Niemcy poza Radą Bezpieczeństwa ONZ. Symboliczna porażka czy sygnał głębszego problemu?

3 godzin temu

Po raz pierwszy w historii Niemcy nie uzyskały miejsca niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ. Choć temat przeszedł w Polsce niemal niezauważony, w Niemczech wywołał ożywioną debatę. Czy to efekt działań Rosji, konsekwencja polityki wobec Izraela, czy może dowód na słabnącą skuteczność niemieckiej dyplomacji? – mówi Łukasz Wojdyga, Dyrektor Centrum Studiów Strategicznych WEI, w audycji radiowej dla Radio RDC.

Dokładnie tydzień temu, 3 czerwca, podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ doszło do wydarzenia bez precedensu. Niemcy po raz pierwszy w swojej historii nie zostały wybrane na niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Wokół tej sprawy toczy się w tej chwili szeroka debata, zwłaszcza w Niemczech. Wielu ekspertów zastanawia się, co adekwatnie doprowadziło do takiego rezultatu. W Polsce natomiast temat przeszedł niemal bez echa – przynajmniej ja nie natrafiłem na szersze relacje czy analizy dotyczące tej porażki niemieckiej dyplomacji.

Przyczyn wskazuje się wiele. Część komentatorów zwraca uwagę na kwestie polityki wewnętrznej Niemiec, inni podkreślają znaczenie relacji Berlina z państwami Globalnego Południa czy ogólniejsze uwarunkowania międzynarodowe.

Przypomnijmy, iż w wyborach do Rady Bezpieczeństwa poszczególne państwa rywalizują w ramach regionalnych grup. Mamy więc grupę Europy Zachodniej, Europy Wschodniej, państw afrykańskich, Ameryki Łacińskiej i Karaibów oraz regionu Azji i Pacyfiku. Dodatkowo funkcjonuje tzw. mandat arabski, co oznacza, iż wśród wybieranych państw zawsze powinien znaleźć się przedstawiciel świata arabskiego – wyłaniany spośród państw afrykańskich lub azjatyckich.

W zachodnioeuropejskiej grupie regionalnej Niemcy były dotychczas wybierane regularnie. Od momentu przystąpienia do ONZ w 1973 roku zasiadały w Radzie Bezpieczeństwa sześciokrotnie jako niestały członek. jeżeli doliczyć jeszcze jeden mandat zdobyty wcześniej przez NRD, liczba ta wzrasta do siedmiu. Tym razem jednak Niemcom nie udało się uzyskać wymaganej liczby głosów, a wybrane zostały Austria i Portugalia.

To szczególnie dotkliwa porażka, ponieważ – jak wynika z dokumentów strategicznych niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych – Berlin zakładał, iż mniej więcej co osiem lat powinien obejmować mandat niestałego członka Rady Bezpieczeństwa. Tym razem ten plan się nie powiódł.

Po ogłoszeniu wyników minister spraw zagranicznych Niemiec Johann Wadephul wskazał jako główną przyczynę porażki zakulisowe działania Rosji, które miały na celu zablokowanie niemieckiej kandydatury.

Nie mam wątpliwości, iż Rosja mogła działać na niekorzyść Niemiec i próbować ograniczać ich wpływy na forum międzynarodowym. Jednak sprowadzanie całej sprawy wyłącznie do rosyjskiej aktywności wydaje się znacznym uproszczeniem.

Pojawiły się bowiem również opinie, iż Niemcy straciły część poparcia ze względu na swoje jednoznaczne stanowisko wobec Izraela. Minister wspomniał o tym w swojej wypowiedzi, ale jednocześnie podkreślił, iż Berlin nie zamierza zmieniać swojej polityki w tej kwestii. Bezpieczeństwo Izraela pozostaje bowiem dla Niemiec strategicznym interesem państwowym, co wynika z historycznych doświadczeń i odpowiedzialności za przeszłość. W tej sprawie nie było więc miejsca na głębszą refleksję czy zapowiedź korekty kursu.

Wśród innych możliwych przyczyn wymienia się także stosunkowo późne rozpoczęcie kampanii dyplomatycznej oraz niewystarczające zabiegi o poparcie państw członkowskich. Warto pamiętać, iż ostateczną decyzję podejmuje Zgromadzenie Ogólne ONZ, w którym głosują wszystkie państwa członkowskie organizacji – w tej chwili jest ich 193. Oznacza to konieczność prowadzenia szeroko zakrojonej i skutecznej dyplomacji na całym świecie, a nie tylko w gronie najbliższych partnerów.

(…)

Idź do oryginalnego materiału