Zaczynamy 2026 rok i to jest dobry moment na sporo przeglądów. Zaczniemy od wydarzeń makro, które na pewno się wydarzą i które na pewno będą miały na rynek wpływ. Zero spekulacji i zero domysłów. Jedynie to, co wiemy, iż będzie mieć miejsce.
W finansach samo wydarzenie to jednak za mało. Liczy się kontekst, oczekiwania i to, co rynek już zdążył zdyskontować. Bo jeżeli wszyscy czekają na jedno konkretne wydarzenie, to ono samo w sobie rzadko jest katalizatorem. Katalizatorem jest różnica między tym, czego rynek się spodziewa, a tym, co faktycznie się wydarzy.
W 2026 roku jest kilka punktów w kalendarzu, które mogą realnie przestawić nastawienie inwestorów. Jedne uderzają w oczekiwania dotyczące stóp procentowych i kosztu kapitału, inne w premię za ryzyko na całych rynkach, a jeszcze inne bezpośrednio w zyski spółek.
W tym materiale biorę na tapet najważniejsze wydarzenia 2026 roku i z wyprzedzeniem pokazuję, jak mogą namieszać na rynkach oraz gdzie faktycznie warto patrzeć, a gdzie nie dać się złapać na same nagłówki. Zapraszam!
Najważniejsze wydarzenia 2026 roku. Co naprawdę może poruszyć rynki?
Inwestuj z XTB! Podczas rejestracji podaj kod DNARYNKOW i odbierz darmowy kurs inwestowania dla początkujących
Załóż konto na: https://link-pso.xtb.com/pso/aKgIe
1. Koniec kadencji szefa Fed (maj 2026)
15 maja 2026 kończy się kadencja Jerome’a Powella jako przewodniczącego Fed, a Prezydent USA nominuje nowego szefa.
To wydarzenie jest prawdopodobnie najważniejszym punktem 2026 dla rynków, bo dotyka nie tylko tego, na jakim poziome będą stopy, ale też tego, czy rynek będzie ufał, iż Fed prowadzi politykę pieniężną niezależnie od bieżącej presji politycznej. A to są dwie różne rzeczy, które mogą pchać ceny aktywów w przeciwne strony.

Kontekst jest już mocno polityczny, bo Donald Trump publicznie zapowiada, iż kolejny przewodniczący Fed ma być wyraźnie bardziej skłonny do niższych stóp. W praktyce rynek będzie próbował odpowiedzieć na pytanie: czy dostajemy po prostu bardziej gołębi Fed, czy też dostajemy ryzyko podważenia instytucjonalnej wiarygodności.
Najważniejsze kanały wpływu są trzy i każdy ma inną wagę.
Po pierwsze, ścieżka krótkoterminowych stóp. Gdy pojawia się realna szansa na bardziej gołębie przywództwo, rynek zwykle zaczyna przestawiać oczekiwania co do obniżek, a to widać w rentownościach obligacji, szczególnie na krótkim końcu krzywej, czyli w obligacjach krótkoterminowych.
Po drugie, mamy długi koniec krzywej. Tutaj niższe stopy procentowe również ciągną rentowności i oprocentowanie w dół, co sprzyja zarówno akcji, jak i gospodarce, bo obniża cenę kredytu na rozwój i konsumpcję. To jest również paliwo dla wycen na rynku akcji, bo niższa stopa dyskontowa podnosi wartość przyszłych przepływów pieniężnych, szczególnie w segmencie spółek wzrostowych, gdzie duża część zysków jest dopiero w przyszłości. Jednak tu jest haczyk, którego nie da się pominąć: premia terminowa.
Jeśli rynek uzna, iż nacisk na niższe stopy oznacza jednocześnie większe ryzyko wyższej inflacji w przyszłości albo gorsze zakotwiczenie oczekiwań inflacyjnych, wtedy długie rentowności nie muszą spadać razem z krótkimi. Mogą choćby rosnąć, bo inwestorzy zażądają wyższej premii za trzymanie długoterminowego długu USA. W takim układzie „gołębie” obniżki stóp nagle mogą przestaje być prowzrostowe dla akcji. Wynika to z tego, iż rośnie koszt kapitału na dłuższym horyzoncie i rośnie ogólna niepewność na rynkach.
