Na rynku surowców od miesięcy mamy jeden bardzo wyraźny schemat. Wszyscy patrzą w to samo miejsce. Miedź rośnie, srebro rośnie. Narracja jest prosta: surowce przemysłowe wracają do gry.
W tym całym układzie jest jeden sektor, który… kompletnie nie pasuje do tej historii. Stal.
Ceny są nisko, sentyment jest słaby, a rynek adekwatnie ją ignoruje. Może więc warto tym tematem zainteresować się bliżej?
Być może stal słusznie zostaje w tyle, ale może rynek po prostu jeszcze nie widzi tego, co zaczyna się zmieniać pod powierzchnią. Właśnie to sprawdzę dla was w tym materiale.
Czy stal może być kolejnym spóźnionym beneficjentem tego cyklu i gdzie w takim scenariuszu realnie leży pieniądz?
Najbardziej ignorowany surowiec! Czy stal szykuje się do hossy w 2026?
Stal jako barometr koniunktury gospodarczej
Zanim przejdziemy do mięsa, podrzucę nieco kontekstu. Stal od ponad wieku uchodzi za jeden z najczulszych barometrów koniunktury gospodarczej. Trudno znaleźć drugi surowiec tak mocno powiązany z realną gospodarką. W przeciwieństwie do wielu metali wykorzystywanych głównie w wyspecjalizowanych sektorach, stal jest obecna niemal wszędzie. Gdy gospodarka przyspiesza, rośnie zapotrzebowanie na infrastrukturę, maszyny i pojazdy. Wraz z tym rośnie popyt na stal.
Dlatego zmiany na rynku stali tradycyjnie były postrzegane jako wskaźnik wyprzedzający względem danych makroekonomicznych. W przeszłości wzrost inwestycji i odbudowa zapasów często przekładały się na rosnące zamówienia na stal, podczas gdy spowolnienie w budownictwie czy przemyśle gwałtownie skutkowało spadkiem produkcji i cen.
Obecnie ta zależność uległa osłabieniu. Pomimo relatywnie dobrej kondycji globalnej gospodarki, ceny stali pozostają pod presją. Nie oznacza to jednak, iż sektor utracił swoje znaczenie analityczne.
Dane o produkcji i zamówieniach przez cały czas dostarczają istotnych informacji o kondycji wybranych segmentów gospodarki, szczególnie dotyczy to przemysłu ciężkiego i budownictwa. Wymaga to jednak większej ostrożności interpretacyjnej. w tej chwili mogą one bowiem sygnalizować nie tylko zmiany cykliczne, ale również strukturalne przesunięcia na całym rynku stali. Historycznie wzrosty na rynku stali często towarzyszyły okresom silnego ożywienia gospodarczego.

Widać to szczególnie dobrze w długoterminowych danych o produkcji. W drugiej połowie XX wieku i na początku XXI wieku globalna produkcja stali niemal nieprzerwanie rosła wraz z rozwojem gospodarki światowej. Skala tej zmiany jest ogromna: w 1950 roku świat produkował nieco ponad 200 mln ton stali rocznie. Dziś jest to niemal 2 mld ton rocznie. W ciągu siedmiu dekad produkcja zwiększyła się niemal dziesięciokrotnie.
Ten trend nie był jednak liniowy. Widać momenty wyraźnego spowolnienia, które pokrywały się z globalnymi kryzysami gospodarczymi, a największy spadek pojawia się w okolicach 2009 roku, w trakcie globalnego kryzysu finansowego. Kolejne, choć znacznie płytsze załamanie nastąpiło w czasie pandemii w 2020 roku. W obu przypadkach produkcja stosunkowo gwałtownie wracała jednak na wcześniejszą ścieżkę wzrostu, co dobrze pokazuje, jak silnie rynek stali reaguje na cykl koniunkturalny. Jak w tym czasie zachowywały się ceny?

Ceny stali na przestrzeni lat
Na wykresie wyżej widać długoterminową zmianę indeksu cen producentów wyrobów stalowych w USA. Uwagę powinna zwracać przede wszystkim wieloletnia stabilność cen. Przez kilkadziesiąt lat stal była surowcem relatywnie statecznym cenowo, a zmiany wynikały głównie z inflacji oraz stopniowego wzrostu kosztów produkcji.
Wyraźna zmiana nastąpiła dopiero po 2000 roku. Pojawił się silny wzrost cen stali związany z globalnym boomem surowcowym oraz gwałtowną industrializacją Chin. Następnie rynek doświadczył spadku w czasie kryzysu finansowego w latach 2008–2009, po którym ceny ponownie zaczęły rosnąć. W kolejnych latach sytuacja była stosunkowo stabilna, aż do okresu pandemii, kiedy ceny stali ponownie gwałtownie wzrosły.

