Najgorszy portfel, jaki widziałem? Oceniam wasze inwestycje!

2 godzin temu

Zaczynamy wielką serię grillowania!

ROAST portfeli inwestycyjnych widzów. Czuję, iż pokocham tę serię. jeżeli masz portfel inwestycyjny i boisz się, iż coś robisz źle, to mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Pewnie robisz, ale nie tak źle, jak myślisz. Na pewno są gorsi.

Mam też złą wiadomość. Istnieje bardzo duża szansa, iż i tak popełniasz dokładnie te same błędy, które za chwilę zobaczysz w tym materiale.

Większość z Was nie przegrywa dlatego, iż rynek jest trudny, ale dlatego, iż nie ma absolutnie żadnego planu inwestycyjnego.

Kupuje coś, bo gdzieś usłyszał.
Sprzedaje coś, bo się przestraszył.
Dokupuje coś, bo „może jeszcze urośnie”.

W efekcie powstaje coś, co tylko z nazwy jest portfelem inwestycyjnym. W praktyce to losowa kolekcja pozycji, które nie mają ze sobą nic wspólnego. Dzisiaj weźmiemy sobie pierwszy taki portfel na warsztat. Najgorsze jest to, iż to choćby nie jest jednostkowy przypadek, a typowy obraz tego, jak wygląda sporo Waszych portfeli inwestycyjnych.

Najgorszy portfel, jaki widziałem? Oceniam wasze inwestycje!

Załóż konto w XTB z kodem DNARYNKOW
Odbierz bezpłatny kurs inwestowania dla początkujących.
Załóż konto

Dostaję od Was sporo wiadomości, w których wysyłacie swoje portfele inwestycyjne z pytaniami:

CO TU NIE DZIAŁA
CO MAM ZMIENIĆ
CO ZROBIĆ

Nikomu z Was nie odpiszę na taką wiadomość, bo nie dajemy żadnych indywidualnych porad inwestycyjnych. Niemniej jednak nic nie stoi na przeszkodzie, żeby troszkę się publicznie zabawić i zamiast dawać porady, to Was poroastować, bo to, co wylądowało w mojej skrzynce w ostatnim czasie, to już absolutny rekord absurdu.

To nie jest portfel inwestycyjny, tylko segregator Pokémon

To nie jest portfel inwestycyjny, ale segregator Pokémon. Tylko zamiast Pikachu masz ETF na Brazylię za 93 zł. Pierwszy portfel w historii, który nie ma szans ani zarobić, ani stracić. On po prostu… istnieje.

Przy kapitale rzędu 21 tysięcy złotych upchnięto tu… aż 53 różne pozycje. Są też takie z wyceną na ok. 1,2 zł.

Tak, słownie: jeden złoty i dwadzieścia groszy. Tu nie ma żadnej strategii inwestycyjnej, ale jeden wielki chaos, który zamiast budować przyszłość, karmi brokerów.

Popatrzmy wszyscy na ten inwestycyjny śmietnik, bo to jeden z tych portfeli, które aż krzyczą o pomoc, i jednocześnie portfel, który agreguje naprawdę sporo błędów obecnych w większości wysyłanych przez Was do mnie maili.

Nazwijmy sobie właściciela tego portfela. Niech to będzie Maciek.

Maciek, jeżeli to czytasz – nie obrażaj się. Właśnie pomogłeś kilku tysiącom ludzi nie zrobić tego samego.

Maciek, zgodnie z informacją, ma 34 lata i niecałe 21 tysięcy złotych na koncie maklerskim.

Zmajstrował w tym portfelu taką ekipę, iż głowa rozbolała mnie od samego patrzenia. Zacznijmy sobie od ogólnego omówienia tego portfela, żebyśmy wszyscy wiedzieli, o czym rozmawiamy. Przypominam, iż mówimy o kapitale około 21 tysięcy złotych. Dokładnie 20 525 na moment wiadomości. Dokładnie również… 53 pozycje na liczniku.

Średnio daje to niecałe 400 zł na jedną pozycję. Już samo to jest absurdem tego portfela. Inwestowanie kwoty rzędu 400 zł w jeden instrument po prostu nie ma sensu. To na tyle mała wartość nominalna, iż choćby astronomiczny zysk z takiej pozycji nie przełoży się realnie na Twój wynik inwestycyjny.

Im mniejszy macie kapitał, tym mniej pozycji w portfelu. Nagrywałem też osobny materiał o takich niewielkich portfelach. Bawienie się przy nich w pojedyncze akcje i szukanie tam niesamowitych zysków już na starcie nie ma wiele sensu. Większy efekt dla Waszego majątku da dodatkowe 8 godzin w pracy niż dodatkowe 8 godzin analizowania wówczas spółek.

