Nagłe osłabienie złotego – euro, dolar i funt najdroższe od tygodnia

2 godzin temu

Czwartek przyniósł wyraźny zwrot na rynku walutowym. Złoty znalazł się pod presją sprzedających, oddając zyski wypracowane w poprzednich sesjach. Euro podrożało do 4,326 zł, dolar przebił poziom 3,716 zł, a funt brytyjski dotarł do 5,043 zł – we wszystkich przypadkach były to najwyższe odczyty od ponad tygodnia. Osłabienie nie dotyczyło wyłącznie polskiej waluty. Forint węgierski tracił do euro około 0,5 proc., a korona czeska przerwała imponującą, ośmiosesyjną serię umocnień. Mieliśmy do czynienia z klasycznym ruchem risk-off w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Inflacja PCE i widmo jastrzębiego Fedu

Jednym z impulsów, które ustawiły negatywny ton na rynkach jeszcze w środę, były lipcowe dane o deflatorze PCE w Stanach Zjednoczonych. Wskaźnik ten – preferowana przez Rezerwę Federalną miara inflacji – utrzymał się na poziomie 3,7 proc. rok do roku, wbrew oczekiwaniom analityków, którzy spodziewali się lekkiego spadku do 3,6 proc. To oznacza, iż presja cenowa w największej gospodarce świata pozostaje uporczywie wysoka, mimo iż cykl zacieśniania polityki pieniężnej trwa od dawna.

W reakcji na te dane rynkowa wycena prawdopodobieństwa kolejnej podwyżki stóp procentowych przez Fed na wrześniowym posiedzeniu wzrosła z około 36 do 40 proc. Samo w sobie nie jest to jeszcze scenariusz bazowy – rynki wciąż stawiają na pauzę – ale kierunek zmian wycen działał na korzyść dolara i niekorzyść walut rynków wschodzących, w tym złotego.

Kontekst jest tu istotny. Kevin Warsh, nowy prezes Fedu mianowany przez prezydenta Trumpa, od początku swojej kadencji sygnalizował, iż nie zamierza „karmić rynków łyżeczką”, jeżeli chodzi o wskazówki dotyczące przyszłej ścieżki stóp procentowych. Jego pierwsza konferencja prasowa w lipcu wywołała zmieszanie wśród inwestorów – Warsh zadeklarował zaangażowanie w walkę z inflacją, ale odmówił podania jakichkolwiek szczegółów.

Jackson Hole – wszystkie oczy zwrócone na piątek

Czwartkowe osłabienie złotego przypadło na pierwszy dzień sympozjum ekonomicznego w Jackson Hole, organizowanego co roku przez oddział Fedu z Kansas City. Tegoroczna edycja, poświęcona tematowi „Financial Innovation: Implications for Payments and Policy”, odbywa się w dniach 27-29 sierpnia. Kluczowym wydarzeniem będzie piątkowe przemówienie prezesa Warsha, jego pierwszy duży występ na tym forum od objęcia stanowiska.

Rynek żyje oczekiwaniem na to wystąpienie. Analitycy ING Bank ostrzegali, iż jeżeli Warsh utrzyma swoją strategię minimalnej komunikacji i skupi się na technicznych aspektach innowacji finansowych zamiast na polityce pieniężnej, może to paradoksalnie zwiększyć zmienność. „Oferując mniej komentarzy na temat kierunku stóp, ryzykuje dolanie oliwy do ognia na i tak już niespokojnym rynku obligacji” – ocenił James Smith, ekonomista ING. Z kolei Stephen Brown z Capital Economics przyznał wprost, iż takie podejście mogłoby sprawiać wrażenie, iż Warsh nie traktuje ryzyka inflacyjnego poważnie.

Niepewność przed Jackson Hole tradycyjnie sprzyja realizacji zysków na bardziej ryzykownych aktywach. Waluty regionu CEE – postrzegane przez globalnych inwestorów jako aktywa o podwyższonym ryzyku – są w takich momentach naturalnym kandydatem do wyprzedaży.