To łączy się też z trzecią kwestią, czyli niezależnością Fed. o ile kandydat Trumpa będzie postrzegany jako ktoś, kto może wchodzić w spór z dotychczasowym standardem niezależności banku centralnego, to rynki mogą nałożyć premię za ryzyko na amerykański dług długoterminowy, co w konsekwencji odbije się także negatywnie na akcjach i cenie kredytu dla firm i konsumentów. Ten mechanizm jest szczególnie groźny, bo działa choćby wtedy, gdy krótkoterminowo stopy mają spadać. Rynek lubi obniżki stóp, ale nie lubi wrażenia, iż reguły gry zależą od politycznego kaprysu.
Fed to najważniejszy bank centralny na świecie, a amerykańska giełda wyznacza często kierunek globalnych rynków akcji, więc o ile najsilniejszy wpływ możemy zaobserwować w USA, o tyle reszta świata również pozostaje wrażliwa na całą sytuacje związaną z wymianą prezesa Fed. A jeżeli jesteście ciekawi, co konkretnie sądzę o całej sytuacji wokół wymiany przewodniczącego Fed to odsyłam Was do tego materiału, który w całości poświęciłem tej sprawie.
2. Wybory midterms w USA (listopad 2026)
Midterms w USA odbędą się w listopadzie 2026 roku i to klasyczny punkt zwrotny, bo potrafi zmienić układ sił w Kongresie, a tym samym prawdopodobieństwo zmian podatkowych, regulacyjnych i fiskalnych. Rynek nie kocha niepewności, ale kocha przewidywalność, choćby jeżeli jest nudna. Dlatego w USA często ważniejsze od tego, kto wygra, jest to, czy wynik oznacza blokadę legislacyjną, czy łatwiejsze uchwalanie kolejnych ustaw. Wniosek? W obecnym układzie sił kibicuję frakcji Trumpa, nie dlatego, iż ją kocham, ale dlatego iż to minimalizuje ryzyko legislacyjnych zatorów i tarć, co stwarza większą przestrzeń do spokojnego wzrostu na S&P 500.

Należy również przygotować się na podwyższoną zmienność oraz ryzyko korekty tuż przed wyborami. Zarówno na szerokim rynku, jak i w przypadku poszczególnych spółek. Politycy w kampanii często szukają „kozłów ofiarnych” i prezentują radykalne pomysły na „naprawę świata” poprzez nowe regulacje czy obciążenia nowymi podatkami. To właśnie te zapowiedzi uderzają bezpośrednio w konkretne branże i spółki.
Najlepszym przykładem była strategia Donalda Trumpa i jego walka z wysokimi cenami leków w USA podczas kampanii prezydenckiej w ubiegłym roku. Wówczas celem stał się sektor ochrony zdrowia. Efektem była potężna, trwająca około roku korekta na spółkach z branży Health Care (od połowy 2024 do połowy 2025 roku).

W praktyce okres przedwyborczy w 2026 roku może charakteryzować się dużą nerwowością, ale i ciekawymi okazjami inwestycyjnymi, ponieważ wiele z głośnych, populistycznych propozycji ostatecznie nigdy nie wejdzie przecież w życie.
3. Potencjalne zakończenie wojny na Ukrainie
W 2026 może dojść do rozejmu, zamrożenia konfliktu, porozumienia, a może nie dojść do niczego trwałego. Jednak szanse na zamrożenie konfliktu rosną, więc mimo niepewności, nie mogło zabraknąć tego wydarzania w tym materiale.
Ostatnio temat zawieszenia broni znów stał się nieco głośniejszy, ale tak jakby tym razem nieco bardziej na poważnie. Jest dużo mniej medialnych nagłówków o użyciu bomby atomowej, a dużo więcej sygnałów, iż realizowane są poważne rozmowy o zakończeniu konfliktu na Ukrainie.

Jeśli jednak pojawi się realny proces prowadzący do zakończenia działań zbrojnych, to dla Polskiego rynku akcji najważniejsze są trzy rzeczy.
Pierwszy to premia za ryzyko. Polska giełda od 2022 roku żyje z dodatkowym dyskontem geopolitycznym. Każdy sygnał stabilizacji może zmniejszać to dyskonto. To nie musi oznaczać, iż nagle gospodarka wystrzeli, ale może oznaczać, iż inwestorzy przestają wymagać tak wysokiej premii za trzymanie Polskich aktywów.

