Większość drogowego transportu żywności w Unii Europejskiej odbywa się na dystansie krótszym niż 300 kilometrów. Ale to nie znaczy, iż żywność trafia prosto od rolnika do konsumenta. Wspólna Polityka Rolna ma w tym aspekcie dużo do zrobienia.
Od pola do stołu? Nie tak łatwo o produkt prosto od rolnikaWedług danych Eurostatu w 2023 r. aż 78,9 proc. drogowego transportu produktów spożywczych, napojów i tytoniu w UE odbywało się na dystansie krótszym niż 300 km. W przypadku produktów rolnych, leśnych i rybnych odsetek wyniósł 85,8 proc.
Na odległości poniżej 50 km przewożono natomiast 26,3 proc. żywności, napojów i tytoniu oraz 34,2 proc. produktów rolnych, leśnych i rybnych. Dla porównania w przypadku wszystkich rodzajów towarów udział przewozów na dystansie krótszym niż 50 km wynosił 48 proc.
Dane te odnoszą się do masy towarów przewożonych ciężkimi pojazdami zarejestrowanymi w państwach UE. Nie mówią jednak o tym, jak daleko produkt przebył na wcześniejszych etapach, ilu pośredników uczestniczyło w jego sprzedaży ani czy konsument kupił go bezpośrednio od producenta.
Z danych tych widać, iż choćby w przypadku żywności transport na dystansie poniżej 50 km nie dominuje w takim stopniu jak w przewozach ogółem.
Eurostat podaje również, iż w 2023 r. 90,1 proc. drogowego transportu produktów rolnych, leśnych i rybnych oraz żywności, napojów i tytoniu miało charakter krajowy. Oznacza to przewozy w obrębie poszczególnych państw przez pojazdy zarejestrowane w tych krajach.
Dla małych gospodarstw sprzedaż bezpośrednia może oznaczać bliższy kontakt z konsumentem, ale wymaga też czasu, organizacji i możliwości obsługi zamówień. Rolnik musi nie tylko wyprodukować żywność, ale także znaleźć klientów, przygotować towar, zapewnić jego przechowywanie i dostarczyć go we właściwym czasie.
Skalę europejskiego rynku pokazują dane o handlu międzynarodowym. Według Eurostatu w 2024 r. UE wyeksportowała produkty rolne o wartości 234,1 mld euro, a zaimportowała produkty warte 194,9 mld euro. Nadwyżka handlowa wyniosła 39,2 mld euro. W latach 2014–2024 wartość eksportu produktów rolnych wzrosła o 58 proc.
Choć liczby te pokazują tylko skalę wymiany handlowej, a nie określają udziału krótkich łańcuchów dostaw, ważne jest, czy lokalni producenci mają możliwość uczestniczenia w rynku, zamiast pozostawać poza kanałami sprzedaży ze względu na koszty i wymagania logistyczne.
Według briefingu Parlamentu Europejskiego przed dziesięcioma laty średnio 15 proc. gospodarstw rolnych w UE sprzedawało bezpośrednio konsumentom ponad połowę swojej produkcji. To archiwalne dane, ale pokazują one, iż sprzedaż bezpośrednia nie obejmowała większości gospodarstw. Problem ten występuje więc nie tylko w Polsce.
Według Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi w 2024 r. w Polsce sprzedaż bezpośrednią produktów pochodzenia zwierzęcego prowadziło 16 858 podmiotów, wobec 16 492 rok wcześniej. Liczba podmiotów prowadzących rolniczy handel detaliczny wzrosła w tym samym czasie z 19 411 do 21 063.
Polacy chcą dostępu od żywności prosto od rolnika
Z badań Instytutu Strategii Żywnościowych „Grunt” wynika, iż aż 78 proc. Polaków jest skłonnych zapłacić więcej za produkty wyższej jakości, najczęściej do 10 proc. więcej.
Co więcej, badanie wyraźnie pokazuje, iż Polacy chcą większego dostępu do lokalnej żywności: tylko 23 proc. ma targowisko w zasięgu 15 minut spaceru, podczas gdy aż 35 proc. uznaje je za potrzebne. Jednocześnie 23 proc. nie kupuje produktów rolno-spożywczych bezpośrednio od rolników, ale chciałoby zacząć.
Problem dostrzegają też producenci. – Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby konsument miał możliwość kupować żywność bezpośrednio od rolnika – wskazuje w rozmowie z FocusEurope.pl sadownik z województwa mazowieckiego.
Zauważa on jednak, iż rynek marek lokalnych wciąż pozostaje w Polsce stosunkowo słabo rozwinięty. To samo można jego zdaniem powiedzieć o handlu bazarowym.
