Na giełdzie panika, a insiderzy kupują spółki tech za setki milionów. Dlaczego?

3 godzin temu

ALE będzie dzisiaj ciekawostek!

Sztuczna inteligencja miała zniszczyć spółki technologiczne. Tymczasem insiderzy robią coś dokładnie odwrotnego… kupują akcje za dziesiątki i setki milionów dolarów.

Michael Burry bierze na celownik Adobe, prezes Trade Desk dokłada 158 milionów dolarów własnej gotówki, a Nvidia właśnie wykłada 4 miliardy dolarów, żeby zabezpieczyć kluczową technologię dla przyszłych centrów danych.

Jednocześnie AI-laby generują najszybszy wzrost przychodów w historii biznesu, a Jensen Huang mówi wprost, iż w przyszłości moc obliczeniowa będzie tym dla gospodarki, czym kiedyś była ropa.

Pokażę wam dziś, gdzie naprawdę płyną pieniądze w erze AI, dlaczego insiderzy kupują spółki SaaS mimo strachu rynku… i dlaczego jedna giełda na świecie właśnie spadła o 20% w dwa dni.

Na giełdzie panika, a insiderzy kupują spółki tech za setki milionów. Dlaczego? #Finweek

Koreańska giełda jak rollercoaster – spadek KOSPI o 20% w dwa dni

Jeśli sądzisz, iż rynek czasem potrafi pobujać Twoim portfelem i mocno Cię to stresuje, to ciesz się, iż nie jesteś Koreańczykiem. Tamci to dopiero lubią grubą zabawę. Giełda w Seulu przypomina dziś bardziej rozchwiany rynek kryptowalut niż stabilny parkiet jednej z największych gospodarek świata.

Główny indeks Korei Południowej, Kospi, runął w środę o 12%, a dzień wcześniej zaliczył spadek o ponad 7%. Panika była tak wielka, iż rano trzeba było wstrzymać handel na 20 minut, żeby emocje choć trochę opadły.

W efekcie tych silnych spadków KOSPI, czyli koreański indeks akcji w dwa dni zaliczył korektę o 20%, co umownie jest uznawane za granicę bessy.

Jakim cudem główny indeks wielkiej gospodarki może odwalić coś takiego? Dwa słowa: dźwignia finansowa. Zapalnikiem stał się konflikt na Bliskim Wschodzie. Wojna z udziałem Iranu sprawiła, iż inwestorzy na całym świecie zaczęli się bać droższej ropy. Wszyscy mieli niby ten sam problem i wyzwanie, ale nie wszyscy są takimi degeneratami jak Koreańczycy pod kątem hazardu.

Koreańscy inwestorzy od dawna kupują za pożyczone pieniądze wykorzystując właśnie mechanizm dźwigni. Wpłacają 30-40% własnej gotówki, a resztę pożyczając od biur maklerskich. Kiedy ceny zaczęły gwałtownie spadać, biura maklerskie zaczęły wymuszać sprzedaż tych akcji, aby odzyskać pożyczone środki. To stworzyło efekt kuli śnieżnej. Im mocniej ceny spadały, tym więcej akcji było rzucanych na rynek „pod przymusem”, co jeszcze bardziej pogłębiało dno.

Koreańscy inwestorzy mają opinię jednych z najbardziej podatnych na hazard i podejmowanie olbrzymiego ryzyka. W efekcie ich rynek akcji zmienia się w huśtawkę, a nie miejsce do odpowiedzialnego pomnażania majątku.

Zjazd indeksu jest tym bardziej bolesny, iż wcześniej panował tam ogromny optymizm związany ze sztuczną inteligencją i popytem na czipy pamięci. W 2025 roku indeks KOSPI zaliczył rajd o 75%, a od początku tego roku w szczycie rósł już choćby o kolejne… 50%. Do inwestowania (chociaż nie wiem czy tak powinno się to nazywać w Korei) zachęcał sam prezydent Lee Jae Myung. Administracja promowała giełdę jako alternatywę dla rynku nieruchomości, a prezydent ogłosił nawet, iż sprzedaje własne mieszkanie, by pokazać, iż wierzy w akcje.

