Niepokojące sygnały z amerykańskiej gospodarki. Dane PMI za marzec nie pozostawiają złudzeń

2 godzin temu

Wtorkowe dane S&P Global potwierdzają to, o czym na Wall Street mówi się od tygodni coraz głośniej – amerykańska gospodarka wyraźnie traci impet, a rosnące ceny energii podsycane wojną na Bliskim Wschodzie zaczynają działać jak hamulec. Widmo stagflacji, jeszcze niedawno traktowane jako czarny scenariusz, staje się coraz bardziej realne.

Wstępny odczyt zbiorczego indeksu PMI (Composite Output Index) spadł w marcu do 51,4 pkt z 51,9 pkt miesiąc wcześniej. To najniższy poziom od kwietnia 2025 roku, a zarazem drugi z rzędu miesiąc wyhamowania. Formalnie wskaźnik wciąż sygnalizuje ekspansję – utrzymuje się powyżej bariery 50 pkt – ale kierunek zmian nie budzi wątpliwości. Amerykańska gospodarka rośnie najwolniej od niemal roku.

Usługi tracą oddech. To tu bije serce problemu

Uwagę analityków przyciąga przede wszystkim kondycja sektora usług, który odpowiada za ok. 77 proc. amerykańskiego PKB. Wskaźnik PMI dla tej części gospodarki obniżył się do 51,1 pkt z 51,7 pkt w lutym. To najsłabszy wynik od jedenastu miesięcy.

Pogorszenie widać na kilku poziomach jednocześnie. Napływ nowych zamówień słabnie – zarówno od klientów krajowych, jak i zagranicznych. Firmy usługowe raportują, iż zarówno konsumenci, jak i klienci biznesowi są coraz bardziej wstrzemięźliwi w wydatkach. Powody? Przede wszystkim narastająca niepewność geopolityczna, która od początku marca zdominowała światowe nagłówki.

Nie jest tajemnicą, o co chodzi. Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie – a wraz z nią gwałtowny wzrost cen ropy, która w pewnym momencie przebiła 113 dolarów za baryłkę Brent – uderza w amerykański sektor usług wielotorowo. Drożeje transport, rosną koszty operacyjne, a klienci instynktownie zaciskają pasa. To mechanizm dobrze znany z 2022 roku, tyle iż tym razem nakłada się na gospodarkę, która i tak wykazywała oznaki zmęczenia po długim okresie restrykcyjnej polityki pieniężnej.

Przemysł zaskakuje pozytywnie, ale diabeł tkwi w szczegółach

Na tym tle zaskakująco dobrze wypada sektor przemysłowy. Marcowy PMI dla przetwórstwa wzrósł do 52,4 pkt z 51,6 pkt w lutym, wyraźnie bijąc rynkowy konsensus na poziomie 51,3 pkt. Nowe zamówienia rosły najszybciej od pięciu miesięcy, a popyt eksportowy ustabilizował się po ośmiu miesiącach spadków. Częściowo pomogło zelżenie obaw związanych z polityką celną – firmy odetchnęły po tym, jak ryzyko kolejnych podwyżek taryf zmalało.

Zanim jednak ktoś zacznie mówić o renesansie amerykańskiego przemysłu, warto przyjrzeć się drugiemu dnu tych danych. Znaczna część wzrostu zamówień wynika nie tyle z prawdziwego ożywienia popytu końcowego, co z gorączkowego budowania zapasów bezpieczeństwa. Firmy produkcyjne gromadzą materiały i komponenty na wypadek dalszych zakłóceń w dostawach – a te są jak najbardziej realne. Czasy realizacji zamówień u dostawców wydłużyły się do poziomów niewidzianych od października 2022 roku, czyli od szczytu kryzysu łańcuchów dostaw sprzed ponad trzech lat.

To klasyczny mechanizm: im bardziej firmy obawiają się przerw w dostawach, tym więcej zamawiają „na zapas”, sztucznie podbijając wskaźniki nowych zamówień. Gdy napięcia miną – o ile miną – korekta może być bolesna.

Firmy zaczynają zwalniać ludzi. Pierwszy raz od ponad roku

Jednym z najbardziej niepokojących elementów marcowego badania jest sygnał z rynku pracy. Po raz pierwszy od ponad dwunastu miesięcy ankietowane przedsiębiorstwa – łącznie w przemyśle i usługach – odnotowały spadek zatrudnienia netto. W usługach redukcje etatów wynikają z kurczących się marż i konieczności szukania oszczędności wszędzie, gdzie się da. W przemyśle przyrost miejsc pracy spowolnił do ośmiomiesięcznego minimum.

To istotna zmiana jakościowa. Przez ostatnie kwartały solidny rynek pracy był jednym z głównych argumentów za scenariuszem „miękkiego lądowania” – przekonaniem, iż Fed zdoła opanować inflację bez wywoływania recesji. jeżeli marcowy spadek zatrudnienia okaże się początkiem trendu, a nie jednorazowym odchyleniem, ten argument zacznie się kruszyć.

Ceny rosną najszybciej od trzech lat. Widmo powrotu inflacji

Osobny problem stanowią wskaźniki cenowe. I tu dane PMI za marzec przynoszą wyjątkowo wyrazisty sygnał – zarówno ceny kupowanych przez firmy surowców i materiałów, jak i ceny sprzedaży produktów oraz usług rosły w najszybszym tempie od sierpnia 2022 roku. Za wzrostami stoją przede wszystkim drożejąca energia i rosnące koszty transportu.

Warto zestawić to z oficjalnymi danymi inflacyjnymi. Lutowy odczyt CPI wskazywał jeszcze na relatywnie łagodną inflację konsumencką – 2,4 proc. rok do roku, z bazową CPI na poziomie 2,5 proc. Marcowe sygnały z PMI sugerują jednak, iż fala wzrostów kosztów produkcyjnych dopiero zacznie przenikać do cen detalicznych. Historia uczy, iż taki transfer z reguły zajmuje od jednego do trzech miesięcy.

Nie tylko Ameryka. Europa jest w jeszcze gorszej sytuacji

Warto spojrzeć na marcowe PMI w szerszym kontekście. Analogiczne dane opublikowane dziś dla strefy euro wypadły jeszcze słabiej – zbiorczy PMI spadł tam do 50,5 pkt, balansując na krawędzi stagnacji. Chris Williamson, główny ekonomista S&P Global Market Intelligence, komentując europejskie wyniki, użył wprost sformułowania o „dzwonkach alarmowych stagflacji”. Amerykańska gospodarka jest wprawdzie w lepszej kondycji niż europejska, ale kierunek zmian po obu stronach Atlantyku jest ten sam – w dół.

Kluczem do tego, jak będą wyglądać kolejne miesiące, pozostaje sytuacja na Bliskim Wschodzie i jej wpływ na globalny rynek energii. jeżeli ceny ropy utrzymają się powyżej 100 dolarów za baryłkę, marcowy PMI może okazać się zaledwie pierwszym rozdziałem dłuższej i mniej przyjemnej historii. Amerykańska gospodarka wciąż rośnie – ale robi to coraz wolniej, coraz drożej i z coraz mniejszym przekonaniem.

Źródło: S&P Global

Idź do oryginalnego materiału