Największy ciągnik świata odchodzi na emeryturę. Dlaczego?

2 godzin temu

Największy ciągnik rolniczy świata? Oczywiście, iż musiał powstać w USA. Tam, gdzie wszystko musi być bigger, louder i – najlepiej – na granicy zdrowego rozsądku. I tak właśnie narodził się Big Bud 747 – maszyna, która bardziej przypomina lokomotywę na polu niż klasyczny ciągnik. Jego czas jednak mija.

Dziś jednak ten rolniczy kolos wraca do domu. Po 15 latach tournée po Stanach Zjednoczonych, gdzie robił furorę na targach i w muzeach, Big Bud 747 wrócił na farmę Roberta i Randy’ego Williamsów w Big Sandy w stanie Montana.

I co teraz? Spokojna emerytura. Choć w przypadku takiego potwora „spokojna” oznacza raczej… okazjonalne odpalanie ku uciesze przybyłej na taki pokaz publiczności.

Z pola na scenę

Przez ostatnie lata Big Bud 747 był bardziej eksponatem niż narzędziem pracy. Stał w muzeach, pojawiał się na pokazach, a jego obecność przyciągała tłumy. Trudno się dziwić – taki sprzęt nie przejeżdża obojętnie.

Po powrocie na farmę Williamsów jego los jest już adekwatnie przesądzony. Głównym powodem odstawienia maszyny na boczny tor jest przejście gospodarstwa na uprawę bezorkową. A jak wiadomo – przy takim systemie nie potrzeba już ciągnika zdolnego ciągnąć 24-metrowy kultywator przez prerię.

Choć… jeszcze tej wiosny kolos ma wrócić na chwilę do życia. W planach jest produkcja filmowa, podczas której Big Bud znów pokaże, do czego został stworzony.

Dwusuwowy smok z Detroit

Sercem tej maszyny jest coś, co dziś brzmi jak inżynierska herezja – podwójnie turbodoładowany, dwusuwowy Detroit Diesel V16 o mocy około 1100 KM. Tak, dobrze czytasz – dwusuwowy.

To właśnie ten silnik odpowiada za charakterystyczny „pomruk” maszyny, który niesie się po wzgórzach Montany. Dźwięk, którego nie da się pomylić z niczym innym. Dla jednych muzyka, dla innych – zwiastun katastrofy norm emisji.

Bo umówmy się: w tym przypadku jakiekolwiek normy spalania to czysta mrzonka. Ten silnik jest absolutnie nienormowalny – powstał w czasach, gdy liczyła się moc, a nie tabelki z emisją NOx.

Nowe życie – pokazowe

Choć technicznie Big Bud jest gotowy do pracy – dostał choćby nowe, gigantyczne opony Goodyear LSW 1400 – jego przyszłość wygląda zupełnie inaczej niż przeszłość. Dziś jego głównym zajęciem jest… bycie legendą.

Od czasu do czasu zostanie uruchomiony, żeby przypomnieć światu, jak brzmi 1100 koni mechanicznych w najczystszej, surowej postaci. I to w zupełności wystarczy, by przyciągnąć tłumy.

Ikona większa niż pole

Big Bud 747 już dawno przestał być tylko ciągnikiem. Stał się ikoną – symbolem epoki, w której nie było rzeczy niemożliwych, a jedynym ograniczeniem był rozmiar hali produkcyjnej.

Nic więc dziwnego, iż zainteresowali się nim także producenci modeli. Miniatury tego giganta sprzedają się jak świeże bułki – zarówno w skali 1:16, jak i popularnej w Europie 1:32. Pojawiają się nowe wersje, nowe kolory, a kolekcjonerzy tylko zacierają ręce. Bo choć prawdziwego Big Buda nie da się mieć w garażu, to jego kawałek – już jak najbardziej.

Koniec pewnej epoki

Historia tego ciągnika to trochę opowieść o zmianie rolnictwa. Kiedyś – gigantyczne maszyny, głęboka orka i praca na granicy możliwości sprzętu. Dziś – coraz częściej technologia, precyzja i uprawa bezorkowa.

Big Bud 747 nie przegrywa – on po prostu nie pasuje już do nowych czasów.

Ale jedno jest pewne: kiedy tylko jego silnik znów zaryczy, nikt nie przejdzie obok tego obojętnie.

Idź do oryginalnego materiału