EBC dokłada jastrzębich sygnałów

Równolegle z napięciami po stronie amerykańskiej, ze strefy euro płynęły sygnały podtrzymujące oczekiwania na dalsze zacieśnianie polityki pieniężnej. Isabel Schnabel, wpływowa członkini zarządu Europejskiego Banku Centralnego, w wywiadzie dla Bloomberga opublikowanym 26 sierpnia jednoznacznie stwierdziła, iż dalsze podwyżki stóp procentowych są konieczne.

„Przy obecnym poziomie stóp inflacja prawdopodobnie nie powróci do celu w średnim terminie, dlatego dalsze zacieśnianie będzie niezbędne” – powiedziała Schnabel.

Wskazała na przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie i zaskakująco odporną gospodarkę strefy euro jako źródła ryzyka wzrostowego dla cen. Szczególny niepokój wzbudzają ceny gazu – holenderski kontrakt TTF zamknął się 24 sierpnia powyżej 68 euro za megawatogodzinę, najwyżej od stycznia 2023 roku i ponad dwukrotnie powyżej poziomu sprzed wybuchu wojny z Iranem.

Stopa depozytowa EBC wynosi w tej chwili 2,25 proc. po czerwcowej podwyżce o 25 punktów bazowych – pierwszej od niemal trzech lat. W lipcu stopy pozostały bez zmian, ale trzy anonimowe źródła cytowane przez Reutersa 25 sierpnia wskazały, iż decydenci skłaniają się ku kolejnej podwyżce o 25 pb na posiedzeniu 9-10 września.

Jaki to ma związek ze złotym? Bezpośredni. Wyższe stopy w strefie euro przy relatywnie stabilnej polityce NBP (polska Rada Polityki Pieniężnej utrzymuje stopy bez zmian od dłuższego czasu) zawężają dyferencjał stóp procentowych na korzyść euro. To strukturalny czynnik wspierający EUR/PLN, czyli osłabiający złotego wobec wspólnej waluty.

Jednocześnie warto podkreślić, iż kurs EUR/USD pozostawał w czwartek względnie stabilny, oscylując wokół poziomu 1,165. Na głównej parze walutowej świata jastrzębie sygnały z Fedu i EBC wzajemnie się równoważyły, co oznacza, iż osłabienie złotego nie wynikało z prostego ruchu na eurodolarze, ale miało charakter specyficzny dla regionu.

Geopolityka – główny winowajca

I tu dochodzimy do czynnika, który w opinii wielu analityków stanowił główny katalizator czwartkowej wyprzedaży. Napięcia geopolityczne związane z wojną w Ukrainie wróciły na pierwszy plan z siłą, której rynki nie odczuwały od tygodni.

Sekwencja wydarzeń rozpoczęła się we wtorek 25 sierpnia, kiedy media ujawniły zaskakującą wizytę dyrektora CIA Johna Ratcliffe’a w Moskwie – pierwszą od 2021 roku. Początkowo rynek zinterpretował tę informację umiarkowanie pozytywnie, dostrzegając szansę na postęp dyplomatyczny. Jednak w czwartek rano pojawiły się nowe doniesienia, które zmieniły ten obraz diametralnie.

Wall Street Journal i Politico, powołując się na anonimowe źródła zaznajomione ze sprawą, ujawniły, iż celem wizyty Ratcliffe’a było ostrzeżenie Rosji przed ewentualnym atakiem wymierzonym w państwo członkowskie NATO. Wcześniej w tym miesiącu WSJ informował o analizach amerykańskiego wywiadu wskazujących, iż Rosja może testować jedność Sojuszu Północnoatlantyckiego, planując operację ograniczonej skali przeciwko jednemu z członków.

To nie był jedyny niepokojący sygnał. Negocjacje pokojowe dotyczące Ukrainy znalazły się – według zgodnych relacji dyplomatów – w martwym punkcie. Prezydent Zełenski mówił o przygotowywaniu przez Rosję dodatkowej mobilizacji około 300 tysięcy poborowych po wrześniowych wyborach do Dumy. A do tego doszły groźby Rosji wobec celów wojskowych Wielkiej Brytanii – zarówno na terenie Ukrainy, jak i poza nim – w odpowiedzi na ukraińskie ataki z użyciem brytyjskich pocisków Storm Shadow.