Teraz rząd musi gasić pożar. Zapowiedziano już uruchomienie programu stabilizacji rynku wartego 100 bilionów wonów. Złapmy jednak skalę tej „katastrofy”. Pomimo spadków Kospi wciąż… jest 21% nad kreską tylko w tym roku..

Temat koreańskiego rynku jest na tyle ciekawy, iż już w najbliższym tygodniu spodziewajcie się dedykowanego materiału!

Insiderzy kupują akcje SaaS mimo strachu rynku

Ostatnio mówiłem wam też, iż zarówno insiderzy spółek technologicznych, jak i najwięksi inwestorzy nie przejmują się za bardzo narracją, jak to AI zniszczy wszystko, i kupują akcje na potęgę. W ostatnim tygodniu dostaliśmy kolejne potwierdzenia tej historii.

Do gry wszedł choćby Michael Burry, który nie musi już co prawda publikować publicznie swoich ruchów po zamknięciu Scion Asset Management. Teraz robi to za paywallem na Substacku

Tym razem wziął na cel Adobe i kupił ich akcje. Adobe ma za sobą fatalne 12 miesięcy – kurs akcji spadł o około 40%, z czego 22% od początku tego roku. Inwestorzy boją się, iż darmowe narzędzia AI zniszczą popyt na Photoshopa czy Premiere Pro. I akurat w przypadku tej spółki te obawy są jeszcze jako tako zrozumiałe.

Jednak obawy obawami, a liczby mówią co innego. Adobe zakończyło rok fiskalny 2025 rekordowymi przychodami przekraczającymi 23,7 miliarda dolarów i potężnymi przepływami gotówki.

Dla Burry’ego, który wcześniej grał przeciwko „przegrzanym” spółkom jak Palantir, Adobe przy obecnej wycenie (16-krotność zysków) jest okazją na zakup lidera branży w cenie „dyskontowej”.

Na rynku SaaS w ogóle obserwujemy od jakiegoś czasu falę wzmożonych zakupów przez osoby z wewnątrz firm.

ServiceNow? Prezes i dyrektor generalny William R. McDermott 27 lutego 2026 roku nabył łącznie 28 682 akcje swojej spółki. Główny pakiet kupił po cenie ok. 104,60 USD, co oznacza inwestycję rzędu 3 milionów dolarów.

Salesforce? Mimo spadku kursu o 30% od początku roku insiderzy nie próżnują. Mason Morfit, dyrektor Salesforce i szef funduszu ValueAct, kupił w grudniu akcje o wartości 25 milionów dolarów. Łącznie w ostatnich trzech miesiącach insiderzy netto dokupili akcje za niemal 24,6 miliona dolarów.

Tyler Technologies? Po słabszych wynikach za czwarty kwartał i spadku cen do zakupów ruszył główny księgowy firmy. Analitycy wciąż widzą tu 25% potencjału wzrostu dzięki migracji sektora rządowego do chmury.

Trade Desk? Prezes firmy kupił akcje za… 158 milionów dolarów, co odpowiada łącznie 1% całej firmy. Tak, dobrze czytasz. Za 158 milionów dolarów.

Najbardziej ryzykowny zakład z tej grupy to mimo wszystko dla mnie Adobe. To nie jest prognoza rychłej katastrofy firmy, po prostu zwrócenie uwagi, iż z tego grona i w tym biznesie fosa ekonomiczna jest najsłabsza. W przypadku pozostałych firm jednak, a szczególnie ServiceNow i Salesforce, uważam, iż rynek ostro przereagował. W efekcie obecna sytuacja to klasyczne starcie strachu z fundamentami. Rynek wycenia czarny scenariusz, obawiając się, iż AI ich zmiecie.

Tymczasem szefowie tych firm, którzy widzą codzienne wyniki sprzedaży, mówią swoimi zakupami coś kompletnie innego, a chociaż sprzedawać akcje można z wielu powodów, to kupuje się je tylko z jednego.