Taka jest brutalna prawda. Do pewnego momentu wielkości portfela inwestor powinien skupiać się na powiększaniu majątku dodatkową pracą. Inwestowanie najlepiej wtedy sprawdzi się albo jako pasywne trzymanie ETF-ów, czekając aż zarobimy większe środki, albo jako ultraryzykowne, skoncentrowane na mocno zmiennych spółkach zakłady. Do tego drugiego potrzeba jeszcze jednak mieć silną psychikę i być relatywnie młodym.

Tymczasem ten portfel nie poszedł w żadną z tych stron. Ma za to 53 pozycje, gdzie choćby jak coś zarobi, to i tak nie zarobi. Niewielki zysk procentowy z dużego kapitału może mieć dużo większy wpływ na życie niż ogromny zwrot procentowy z małej kwoty.

Ponad 50 pozycji w portfelu o wartości 20 tysięcy złotych to tylko efekt tego, iż ktoś nie potrafi z niczego rezygnować. Nie ma tu żadnej korzyści dywersyfikacyjnej. Te i tak skończyły się 30 pozycji temu.

Już w okolicach 20 podmiotów dywersyfikacja dla samej dywersyfikacji nie ma sensu. Ryzyko portfela akcyjnego dzieli się na dwie części:

  1. Specyficzne, czyli charakterystyczne dla danej spółki lub sektora, które dotyka wybranego podmiotu i prowadzi do spadku wartości akcji tylko w przypadku konkretnego scenariusza. Przykład? Ograniczenia regulacyjne dotyczące budowy wiatraków – to ryzyko specyficzne dla sektora OZE.
  2. Systematyczne (rynkowe) – na którym cierpi po prostu cały szeroki rynek akcji.

Tego drugiego nie da się wyeliminować przez dokładanie kolejnych pozycji. Ten portfel próbuje walczyć dokładnie z tym drugim. Tym niemożliwym do ograniczenia i robi to, dodając kolejne 100 zł do losowej pozycji.

Dołącz do nas na X oraz YouTube i bądź na bieżąco!

Żabka za 1,19 zł i inne symbole chaosu

Wisienką na torcie jest tu pozycja w akcjach Żabki, w której bohater ma całe 1,19 zł.

Udział tej pozycji w całości to jakieś 0,01%. Kompletnie nie rozumiem intencji stojącej za tym zakupem. Na początku pomyślałem, iż może komuś zostało po redukcji przy zapisach na IPO, ale zapisy były po 21,50, a zakupu tutaj dokonano po 21,90.

Nawet jak Ci te akcje Żabki, kolego, urosną o 1000%, to za wypracowany zysk kupisz sobie hot doga w tejże Żabce, ale tylko jeżeli akurat trafisz na promocję.

To podręcznikowy pokaz chaosu. Ktoś klika impulsywnie „kup” i „sprzedaj” bez większego zastanowienia, po co adekwatnie to robi. Takie działanie to prosta droga do tego, żeby zyski zostały zjedzone przez prowizje, spready i przewalutowania.

Zresztą te 1,19 zł to tylko symbol. Takich „perełek” jest tu dużo więcej. Mamy Bitcoin Group SE za oszałamiające 80 zł – co stanowi jakieś 0,4% portfela. U niektórych brokerów ta spółka widnieje w interfejsie po prostu jako „Bitcoin”. Jestem niemal pewien, iż niejeden niedoświadczony inwestor jest przez to przekonany, iż faktycznie ma w portfelu kryptowalutę.

Mogło być w sumie gorzej i mógłby to być CFD zjadający codziennie opłaty. Dla jasności – Bitcoin Group SE to operator platform handlowych i hodler BTC, więc do pewnego stopnia kurs jest jakoś tam skorelowany z rynkiem krypto. Przynajmniej w teorii. jeżeli spojrzeć na wykresy i porównać cenę ze zmianami kursu Bitcoina, to okazuje się, iż pomyłka i kupienie Bitcoin Group, a nie Bitcoina, była jednak kosztowna. No, chyba iż to wcale nie pomyłka… ale patrząc na całokształt tego portfela, mam spore podejrzenia.

Co tam jeszcze są za cuda:

  • Destiny Tech za 40 zł,
  • Digital Network za 95 zł,
  • cały ETF na całą Brazylię za… niecałe 100 zł,
  • ETF na całe Chiny za kolejne… 93 zł,
  • ETF na obligacje skarbowe USA za 95 zł…

Przecież to wygląda jak jedno wielkie jajko z niespodzianką! Są takie automaty w turystycznych mieścinach, gdzie wrzucasz piątaka i wypada losowa zabawka. Tutaj zamiast piątaka właściciel wrzucał stówkę i losową pozycję. I choćby nie patrzył, co wypadło. Ważne, iż coś wypadło.

