Pani Bożena chciała sprzedać dom wart 720 tysięcy złotych. Zaufała agentce nieruchomości i zgodziła się, by przyszli kupcy najpierw w nim zamieszkali. Od tamtej pory minęły trzy lata. Do sprzedaży nie doszło, lokatorzy nie chcą się wyprowadzić, a właścicielka - choć specjalnie przylatuje z USA - stoi przed własną nieruchomością i nie może choćby wejść do środka. Materiał "Interwencji".
Oddała klucze przyszłym kupcom. Od trzech lat nie może wejść do własnego domu

62-letnia Bożena Kallas kilka lat temu wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Swój 250-metrowy dom w Więcborku, w województwie kujawsko-pomorskim, chciała sprzedać. Upoważniła do tego agentkę z lokalnej agencji nieruchomości.
- Dom był wystawiony za 720 tysięcy zł. Agentka tłumaczyła, iż ma klientów, którzy wrócili do Polski z Anglii. Są z córką i nie mają gdzie swoich mebli zostawić, a bardzo im zależy na tym domu i boją się, iż im z rynku ucieknie. Zaproponowała, żeby na czas, w którym oni dokończą sprawy bankowe, co może potrwać dwa-trzy miesiące, sformułować dla nich umowę wynajmu - opowiada pani Bożena.
Pułapka była już na początku. Chodzi o formę umowy najmu
Umowa najmu domu na czas nieokreślony została spisana w kwietniu 2022 roku. Za 1800 zł miesięcznie dom został wynajęty. Pani Bożena była przekonana, iż najemcy po załatwieniu spraw kredytowych w banku dom kupią.
- Pani agentka przekonywała, iż to bardzo rzetelni ludzie, iż są z dzieckiem. Okazało się iż wprowadzili się z sześciorgiem dzieci, nie z jedna córką, i dwoma psami. Po czym wycięli krzewy, wstawili budy i zaczęli żyć jak u siebie - relacjonuje pani Bożena.
- Pierwszy podstawowy błąd jest taki, iż ta umowa jest podpisana na czas nieokreślony. Nigdy się takich rzeczy nie robi. Umowa na czas nieokreślony jest w naszym prawie bardzo ułomna i to niestety wykorzystują osoby, które są teraz najemcami w tym domu. Przestrzegam i proponuję wszystkim, którzy wynajmują, by zawsze mieli umowy na czas określony - radzi Jacek Kusiak, prezes Stowarzyszenia Mieszkanicznik.
ZOBACZ: Miliony na drogę, wywłaszczenia i działka wójta w tle. Awantura w Jeżowie Sudeckim
Najemcy wprowadzili się do domu 23 kwietnia 2022 roku.
- Miałam czekać 2-3 miesiące, aż sfinalizują wszystko. Czekałam dłużej. W następnym roku wysłałam im pismo. 13 października 2023 roku pani Milena napisała, iż byli w banku. Mają znowu jeszcze jakiś drobiazg, który muszą dopełnić. Dzwoniłam do nich wiele razy. Proszę zobaczyć, ile jest prób kontaktu z tymi ludźmi - pokazała ekipie "Interwencji" telefon pani Bożena.
Nie może wejść do mieszkania, nie może go sprzedać. Policja nie pomaga
W czerwcu 2024 roku prawnik właścicielki domu wręczył najemcom wypowiedzenie umowy najmu. Ci jednak tego faktu nie uznali i dalej mieszkają w domu. Miesiąc temu pani Bożena znowu przyleciała do Polski. Chciała obejrzeć swoją własność, ale nie została wpuszczona.
- 29 kwietnia byłam tutaj i pani Milena wezwała policję, zostałam przez funkcjonariuszy wyprowadzona. Ja mam w umowie zapis, ja mam prawo wejść do domu. To jest jedno z praw, które łamią ci ludzie - opowiada pani Bożena, gdy wraz z nią stoimy przed jej domem.
Właścicielka w obecności dziennikarzy "Interwencji" podejmuje kolejną próbę wejścia do środka. Tym razem wzywa policję.
Materiał wideo "Interwencji" można obejrzeć TUTAJ.
Właścicielka: Zgodnie z umową mam prawo wejść do domu, ocenić stan techniczny. Nie wpuszczają mnie absolutnie. Ci państwo od dwóch lat mieszkają bez umowy, nie chcą opuścić domu, nie wpuszczają mnie.
Reporter: Pani mieszka w USA. Specjalnie przylatuje, żeby móc wejść do własnego domu.
Najemcy wpuścili do środka tylko policjantów.
Policja: Pani ma przyjść tutaj o 10:00 w niedzielę.
Właścicielka: Ale ja przyleciałam z USA. Nie mogę do niedzieli czekać, przecież ci państwo są oboje w domu. Ja chce zobaczyć go dzisiaj. Przecież ja wylatuje do Stanów.
Policja: My nie możemy siłą.
Najemcy chcą pomocy od gminy. Nie mogą znaleźć sobie mieszkania
I tym razem właścicielka domu nie zostaje wpuszczona do środka. Najemcy zgodzili się na rozmowę z dziennikarzami bez pokazywania wizerunku.
- Zrezygnowaliśmy z zakupu tego domu. Dostaliśmy miesięczną umowę, którą przyniósł rzekomy prawnik, adwokat, który nie miał pełnomocnictwa przy sobie. Przyszła osoba, pokazuje mi wypowiedzenie. Ja nie mogłam zweryfikować, kto to jest. Przedstawić się każdy może. Nie przyjęłam jej, bo względem mnie nie była prawidłowa - mówi najemczyni.
Przekonuje, iż ciężko jest wynająć mieszkanie rodzinie z pięciorgiem dzieci.
- Nie weźmiemy 35 metrów, bo nie pomieścimy się. Jak dostaniemy trzymiesięczne wypowiedzenie, czyli będzie groziła nam bezdomność, gmina może nam pomóc znaleźć lokum zastępcze. o ile nic nie znajdziemy, to mamy prawo liczyć na pomoc ze strony miasta.
ZOBACZ: Bez pieniędzy za zniszczony dom. Zabrakło... kilku metrów na mapie
Reporterka: Ale na jakiej zasadzie? Mąż pracuje, pani ma pieniądze, możecie wynająć coś innego. Na jakiej zasadzie gmina ma wam pomóc?
Najemczyni: Gmina jest w posiadaniu większych lokali. Przecież my nie chcemy za darmo, my będziemy płacić za lokal.
- W tym momencie gmina w ogóle nie bierze w tym udziału, ponieważ tam nie ma eksmisji - zauważa Jacek Kusiak, prezes Stowarzyszenia Mieszkanicznik.
- Oni uważają, iż w związku z tym, iż płacą, mają prawo mieszkać. A ja jestem bezdomna. To bardzo boli, bo błąkam się po hotelach, gdy przyjeżdżam do Polski. Nie mogę niczego stamtąd zabrać. Mogę tylko stać na ulicy i patrzeć, jak mi się śmieją w oczy - twierdzi Bożena Kallas.


1 godzina temu