Nvidia buduje zaplecze dla przyszłości AI

A propos kupowania akcji – Nvidia właśnie kupiła sobie akcje firm Lumentum i Coherent. Łącznie 4 miliardy dolarów. Po 2 miliardy dolarów w każdą w ramach wieloletnich umów. Reakcja rynku była natychmiastowa, a akcje obu spółek wystrzeliły o 11%, a w przypadku Coherent osiągnęły rekordowy poziom.

Czym zajmują się te spółki?

Mówiąc najprościej, Lumentum i Coherent budują „autostrady światła” dla centrów danych. Ich specjalnością jest optyka i fotonika, czyli technologie wykorzystujące lasery do przesyłania informacji. W tradycyjnych komputerach dane płyną jako impulsy elektryczne przez miedziane ścieżki. Jednak w gigantycznych klastrach sztucznej inteligencji, gdzie miliardy operacji dzieją się w ułamku sekundy, prąd jest po prostu za wolny i generuje za dużo ciepła.

Tutaj do gry wchodzą lasery na bazie fosforku indu. to właśnie ta technologia pozwala centrom danych osiągać ogromną przepustowość, czyli przesyłać gigantyczne ilości danych z zawrotną prędkością. Lumentum i Coherent to główni producenci tych zaawansowanych komponentów w USA. Bez ich laserów superkomputery Nvidii byłyby jak Ferrari utknięte w korku. Miałyby ogromną moc, ale nie mogłyby jej wykorzystać, bo dane nie krążyłyby wystarczająco gwałtownie między czipami.

Taka inwestycja to bardzo chłodna kalkulacja strategiczna. w tej chwili na rynku panuje ogromny deficyt. Popyt na te lasery wielokrotnie przewyższa dostępną podaż. Eksperci przyznają, iż produkcja tych komponentów jest niezwykle trudna i wymaga unikalnej wiedzy.

Swoją inwestycją Nvidia realizuje więc trzy cele:

  1. Zabezpiecza dostawy, bo dzięki umowom zakupu i prawom dostępu do technologii Nvidia ma pewność, iż nie zabraknie jej komponentów do budowy przyszłych systemów AI.
  2. Finansuje rozwój, bo pieniądze mają wesprzeć badania i rozwój nad jeszcze szybszymi rozwiązaniami.
  3. Buduje ekosystem, bo podobnie jak inwestycje w OpenAI czy CoreWeave, ten ruch ma wzmocnić całą infrastrukturę potrzebną do działania sztucznej inteligencji i skupić ją w rękach producenta chipów.

No i trzeba przyznać, iż szef Nvidii jest bardzo pewny ekosystemu, który buduje. Na ostatniej konferencji Morgan Stanley Jensen powiedział coś takiego:

„Moc obliczeniowa równa się przychodom firmy. W przyszłości każda jedna firma będzie potrzebowała mocy obliczeniowej, aby generować zyski. Moc obliczeniowa przekłada się na inteligencję, ta na waszych cyfrowych pracowników, a to z kolei przekłada się na wasze przychody. Moc obliczeniowa równa się PKB. Każdy kraj jej potrzebuje. Wiem to na pewno. Wiem też, iż jesteśmy dopiero na początku tej drogi”.

Dla jednych to będzie wskazówka, iż akcje Nvidia nie wybierają się na południe, a dla innych sygnał ostrzegawczy, iż prezes zbyt mocno stara się pompować cenę akcji swoimi wypowiedziami.

Portfel, wahania rynku i pokusa zwiększenia udziału Nvidii

I w sumie to takie akcje Nvidia czy Lumentum mógłbym dodać do publicznego portfela agresywnego, który dla was prowadzę u Partnera tego materiału we Freedom24. Problem jest tylko taki, iż nie ma tam już kasy po moich ostatnich zakupach tydzień temu, a też nie bardzo chcę cokolwiek z portfela w tej chwili wyrzucać, więc na razie się wstrzymam. Sam portfel zaczął się stabilizować po ostatniej wyprzedaży i zatrzymał się na +56% od początku 2024 roku. Dla porównania szerokie indeksy denominowane na tę samą walutę pokazują ok. +35%. Przewaga jest więc obroniona i to już po sporej korekcie.