ETF-y bez sensu i dywersyfikacja, która nic nie daje

Nawet nie ma tu żadnej reguły. W „normalnym” portfelu szerokie ETF-y pełnią w większości rolę tzw. Core, czyli trzonu, który obudowujemy mniejszymi pozycjami, czyli satelitami.

Przykładowo: kupujemy ETF na S&P 500 za 40% wartości portfela, co zapewnia nam dywersyfikację i zbieżność z rynkiem, a za pozostałe 60% budujemy część aktywną, która ma wygenerować „alfę”, czyli wynik lepszy od indeksu. Tu nie ma alfy. Tu choćby bety nie ma.

Może ktoś tu i miał taki pomysł, ale w efekcie dobił do 13 (!) różnych ETF-ów, które łącznie ważą w portfelu 20%. Z tego 6% całego portfela przypada na fundusz na rynki Ameryki Łacińskiej, a pozostałe ważą po… 1–2%.

Z tych trzynastu funduszy aż pięć to fundusze sektorowe lub regionalne. Do tego częściowo się pokrywające. Bo tak. ETF na Amerykę Łacińską i ETF na Brazylię, które adekwatnie są zbieżne. Spokojnie można by to ograniczyć do jednego instrumentu.

Kupiłeś sobie pizzę, a osobno jeszcze ciasto od tej samej pizzy. Mniam.

Do tego w portfelu są jeszcze pojedyncze spółki z tego regionu, które są też istotne w tych ETF-ach, jak MercadoLibre. WINCYJ CIASTA W CIEŚCIE CIASTA.

Kolejna pozycja, która zgodnie z tradycją tego portfela nie ma absolutnie żadnego znaczenia, to ETF na Chiny z „potężną” wagą 0,45% portfela, a do tego osobna pozycja w Alibabie, która waży 1,8%. Łącznie daje to 2,25% ekspozycji portfela na Chiny. Juan musiałby chyba zdetronizować dolara w jeden weekend, żeby właściciel portfela w ogóle odczuł, iż Chiny radzą sobie lepiej. Ten ETF i sama Alibaba mogą polecieć na księżyc, a i tak w życiu tego inwestora nic się nie zmieni.

Mamy też ETF na uran, który waży 0,9% i ma wartość 184 zł. Po co on tu jest? Nie wiem.

Jest też ETF na S&P 500 Equal Weight. Czym on się różni od zwykłego S&P 500? Dwoma rzeczami. Po pierwsze, nie jest ważony kapitalizacją, tylko każda spółka ma w nim taki sam udział. W „zwykłym” indeksie to giganci ważą najwięcej i nadają ton. Po drugie – koszty. Ponieważ te fundusze są mniej popularne, pobierają wyższe opłaty. Po co się w to inwestuje? Kiedy uważacie, iż Big Techy złapią zadyszkę i nadchodzi czas mniejszych spółek z realnej gospodarki. Wtedy stawiacie zakład na Equal Weight. Tylko czy stawianie takiego zakładu za 1,5% portfela ma jakikolwiek sens? Nie. Czy autor w ogóle myślał w tych kategoriach? Wątpię. Kiedyś tam kliknął „kup”, a potem już mu się nie chciało tego sprzedawać.

Zwłaszcza iż ma też w portfelu S&P SmallCap 600 za kolejne 1,5% portfela. Szkoda dalej punktować.

Trochę zabezpieczenia, trochę hazardu, czyli kompletny brak planu

Przemilczę już coś, co chyba miało być portfelowym zabezpieczeniem. Obligacje, złoto i srebro. Przy złocie choćby poszalał. Aż 3,5% portfela. Jedna z największych pozycji! Ale co ma wspomagać srebro za 80 zł? Tego nie wie nikt.

Jednocześnie jednak portfel potrafił dowalić mały podmiot technologiczny z USA o kosmicznej zmienności i ogromnym ryzyku, i dać mu prawie 3% udziału. Pojedyncza i ekstremalnie zmienna spółka w portfelu złożonym z aż 53 walorów waży aż 2,8%. W tym wypadku to „aż”, bo jedna turbozmienna spółka, która nie ma problemu z tym, żeby spadać po 40%, wygeneruje dla takiego portfela zmienność większą niż cały zastęp ETF-ów. Tu nie ma żadnego myślenia w kategoriach ryzyka, zmienności, risk/reward. Decyzje są podejmowane wyłącznie na bazie emocjonalnych odruchów.

Ja już widzę oczami cały proces decyzyjny, który tutaj zachodzi. To nie jest proces inwestycyjny. To TikTokowy feed, tylko zamiast filmów masz spółki. Taka osoba usłyszy coś dobrego o czymś w mediach, na YouTube, forum, gdziekolwiek – i od razu się podpala. Pod wpływem impulsu wchodzi na konto maklerskie i jeżeli ma tam wolne 100 zł, to kupuje za 100 zł; jeżeli ma 500 zł – kupuje za 500 zł. Za dwa tygodnie kompletnie traci zainteresowanie daną spółką, nie pamięta nawet, po co to w sumie kupował, bo usłyszał już o kolejnej „petardzie” i znów jest podekscytowany. Więc znów kupuje. Tym razem za 40 zł, bo akurat było.

