Można odnieść wrażenie, iż upały niedługo staną się na naszym kontynencie jedną z głównych przyczyn zgonów. Nie pozostaje nic innego, jak zainstalować w mieszkaniu klimatyzację albo, jeżeli portfel pozwala, przeprowadzić się do Laponii. Tylko czy to naprawdę nasz największy problem, a nie np. ochrona zdrowia albo styl życia – pisze Sebastian Stodolak, wiceprezes WEI w felietonie dla Gazety Prawnej.
„Obecna fala upałów jest największa w historii Europy, a także najbardziej wilgotna, i prawdopodobnie spowoduje śmierć tysięcy osób” – pisał pod koniec czerwca magazyn „New Scientist”, by już 2 lipca podjąć się pierwszych oszacowań: „Najbardziej ekstremalna jak dotąd fala upałów w Europie mogła spowodować śmierć od 17 tys. do 25 tys. osób”. Te liczby brzmią złowieszczo, prawda? Tyle iż – statystycznie rzecz biorąc – zwykle to nie upały nas zabijają. Prawdziwi zabójcy czają się gdzie indziej.
Media zawyżają rzadkie przyczyny zgonów. Statystyki pokazują co innego
Mimo wysiłków miliarderów z Doliny Krzemowej – inwestujących w badania nad pokonaniem śmierci – ta ostatnia nie daje za wygraną. Wiedza o tym, gdzie się najczęściej czai, może pozwolić na istotne przesunięcie w czasie momentu spotkania. Gdybyśmy jednak mieli tę wiedzę formułować na bazie doniesień prasowych, uzyskalibyśmy obraz równie jasny co fałszywy.
Hannah Ritchie, Tuna Acisu i Edouard Mathieu w pracy „Does the news reflect what we die from?” zebrali informacje o zgonach dla Stanów Zjednoczonych w 2023 r. i zderzyli je z doniesieniami medialnymi. „Wykorzystaliśmy dane amerykańskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) do obliczenia udziału poszczególnych przyczyn w ogólnej liczbie zgonów. Następnie porównaliśmy te dane ze względnym udziałem artykułów, w których wspomniano o przyczynach zgonów w «New York Times», «Washington Post» oraz Fox News. (…) Różnice między rzeczywistymi przyczynami zgonów a tym, o czym informują Amerykanów media, okazały się ogromne” – piszą badacze. I tak np. rak jako przyczyna śmierci występował w mediach 6,5 razy, a choroby serca aż 10-krotnie rzadziej niż w oficjalnych statystykach. Jako przyczynę śmierci przeszacowywano zaś terroryzm, który w mediach pojawiał się aż 18 tys. razy (!) częściej, niż wynikałoby to ze statystyk. Zabójstwa zaś raportowano 43 razy częściej, a przedawkowanie narkotyków czterokrotnie częściej.
Gdyby dokonać analogicznych obserwacji w Polsce, okazałoby się zapewne, iż według mediów zabijają nas głównie auta na pasach i niezrównoważeni studenci lub konkubenci. Nie zapominajmy o lekarzach – w mediach roi się od artykułów o śmiertelnych błędach w sztuce medycznej. Znacznie rzadziej pisze się o operacjach udanych.
Ritchie, Acisu i Mathieu wyjaśniają to medialne skrzywienie m.in. tym, iż „osoby, które umierają z powodu powszechnych zagrożeń zdrowotnych, gwałtownie stają się jedynie liczbami”, a „ci, którzy umierają w wyniku rzadszych zdarzeń, mają twarz, imię i historię, którą można opowiedzieć”. W rezultacie jak podkreślają badacze, trudniej nam zrozumieć to, jak przyczyny zgonów zmieniają się w czasie. W konsekwencji, chroniąc się przed nimi, z jednej strony podejmujemy działania nadmiarowe albo wręcz całkowicie zbędne, a z drugiej dopuszczamy się śmiercionośnych zaniedbań. Mówiąc obrazowo, idziemy bezpieczną dzielnicą z gazem pieprzowym za pazuchą, zajadając się pączkami i popijając je colą, bez świadomości, co jest bardziej prawdopodobne – atak zbira czy cukrzyca.
Ryzyko zdrowotne w mediach: przyczyna zgonu to nie wszystko
Media wprowadzają zamęt także w innym, związanym z naszą nieuniknioną śmiertelnością, aspekcie – mylą przyczyny zgonów z czynnikami ryzyka. Przykładem są wspomniane cytaty z „New Scientist” sugerujące, iż to upały zabijają. W rzeczywistości traktowanie upału jako przyczyny śmierci jest uzasadnione, gdy hipertermia (przegrzanie organizmu) jest głównym mechanizmem prowadzącym do nieodwracalnego uszkodzenia narządów i śmierci. Z pewnością było tak w przypadku małej Rozalki, siostry tytułowego Antka z noweli Bolesława Prusa, którą znachorka zaleciła leczyć sesją w rozgrzanym piecu. W prawdziwym życiu upał częściej przyspiesza tylko niosące śmierć procesy u osób z już istniejącymi, poważnymi chorobami przewlekłymi, głównie sercowo-naczyniowymi i układu oddechowego. Dlatego wiele nadwyżkowych zgonów podczas upałów to raczej zgony osób, które bez upału zmarłyby kilka później. Niestety, mieszanie czynników ryzyka z przyczynami oraz błędna ocena ich faktycznego oddziaływania obniżają skuteczność profilaktyki, która powinna być przecież oczkiem w głowie wszystkich, którym na sercu leży zdrowie narodu. Dla kogoś chorego na miażdżycę lepszą radą niż „kup sobie klimatyzację na okoliczność upałów” jest „kup sobie klimatyzację, ale przede wszystkim rzuć palenie, czerwone mięso i trochę pobiegaj”. Problem w tym, iż ta druga rada nie sprzeda się dobrze w mediach – jest złożona, wymaga refleksji i realnej zmiany osobistej, a nie jednorazowego działania.
(…) Cały tekst dostępny jest TUTAJ.

3 godzin temu















