Wtorek 30 czerwca 2026 roku był jednym z najgorszych dni w krótkiej giełdowej historii Circle Internet Group. Akcje spółki, notowanej na NYSE pod tickerem CRCL, spadły o około 17,5 proc. i zamknęły się na poziomie 62,63 USD. Bezpośrednim powodem paniki była jedna informacja: koalicja ponad 140 firm – z Visa, Mastercard, Stripe, Coinbase i BlackRock na czele – ogłosiła start konkurencyjnego stablecoina o nazwie Open USD (OUSD). Rynek natychmiast zadał sobie pytanie, które od miesięcy wisiało w powietrzu: czy model biznesowy Circle jest tak bezpieczny, jak zakładali inwestorzy?
W tym artykule wyjaśniamy, czym jest Open USD, dlaczego uderza on w samo serce ekonomii Circle oraz na ile realne jest zagrożenie, o którym z takim przekonaniem pisali komentatorzy w mediach społecznościowych.
Czym jest Open USD i kto za nim stoi
Open USD to stablecoin denominowany w dolarze amerykańskim, budowany przez niezależną organizację o nazwie Open Standard. Projekt prowadzi Zach Abrams, współzałożyciel firmy Bridge – dostawcy infrastruktury dla stablecoinów, którego w 2024 roku przejął Stripe. To nazwisko ma znaczenie, bo Abrams jest w branży postrzegany jako osoba, która „wie, co robi”, a jego doświadczenie odróżnia OUSD od wielu wcześniejszych, mniej udanych inicjatyw.
Lista partnerów robi wrażenie i obejmuje niemal każdy segment światowych finansów. Wśród sieci płatniczych znalazły się Visa, Mastercard, American Express oraz Discover. Sektor bankowy reprezentują między innymi BNY, Standard Chartered, DBS, U.S. Bank i BBVA. Ze strony technologicznej dołączyły Google, Shopify oraz IBM. Świat krypto reprezentują natomiast Coinbase, Ripple, MetaMask, Aave, Bybit, OKX, Galaxy, Fireblocks czy Anchorage Digital. Uruchomienie stablecoina zaplanowano na drugą połowę 2026 roku, początkowo na blockchainach Solana, Stellar, Base i Polygon.
Trzy filary, które uderzają w Circle
Aby zrozumieć skalę zagrożenia, trzeba najpierw wyjaśnić, jak zarabiają dziś Circle i Tether. Emitent stablecoina przyjmuje dolary od użytkowników i w zamian wydaje tokeny w stosunku 1:1. Zebrane środki lokuje w krótkoterminowych amerykańskich obligacjach skarbowych, a odsetki od tych rezerw zatrzymuje dla siebie. Przy kapitalizacji USDC rzędu 73 mld USD i przy obecnych stopach procentowych mówimy o dochodzie idącym w miliardy dolarów rocznie. To właśnie ten strumień odsetkowy jest fundamentem rentowności Circle.
Open USD został zaprojektowany tak, by ten fundament podważyć. Opiera się na trzech zasadach. Po pierwsze, brak opłat za mintowanie i wykup oraz brak limitów wolumenu. Po drugie – i to jest najważniejsze – niemal cały dochód z odsetek od rezerw trafia z powrotem do firm partnerskich, które faktycznie dystrybuują stablecoina, po odjęciu jedynie niewielkiej opłaty operacyjnej dla Open Standard. Po trzecie, zarządzanie ma charakter kolektywny: decyzje podejmuje rada złożona z partnerów, a nie jeden emitent kontrolujący całość.
Innymi słowy, OUSD oddaje partnerom dokładnie ten dochód, który stanowi model biznesowy Circle. Stąd wzięło się popularne w sieci określenie „egzystencjalne zagrożenie”. Jeden z komentatorów ujął to lapidarnie: ten dochód jest biznesem Circle, a Open USD zamierza go rozdać.
Czy to naprawdę koniec dominacji USDC?
Emocje na giełdzie to jedno, a trzeźwa ocena rynku to drugie. Analitycy cytowani przez CoinDesk studzą najbardziej katastroficzne scenariusze, choć nie lekceważą samego zjawiska.