– Pierwszym problemem jest powtarzalność. Rolnik jest w stanie sprzedawać dany produkt tylko przez określony czas w roku, a i tak nie zawsze będzie to produkt dokładnie tej samej jakości. Drugi kłopot polega na tym, iż bazary nie zawsze przystosowane są do sprzedaży wszystkich produktów i to w różnych warunkach pogodowych – zwraca uwagę sadownik.
Natomiast w marketach żywność jest w miarę powtarzalna, jeżeli chodzi o dostępność poszczególnych odmian i jakość produktu, co z punktu widzenia konsumenta również jest istotną zaletą.
Jeśli zaś chodzi o kupowanie bezpośrednio od rolników, nasz rozmówca wskazuje, iż producentowi nie zawsze opłaca się przygotowywać towar na indywidualne zamówienie.
– Klient może zamówić skrzynkę jabłek, a potem jest ryzyko, iż nie przyjedzie – nie mamy choćby gwarancji, iż odbierze towar – podkreśla, zauważając, iż handel żywnością musi opierać się na pewności i stabilności.Nie tylko bariera mentalna
Prezeska zarządu Instytutu Strategii Żywnościowych „Grunt” Paulina Sobiesiak-Penszko, badaczka transformacji systemu rolno-spożywczego, zwraca uwagę, iż rozwój krótkich łańcuchów dostaw nie sprowadza się do przekonania rolników, by sprzedawali więcej bezpośrednio. Potrzebne są warunki, w których taka sprzedaż będzie możliwa i opłacalna.
– Bardzo często problem skrócenia łańcuchów dostaw sprowadza się do konstatacji, iż problem leży w barierze mentalnej: rolnicy nie chcą się samoorganizować. Oczywiście jest to element, na który trzeba zwrócić uwagę, ale powinniśmy zmienić filozofię wsparcia – wyjaśnia.
Jej zdaniem obecna filozofia opiera się przede wszystkim na naprawianiu rolnika. – Inwestujemy i kładziemy największy nacisk na to, żeby przygotować go do funkcjonowania w ramach krótkich łańcuchów dostaw – wskazuje Sobiesiak-Penszko.
– Ale rolnik może posiadać wszystko: może być świetny w zakresie marketingu, mieć chłodnie, etykiety, certyfikaty i przetwórnię. Tylko iż o ile nie będzie miał zorganizowanego rynku, to nic z tego nie będzie – podkreśla badaczka.
Dodaje, iż organizacja rynku żywnościowego w aspekcie lokalnym, regionalnym i krótkich łańcuchów dostaw nie powinna opierać się na indywidualnym wysiłku producentów, a bariera leży tak naprawdę gdzie indziej: pomiędzy gospodarstwem a rynkiem.
W praktyce wielu małych producentów nie dysponuje skalą, która pozwalałaby samodzielnie dostarczać niewielkie partie produktów do wielu odbiorców, podkreśla . Pojedyncze gospodarstwo może nie mieć własnego zaplecza logistycznego, a koszt obsługi zamówień i dowozu może zniwelować korzyści ze sprzedaży bezpośredniej.
Dlatego, jak wskazuje Sobiesiak-Penszko, potrzebne są wspólne rozwiązania, które łączą możliwości kilku lub kilkunastu gospodarstw.Małe gospodarstwa: gdzie leży problem?
Wspólna Polityka Rolna (WPR) jest jednym z najważniejszych unijnych narzędzi. które mogą służyć skracaniu łańcuchów dostaw. W perspektywie 2023–2027 państwa członkowskie realizują własne plany strategiczne, w których określają m.in. instrumenty wsparcia gospodarstw, inwestycji i współpracy w łańcuchu żywnościowym.
Autorki raportu „Co dalej z WPR?”, wydanego przez Koalicję Żywa Ziemia i Fundację im. Heinricha Bölla w Warszawie, analizują realizację polskiego Planu Strategicznego WPR i przedstawią zalecenia na kolejne lata.
Zwracają przy tym uwagę na rolę małych gospodarstw, które, jak wskazują, aktywnie przyczyniają się do budowania lokalnego bezpieczeństwa żywnościowego. „Podmioty te wykazują bardzo dużą odporność na niekorzystne zmiany w otoczeniu”, wskazują.
„W przeciwieństwie do większych gospodarstw rolnych, gospodarstwa małe choćby w sytuacjach kryzysowych (np. przerwanie łańcuchów dostaw, konflikty zbrojne) kontynuują produkcję rolną, zapewniając minimalne bezpieczeństwo żywnościowe”, podkreślają.
Z kolei według Sobiesiak-Penszko problemem nie jest całkowity brak wsparcia, ale jego rozproszenie. Wsparcie dla rozwoju małych gospodarstw, inwestycji, współpracy w łańcuchu wartości, lokalnych inicjatyw i systemów jakości funkcjonuje w ramach różnych interwencji. Nie tworzy jednak automatycznie spójnej drogi od produkcji, przez przechowywanie i dystrybucję, po sprzedaż.
