Na rynkach finansowych spokój bywa złudny. Indeks VIX, nazywany często „indeksem strachu”, może pokazywać umiarkowane napięcie, podczas gdy inwestorzy w rzeczywistości mierzą się z czymś znacznie trudniejszym do uchwycenia: niepewnością, czy samo ryzyko zostało dobrze zmierzone. Zdaniem prof. Menachema Brennera, jednego z pionierów badań nad zmiennością i instrumentami pochodnymi, to właśnie w tej warstwie ukrywa się dziś wiele najważniejszych zagrożeń dla stabilności finansowej.
Jest Pan współtwórcą indeksu zmienności VIX, który media często określają mianem „indeksu strachu”. Czy rzeczywiście pozwala on zrozumieć poziom ryzyka na rynkach finansowych?
VIX jest bardzo użytecznym wskaźnikiem, ale nie należy przypisywać mu większych możliwości, niż rzeczywiście posiada. Przede wszystkim jest to miara krótkoterminowa. Pokazuje, jak rynek wycenia zmienność w perspektywie około 30 dni. Dzięki temu możemy zobaczyć, ile inwestorzy są gotowi zapłacić za zabezpieczenie przed ryzykiem w najbliższym czasie.
Problem polega na tym, iż współczesne zagrożenia często rozwijają się w znacznie dłuższym horyzoncie. Geopolityka, wojny handlowe, transformacja technologiczna czy zmiany regulacyjne nie mieszczą się w perspektywie jednego miesiąca. Dlatego zawsze powtarzam, iż jeden wskaźnik nigdy nie daje pełnej odpowiedzi. Aby zrozumieć rzeczywistą sytuację, trzeba analizować wiele miar jednocześnie i patrzeć na rynek z różnych perspektyw.
W swoich badaniach często mówi Pan o pojęciu „ambiguity”. Czym różni się ono od klasycznego ryzyka?
Ryzyko oznacza sytuację, w której nie znamy przyszłości, ale potrafimy oszacować prawdopodobieństwa różnych scenariuszy. Możemy nie wiedzieć, co się wydarzy, ale wiemy mniej więcej, jakie są szanse poszczególnych wyników. Ambiguity to coś znacznie trudniejszego. Oznacza niepewność dotyczącą samego pomiaru ryzyka. Innymi słowy, nie jesteśmy pewni, czy nasze modele, wskaźniki i narzędzia prawidłowo opisują rzeczywistość. Możemy mieć wskaźnik pokazujący umiarkowany poziom zagrożenia, ale jednocześnie odczuwać, iż faktyczne ryzyko jest znacznie większe. To właśnie dlatego inwestorzy czasami patrzą na pozornie spokojny rynek i mimo wszystko odczuwają niepokój. Nie chodzi wyłącznie o samą wielkość ryzyka, ale o wątpliwości dotyczące tego, czy potrafimy je adekwatnie zmierzyć.
Jak w prosty sposób wyjaśnić tę różnicę?
Posługuję się przykładem ruletki. jeżeli znamy zasady gry, wiemy, iż wynik jest niepewny, ale znamy prawdopodobieństwa. To klasyczne ryzyko. Wyobraźmy sobie jednak, iż nie wiemy, czy koło ruletki jest uczciwe. Być może jest przechylone, ale nie wiemy w którą stronę. Wtedy problemem nie jest już sam wynik gry, ale brak pewności co do działania całego mechanizmu. To właśnie jest ambiguity. Mam wrażenie, iż współczesne rynki coraz częściej przypominają właśnie taką ruletkę. Nie tylko nie znamy przyszłości, ale często nie mamy pewności, czy nasze narzędzia adekwatnie opisują skalę zagrożeń.
Wspomniał Pan, iż rynków nie można analizować w izolacji. Dlaczego jest to dziś tak ważne?