Rob Hadick z funduszu Dragonfly przyznaje, że:
„Nazwiska głównych partnerów wyraźnie wskazują na realne zagrożenie dla biznesu Circle”
Zwłaszcza, iż rozbudowana oferta finansowa Stripe pozwala konsorcjum podciąć ekonomię konkurenta. Jednocześnie ostrzega, iż konsorcja „są trudne i łatwo się rozpadają”, bo interesy uczestników bywają rozbieżne.
Owen Lau z Clear Street idzie dalej i wprost nazywa wtorkowy spadek o 16-17 proc. „przesadą”. Jako argument przywołuje Global Dollar Network (USDG) od Paxos – stablecoina opartego na bardzo podobnym pomyśle dzielenia się odsetkami, wspieranego przez Robinhooda, Krakena i Galaxy Digital. Mimo mocnego zaplecza USDG od startu pod koniec 2024 roku urósł zaledwie do około 3 mld USD podaży, podczas gdy USDC to 73 mld, a USDT aż 145 mld USD. Sama lista prestiżowych nazwisk nie gwarantuje więc adopcji.
Krytycy zwracają też uwagę, iż komunikat Open Standard pozostawia bez odpowiedzi kilka fundamentalnych pytań: o strukturę własnościową organizacji, licencje emitenta oraz dokładny sposób podziału dochodu z rezerw między partnerów. Profesor Omid Malekan z Columbia Business School nazwał obecny etap „fazą rozpylania logotypów” – bo dopisanie firmy do listy jest łatwe, a realna zmiana modelu biznesowego wielkich korporacji już nie.
Napięty punkt: relacja Circle z Coinbase
Cała sprawa rzuca też światło na najważniejsze partnerstwo Circle, czyli układ z Coinbase. Obie firmy współtworzyły niegdyś konsorcjum Centre, które wprowadziło USDC, i do dziś dzielą się dochodem z rezerw na mocy umowy handlowej. Według doniesień porozumienie to wygasa i jest do odnowienia w sierpniu 2026 roku.
Problem w tym, iż Coinbase widnieje na liście partnerów Open USD. Omar Kanji z Dragonfly ocenia, iż obecność giełdy po drugiej stronie barykady czyni ewentualne rozstanie Circle i Coinbase bardziej prawdopodobnym, choć ostatecznie spodziewa się renegocjacji umowy na zmienionych warunkach. Dla inwestorów CRCL to sygnał, iż pozycja negocjacyjna Circle właśnie się pogorszyła.
Rynek stablecoinów dojrzewa
Warto spojrzeć na Open USD w kontekście całej branży. Konsorcjum Abramsa nie jest pierwszą próbą tego modelu – poza wspomnianym USDG, w Europie 37 banków i firm płatniczych zorganizowało się wokół euro-stablecoina Qivalis, odpowiadając na dominację amerykańskiego dolara w świecie aktywów cyfrowych. Do tego dochodzi presja regulacyjna po obu stronach Atlantyku, w tym europejskie rozporządzenie MiCA oraz amerykańskie prace legislacyjne nad ramami dla kryptowalut.
Timing nie jest przypadkowy. Stablecoiny wyszły poza handel kryptowalutami i wkroczą w płatności transgraniczne, rozliczenia handlowe i zarządzanie płynnością korporacji. Citi prognozuje, iż rynek ten osiągnie 4 biliony dolarów do 2030 roku. Przy takiej stawce walka o to, kto przechwyci marżę – emitent czy dystrybutor – staje się kluczowa.
Jeff Dorman z firmy inwestycyjnej Arca zwraca uwagę, iż prawdziwymi wygranymi mogą okazać się nie sami emitenci, ale kanały dystrybucji: giełdy, procesory płatności, portfele i sieci blockchain.
„Okazja związana ze stablecoinami wykracza daleko poza Circle, Tether czy jakiegokolwiek pojedynczego emitenta” – podkreśla.
Open USD jest właśnie ucieleśnieniem tej tezy: to próba przesunięcia wartości od emitenta w stronę tych, którzy realnie napędzają obieg cyfrowego dolara.

2 godzin temu