Aby jednak lepiej zrozumieć obecną sytuację rynkową, warto spojrzeć na ceny prętów zbrojeniowych w Chinach, czyli na najważniejszym rynku tego surowca. w tej chwili znajdują się one na poziomach najniższych od 2017 roku. Po pandemicznym skoku cen z lat 2021–2022 rynek wyraźnie się schłodził. Wysokie stopy procentowe, drogi kredyt oraz spadek aktywności w budownictwie mieszkaniowym uderzyły w jeden z największych sektorów zużywających stal. Jak wskazywała organizacja worldsteel, to właśnie osłabienie rynku nieruchomości oraz słabsza kondycja globalnego przemysłu ograniczały popyt na stal w latach 2023–2024.
Kluczową rolę w tym procesie odegrały też same Chiny. Gdy tempo wzrostu chińskiej gospodarki zaczęło spowalniać, przełożyło się to również na słabszy popyt na stal. Zużycie surowca po osiągnięciu wcześniejszych szczytów zaczęło stopniowo maleć, a moce produkcyjne w tamtym kraju wciąż pozostawały bardzo wysokie. Taka nierównowaga między podażą a popytem zaczęła wywierać presję na ceny na globalnym rynku stali. Chiny są w tej układance kluczowe, bo od lat są najważniejszym graczem na globalnym rynku stali.
To największy producent i jednocześnie największy konsument. W ostatnich latach odpowiadały za ponad połowę globalnej produkcji stali oraz za podobną część światowego zużycia. Decyzje podejmowane w Pekinie mają więc bezpośredni wpływ na równowagę całego rynku.

Chiny i ich wpływ na globalny rynek stali
Przez wiele lat chiński sektor stalowy rozwijał się w ogromnym tempie, napędzany masową urbanizacją kraju. Powstały tam ogromne moce produkcyjne, często przekraczające realne potrzeby rynku. Nadwyżki produkcji trafiały na eksport, wywierając presję na ceny stali w innych regionach i prowadząc do napięć handlowych. W ostatnich latach w Chinach zaczęły jednak zachodzić zmiany, które mogą mieć istotne znaczenie dla całego globalnego rynku stali.
Polityka władz w Pekinie stopniowo przesuwa się w kierunku większej kontroli nad sektorem stalowym. Coraz częściej pojawiają się zapowiedzi ograniczania nadprodukcji, konsolidacji branży oraz zamykania najmniej efektywnych hut. Celem jest jednocześnie poprawa rentowności sektora, ograniczenie emisji zanieczyszczeń oraz większa stabilizacja rynku surowców. W praktyce oznacza to, iż państwo chce mocniej wpływać nie tylko na skalę produkcji, ale także na eksport i ogólną równowagę rynku.

Potwierdzają to również dane produkcyjne. Po rekordowym poziomie osiągniętym w 2021 roku produkcja stali w Chinach zaczęła stopniowo zwalniać, a w kolejnych latach choćby delikatnie się obniżała. Nie jest to jednak wyłącznie efekt odgórnej polityki władz. Duże znaczenie miał też kryzys na rynku nieruchomości, który przez lata był jednym z najważniejszych motorów chińskiego popytu na stal. Gdy osłabła aktywność deweloperów, spadła liczba nowych inwestycji mieszkaniowych, a sprzedaż mieszkań zaczęła hamować, zapotrzebowanie na stal również zmalało.
Kiedy ten filar wzrostu zaczął się chwiać, rynek stali stracił jedno ze swoich najważniejszych źródeł popytu. W efekcie huty znalazły się pod większą presją, bo przy słabszym rynku wewnętrznym trudniej było utrzymać wcześniejszą skalę produkcji bez pogarszania rentowności, i choć te zmiany nie mają gwałtownego charakteru, to wykresy sugerują, iż chiński sektor stalowy wchodzi w fazę słabszej dynamiki produkcji niż w poprzedniej dekadzie. Z punktu widzenia globalnego rynku ma to duże znaczenie.
Jeśli Chiny rzeczywiście będą utrzymywać większą dyscyplinę po stronie podaży, a produkcja nie wróci do wcześniejszego tempa wzrostu, to w dłuższym horyzoncie może to sprzyjać wzrostowi cen stali na świecie. Czysta ekonomia w najbardziej brutalnej postaci.