Jednocześnie dokupowanie tego, co już ma, traktuje jak jakąś aberrację. Bo jak zdążyło spaść, to strach dotykać, a jak urosło, to „pociąg już odjechał”. Typowy błąd początkującego inwestora, który swoją cenę zakupu traktuje jako punkt odniesienia i woli kupić coś nowego. Mam jednak dla Was informację. Rynek ma w pompie Waszą cenę zakupu. Myśląc w ten sposób, inwestor powoli robi ze swojego portfela śmietnik, który jedyne, co mu przyniesie, to problem.

W tym chaosie są jednak pozycje, które coś znaczą

Jednak nie wszystkie pozycje są aż tak mikroskopijne, co jeszcze bardziej skłania mnie do wniosku, iż nie mam pojęcia, co tu się dzieje. Trzy największe udziały w portfelu to Adyen, który waży prawie 10%, Asseco Poland z udziałem ponad 7% oraz Vercom z wagą 6,5%. To już sensowne wartości. Dysponując kapitałem rzędu 20 tysięcy złotych, nie widzę sensu schodzenia poniżej 10% na pozycję, ale to już są jakieś pakiety, które mają realny wpływ na wynik inwestycyjny.

Wśród samych dziesięciu największych pozycji, które i tak są relatywnie niewielkie, widać też jakąś sensowną spółkową dywersyfikację. Jest fintech, mamy CPaaS, jest ochrona zdrowia, złoto, gaming i Big Tech. Geograficznie też jest szeroko: Polska, USA, Ameryka Łacińska i Europa.

Co z tym portfelem zrobić, żeby w ogóle miał sens

Chłopie, po prostu wypierdziel w cholerę wszystko, co poniżej, i zrób portfel, który ma realne szanse zarabiać albo tracić. To, co masz teraz, nie ma szansy ani na jedno, ani na drugie. To nie jest portfel do naprawy, tylko do wyczyszczenia.

Wybierz jeden akcyjny fundusz ETF, który będzie Twoim „Core”. Nie pięć, nie trzy, ale jeden. Mając tylko 20 tysięcy złotych, nie ma sensu rozdrabniać się na więcej. Nie ma też sensu kombinować z jakimiś „cudami na kiju”. Po prostu wybierz prosty i tani ETF na S&P 500 lub na Nasdaq 100, jeżeli tolerujesz większą zmienność.

Przy małym portfelu wolę sam Nasdaq 100, bo daje większy potencjał wzrostu. Taki fundusz niech stanowi te 40%.

Jeśli już musisz mieć jakąś formę zabezpieczenia zmienności, mimo iż uważam to za bezsens przy takim portfelu, to też wybierz jeden instrument. ETF na obligacje albo na złoto – jeden wystarczy. Taka pozycja nie powinna też ważyć więcej niż 20% całości i jeszcze raz podkreślę, iż przy tak małym portfelu najlepiej według mnie w ogóle z niej zrezygnować.

Potem ekstremalnie ogranicz liczbę spółek. Wybierz sobie ich od czterech do maksymalnie 10 i zapakuj w nie tyle pieniędzy, żeby wzrost miał realny wpływ na wynik.

Potem ustal jakikolwiek minimalny plan działania. Nie chodzi o ustawienie jakiegoś sztywnego stop lossa na kursie, tylko o zdefiniowanie, co musi się wydarzyć, żebyś z każdej z tych spółek wychodził ze stratą lub zyskiem. Cokolwiek. Niech to będzie chociaż jedno zdanie.

Na dziś to jest typ portfela, który wygląda, jakby ktoś chciał zrobić wszystko naraz: być pasywny, aktywny, spekulować, zabezpieczać się i jeszcze przy okazji trochę hazardu. Efekt jest taki, iż nie robi dobrze… absolutnie nic.

Ten portfel nie jest już choćby śmieszny dlatego, iż jest zły. On niestety jest bardzo typowy. Problemem jest sposób myślenia, który go stworzył. To jest dokładnie to, co powstaje, kiedy inwestujesz bez planu, ale za to z emocjami.

Podsyłajcie mi takie perełki na maila albo na Discordzie, moi drodzy. Kto wie, może przy okazji traficie do kolejnej części.

Polub nas na Facebooku!

Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.

Załóż konto w XTB z kodem DNARYNKOW
Odbierz bezpłatny kurs inwestowania dla początkujących.
Załóż konto

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00
Idź do oryginalnego materiału