Po pięciu miesiącach akcje chipowego giganta wróciły na poziom, którego inwestorzy nie widzieli od jesieni. I choć geopolityka wciąż potrafi namieszać, instytucjonalny kapitał płynie szerokim strumieniem.
Kto pod koniec marca kupował akcje Nvidii po 175 dolarów, dziś może się uśmiechnąć. W środowym handlu przedsesyjnym w Nowym Jorku walory najpotężniejszej spółki chipowej świata wyceniane są na ok. 202 dolary – to ponad 6 proc. wyżej niż na początku roku i prawie 13 proc. powyżej marcowego dołka. Magiczna bariera 200 dolarów pękła już w piątek, przy okazji szerokiego odbicia rynków po deklaracji Iranu o otwarciu Cieśniny Ormuz. Ale to, co stoi za tym ruchem, ma znacznie głębsze korzenie niż jednodniowa euforia geopolityczna.
Skąd ten dołek i dlaczego już go nie ma
Żeby zrozumieć siłę obecnego odbicia, trzeba cofnąć się do przełomu lutego i marca. Nvidia straciła wówczas kilkanaście procent od rekordowych zamknięć z końca października 2025 roku, kiedy kurs dotykał 207 dolarów. Powodów było co najmniej kilka.
Najpierw, na początku lutego, przez rynek przetoczyła się fala paniki wokół spółek software’owych. Inwestorzy masowo pozbywali się akcji firm SaaS, bo uwierzyli, iż narzędzia oparte na sztucznej inteligencji – paradoksalnie napędzanej chipami Nvidii – mogą zniszczyć cały tradycyjny model systemu jako usługi. Sektor stracił ponad bilion dolarów kapitalizacji w kilka tygodni. Nvidia, choć jest po drugiej stronie tego równania, dostała rykoszetem – bo gdy rynek panikuje, sprzedaje się wszystko, co ma w nazwie „tech”.
Potem przyszedł koniec lutego i atak USA oraz Izraela na Iran. Ropa momentalnie wystrzeliła powyżej 110 dolarów, kapitał zaczął uciekać z ryzykownych aktywów, a koszty logistyki – najważniejsze dla firmy montującej chipy na Tajwanie – poszybowały w górę. Na dokładkę, 25 lutego Nvidia opublikowała wyniki za ostatni kwartał roku fiskalnego 2026. Były rekordowe. Rynek i tak je sprzedał z 5,5-procentowym spadkiem, bo oczekiwania były jeszcze bardziej kosmiczne.
Liczby, które trudno zignorować
No właśnie – warto na te wyniki spojrzeć z dystansu, bo są naprawdę trudne do zbagatelizowania.
W pełnym roku fiskalnym 2026 (zakończonym w styczniu br.) Nvidia wygenerowała 215,9 mld dolarów przychodu. Rok wcześniej było to 131 mld. Wzrost o 65 proc. w skali, o jakiej jeszcze trzy lata temu nikt nie marzył. Zysk operacyjny? 130,4 mld dolarów – trzydziestokrotnie więcej niż w roku fiskalnym 2023. Same centra danych, czyli de facto cały biznes AI, przyniosły w ostatnim kwartale 62,3 mld dolarów, stanowiąc ponad 91 proc. przychodów.
Na bieżący kwartał (I kw. roku fiskalnego 2027, kończący się pod koniec kwietnia) zarząd prognozuje około 78 mld dolarów sprzedaży. To o 77 proc. więcej rok do roku i wyraźnie powyżej ówczesnego konsensusu, który zakładał niespełna 73 mld. Analitycy zaktualizowali już swoje modele – spodziewają się 8,25 dolara zysku na akcję za cały rok fiskalny 2027 i choćby 10,74 dolara za rok kolejny. Przy kursie 200 dolarów daje to wskaźnik forward P/E na poziomie ok. 24. Dla spółki, której wieloletnia średnia to prawie 49, to poziom, który trudno nazwać wygórowanym.
Fundusze hedgingowe nie czekają na zaproszenie
Dane z kwartalnych formularzy 13F, składanych do amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych, pokazują wyraźny trend. Bridgewater Associates Raya Dalio – jeden z największych funduszy makro na świecie – zwiększył pozycję w Nvidii o 54 proc. w ostatnim kwartale ubiegłego roku, dokupując ok. 1,35 mln akcji. Wartość pakietu urosła do 721 mln dolarów. Na początku tego roku 36 z 50 największych funduszy hedgingowych posiadało walory chipowego giganta, a łączne zaangażowanie instytucjonalne wzrosło kwartał do kwartału o mniej więcej 8 proc.