Jednym z rozwiązań, które wskazuje, jest rozwój lokalnej infrastruktury dystrybucyjnej. Chodzi o miejsca, w których można przyjmować, sortować, przechowywać i przygotowywać produkty z kilku gospodarstw do dalszej sprzedaży.
Takie zaplecze mogłoby ułatwiać dostawy do sklepów, restauracji, placówek publicznych i innych odbiorców, dla których zamawianie osobno od wielu producentów jest trudne organizacyjnie, wskazuje badaczka.
– Brakuje nam lokalnej infrastruktury, która wspierałaby i organizowała przepływ żywności. Chodzi o huby dystrybucji żywności, wspólne magazynowanie, transport, czyli przedsięwzięcia po prostu w średniej skali – wyjaśnia ekspertka.
– To jest ta luka systemowa, która uniemożliwia nam połączenie świetnych rozwiązań i inwestycji w gospodarstwach z tym, co dzieje się na poziomie rynku – dodaje.Cyfryzacja jest ważna, ale nie zrobi wszystkiego
Zdaniem Sobiesiak-Penszko cyfryzacja jest cennym narzędziem wspierającym łańcuchy dostaw, które jednak nie zastąpi infrastruktury pozainternetowej. – Możemy mieć świetny e-bazar, który zwiększy widoczność danego produktu, ale o ile nie będziemy mieli lokalnego systemu dystrybucji, to kilka nam to pomoże – wskazuje ekspertka.
– Cyfryzacja jest rozwiązaniem, które ma nam pomagać, ale nie może być odpowiedzią na braki w zakresie infrastruktury – uważa Sobiesiak-Penszko.
Podobnie jest ze współpracą między producentami. jeżeli wsparcie dostępne jest przede wszystkim dla formalnie zarejestrowanych grup i organizacji, rolnicy muszą pokonać próg organizacyjny, zanim zdążą sprawdzić, czy wspólna sprzedaż w ogóle zadziała.
Ekspertka podkreśla przy tym rolę pilotaży, testowania modeli współpracy, wspólnego planowania produkcji i pracy koordynatorów, którzy pomagają znaleźć partnerów oraz odbiorców.
Wśród możliwych kierunków działania znajdują się również zamówienia publiczne. Szkoły, przedszkola, szpitale i inne instytucje żywienia zbiorowego mogą stanowić rynek dla lokalnych producentów, ale obsługa takich odbiorców wymaga regularnych dostaw, odpowiedniej logistyki i koordynacji.
Pojedynczemu małemu gospodarstwu trudno niekiedy spełnić te warunki samodzielnie, ale wspólna organizacja dostaw może ułatwić udział w zamówieniach.
Sobiesiak-Penszko zwraca uwagę na pozycję samorządów. W sytuacjach kryzysowych to właśnie one mogą stanąć przed zadaniem zapewnienia mieszkańcom dostępu do żywności, a jednocześnie nie dysponować narzędziami pozwalającymi organizować lokalne przepływy produktów. Potrzebne są więc nie tylko programy dla gospodarstw, ale także kooperacja między producentami, lokalnymi władzami i instytucjonalnymi odbiorcami.
Z perspektywy WPR oznacza to konieczność rozpatrywania krótkich łańcuchów dostaw szerzej niż przez pryzmat pojedynczej dotacji. Wsparcie dla współpracy producentów może mieć większe znaczenie, jeżeli towarzyszą mu infrastruktura, stabilni odbiorcy i rozwiązania umożliwiające wspólną logistykę.Skrócenie łańcuchów dostaw: Jak to zrobić?
Paulina Sobiesiak-Penszko ma szereg zaleceń na rzecz skrócenia łańcucha dostaw polskich produktów rolno-spożywczych. Postuluje przede wszystkim ujednolicenie i zintegrowanie systemu wsparcia. – Potrzebujemy jednego systemu, który będzie obejmował różne aspekty krótkiego łańcucha – od produkcji po sprzedaż – podkreśla.
Kładzie też nacisk na przesunięcie wsparcia z produkcji na rynek – Nie chodzi już tylko o inwestycje w konkretne gospodarstwa, ale również o to, co znajduje się dalej: organizację dystrybucji, logistykę i dostęp do odbiorców – mówi.
Zaleca też wykorzystywać zamówienia publiczne i rozwijać współpracę rolników ze szkołami, przedszkolami, szpitalami oraz innymi instytucjami publicznymi.
Według niej potrzebne są też nowe wskaźniki, które pozwolą ocenić rzeczywiste efekty wsparcia: wartość sprzedaży, liczbę zawartych kontraktów i udział lokalnej żywności w żywieniu zbiorowym.
