Polacy, którzy liczyli na inwestowanie bez podatku Belki jeszcze w tym roku, muszą uzbroić się w cierpliwość. Z opublikowanego właśnie stanowiska Ministerstwa Finansów do uwag zgłoszonych w konsultacjach wynika jednoznacznie – Osobiste Konta Inwestycyjne nie ruszą 1 lipca 2026 r., jak obiecywano. Nowy termin to 1 stycznia 2027 r.
Co ciekawe, resort nie zdecydował się na oficjalny komunikat w tej sprawie. Informacja o przesunięciu terminu jest ukryta w jednej z ponad 400 odpowiedzi na uwagi zgłoszone przez instytucje i organizacje branżowe. Ministerstwo napisało, iż przepisy dotyczące m.in. obniżonego limitu zwolnienia w pierwszym półroczu stały się „nieaktualne w związku z planowanym wejściem ustawy w życie z dniem 1 stycznia 2027 r.”. Krótko mówiąc – termin, który jeszcze w styczniu tego roku minister Andrzej Domański publicznie podtrzymywał, po cichu trafił do kosza.
Dla osób śledzących losy projektu to rozczarowanie, choć trudno powiedzieć, żeby było zaskoczeniem. Projekt ustawy przedstawiony w grudniu 2025 r. od samego początku wzbudzał kontrowersje. W trakcie konsultacji publicznych zebrał lawinę uwag – od nadzoru finansowego, przez branżę maklerską, po środowiska inwestorów indywidualnych. Okazało się, iż diabeł tkwi w szczegółach, i to w szczegółach na tyle poważnych, iż uniemożliwiły one dotrzymanie ambitnego harmonogramu.
Podwójne liczenie tych samych pieniędzy
Najbardziej fundamentalny zarzut sformułował Urząd Komisji Nadzoru Finansowego, który zwrócił uwagę na błąd w samym algorytmie obliczania podatku od wartości aktywów, który miał zastąpić podatek Belki na OKI. W pierwotnym projekcie podstawą opodatkowania była suma wartości aktywów i dokonanych wpłat – co w praktyce oznaczało, iż te same pieniądze byłyby liczone podwójnie. Raz jako gotówka na koncie, drugi raz jako kupione za nią akcje czy obligacje. Trudno o lepszą ilustrację pośpiechu legislacyjnego. UKNF zaproponował, żeby podstawą była wyłącznie średnioroczna wartość aktywów, co przywróciłoby ekonomiczny sens całej konstrukcji.
Co resort zaakceptował, a co odrzucił
W toku prac zgłoszono szereg uwag do projektu i część z nich resort zaakceptował – i to tych naprawdę istotnych. Ministerstwo zgodziło się na wprowadzenie mechanizmu waloryzacji limitu 100 tys. zł zwalniającego z podatku. Bez waloryzacji limit ten traciłby realną wartość z każdym kolejnym rokiem, a OKI stawałoby się coraz mniej atrakcyjne. Resort przychylił się też do postulatu, aby pełen limit 100 tys. zł obowiązywał od pierwszego dnia funkcjonowania kont – pierwotnie planowano, iż przez pierwsze pół roku wyniesie on jedynie 50 tys. zł, co rodziło ryzyko zamieszania wśród mniej doświadczonych inwestorów.
Kolejna dobra wiadomość: OKI będą mogły oferować także zagraniczne firmy inwestycyjne, które prowadzą w Polsce oddział. To oznacza większą konkurencję i potencjalnie lepsze warunki dla klientów.
Nie wszystkie postulaty środowiska inwestorskiego przeszły jednak przez sito resortu. Ministerstwo odrzuciło wniosek o wprowadzenie maksymalnego pułapu stawki podatku od wartości aktywów (SII proponowało 1 proc.). W obecnym kształcie stawka jest powiązana ze stopą referencyjną NBP – wynosi 19 proc. jej wartości, z minimum na poziomie 0,1 proc. Przy obecnej stopie 5,25 proc. daje to ok. 1 proc., ale w scenariuszu drastycznego zaostrzenia polityki pieniężnej podatek mógłby wzrosnąć w sposób trudny do przewidzenia. Brak „bezpiecznika” od góry, przy jednoczesnym zapisaniu minimum od dołu, to asymetria, która zdaniem SII może zniechęcać ostrożniejszych inwestorów.
Aktywa zagraniczne wciąż poza grą
Nierozwiązana pozostaje też kwestia aktywów zagranicznych. MF obstaje przy stanowisku, iż zwolnienie z podatku obejmie wyłącznie instrumenty denominowane w złotych – w praktyce głównie akcje i obligacje notowane na GPW. Krytycy, w tym sam UKNF, argumentują, iż takie ograniczenie komplikuje rozliczenia podatkowe i utrudnia budowanie zdywersyfikowanego portfela, którego prostota powinna być fundamentem OKI, zwłaszcza jeżeli program ma przyciągnąć osoby stawiające na rynku kapitałowym pierwsze kroki.
Co już wiadomo o kształcie OKI
Z opublikowanego stanowiska wyłaniają się natomiast konkretne kontury tego, czym OKI ostatecznie będzie. Na kontach będzie można uczestniczyć w ofertach publicznych, co jest dobrą wiadomością dla GPW liczącej na nowy kapitał detaliczny. Konta będą mogły działać w modelu umowy parasolowej, co ułatwi życie grupom finansowym prowadzącym jednocześnie bank, dom maklerski i TFI. Nie będzie natomiast możliwości zakładania OKI na dzieci, inwestowania w instrumenty pochodne ani w Alternatywne Spółki Inwestycyjne.
1,75 biliona złotych czeka na lepsze rozwiązanie
Opóźnienie OKI nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście tego, co dzieje się wokół. Polacy trzymają na depozytach bankowych i w gotówce około 1,75 bln zł, a jedynie ok. 600 mld zł lokują w instrumenty o wyższej stopie zwrotu. Resort finansów szacował, iż na konta OKI może trafić choćby 100 mld zł w ciągu trzech lat – pieniądze, które mogłyby zasilić polski rynek kapitałowy.
W piątek GUS potwierdził, iż lutowa inflacja wyniosła 2,1 proc. rok do roku, najniżej od marca 2024 r. Analitycy zgodnie ostrzegają jednak, iż marcowe odczyty będą już wyraźnie wyższe z powodu szoku naftowego. W takim otoczeniu każdy miesiąc bez preferencyjnego narzędzia inwestycyjnego to stracony czas.
Na końcu drogi czeka podpis prezydenta
Kluczowe pytanie brzmi teraz nie tyle „czy”, co „w jakim kształcie” projekt trafi do Sejmu i czy uda się go przeprowadzić przez cały proces legislacyjny na czas. Na końcu drogi czeka jeszcze podpis prezydenta Karola Nawrockiego, który w kampanii wyborczej obiecywał rozwiązanie jeszcze dalej idące – zniesienie podatku Belki do 140 tys. zł dochodu rocznie.
Obie strony politycznej sceny zgadzają się więc co do kierunku. Pytanie, czy zgodzą się co do szczegółów – bo to właśnie w nich od samego początku tkwi problem.
Źródło: Ministerstwo Finansów

2 godzin temu