To nie jest gra pod szybki zarobek. Fundusze patrzą na Nvidię jako jedynego gracza zdolnego masowo dostarczać procesory graficzne, na których trenuje się i uruchamia wielkie modele językowe – od GPT przez Claude’a po Geminiego. Jensen Huang, szef firmy, mówi otwarcie o bilionowych wydatkach na centra danych w perspektywie dwóch lat. A w tym ekosystemie Nvidia ma coś, czego nie da się łatwo skopiować: kompletny stos technologiczny – od krzemu, przez oprogramowanie CUDA, po gotowe platformy obliczeniowe.
Chiński rynek znów na stole
Jest jeszcze jeden element, o którym rynek mówi coraz głośniej – powrót na chiński rynek. W styczniu tego roku administracja Trumpa dała zielone światło na eksport chipów H200 do Chin, pod warunkiem niezależnego audytu. Pekin odpowiedział, zatwierdzając import procesorów dla ByteDance, Alibaby, Tencenta i DeepSeek. Na marcowej konferencji GTC Jensen Huang oficjalnie potwierdził wznowienie produkcji H200 z przeznaczeniem dla chińskich klientów.
Analitycy szacują, iż chińskie zamówienia mogą wnieść do przychodów z segmentu centrów danych dodatkowe 10-15 mld dolarów rocznie – kwota, która w obecnym konsensusie rynkowym nie pozostało w pełni uwzględniona. jeżeli te szacunki się potwierdzą, obecna wycena Nvidii może okazać się tańsza, niż na pierwszy rzut oka sugerują same liczby.
Nie ma róży bez kolców
Oczywiście nie wszystko gra. Wojna na Bliskim Wschodzie trwa – Trump wprawdzie przedłużył zawieszenie broni z Iranem na czas nieokreślony, ale dziś rano Gwardia Rewolucyjna ostrzelała kolejne statki handlowe w Cieśninie Ormuz. Wysokie ceny energii biją po kieszeni operatorów centrów danych, a podwyższone koszty frachtu morskiego uderzają w łańcuch dostaw, od którego Nvidia jest zależna.
Na horyzoncie widać też rosnącą konkurencję. Google akurat dziś, na konferencji Cloud Next 2026 w Las Vegas, prezentuje nową generację procesorów TPU v8, tworzonych we współpracy z Marvell Technology. AMD rozwija linię Instinct, Broadcom umacnia się w segmencie niestandardowych chipów ASIC. A jeżeli najwięksi zamawiający – Meta, Microsoft, Amazon – w nadchodzących kwartałach choćby zasugerują spowolnienie wydatków na infrastrukturę AI, korekta może przyjść gwałtownie i boleśnie.
Punkt kupna jest blisko. Pytanie, czy rynek go potwierdzi
Z technicznego punktu widzenia Nvidia jest w formacji bazy z punktem kupna na 212,19 dolara – tam, gdzie był historyczny rekord zamknięcia z października. Przebicie tego poziomu przy podwyższonym wolumenie byłoby sygnałem, na który czeka wielu zarządzających. Utrzymanie się poniżej 200 dolarów przez dłużej niż kilka sesji oznaczałoby natomiast ryzyko cofnięcia w okolice 190.
Najbliższe dni przyniosą kilka rozstrzygnięć, które mogą zaważyć na kierunku. Dziś po sesji wyniki opublikuje Tesla – rynek potraktuje je jako barometr ogólnego apetytu na ryzyko w sektorze technologicznym. W przyszłym tygodniu przyjdzie kolej na Alphabet (29 kwietnia), a jego raport pokaże, czy Google zwiększa, czy ogranicza budżet na infrastrukturę AI – a to bezpośrednio wpływa na portfel zamówień Nvidii. Na deser posiedzenie FOMC 28-29 kwietnia, gdzie Fed przy stopach 3,50-3,75 proc. i rosnącej inflacji energetycznej stanie przed wyborem, który może przeorać wyceny spółek wzrostowych.
Ale jedno trzeba Nvidii przyznać: w erze sztucznej inteligencji to ona sprzedaje łopaty w czasie gorączki złota. I jak dotąd nikt nie wymyślił lepszej łopaty.

2 godzin temu