Dla inwestorów portfelowych lokujących środki w regionie Europy Środkowo-Wschodniej taki nagłówkowy szum to klasyczny sygnał do redukcji ekspozycji. Polska, jako kraj bezpośrednio graniczący z Ukrainą i jeden z najaktywniejszych członków NATO na wschodniej flance, jest szczególnie wrażliwa na tego typu ryzyka. Nie chodzi o to, iż inwestorzy wyceniają realny scenariusz konfliktu z Rosją. Chodzi o to, iż w warunkach podwyższonej niepewności kapitał szuka bezpieczniejszych przystani, a złoty nie należy do tej kategorii.

WIG20 potwierdza obraz

Osłabienie złotego znalazło lustrzane odbicie na warszawskiej giełdzie. WIG20 otworzył się w pobliżu 4040 punktów, by gwałtownie cofnąć się poniżej psychologicznej bariery 4000 punktów, tracąc w trakcie sesji około 1,2 proc. Jak zauważyli analitycy XTB, skala spadków na GPW była zaskakująco duża na tle nastrojów globalnych – w tym samym czasie Nasdaq 100 rósł po dobrych wynikach kwartalnych Nvidii.

To rozbieżność, która wskazuje na specyficznie polskie (regionalne) źródło presji. Tracili liderzy indeksu – banki, Orlen, Kruk, CD Projekt. Realizacja zysków po bardzo dobrym początku roku (WIG20 zyskał od stycznia około 23 proc.) nałożyła się na geopolityczny pretekst do sprzedaży. Gdy jednocześnie słabną i akcje, i waluta danego kraju, to zwykle oznacza odpływ kapitału zagranicznego – i taki właśnie scenariusz rozgrywał się w czwartek na polskim rynku.

Co dalej ze złotym?

Krótkoterminowo, kluczem do dalszego zachowania złotego będzie piątkowe przemówienie Kevina Warsha w Jackson Hole. jeżeli prezes Fedu zaskoczy jastrzębim tonem – dając do zrozumienia, iż wrześniowa podwyżka jest na stole – dolar może się dalej umacniać, pogłębiając presję na waluty CEE. Scenariusz neutralnego, technicznego wystąpienia byłby dla złotego mniej szkodliwy, choć nie usunąłby czynnika geopolitycznego.

Z szerszej perspektywy, słabość złotego w ostatnich dniach sierpnia wpisuje się w trudniejsze otoczenie makroekonomiczne dla walut regionu. Inflacja w strefie euro i USA pozostaje podwyższona, oba główne banki centralne utrzymują lub zaostrzają restrykcyjne nastawienie, a ryzyka geopolityczne – od wojny w Ukrainie po konflikt na Bliskim Wschodzie napędzający ceny energii – nie wygasają.

Jednocześnie warto zachować proporcje. Ruch z czwartku, choć wyraźny, mieścił się w granicach normalnej zmienności – EUR/PLN wzrósł z okolic 4,295 do 4,326, co stanowi niecały 1 proc. deprecjacji. Złoty wciąż pozostaje znacząco mocniejszy niż rok temu, a fundamenty polskiej gospodarki – solidny wzrost PKB, relatywnie niski deficyt obrotów bieżących i napływ funduszy unijnych – przez cały czas działają na jego korzyść w średnim terminie.

Najbliższe dni przyniosą jednak podwyższoną zmienność. Oprócz Jackson Hole, na horyzoncie są szacunkowe dane o sierpniowej inflacji w strefie euro (1 września), posiedzenie EBC (10 września) i kolejny raport o zatrudnieniu w USA. Każdy z tych punktów może zdefiniować kierunek na rynku walutowym na kolejne tygodnie.

Idź do oryginalnego materiału