Co może napędzić popyt na stal
Kolejnym argumentem przemawiającym za możliwym wzrostem cen stali są zmieniające się perspektywy popytu. Po kilku latach stosunkowo słabego lub stabilnego zapotrzebowania prognozy wskazują na jego ponowny wzrost w kolejnych latach. Głównymi motorami tego trendu mają być przede wszystkim inwestycje w budownictwo oraz rozbudowę infrastruktury, czyli sektory należące do najbardziej stalochłonnych części gospodarki. Szacuje się, iż globalny rynek stali może w najbliższych latach rosnąć w tempie około 6% rocznie, zwiększając swoją wartość z około 1,5 bln USD w tej chwili do około 2,3 bln USD w kolejnej dekadzie.

Perspektywy rynku stali mogą być dodatkowo wspierane przez zmiany w otoczeniu makroekonomicznym. Po okresie wysokich stóp procentowych w wielu gospodarkach zaczną być widoczne efekty obniżek stóp procentowych. Oznacza to potencjalne ożywienie aktywności gospodarczej, gdzie firmy będą bardziej skłonne do nowych inwestycji. Wiele państw ma już za sobą szczyt restrykcyjnej polityki pieniężnej. W samych Chinach polityka gospodarcza coraz wyraźniej koncentruje się na wspieraniu wzrostu przez zwiększanie dostępności finansowania oraz kierunkowane działania wspierające poszczególne sektory gospodarki.
W takim otoczeniu stal może zacząć w końcu drożeć. Do tej pory świat żył inwestycjami Big Techów w centra danych, ale za niedługo może przyjść okres odbicia inwestycji w bardziej przyziemnych sektorach, wspierany właśnie spadkami stóp procentowych.
W połączeniu z niższą presją importową i wygaszeniem części mocy produkcyjnych w Chinach sytuacja wygląda na coraz lepszą. W takich warunkach ceny stali nie muszą od razu gwałtownie rosnąć, ale mogą wejść w stopniowy trend wzrostowy. Na dziś możemy zaobserwować na wykresie cen stali, iż fazę intensywnych spadków mamy już za sobą. Dołek został wyznaczony w 2024 roku, a od tamtego czasu cena się stabilizuje.

Kto może zarobić na wzroście cen stali
Podaż więc spadła, stopy spadły, a inwestycje mogą przyśpieszyć. Kto może na tym potencjalnym wzroście cen stali zarobić?
Rosnące ceny stali w pierwszej kolejności poprawiają sytuację spółek działających najbliżej samego procesu produkcyjnego. Dla hut i firm przetwarzających stal wzrost cen zwykle oznacza poprawę marż, zwłaszcza jeżeli koszty surowców i energii rosną wolniej niż ceny gotowych wyrobów. Mechanizm wynika z charakterystyki kosztowej branży.
Produkcja stali jest silnie uzależniona od kosztów wsadu (rudy żelaza, złomu, węgla koksującego) oraz energii. Zmiany tych kosztów często następują jednak z opóźnieniem względem cen wyrobów końcowych. W okresach rosnącego popytu producenci są w stanie relatywnie gwałtownie podnosić ceny sprzedaży, podczas gdy koszty surowców i energii pozostają jeszcze przez pewien czas na niższym poziomie lub rosną wolniej. To powoduje przejściowe rozszerzenie spreadu, czyli różnicy między ceną sprzedaży a kosztem produkcji, co bezpośrednio przekłada się na poprawę marży.
Znaczenie ma też dodatkowo wysoki udział kosztów stałych w branży (utrzymanie zakładów, konserwacja sprzętu, opłaty administracyjne). Huty funkcjonują przy dużych nakładach kapitałowych i wysokich kosztach utrzymania mocy produkcyjnych, dlatego wzrost cen przy stabilnym lub rosnącym wolumenie sprzedaży prowadzi do silnej poprawy rentowności operacyjnej, czyli efektu dźwigni operacyjnej. Innymi słowy, każda dodatkowa jednostka przychodu w większym stopniu przekłada się na zysk, bo koszty stałe… jak sama nazwa wskazuje, są stałe i nie rosną.