Ponieważ współczesny system finansowy jest coraz bardziej powiązany. W spokojnych okresach akcje, obligacje, surowce czy waluty mogą reagować na różne czynniki. Jednak w okresach napięć granice między tymi rynkami zaczynają się zacierać. Obserwujemy wtedy gwałtowny wzrost korelacji. Rynki zaczynają poruszać się razem, a cały system reaguje jak jeden organizm. To bardzo istotny sygnał dla inwestorów i regulatorów, ponieważ oznacza, iż tradycyjna dywersyfikacja może działać słabiej właśnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebna. Dlatego analiza ryzyka wymaga dziś obserwowania wielu rynków jednocześnie i szukania zależności między nimi.
W jaki sposób sztuczna inteligencja wpłynie na zarządzanie ryzykiem?
AI ma ogromny potencjał. Może analizować znacznie więcej danych niż człowiek, szybciej wykrywać zależności i badać relacje między różnymi segmentami rynku. Wierzę, iż pomoże nam lepiej mierzyć ryzyko i niejednoznaczność, zwłaszcza w świecie, który staje się coraz bardziej złożony. Dziś nie jesteśmy w stanie uwzględnić wszystkich możliwych zależności pomiędzy rynkami akcji, obligacji, surowców, walut czy transportu. AI może znacząco rozszerzyć nasze możliwości analityczne i pozwolić dostrzec sygnały, które w tej chwili pozostają niewidoczne.
A jednocześnie twierdzi Pan, iż AI może być największym zagrożeniem?
Tak. Gdy pytają mnie o największe ukryte ryzyko współczesnego świata, odpowiadam jednym słowem: AI. Nie dlatego, iż jest technologią złą. Wręcz przeciwnie. Problem polega na skali jej potencjalnego wpływu. Sztuczna inteligencja może zmienić sposób funkcjonowania gospodarki, rynku pracy, edukacji, systemów politycznych i globalnej równowagi sił. To nie jest kolejna innowacja technologiczna. To technologia, która może przebudować podstawowe struktury społeczne i ekonomiczne. Dlatego nie powinniśmy postrzegać AI wyłącznie jako narzędzia konkurencji między firmami czy państwami. To wyzwanie cywilizacyjne wymagające współpracy na poziomie międzynarodowym.
Historia może nam pomóc przygotować się na te wyzwania?
Historia jest jednym z najważniejszych nauczycieli, choć niestety często jej nie słuchamy. Wielokrotnie obserwowaliśmy sytuacje, w których protekcjonizm, nadmierna pewność siebie czy brak współpracy prowadziły do pogłębiania kryzysów. Przykładem może być ustawa Smoota-Hawleya podczas Wielkiej Depresji. Miała chronić gospodarkę amerykańską, a w praktyce doprowadziła do działań odwetowych i pogorszenia sytuacji. Dzisiaj znów obserwujemy podobne napięcia handlowe i geopolityczne. Najważniejsza lekcja historii jest prosta: powinniśmy uczyć się na wcześniejszych błędach. Niestety bardzo często zachowujemy się tak, jakby poprzednie kryzysy nigdy się nie wydarzyły.
Jakie przesłanie chciałby Pan przekazać uczestnikom konferencji IRMC 2026?
Aby nie szukali prostych odpowiedzi na złożone problemy. Świat finansów staje się coraz bardziej skomplikowany. VIX jest ważnym wskaźnikiem, ale nie wystarczy. AI może pomóc nam lepiej rozumieć ryzyko, ale sama tworzy nowe obszary niepewności. Rynki dostarczają ogromnej ilości informacji, ale trzeba umieć czytać wiele sygnałów jednocześnie. Największe zagrożenia często pojawiają się nie wtedy, gdy wskaźniki alarmują, ale wtedy, gdy wszyscy są przekonani, iż dobrze rozumieją rzeczywistość. Dlatego potrzebujemy pokory, zdolności uczenia się i gotowości do kwestionowania własnych założeń. To dziś jedna z najważniejszych kompetencji w zarządzaniu ryzykiem.
Wywiad opracowany na podstawie materiału źródłowego Agencji Pałka i Partnerzy