Druga kwestia to energia. Stabilizacja wokół Ukrainy i regionu może wpływać na oczekiwania dotyczące cen energii w Europie, zwłaszcza w perspektywie kolejnych sezonów. Niższa presja energetyczna to ulga dla przemysłu, chemii, części spółek konsumenckich. Europa ma tu dużo większą wrażliwość niż USA, które w większym stopniu funkcjonuje w swoim miksie energetycznym.
Trzecia sprawa to inwestycje i odbudowa. jeżeli pojawi się realna perspektywa odbudowy, to część sektorów może dostać impuls, zwłaszcza infrastruktura, budownictwo, logistyka. Polska jako kraj graniczny i hub dla wielu procesów w regionie, może na tym korzystać.
No ale teraz czas na mniej kolorową część tej opowieści, czyli scenariusz negatywny, który wielu inwestorów, szczególnie zagranicznych ignoruje, bo „pokój to pokój”. jeżeli porozumienie byłoby postrzegane jako niekorzystne dla bezpieczeństwa regionu, na przykład poprzez utrwalenie wysokiego ryzyka przyszłej eskalacji, to premia za ryzyko dla Europy i Polski wcale nie musi spaść. Może spaść na chwilę w wyniku krótkoterminowej euforii, a potem wrócić z nawiązką. Rynki nie wyceniają moralnej ulgi, tylko prawdopodobieństwo kolejnego kryzysu.
Głównym punktem sporu w negocjacjach pokojowych jest kwestia ustępstw terytorialnych, które dla strony ukraińskiej nie są jedynie „transakcją na rynku nieruchomości”, ale kwestią przetrwania państwa. Ukraina nie może zgodzić się na oddanie tzw. pasa fortecznego miast w Donbasie, ponieważ stanowią one kluczową linię obrony. Ich przekazanie oznaczałoby utratę naturalnych barier ochronnych, co otworzyłoby Rosji drogę do swobodnego ataku na strategiczne centra przemysłowe.
Z perspektywy Ukrainy ustępstwa terytorialne, których chce Rosja, dają Putinowi idealną okazję do wznowienia wojny w przyszłości. Nowe granice pozbawione naturalnych przeszkód militarnych ułatwiłyby kolejną inwazję, a obecna bliskość wojsk rosyjskich do centrów cywilnych pozwalałaby Kremlowi na prowadzenie stałej wojny hybrydowej pod przykrywką pokoju.
W takim scenariuszu Polskie akcje, mogą mieć problem z trwałym reratingiem. Pytanie tylko czy Ukraina nie dostanie od USA propozycji nie do odrzucenia, bo pokojowa nagroda nobla się sama nie przyzna.
Więc zakończenie wojny byłoby potencjalnie jednym z najważniejszych pozytywnych katalizatorów dla Europy i Polski, ale tylko wtedy, gdy obniży realne ryzyko przyszłych napięć, a nie kiedy dostaniemy ryzyko tego, iż Rosja już się czai na kolejny atak. choćby jeżeli do niego nie dojdzie, to istotne jest prawdopodobieństwo jego wystąpienia, a te rośnie wraz z zakończeniem wojny na rosyjskich warunkach.
4. Wybory w Brazylii (październik 2026)
Brazylia jest na tyle duża, iż jej wybory potrafią wpływać na cały koszyk rynków wschodzących, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej. Dla inwestorów zagranicznych to często jest test: czy polityka fiskalna i gospodarcza będzie przewidywalna, czy wrócą obawy o dług, inflację i interwencje państwa.
Zgodnie z brazylijskim systemem wyborczym, aby kandydat został wybrany na prezydenta już w pierwszej turze, musi otrzymać bezwzględną większość ważnych głosów (ponad 50%).
Obecnie aktualny prezydent Lula da Silva cieszy się wysokim poparciem, znacznie wyprzedzając potencjalnych rywali. Według LatAm Pulse, sondażu przeprowadzonego przez AtlasIntel dla Bloomberg News w pierwszej turze przeciwko swoim głównym konserwatywnym rywalom, Lula uzyskałby blisko 48% głosów. Zgodnie z tym pomimo sporej przewagi, jest szansa na drugą turę i zwycięstwo innego kandydata.

Tymczasem rynki „liczą” na przegraną Luli, ponieważ inwestorzy zwykle premiują przewidywalność, a w obecnym prezydencie upatrują ryzyka nadmiernych wydatków i interwencjonizmu państwowego.