Tak to po prostu będzie się kręcić. Raz w górę, raz w dół. W każdym razie! Niezmiennie informuję, iż to portfel bardzo ryzykowny i za nic nie powinniście się nim kierować, jak nie macie odpowiedniej tolerancji na ryzyko, ale jeżeli macie, to cały możecie odzwierciedlić, mając konto we Freedom24. Zakładając je możecie też odebrać do 20 darmowych akcji o wartości do kilkuset dolarów każda.

Nvidia jednak cholera kusi, bo po miesiącach stała się relatywnie niedoważona w portfelach inwestorów. W ostatnich miesiącach rynek rotował w stronę pamięci i bardziej spekulacyjnych segmentów. W przypadku Nvidia kurs oscyluje w okolicach 200-dniowej średniej. Nie ma tam krótkoterminowego momentum, a sama Nvidia handlowana jest już choćby bez premii do szerokiego rynku na bazie forward P/E, bo rynek boi się spowolnienia wzrostu capexu w BigTechach. Ta narracja gwałtownie się według mnie zmieni.

Dołącz do nas na X oraz YouTube i bądź na bieżąco!

Konferencja TMT i narodziny „fabryk AI”

Wracając teraz przy okazji do konferencji TMT. Sam Jensen Huang dodał, iż era tradycyjnych centrów danych, które służyły tylko do przechowywania plików, dobiegła końca. Teraz budujemy „fabryki AI”.

Co to oznacza w praktyce? Tak jak kiedyś fabryki zużywały surowce, by wyprodukować samochody, tak dzisiejsze centra danych zużywają energię elektryczną, by produkować „tokeny” – czyli jednostki informacji generowane przez AI. Huang wprowadził najważniejszy wskaźnik: liczbę tokenów na wat. To właśnie od tego, jak wydajnie firma (lub państwo) produkuje te jednostki wiedzy, zależeć będą jej przychody i wzrost gospodarczy. W tym rozumieniu moc obliczeniowa naprawdę stanie się współczesnym odpowiednikiem ropy i surowców, bo gospodarka coraz mocniej przesuwa się z fizycznych atomów na cyfrowe jednostki.

Huang zauważył, iż firmy takie jak OpenAI czy Anthropic są dziś ograniczone nie brakiem pomysłów, ale „możliwościami produkcyjnymi”. jeżeli nie mają wystarczająco dużo procesorów, nie mogą zarabiać więcej. To dlatego Nvidia zainwestowała 30 miliardów dolarów w OpenAI oraz 10 miliardów dolarów w Anthropic, żeby zapewnić im paliwo do dalszego wzrostu.

Nie tylko prezes Nvidii zabierał tam jednak głos. Satya Nadella z Microsoftu na tej samej konferencji przedstawił wizję, w której sztuczna inteligencja nie jest „doklejką” do Worda czy Excela, ale fundamentem pracy. Kluczowym pojęciem jest tutaj Work IQ.

Wyobraźmy sobie, iż nowo zatrudniony pracownik (lub agent AI) ma dostęp do bazy danych, która „rozumie” kontekst całej firmy z ostatnich lat – zna treść e-maili, notatki ze spotkań i dokumenty na SharePoint. To nie jest zwykła wyszukiwarka; to cyfrowa mądrość organizacji, która pozwala agentom podejmować decyzje tak, jakby pracowali w firmie od dekady.

Microsoft zmienia też sposób, w jaki zarabia pieniądze. Zamiast tylko sprzedawać miesięczne abonamenty, wprowadza model „metered usage” – czyli opłaty za faktyczne zużycie zasobów przez AI. Firma traktuje agentów AI jako nowych użytkowników. To drastycznie powiększa rynek, bo spółka może mieć więcej „pracowników cyfrowych” niż tych z krwi i kości.

Tymczasem Susan Li z Meta (właściciela Facebooka i Instagrama) pokazała, iż AI to nie tylko przyszłość, ale i bardzo zyskowna teraźniejszość. Dzięki nowym algorytmom, liczba wyświetleń treści organicznych (czyli tych, za które nie trzeba płacić) wzrosła w firmie o 7%. Dla tak wielkiej platformy to gigantyczny skok, który przełożył się na najwyższe wzrosty przychodów z pojedynczego wdrożenia w ostatnich dwóch latach.