Kolejnym elementem jest terytorialne planowanie systemów żywnościowych, uwzględniające zróżnicowanie poszczególnych obszarów. – Myślimy o tym bardzo szeroko – jako o potrzebie budowania sojuszu miasta i wsi. Trzeba powiązać Wspólną Politykę Rolną z lokalnymi politykami żywnościowymi i zamówieniami publicznymi – tłumaczy.Edukacja i udostępnienie miejsc do sprzedaży
Autorki raportu „Co dalej z WPR?” zwracają uwagę, iż polski Plan Strategiczny WPR na lata 2023–2027 tylko częściowo realizuje założenia dotyczące rozwoju krótkich łańcuchów dostaw. Szczególnie zaniedbana pozostaje edukacja konsumentów.
„Od lat podejmowane są różne próby zacieśnienia współpracy między rolnikami a konsumentami, zwłaszcza poprzez skracanie łańcuchów dostaw i korzystanie z rozwiązań cyfrowych, ale dotyczą one głównie rolników, podczas gdy konsumenci są w tym procesie pomijani”, wskazano w raporcie.
„Włączenie konsumentów w ten dialog, poprzez działania informacyjne i edukacyjne, a także zapoznanie ich z inicjatywami takimi jak kooperatywy spożywcze lub systemy Rolnictwa Wspieranego przez Społeczność (RWS), może stworzyć trwałe podstawy dla rozwoju świadomej i zrównoważonej współpracy z rolnikami”, dodano.
W raporcie podkreślono, iż taki model może przynieść kilka korzyści jednocześnie: skrócenie łańcucha dostaw, wykluczenie pośredników (lepszy dochód i lepsza cena), a także lepsze dopasowanie oferty do potrzeb odbiorców i ograniczenie marnowania żywności. Bezpośrednia kooperacja ma również wymiar społeczny, bo sprzyja budowaniu zaufania i lepszemu zrozumieniu roli rolników w zapewnianiu dostępu do dobrej jakości żywności.

Autorki postulują też m.in.:
- tworzenie i upowszechnianie narzędzi cyfrowych, łączących rolników z konsumentami (np. map z lokalizacją gospodarstw sprzedających swoje produkty w sposób bezpośredni lub aplikacje ułatwiające zakupy);
- spotkania, szkolenia i konsultacje społeczne dla konsumentów o tym, dlaczego lepiej wybierać lokalne produkty oraz odpowiednią edukację szkolną i przedszkolną w tym zakresie, a także upowszechnianie wiedzy w kwestii znakowania żywności,
- wspieranie lokalnych wydarzeń i kampanii edukacyjnych;
- rozwój „żywych laboratoriów” (living labs), w których producenci, konsumenci, samorządy i jednostki badawcze oraz otoczenie społeczno-instytucjonalne współpracują w celu wypracowania innowacyjnych rozwiązań w zakresie produkcji i dystrybucji żywności;
- faworyzowanie nowych modeli biznesowych w rolnictwie, takich jak inkubatory przedsiębiorczości, wizyty studyjne, kooperatywy spożywców i rolników oraz programy szkoleniowe wspierające rozwój lokalnych producentów.
Zdaniem autorek raportu ważne jest, by wsparcie nie kończyło się na etapie produkcji. Małe gospodarstwo może wytwarzać wartościową żywność, ale bez rozpoznawalności, dostępu do klientów i możliwości organizowania sprzedaży nie musi być w stanie utrzymać się na rynku. Dlatego raport postuluje łączenie instrumentów WPR z rozwojem lokalnych kanałów dystrybucji i działaniami zwiększającymi popyt.
Raport wskazuje na potrzebę tworzenia sieci wsparcia dla małych gospodarstw, obejmujących targowiska
lokalne, wspólne platformy sprzedażowe i ułatwiony dostęp do sprzedaży w sklepach wielkopowierzchniowych, a także udostępnianie przestrzeni publicznych lub wydzielenie miejsc targowych dla podmiotów sprzedających produkty wytwarzane lokalnie.
Zdaniem autorek wsparcie finansowe ze środków WPR powinno być skierowane na rozwój bezpośredniej współpracy pomiędzy rolnikami i konsumentami.
„Przyniosłoby to wiele korzyści – skrócenie łańcucha dostaw, wykluczenie pośredników, lepsze dostosowanie oferty do oczekiwań konsumentów przy jednoczesnym zwiększeniu elastyczności produkcji i ograniczeniu ilości zmarnowanej żywności”, podkreślają autorki.
Według nich korzyść społeczna jest nie mniej ważna. „Polega ona na zbliżeniu różnych grup społecznych, budowaniu zaufania i poczucia współodpowiedzialności za produkcję żywności, szerzeniu wiedzy o znaczeniu rolników w procesie zapewniania jakościowej żywności”, czytamy w raporcie.

1 godzina temu