Inwestorzy obawiają się, iż polityka Luli oparta na wysokich wydatkach socjalnych doprowadzi do wyższej inflacji. Rynek szacuje, iż przy prezydenturze Luli neutralna realna stopa procentowa w Brazylii może wynosić znacznie więcej niż przy bardziej konserwatywnym kandydacie.
Co więcej, Lula nie zawsze żyje w zgodzie z USA, a to nie sprzyja rozwojowi gospodarczemu. Opozycja podzieliła się na dwa główne obozy: Bolsonaro i Freitas. Myślę, iż mocnym sygnałem na plus dla brazylijskich akcji byłaby konsolidacja w trakcie roku wyborczego i poparcie jednego kandydata przez drugiego.
Tak więc warto obserwować sytuację polityczną w Brazylii, bo jeżeli szala zacznie się przechylać na korzyść bardziej prorynkowego kandydata, to brazylijskie akcje mogą to dyskontować.
5. Wybory w Peru i Kolumbii (kwiecień 2026)
Na papierze to wydarzenie znacznie mniejsze niż Brazylia, ale jego znaczenie potrafi urosnąć szczególnie z perspektywy rynku surowców.
Peru kontroluje około 12% globalnej podaży miedzi i jest drugim największym producentem miedzi na świecie.

Jeśli wybory zwiększają ryzyko zmian w prawie, podatkach czy koncesjach, to rośnie premia za ryzyko na aktywach lokalnych i na projektach inwestycyjnych. A to może wpływać na oczekiwania podaży w dłuższym terminie, co z kolei potrafi poruszyć ceny surowców, zwłaszcza jeżeli rynek uzna, iż inwestycje będą opóźniane lub ograniczane.
W efekcie wyniki takich wyborów może mieć bezpośrednie przełożenia na ceny metalu, a więc i ceny akcji firm z nim powiązanych. Są firmy, które miedź wykorzystują i zależy im na jej niskiej cenie, jak na przykład Apator, a są też firmy, które miedź wydobywają i wzrost cen jest im na rękę, jak na przykład KGHM. Z perspektywy inwestora najważniejsze jest, żeby mieć rękę na pulsie i świadomość co może stać za potencjalną zmiennością w danym okresie.
Analogiczna sytuacja dotyczy Kolumbii, ale tutaj nie mamy do czynienia z produkcją miedzi, ale z produkcją kawy. Kolumbia to trzeci największy na świcie producent kawy, odpowiedzialny na 8% globalnej podaży tego surowca.

6. Szczyt G20 w USA (grudzień 2026)
G20 bywa traktowane jako forum zbyt szerokie, żeby coś realnie ustalić. I często tak jest. Ale G20 w USA to nie jest neutralny grunt. To spotkanie w kraju emitenta waluty rezerwowej, w momencie zmiany przywództwa Fed i silnych napięć geopolitycznych. To sprawia, iż każdy sygnał z tego szczytu przechodzi bezpośrednio przez rynki finansowe, a nie tylko przez dyplomację.
Najważniejszym tematem G20 w 2026 będzie handel i fragmentacja globalnych łańcuchów dostaw. Rynek nie oczekuje powrotu do globalizacji sprzed 2018 roku. Oczekuje odpowiedzi na pytanie: czy fragmentacja będzie kontrolowana, czy chaotyczna.
Dla rynków akcji głównym tematem jest oś USA i Chiny, plus pochodne w postaci handlu i ograniczeń dla eksportu technologii. W 2026 najważniejsze pytanie nie brzmi „czy będą napięcia”, tylko „czy pojawi się nowa fala ograniczeń, ceł, zakazów eksportu technologii albo nacisków na sojuszników”.
Jeśli szczyt da sygnały stabilizacji, choćby kosmetyczne, to rynki zwykle reagują ulgą, bo spada premia za ryzyko w sektorach najbardziej wrażliwych na handel i technologię. Korzystają globalne spółki przemysłowe, część półprzewodników, logistyka, a także rynki wschodzące w Azji, które żyją z eksportu i roli w globalnych łańcuchach.
Jeśli sygnał pójdzie w stronę zaostrzenia, to konsekwencje są wielowarstwowe. Po pierwsze, rośnie niepewność dla zysków firm globalnych. Po drugie, rośnie presja na marże, bo koszty łańcuchów dostaw i compliance idą w górę. Po trzecie, kapitał częściej ucieka do „bezpieczniejszych” aktywów, co szkodzi rynkom wschodzącym i często wzmacnia dolara.