Na konferencji znalazło się też miejsce dla Intela, który odradza się z popiołu. Pod wodzą Lip-Bu Tana Intel przechodzi głęboką przemianę. Zamiast próbować rewolucjonizować wszystko naraz, firma postawiła na optymalizację i dyscyplinę finansową.

Zinsner otwarcie przyznał, iż pierwszy kwartał 2026 roku był trudny z powodu niedoborów produktów (starszej technologii Intel 7), ale przyszłość rysuje się w jasnych barwach dzięki nowym procesom technologicznym: 18A oraz 14A. Są to nazwy metod produkcji chipów – im nowsza metoda, tym wydajniejsze i bardziej energooszczędne są procesory. Intel zapowiada, iż do końca 2027 roku jego dział produkcji zewnętrznej (Foundry) osiągnie próg rentowności, czyli zacznie na siebie zarabiać.

Na koniec konferencji mocno wybrzmiał wątek „Fizycznego AI”. Jensen Huang wierzy, iż kolejna dekada będzie należeć do robotów rozumiejących prawa fizyki. NVIDIA już teraz promuje model Cosmos (do rozumienia fizyki świata) oraz GR00T (do robotów humanoidalnych). To sygnał, iż sztuczna inteligencja niedługo wyjdzie z ekranów i zacznie realnie poruszać się w naszej przestrzeni, od autonomicznych pojazdów po pomocników domowych.

Dla inwestorów przekaz jest jasny: mimo ogromnych wydatków, które mogą budzić niepokój, branża technologiczna buduje fundamenty pod zupełnie nową erę produktywności, gdzie „cyfrowy ekspert” będzie tak powszechny jak dzisiaj adres e-mail.

OpenAI i Anthropic – najszybszy wzrost przychodów w historii

Nie dziwi więc, iż AI laby teraz w tak kosmicznym tempie prezentując największy skok przychodów w historii nowoczesnej technologii. Jeszcze nigdy żadna branża nie przeszła od zera do miliardowych obrotów w tak krótkim czasie. Liczby, które zwykle wymagają dekad budowania pozycji rynkowej, tutaj wydarzyły się w zaledwie trzy lata.

Głównymi bohaterami tego finansowego spektaklu są dwie najważniejsze spółki w tej nowej branży: OpenAI (twórcy ChatGPT) oraz Anthropic (twórcy modelu Claude).

Zacznijmy od lidera. OpenAI generuje w tej chwili roczne przychody na poziomie 25 miliardów dolarów. Aby zrozumieć skalę tego sukcesu, warto wyjaśnić pojęcie ARR (Annualized Run Rate). To taki finansowy miernik, który bierze wyniki z ostatniego miesiąca i mnoży je przez dwanaście, żeby zannualizować wynik, czyli pokazać go w skali roku, bo do takiej skali jesteśmy przyzwyczajeni.

Jeszcze pod koniec zeszłego roku OpenAI było na poziomie 21,4 miliarda dolarów. W ciągu zaledwie kilku miesięcy urosło o kolejne 17%. To tempo jest zawrotne, biorąc pod uwagę, iż w 2022 roku firma praktycznie nie zarabiała. Dzisiaj mówi się o planowanym wejściu na giełdę, które mogłoby wycenić spółkę na bilion dolarów.

Skąd takie wzrosty? Firma mocno weszła w segment enterprise, czyli sprzedaży rozwiązań dla największych korporacji. Nawiązali współpracę z czterema największymi firmami doradczymi świata, aby pomóc wielkim klientom przejść od fazy testów do pełnego wdrożenia AI w codziennej pracy.

Anthropic też nie zostaje w tyle i depcze im po piętach z dynamiką, której chyba jeszcze bardziej nikt się nie spodziewał. Ich przychody ARR przekroczyły właśnie 19 miliardów dolarów. Dla porównania: pod koniec 2025 roku było to 9 miliardów, a jeszcze kilka tygodni temu 14 miliardów. Anthropic został ogłoszony firmą, która rośnie w najszybszym tempie w historii biznesu!

