Na (Bliskim) Wschodzie bez zmian. Przestrzeń do rozmów przez cały czas istnieje

14 godzin temu

Alfred Hitchcock zwykł mawiać, iż film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie ma nieprzerwanie rosnąć. Obecna sytuacja na linii USA–Iran pokazuje, jak ogromny potencjał filmowy ma ten konflikt. Wczoraj pojawiały się doniesienia medialne, iż irańskie władze miały nakazać pozostawienie uranu w kraju, co zagroziło wizji jakiegokolwiek porozumienia. Prezydent Donald Trump zagroził, iż USA dopilnują, aby Iran nie zdobył broni jądrowej, albo będą musiały podjąć „bardzo drastyczne” kroki. Chwilę później do opinii publicznej dotarła informacja o zarysie wstępnej umowy między krajami, którą następnie zdementowała strona irańska.

Rozmowy między USA a Iranem pokazują więc, iż przestrzeń do dyplomacji przez cały czas istnieje, ale skala nierozwiązanych sporów pozostaje bardzo duża. Sygnały płynące z Teheranu sugerują, iż najnowsza propozycja Waszyngtonu mogła częściowo zmniejszyć różnice między stronami, jednak nie oznacza to jeszcze realnego przełomu. Najważniejsze punkty sporne dotyczą irańskiego programu nuklearnego, przyszłości wzbogaconego uranu, bezpieczeństwa żeglugi przez cieśninę Ormuz oraz szerszego zakończenia walk w regionie.

Stanowiska obu stron pozostają odległe. USA oczekują, iż Iran przekaże wzbogacony uran i wstrzyma proces wzbogacania na co najmniej dekadę. Dla Teheranu są to warunki politycznie bardzo trudne do zaakceptowania, co potwierdzają publiczne wypowiedzi irańskich przywódców. Prezydent Masud Pezeszkian deklaruje, iż Iran „nigdy się nie cofnie”, co ogranicza pole manewru negocjatorów i zwiększa ryzyko fiaska rozmów. Z kolei Donald Trump utrzymuje presję na Teheran, ostrzegając, iż USA mogą wznowić ataki, jeżeli Iran nie zaakceptuje amerykańskich warunków. Taka retoryka wzmacnia niepewność, ponieważ dyplomacja toczy się równolegle z groźbą dalszej eskalacji militarnej.

Sprzeciw USA w sprawie cieśniny Ormuz

Szczególne znaczenie ma spór o cieśninę Ormuz. Pomysł stałych opłat za przepływ przez ten akwen spotyka się ze sprzeciwem USA, ponieważ mógłby zwiększyć koszty transportu surowca i stworzyć niebezpieczny precedens dla globalnego handlu energią. Każde napięcie wokół cieśniny natychmiast przekłada się na rynek ropy, co widać po silnych wahaniach cen. Ropa Brent we wczorajszym najwyższym punkcie zyskiwała ponad 4%, a dzień zakończyła stratą w wysokości 2,32%, schodząc poniżej 102,60 USD za baryłkę. Dzisiaj znów znajduje się powyżej 105 USD i zyskuje 2,29%, co pokazuje, iż inwestorzy reagują zarówno na groźbę eskalacji, jak i na choćby ograniczone sygnały dyplomatycznego postępu.

Ryzyko gospodarcze pozostaje wysokie, ponieważ cena ropy przekłada się na wzrost cen energii, presję inflacyjną i pogorszenie nastrojów na rynkach finansowych. Dodatkowym czynnikiem niepewności są malejące globalne zapasy ropy i produktów naftowych. Oznacza to, iż światowy rynek surowcowy ma mniejszy bufor bezpieczeństwa na wypadek nagłego kryzysu podażowego.

Izrael: Teheranowi nie można ufać

Istotną rolę w całej układance odgrywa również Izrael, który pozostaje sceptyczny wobec ewentualnego porozumienia z Iranem. Izraelskie władze sugerują, iż Teheranowi nie można ufać, a jego potencjał wojskowy powinien zostać jeszcze bardziej osłabiony. Taka postawa może utrudniać stabilizację sytuacji, zwłaszcza jeżeli Izrael uzna, iż dyplomacja nie daje wystarczających gwarancji bezpieczeństwa, i zdecyduje się na dalsze działania militarne.

Obecny etap rozmów należy więc oceniać ostrożnie. Z jednej strony pojawiły się sygnały, iż dialog nie został zerwany i iż propozycja USA w pewnym stopniu zmniejszyła dystans między stronami. Z drugiej strony najważniejsze kwestie pozostają nierozwiązane, a publiczne deklaracje przywódców ograniczają możliwość kompromisu. Dopóki USA i Iran nie zbliżą stanowisk w sprawie programu nuklearnego, a napięcie wokół cieśniny Ormuz i Izraela pozostanie wysokie, rynki będą funkcjonować w warunkach podwyższonej niepewności. Największym zagrożeniem gospodarczym pozostaje wzrost cen ropy, który mógłby ponownie wzmocnić inflację oraz zwiększyć presję na banki centralne i gospodarki importujące energię.

Źródło: Krzysztof Kamiński, OANDA TMS Brokers

Idź do oryginalnego materiału