Dobrze ilustruje to przykład spółki ArcelorMittal, jednego z największych producentów stali na świecie. W okresie dynamicznych wzrostów cen stali, szczególnie w 2021 r., spółka osiągnęła rekordowe marże, co było efektem szybkiego wzrostu cen wyrobów przy relatywnie wolniej rosnących kosztach surowców i energii.
Dodatkowo niedobory z tamtego okresu przełożyły się na wysoki poziom wykorzystania mocy produkcyjnych, który spotęgował wzrost rentowności. W kolejnych latach, wraz z normalizacją cen stali oraz presją kosztową, marże zaczęły stopniowo się obniżać i wracać do bardziej typowych, długoterminowych poziomów. Na GPW też mamy zresztą kilka ciekawych spółek z ekspozycją na ten sektor.

Nie ma tu co prawda dużych, globalnych producentów stali, ale notowane są spółki zajmujące się jej wytwarzaniem w mniejszej skali oraz przetwarzaniem na wyroby gotowe. Jednym z przykładów jest Cognor, grupa hutnicza oparta na przetapianiu złomu stalowego w piecach elektrycznych. Spółka produkuje głównie kęsy i wyroby długie, takie jak pręty zbrojeniowe czy walcówka, wykorzystywane przede wszystkim w budownictwie i przemyśle. Jednocześnie spółki działające w segmencie wyrobów długich często korzystają na ożywieniu inwestycyjnym.

Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.
DNA Rynków – merytorycznie o giełdach i gospodarkach
Spółki stalowe z GPW, które warto obserwować
Na przykładzie Cognora dobrze widać zależność między cenami stali a wynikami finansowymi i zachowaniem kursu akcji. W okresie wysokich cen surowca firma osiągała rekordowe przychody i zyski, co gwałtownie znalazło odzwierciedlenie w wycenie rynkowej, kurs akcji od pandemicznego dołka wzrósł w relatywnie krótkim czasie o kilkaset procent.
Obecnie spółka znajduje się w trudniejszym otoczeniu rynkowym, przychody spadają, a firma zaczęła generować straty. Nie zmienia to jednak faktu, iż sytuacja ta ma w dużej mierze charakter cykliczny i może ulec poprawie wraz z odbiciem na rynku stali.
W ostatnich latach Cognor konsekwentnie rozbudowywał i modernizował moce produkcyjne, dzięki czemu jest dobrze przygotowany na potencjalny wzrost popytu. Dodatkowo spółka coraz częściej pojawia się w kontekście sektora zbrojeniowego, rozwijając produkcję specjalistycznych wyrobów stalowych, które mogą znaleźć zastosowanie m.in. w przemyśle obronnym. W warunkach rosnących wydatków na bezpieczeństwo i modernizację armii w Europie taki kierunek rozwoju może stanowić dodatkowy czynnik wspierający zainteresowanie spółką ze strony inwestorów.
Inny profil działalności ma Stalprodukt, który koncentruje się na produkcji bardziej zaawansowanych wyrobów stalowych. Spółka jest jednym z ważniejszych producentów blach elektrotechnicznych wykorzystywanych w transformatorach oraz elementów infrastruktury drogowej, takich jak bariery ochronne. Wytwarza również konstrukcje stalowe i inne produkty dla przemysłu. W przypadku takich firm poprawa koniunktury w sektorach energetycznym, infrastrukturalnym czy przemysłowym często przekłada się na większy popyt na ich produkty. Wzrost cen stali może działać na ich korzyść nie tylko poprzez wyższe ceny wyrobów, ale także dzięki rosnącej liczbie inwestycji wymagających materiałów stalowych.
Ciekawą spółką, która może zyskać na poprawie koniunktury w branży i wzrastających cenach stali, jest również MFO. Firma specjalizuje się w produkcji zimnogiętych profili stalowych wykorzystywanych m.in. w budownictwie, w tym jako wzmocnienia do okien i drzwi z PVC, a także w różnych konstrukcjach przemysłowych i systemach instalacyjnych. Wraz ze wzrostem aktywności inwestycyjnej, szczególnie w budownictwie mieszkaniowym, rośnie zapotrzebowanie na elementy konstrukcyjne stosowane m.in. w produkcji stolarki okiennej. W takim otoczeniu MFO może korzystać zarówno na większym wolumenie sprzedaży swoich produktów, jak i na ogólnej poprawie koniunktury w sektorze budownictwa.
Na wzroście cen stali mogą skorzystać również jej dystrybutorzy. Na polskiej giełdzie przykładem takich spółek są Stalprofil czy Bowim, które zajmują się dystrybucją wyrobów hutniczych. jeżeli ceny stali rosną stopniowo, a popyt pozostaje stabilny, dystrybutorzy mogą poprawiać wyniki dzięki wyższej wartości sprzedawanych zapasów oraz lepszym marżom handlowym. Szczególnie korzystna jest sytuacja, gdy materiał został kupiony wcześniej po niższych cenach, a sprzedawany jest już w nowym, droższym otoczeniu rynkowym.
Problemy pojawiają się jednak wtedy, gdy ceny rosną zbyt gwałtownie albo rynek zaczyna wyraźnie hamować. W takich warunkach odbiorcy często ograniczają zakupy lub odkładają zamówienia w oczekiwaniu na stabilizację cen, a dystrybutorzy mogą zostać z droższymi zapasami i słabszym popytem. W praktyce oznacza to, iż spółki dystrybucyjne najwięcej korzystają nie tyle na samym wzroście cen stali, ile na stabilnym i uporządkowanym rynku, w którym ceny rosną stopniowo, a popyt pozostaje relatywnie mocny.
CBAM i europejski rynek stali
Z perspektywy polskich i europejskich spółek rynek stali stoi przed jeszcze jednym dodatkowym katalizatorem regulacyjnym. W mechanizmie CBAM celem jest wyrównanie kosztów emisji CO₂ między producentami z UE a importerami spoza UE. W praktyce oznacza to stopniowe ograniczanie napływu tańszej stali z państw zewnętrznych, gdzie standardy środowiskowe są mniej restrykcyjne. Tym samym CBAM działa jak forma pośredniego protekcjonizmu, stanowiąc swoisty „parasol ochronny” dla europejskich producentów w warunkach globalnej nadpodaży.
Regulacje weszły w życie od 1 stycznia 2026 roku. Na razie problem polega jednak na tym, iż kiedy CBAM ograniczył import spoza UE, to zwiększył go z Niemiec. W styczniu z Niemiec napłynęło ok. 40 tys. ton prętów żebrowanych. Dwa razy więcej niż wcześniej z Ukrainy. Niemieckie pręty kosztują 2400 zł/t, a polskie 2650 zł/t. Główna przyczyna to znacznie niższe koszty energii w Niemczech. Niemcy już wdrożyli pewne ulgi i dotacje, a w Polsce rząd dopiero dyskutuje o wsparciu dla przemysłu energochłonnego. Mimo wszystko lepiej i tak mieć problem z jednym zagranicznym konkurentem niż z kilkoma.
Ryzyka i wnioski dla inwestorów
Wszystko brzmi całkiem sensownie po stronie „byczej” dla stali. Mamy potencjalne ograniczenie podaży w Chinach, możliwe odbicie popytu wraz ze spadającymi stopami i sektor, który już ma za sobą najgorsze. W tym miejscu jednak trzeba zawsze pamiętać o ryzyku, bo te istnieje i nie jest małe.
Nawet przy rosnącym popycie globalne moce produkcyjne mogą wciąż przewyższać zapotrzebowanie na stal, co oznacza, iż każdemu wzrostowi cen może towarzyszyć wzrost podaży i tyle z tej całej rozkminy będzie.
Chiny w razie poprawy koniunktury mogą stosunkowo gwałtownie zwiększyć produkcję w swoich hutach. Dodatkowym źródłem potencjalnej nadpodaży są również Indie, które w ostatnich latach dynamicznie rozwijają sektor stalowy i zwiększają moce produkcyjne. W praktyce oznacza to, iż nad rynkiem wciąż unosi się duży zapas zdolności wytwórczych, który w każdej chwili może zostać uruchomiony. Dlatego choćby jeżeli ceny stali zaczną rosnąć, nad branżą przez cały czas będzie ciążyć ryzyko szybkiego schłodzenia rynku.
I właśnie dlatego stal jest dziś jednym z ciekawszych, ale jednocześnie bardziej wymagających tematów na rynku. To nie jest oczywista historia jak AI czy półprzewodniki, gdzie kapitał płynie szerokim strumieniem.
To jest klasyczny cykl. Taki, w którym trzeba wejść wtedy, gdy jest nudno, a nie wtedy, gdy wszyscy już o nim mówią. Na ten moment mamy sektor, który jest tani, ma za sobą słaby okres i zaczyna łapać pierwsze oznaki stabilizacji. Żeby jednak zrobiła się z tego pełnoprawna hossa, potrzebne jest potwierdzenie w danych.
Warto to teraz obserwować, bo jeżeli ten scenariusz się domknie, to stal może być jednym z tych sektorów, które „nagle” zaczynają rosnąć, a potem wszyscy zastanawiają się, jak to się stało, iż przegapili ten ruch.
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

2 godzin temu
Obserwuj