Tutaj również około 80% pieniędzy płynie od klientów biznesowych. Dane z Ramp Economics Lab pokazują coś niesamowitego: w USA ponad 50% wydatków firm na subskrypcje czatów AI trafia w tej chwili do Anthropic, co oznacza, iż wyprzedzili pod tym względem OpenAI w tym konkretnym segmencie. Największą popularnością cieszy się plan „Claude Team” oraz narzędzie „Claude Code”, które pomaga automatyzować skomplikowane zadania programistyczne.

Najbardziej fascynujące jest jednak to, co napędza ich popularność w ostatnich dniach. Anthropic wdał się w ostry spór z amerykańskim Pentagonem i administracją Donalda Trumpa. Firma odmówiła poluzowania swoich zasad etycznych i nie zgodziła się, by jej technologia była wykorzystywana do budowy systemów broni autonomicznej czy masowej inwigilacji. Przynajmniej „nie na tym etapie rozwoju”.

W odpowiedzi Sekretarz Obrony, Pete Hegseth, uznał Anthropic za „ryzyko dla łańcucha dostaw”. To etykieta zwykle zarezerwowana dla wrogich mocarstw, jak Chiny. Inwestorzy nazwali to na początku korporacyjnym samobójstwem. Jednak marketingowo wyszło świetnie. Liczba pobrań aplikacji skoczyła o 480% w ciągu 10 dni, a Claude trafił na szczyty list w App Store.

Pamiętajmy jednak, iż te miliardy przychodów to nie czysty zysk. AI to niezwykle kosztowny biznes. OpenAI planuje wydać do 2030 roku około 600 miliardów dolarów na moc obliczeniową. Chodzi o gigantyczne serwerownie i procesory, które są niezbędne, by modele AI mogły „myśleć”.

Jesteśmy świadkami historycznego momentu, gdzie walka o dominację przeniosła się z etapu „kto ma fajniejszego bota” do etapu „kto zautomatyzuje pracę całych zespołów w wielkich firmach”. Na ten moment Anthropic wygrywa walkę o zaufanie biznesu i etyczny wizerunek, ale podczas gdy OpenAI buduje na teraz większą skalę. Tak czy inaczej AI nigdzie się nie wybiera i udowadnia, iż potrafi generować kasę.

Polub nas na Facebooku!

Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.

DNA Rynków – merytorycznie o giełdach i gospodarkach

Berkshire po Buffecie

Wiarę w swoją nową firmą pokazał też Greg Abel, który zastąpił Warrena Buffeta. Po raz pierwszy od blisko dwóch lat Berkshire Hathaway wróciło do skupowania własnych akcji, a za tym ruchem stoi właśnie Greg Abel, który przejął stery w tym inwestycyjnym gigancie na początku 2026 roku. To jasny sygnał dla całego rynku, iż nowy lider wierzy, iż firma jest warta znacznie więcej, niż w tej chwili pokazują giełdowe wykresy. Jest to o tyle znaczące, bo od czasu ogłoszenia, iż Warren Buffett odchodzi ze stanowiska prezesa wehikułu inwestycyjnego, jego cena akcji rozczarowuje.

Skup akcji, który rozpoczął się ostatnio, to pierwsza operacja w erze „po Buffecie”. Spółka nie robiła tego od maja 2024 roku.

Dlaczego skup ruszył akurat teraz? Greg Abel w swoim pierwszym liście do akcjonariuszy napisał wprost: będziemy kupować akcje Berkshire tylko wtedy, gdy ich cena na giełdzie będzie niższa niż nasza wartość wewnętrzna.

Dzięki skupowi każdy, kto zachowa swoje akcje, nagle posiada nieco większy procent całego biznesu, nie wydając na to ani złotówki. To jeden ze sposobów na dzielenie się zyskami z akcjonariuszami. Jest on o tyle lepszy od dywidendy, iż nie trzeba się nim dzielić z urzędem Skarbowym.

Wartość wewnętrzna to chłodna i ostrożna ocena tego, ile faktycznie wart jest cały majątek Berkshire. Od ubezpieczalni, przez koleje, aż po zakłady energetyczne i coca colę. Uruchomienie przez Able’a skupu jest dość jednoznacznym sygnałem, co zarząd Berkshire sądzi o obecnym kursie. Ten w ciągu ostatniego roku jest płaski, a za ostatnie 2 lata podrósł zaledwie o 20%. Sporo gorzej niż S&P500.