To jest wydarzenie, które nie musi dać jednego wielkiego nagłówka. Wystarczy kilka sygnałów i różnica tonu, żeby rynek zaczął przepisywać różne scenariusze. I właśnie dlatego warto je śledzić.
7. COP31 (listopad 2026)
Szczyty klimatyczne mają reputację wydarzeń, które nic nie zmieniają, ale z punktu widzenia giełdy liczy się nie tyle deklaracja, co regulacje i kierunek polityki. W 2026 COP31 może być istotny, bo temat transformacji energetycznej wchodzi w fazę, w której rosną koszty, rośnie presja społeczna, a jednocześnie rośnie opór części przemysłu i polityki.
COP-y mają opinię konferencji bez konsekwencji, ale COP31 wypada w momencie, w którym koszt transformacji zaczyna realnie zderzać się z polityką, budżetami i konkurencyjnością przemysłu. To nie będzie szczyt o „ambicjach”, tylko o tym, kto i ile za nie zapłaci. Dla rynku to zasadnicza różnica.
COP31 odbywa się już po wejściu CBAM w fazę płatności i w momencie, gdy system ETS w Europie staje się coraz bardziej restrykcyjny. To oznacza, iż dla wielu spółek emisje przestają być abstrakcyjnym ryzykiem regulacyjnym, a stają się konkretną pozycją kosztową w rachunku wyników.
Jeżeli na COP31:
- pojawi się presja na dalsze zaostrzenie ETS,
- padną zapowiedzi szybszego ograniczania darmowych uprawnień,
- pojawi się narracja o rozszerzaniu mechanizmów emisyjnych na kolejne sektory,
to rynek zacznie przepisywać modele finansowe dla energochłonnych branż. Mówimy tu o przemyśle ciężkim, chemii, budownictwie, ale też o bankach, które finansują te sektory i muszą uwzględniać wyższe ryzyko regulacyjne w kapitale.
Ostatnio jednak w Europie obserwujemy trendy związane ze zluzowaniem pewnych ambitnych celów klimatycznych, więc możliwe, iż i tym razem trafią się jakieś łagodniejsze głosy i podejście bardziej probiznesowe. jeżeli tak, to ciężki przemysł i motoryzacja mogą dostać nieco wiatru w żagle.
8. Szczyt G7 we Francji (czerwiec 2026)
G7 to klub siedmiu najważniejszych gospodarek rozwiniętych Zachodu: USA, Kanada, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy i Japonia, z udziałem Unii Europejskiej jako stałego uczestnika.
Na papierze G7 wygląda jak kolejne spotkanie liderów Zachodu, ale w 2026 roku jego znaczenie jest większe niż zwykle, bo zbiega się trzy procesy systemowe: zmiana przywództwa w Fed, narastająca presja fiskalna w krajach rozwiniętych oraz coraz ostrzejsza rywalizacja technologiczna z Chinami. To sprawia, iż G7 przestaje być forum deklaracji, a staje się miejscem koordynacji realnych decyzji, które rynki potrafią dyskontować z wyprzedzeniem.
Szczyt G7 to wydarzenie, które rzadko robi jedną wielką świecę na indeksach, ale potrafi kształtować tło na wiele miesięcy. W 2026 najważniejsze są dwa wątki: podejście do Rosji i do Chin, a więc sankcje, bezpieczeństwo energetyczne, kooperacja w obronności i polityka technologiczna.
Najważniejszym wątkiem G7 w 2026 będzie relacja Zachodu z Chinami, a dokładniej: technologia, półprzewodniki, AI i łańcuchy dostaw. Rynek nie zadaje już pytania „czy będą ograniczenia”, tylko „czy będą one skoordynowane, czy każdy kraj pójdzie swoją drogą”.
Jeśli G7 wyśle sygnał:
- wspólnej polityki eksportowej,
- koordynacji list sankcyjnych,
- jednolitych zasad dla firm technologicznych,
To może zmienić to nastawienie rynku do poszczególnych sektorów.
Drugi najważniejszy obszar to bezpieczeństwo i podejście do Rosji. W 2026 rynki nie potrzebują nowej wojny, żeby reagować. Wystarczy sygnał, czy wysokie wydatki obronne są trwałym elementem polityki fiskalnej Zachodu, czy tylko reakcją kryzysową.
