Bitcoin przechodzi najtrudniejszy moment od dekady. Choć pod koniec ubiegłego roku cyfrowe złoto świętowało rekordowe maksima powyżej 125 tysięcy dolarów, obecny rok przynosi bolesne zderzenie z rzeczywistością, wywołane odpływem instytucjonalnego kapitału w kierunku realnej infrastruktury technologicznej.
Gwałtowny spadek ceny o około 15% w ciągu zaledwie jednego tygodnia – najgłębszy od czasu głośnego bankructwa giełdy FTX pod koniec 2022 roku – sprowadził kurs najpopularniejszej kryptowaluty w okolice 63 tysięcy dolarów. Od początku 2026 roku Bitcoin straciła już jedną trzecią swojej wartości. Dane historyczne LSEG potwierdzają, iż jest to najgorszy wynik na tym etapie roku od co najmniej 2015 roku. Presję podażową dodatkowo wzmocniła decyzja firmy MicroStrategy, największego korporacyjnego posiadacza Bitcoina, która po raz pierwszy od czterech lat zdecydowała się na upłynnienie części swoich zasobów.
Obecny kryzys ma jednak zupełnie inne podłoże niż poprzednie cykle bessy. Bitcoin nie spada z powodu nagłych restrykcji regulacyjnych. Wręcz przeciwnie – administracja prezydenta Donalda Trumpa, która objęła władzę w styczniu 2025 roku, obiecywała przekształcenie Stanów Zjednoczonych w światową stolicę kryptowalut, co przypieczętowano licznymi nominacjami osób przyjaznych cyfrowym aktywom na najważniejsze stanowiska finansowe. Mimo to kurs jest dziś o 40% niższy niż w dniu zaprzysiężenia Trumpa. Prawdziwym problemem okazała się dojrzałość rynkowa samego Bitcoina. Masowy napływ funduszy instytucjonalnych oraz uruchomienie płynnych produktów giełdowych paradoksalnie zniszczyły to, co dawniej decydowało o jego atrakcyjności: unikalną, wysoką zmienność oraz brak powiązania z tradycyjnymi klasami aktywów.
Indeks zmienności implikowanej DVOL platformy Deribit oscyluje w tej chwili w granicach 47 punktów, zbliżając się do historycznych minimów. Co kluczowe, dawna niezależność Bitcoina od tradycyjnych giełd ustąpiła miejsca silnej zależności od Wall Street, a w ostatnich miesiącach relacja ta stała się wręcz negatywna. Podczas gdy indeksy giełdowe napędzane rewolucją sztucznej inteligencji notują rekordowe wzrosty, Bitcoin wyraźnie zostaje w tyle.
Jednocześnie cyfrowe złoto traci dominację wewnątrz własnego ekosystemu. Jego udział w rynku kryptowalut spadł w ciągu roku z 63% do 56%. Inwestorzy coraz chętniej wybierają stablecoiny, takie jak Tether czy USDC, które odpowiadają już za blisko 13% całego rynku i generują dzienny wolumen obrotu przewyższający Bitcoina i Ether razem wzięte.
Największym wyzwaniem jest jednak bezpośrednia konkurencja o dolary inwestorów z sektorem sztucznej inteligencji. Kapitał rynkowy, który wcześniej traktował Bitcoina jako ogólny zakład na innowacje technologiczne, teraz masowo zasila firmy budujące centra danych, producentów procesorów oraz dostawców komponentów infrastrukturalnych. W ciągu ostatniego roku amerykański indeks spółek półprzewodnikowych wzrósł o imponujące 170%, podczas gdy Bitcoin stracił 40%. Odzwierciedleniem tego trendu są rekordowe odpływy z funduszy ETF związanych z Bitcoinem, z których w zaledwie jeden tydzień wycofano 2,7 miliarda dolarów netto. W tym samym czasie cztery największe fundusze ETF sektora półprzewodników pozyskały ponad 3 miliardy dolarów. Pojawienie się nowych, głośnych ofert prywatnych i debiutów, takich jak SpaceX, ostatecznie potwierdza, iż uwaga i płynność dużego biznesu przeniosły się gdzie indziej, odbierając Bitcoinowi status najbardziej pożądanego aktywa spekulacyjnego.

2 godzin temu





.webp)


