosjan korzystało z kryptowalut, by wspierać inicjatywy, które Kreml uznaje za ekstremistyczne lub terrorystyczne. Władze zaczęły więc traktować giełdy jako źródło dowodów – a te, jak widać, nie zawsze stawiają opór.

To kolejny przykład na to, iż kryptowaluty nie są tak anonimowe, jak często się je przedstawia. Giełdy – choćby te deklarujące „pełną niezależność” – w praktyce działają jak instytucje finansowe, które mogą zostać zmuszone do współpracy z rządami. A czasem współpracują choćby wtedy, gdy nie muszą.

Dla polskiego odbiorcy – zwłaszcza tego, który korzysta z krypto jako technologicznej ciekawostki, inwestycji lub sposobu na szybkie przelewy – ta historia jest ważnym przypomnieniem. Kiedy trzymasz środki na scentralizowanej giełdzie to nie masz pełnej kontroli nad swoimi danymi. jeżeli firma uzna, iż musi je przekazać – zrobi to. jeżeli uzna, iż może je przekazać – czasem też to zrobi.

A jeżeli do tego dochodzi geopolityka, sankcje i presja państw autorytarnych, granice „cyfrowej wolności” gwałtownie się rozmywają.

Idź do oryginalnego materiału