Jeżeli G7:
- potwierdzi długoterminowe zobowiązania w zakresie obronności,
- podtrzyma narrację o stałym zagrożeniu geopolitycznym,
- zsynchronizuje politykę sankcyjną,
to dla rynku oznacza to strukturalny popyt na produkty i usługi sektora obronnego, cyberbezpieczeństwa oraz infrastruktury krytycznej. W takim układzie wyceny tych spółek przestają być traktowane jako „cykliczne” i zaczynają być postrzegane jako quasi-infrastrukturalne, z bardziej stabilnym profilem przepływów pieniężnych.
O tym jak silne potrafią być takie sygnały przekonali się inwestorzy sektora zbrojeniowego po tym, jak w tym roku Niemcy ogłosiły wielki pakiet stymulujący wydatki zbrojeniowe. Efekt? Wzrosty od 50 do 150% na spółkach z sektora zbrojeniowego w Europie.

9. 10. Zimowe Igrzyska Olimpijskie we Włoszech i Mundial w USA
Zarówno zimowe igrzyska olimpijskie we Włoszech, jak i piłkarski mundial w USA, Kanadzie i Meksyku będą w 2026 roku wydarzeniami ogromnymi medialnie, emocjonalnie i logistycznie. Natomiast z perspektywy rynków kapitałowych ich znaczenie jest dużo bardziej ograniczone niż sugerują nagłówki.
Warto jasno rozdzielić dwie rzeczy: realną aktywność gospodarczą od wpływu na wyceny giełdowe.
Po stronie realnej gospodarki oczywiście coś się wydarzy. Widzimy wzrost ruchu turystycznego, obłożenia hoteli, popytu na transport, gastronomię, usługi eventowe i reklamę. W przypadku Włoch dochodzą jeszcze wydatki infrastrukturalne związane z regionami górskimi, logistyką i obsługą wydarzeń sportowych. Dla lokalnych firm to często bardzo dobry rok i to w tych lokalnych spółkach warto szukać wtedy okazji.
Dla USA mundial to gospodarczo impuls wręcz symboliczny. Skala amerykańskiej gospodarki jest tak duża, iż choćby rekordowy napływ turystów i wydatków ginie w statystycznym szumie. To nie jest wydarzenie, które przestawia trajektorię PKB, inflacji czy polityki Fed. Dlatego szeroki rynek akcji w USA zwykle reaguje na takie eventy… nijak.
Nieco inaczej wygląda sytuacja w krajach mniejszych lub bardziej wrażliwych na turystykę. Dla Włoch igrzyska mogą mieć silne znaczenie sektorowe, szczególnie w spółkach związanych z hotelarstwem, transportem regionalnym, infrastrukturą czy mediami.
W przypadku Ameryki Północnej też da się znaleźć szereg spółek powiązanych z tymi wydarzeniami: DraftKings, Grupo Aeroportuario del Pacifico, czy choćby prosty narracyjnie Nike.
W tym przypadku sensowna ekspozycja ogranicza się do wąskich elementów. Indeksy i szerokie ETF średnio obchodzą te wydarzenia. Dla rynkowych taktyków da się tutaj sporo ugrać.
Jeśli miałbym spiąć ten materiał w jedną myśl, to brzmiałaby ona tak: w 2026 roku rynki będą żyły nie pojedynczymi danymi, tylko zmianą pewnego reżimu. Polityka pieniężna, wiarygodność instytucji i geopolityka będą ważniejsze niż klasyczne odczyty inflacji czy PKB z jednego miesiąca. Te tematy już się zużyły.
Największą dźwignią pozostaje Fed i to, jak rynek oceni niezależność nowego przewodniczącego. Drugim kluczowym wątkiem jest polityka w USA i to, czy zmniejszy ona niepewność, czy ją zwiększy, a dla Europy i Polski absolutnie najważniejsze będzie to, czy ewentualne zakończenie wojny na Ukrainie realnie obniży premię za ryzyko, czy tylko na chwilę poprawi nastroje.
To może być rok dużych okazji, ale też rok, w którym łatwo będzie pomylić narrację z fundamentami. Dlatego zamiast reagować na każdy nagłówek, lepiej patrzeć na to, co faktycznie zmienia się po danym wydarzeniu.
Inwestuj z XTB! Podczas rejestracji podaj kod DNARYNKOW i odbierz darmowy kurs inwestowania dla początkujących
Załóż konto na: https://link-pso.xtb.com/pso/aKgIe
Do zarobienia!
Piotr Cymcyk

18 godzin temu








