Ogrzewanie wakacyjnego domku klimatyzacją czy kominkiem?

oszczednymilioner.pl 1 dzień temu

Dzisiaj poruszam temat, o którym wielu moich rówieśników zaczyna myśleć. Kupują domek wakacyjny (albo adaptują chatę po dziadkach) z zamiarem spędzenia tam więcej czasu w lecie. A w zasadzie od kwietnia/maja do września/października. I wtedy pojawia się problem – ogrzewania.

Wiadomo, dom po zimie jest wychłodzony (znacznie bardziej w przypadku murowanego, jak mój). W starym, nieocieplonym, także jesień wymaga podnoszenia temperatury. Tutaj lepiej wypada cegła, która, w przeciwieństwie do drewna akumuluje ciepło. Dlatego, o ile nie dopuścimy do wychłodzenia, możemy mieszkać dłużej.

Zmieniające się warunki (ceny prądu), wyrzuciły w zasadzie poza nawias tzw. farelki, kominki elektryczne i grzejniki olejowe. Na placu boju pozostały kominki (kozy) na drewno oraz klimatyzatory/rewersyjne pompy ciepła. I nad nimi pochylimy się dzisiaj. Opiszę pewne doświadczenia.

Mój wiejski dom, stary dworek, został po wojnie podzielony na dwa niezależne lokale. Jeden, należący do moich kuzynek liczy: 2 pokoje, łazienkę, kuchnię, werandę i nieogrzewaną wieżę (tak, kiedyś był to dworek myśliwski i 10m wysoka wieża na wzgórzu zastępowała ambonę, dzisiaj przerosły ją drzewa) o powierzchni ogrzewanej ok. 80m2. Moja część wygląda nieco inaczej: 5 pokoi, kuchnia, 2 przedpokoje, 2 łazienki, mała weranda i sień, do tego na dwóch poziomach. Po prostu 30 lat temu nadbudowano poddasze i teraz mam po podłodze (bez werandy) ok. 150 m2. Grzeję jednak tylko salon, łazienkę, przedpokój i 2 sypialnie (jedna przylega do salonu, druga leży nad nim), w sumie też ok. 80 m2.

Moja kuzynka spędza tam z mężem i psem czas od lipca do połowy października, a wcześniej i później przyjeżdża bez nocowania. No i ma klimatyzację. Zużycie prądu ok. 2500 KWh, głównie aby nagrzać dom wiosną i utrzymać temperaturę we wrześniu/październiku. Przy obecnych cenach (ok. 1,2 zł/KWh x 2500 = 3000 zł).

Ja z kolei zostawiłem kominek na drewno. 4 KWh – stara generacja. Nie ma porównania do wydajności dzisiejszych modeli. Krótko mówiąc spalają znacznie więcej paliwa, czyli ich sprawność wynosi może 60%. Dokonując obliczeń zużycia drewna mogę powiedzieć, iż 3 dość chłodne dni (nad ranem +3-5 st. C) wymagały palenia po 14 h na dobę i spalenia ok. 60 kg drewna. Ile to jest? 0,045 m3. Przeliczając to na miesiąc mamy ca. 1800 kg i 1,35 m3. Na dwa miesiące grzania – 2,7 m3. Ponownie przeliczam.

2.7 m3 x 0 zł =0 zł. To opcja z własnym drewnem.

2.7 m3 x 500 zł=1350 PLN. To opcja z drewnem kupionym w składzie.

2.7 m3 x 200 zł =540 PLN. To opcja z drewnem kupionym od Lasów Państwowych do samodzielnego przygotowania.

Drewno miałem swoje. Teraz plan na wiosnę to dołożenie nagrzewnicy w typie weba sto.

Tu słowo komentarza. Teoretyczny COP klimatyzatora wynosił ok. 3,5, a sprawność kominka 60%. Dlaczego więc klimatyzator zużył 2500 KWh, a kominek potrzebował 8000 KWh? Jak to mówią „Powinno wyjść inaczej”. Przyczyn było kilka. Pierwsza – klimatyzator używano także do usunięcia wilgoci. Druga – COP teoretyczny ma się nijak do rzeczywistego. W temperaturach bliskich zera, spada.

Niezależnie jednak od przyczyn, klimatyzator okazał się sporo droższy w eksploatacji. Miał jednak pewne zalety. Zwłaszcza w tej sytuacji. Moja kuzynka-emerytka, średnio nadaje się do noszenia drewna, dorzucania. Jej mąż z kolei sporo pracuje. Są dni, iż wyjeżdża przed 8, a wraca o 18. I tu klima daje doskonałe rezultaty. Nie wymaga żadnej obsługi poza naciśnięciem guziczka. Dzięki synowi kuzynki, oraz światłowodowi, da się całą maszynerię włączać zdalnie. Pracuje też w nocy.

Kominek nie daje takiej szansy. Trzeba rozpalać, dokładać, przynieść drewno, wynieść popiół. Stąd musi mieć większą moc, zwłaszcza w okresie zimy. Teraz mały problem, ale komu się chce wychodzić w listopadzie czy lutym? Albo gdy mamy 75 lat. Efekt zmian temperatury także niezbyt ciekawy. Kiedy szedłem spać na piętro o 21, dołożyłem po raz ostatni (tak na godzinę palenia). Zszedłem na dół o 6.30 (po 9.5 godziny) i temperatura spadła o 1 st. C. W mojej sypialni o 2 st. C (nieocieplone poddasze, ciepłe powietrze dociera tam grawitacyjnie, przez rurę wyprowadzoną obudową nad strop). Pomimo 5 st. C na zewnątrz, w sypialni przez cały czas było ciepło 22 st. C. Ale przed zaśnięciem 24 st. C. Ta niedogodność, znana wszystkim użytkownikom pieca/kominka/kotła na paliwo, uaktywnia się zwłaszcza w przypadku dłuższych nieobecności (gdy wyjechałem w poniedziałek o 16, a wróciłem w czwartek o 18, spadek wyniósł 4,5 st. z 21 do 16,5). Kto pracuje 8h i musi dojechać powinien przygotować sobie ciepłą bluzę i futrzane kapcie. Dla niektórych tę wadę równoważy zaleta powrotu do dzieciństwa, ogień po prostu jest przyjemny.

Na koniec wróćmy do kosztów. Dla większości z nas, przy weekendowym używaniu te 3000 zł różnicy (albo tylko 1700 zł) nie zrobi żadnej różnicy, bo mówimy o okresie kwiecień-październik. Wygoda zwycięży. W obliczeniach pominęliśmy jeden aspekt – koszty inwestycji. Otóż, większość gotowych domów ma już albo kominek albo piec. W obu przypadkach nie trzeba nic inwestować. Kupując klimatyzator i dwa odbiorniki trzeba się liczyć z wydatkiem 8-12 tys. zł. A z tym już może być gorzej. Dochodzi jeszcze nieprzewidywalność cen prądu. Dlatego kupując stary, a jeszcze niezły dom, użytkując go weekendowo, kominek zostaje. O moich planach – w kolejnym wpisie.

Idź do oryginalnego materiału