Berkshire siedzi na rekordowej górze gotówki i jej ekwiwalentów sięgający. To aż 373 miliardy dolarów odłożone w gotówce i bezpiecznych obligacjach skarbowych USA.

Mają więc z czego wydawać i za co kupować. Nie tylko sama spółka skupuje swoje akcje. Nowy prezes, żeby jeszcze bardziej podbudować wiarę inwestorów w spółkę sam również kupił akcji za 15 mln dolarów. W wywiadzie dla CNBC, Abel powiedział, iż przeznaczył całą swoją pensję netto na zakup akcji Berkshire i planuje robić to co roku, dopóki będzie pełnił funkcję prezesa, aby pokazać „całkowitą zbieżność interesów z naszymi akcjonariuszami’”.

Chiny zwalniają i pytania od widzów

Na sam koniec odwiedzamy Chiny, które obniżają swój cel na wzrost gospodarczy! Ałć. Pekin właśnie przyznał, iż silnik ich gospodarki dostaje zadyszki, ogłaszając najniższy cel wzrostu od dziesięcioleci. Podczas corocznego posiedzenia parlamentu Premier Li Qiang ogłosił, iż Chiny celują w wzrost PKB na poziomie 4,5–5% w 2026 roku. To wyraźny sygnał, iż druga gospodarka świata przygotowuje się na „trudności i wyzwania”, o których sami otwarcie mówią tamtejsi liderzy.

Ustalenie celu w przedziale, a nie jako konkretnej liczby (jak zeszłoroczne „około 5%”), daje rządowi większe pole manewru. Dzięki temu Pekin może elastyczniej reagować na to, co dzieje się na świecie.

Z czego wynika ta ostrożność? Premier Li Qiang nie owijał w bawełnę i mówi, iż rynek nieruchomości cały czas jest problemem. Ten fundament chińskiego wzrostu wciąż jest w głębokim dołku i przechodzi bolesną korektę.

Do tego słaba konsumpcja wewnętrzna. Ludzie nie chcą wydawać pieniędzy, a Chiny mają do czynienia z dużą nadpodażą towarów, na które nie ma wystarczającego popytu w kraju.

Po trzecie coraz trudniej jest znaleźć dobrą pracę i zarobić więcej. W Chinach problemem od 2024 roku jest okresowa deflacja, czyli spadek cen. Gdy ceny spadają lub stoją w miejscu, firmy zarabiają mniej, tną koszty i zwalniają pracowników, co hamuje całą gospodarkę. Osiągnięcie założonego celu 2% CPI będzie ogromnym wyzwaniem.

Aby rozruszać ten mechanizm, Pekin planuje utrzymać deficyt budżetowy na poziomie 4%. Oznacza to, iż rząd zamierza wydać znacznie więcej pieniędzy, niż zbierze z podatków, licząc na to, iż to „dosypanie grosza” pobudzi konsumpcję w kraju.

Chiny nie zamierzają jednak tylko się bronić. Właśnie zaprezentowano nowy plan pięcioletni, który ma jeden główny cel: technologiczną samowystarczalność. Pekin chce zbudować własny, domowy łańcuch dostaw chipów (półprzewodników), aby nie zależeć od dostaw z zewnątrz oraz stworzyć gigantyczną infrastrukturę obliczeniową i centra danych dla sztucznej inteligencji, żeby nie odstawać od USA.

Problem w całym tym obrazie jest taki, iż Chiny od lat powtarzają, iż trzeba pobudzić konsumpcje i od lat tego nie robią, a zamiast tego cały czas ciągną PKB ogromnymi inwestycjami, które prowadzą do nadpodaży w różnych branżach i wyniszczającej walki cenowej producentów. Czy w kolejnych latach to się jakoś radykalnie zmieni? Oby, ale to nie będzie prosta walka.

Załóż konto na Freedom24 i odbierz do 20 darmowych akcji.
Sprawdź szczegóły aktualnej promocji.
Załóż konto

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00
Idź do oryginalnego materiału