Niedawno internet rozgrzał spór dwóch posłów z mojego terenu dotyczący instalacji fotowoltaicznej. Postanowiłem sprawdzić, który z nich ma rację.
Pierwszy, dociskany, przyznał iż ma instalację FV na dachu, ale nie opłaci się ona, bo płaci 1k mniej niż przed montażem, a musiał zapłacić 8k. I wtedy do gry weszli dziennikarze. Dom posła stoi na terenie jednej z podmiejskich gmin. W 2021 r. montowano tam instalację FV o mocy ok. 5KWp tj. produkującą teoretycznie 5000 KWh prądu rocznie. Część kosztu pokrywała gmina. Wyborcza przeprowadziła rozmowę z sąsiadem, który za dobrą instalację zapłacił (bo nie załapał się do programu) 23 tys. zł i okazuje zadowolenie. Kto ma rację?
Po części obaj panowie posłowie. Przekazują jednak tylko część prawdy. Ponieważ sam mam FV montowaną w podobnym roku, mogę się wypowiedzieć.
Niedopowiedzenia Wyborczej:
- Zatajenie przed czytelnikami, iż dzisiaj nie da się takiego wyniku powtórzyć. Spór posłów miał pewien kontekst – czy DZISIAJ montaż instalacji FV będzie opłacalny. W 2022 r. zmieniły się zasady i sytuacja wygląda inaczej. Gmina nie dopłaca 50% (co widać po sąsiedzie posła), a i system rozliczeń uległ zmianie. Kto zamontował wcześniej ma tzw. stare zasady. Można za darmo wykorzystać 80% produkcji. Teraz sprzedajemy prąd po cenie ustalonej na rynku, a kupujemy też po rynkowej+koszty dystrybucji. Liczby wyglądają inaczej, o czym na końcu.
- Porównanie dwóch instalacji wyłącznie na podstawie mocy. Tak, jak w autach – mamy Fiata i Lexusa, które kosztują inaczej. Sąsiad posła zamontował Mercedesa i zapłacił 23k. Gmina darowała obywatelom Fiata za 16k. Skąd to wiemy? Chwali się dofinansowaniem na poziomie 50%. A skoro poseł zapłacił 8k, instalacja kosztowała 16k. Proste.
- Ukrycie oczywistego faktu, iż instalacja 5 KWp nie wyprodukuje 5000 KWh. Wiem o tym doskonale, sam sprawdziłem. Powody są dwa: możliwości sieci i wady montażu. Sieć z uwagi na dużą produkcję, wyłącza się. Kiedy? Akurat wtedy, gdy mocno świeci słońce, więc potencjalne zyski (na starych zasadach) byłyby najwyższe. Urządzenie wyświetla błąd „Overvoltage” czyli zbyt wysokie napięcie i przestaje działać. Jakie straty ponosimy z tego powodu? Coraz większe. W 2022 r. widziałem taki komunikat może raz. W 2025 r. – regularnie.
Druga rzecz – błędy ekip wykonawczych. Chłopaki z łapanki. U mnie zamontowali wprawdzie od południa, ale w zacienieniu (mam dużo drzew), u posła (widać na zdjęciu) na dachach z 3 stron świata i na lukarnach. Takie instalacje nie działają optymalnie, zwłaszcza jeżeli montujemy najtańsze.
Z powodu tych dwóch błędów straty mogą wynieść i 20%. A to w przypadku posła oznacza nie nominalne 5 KWp ale rzeczywiste 3,2 KWp zysku (zgodnie z systemem 80%) .
Niedopowiedzenia poselskie.
- Porównanie wysokości rachunków, bez uwzględnienia cen prądu. Od 2021 r. ceny prądu wzrosły o 100%. Porównanie rachunku z 2021 r. i 2026 r. kompletnie nie ma sensu. Wg dzisiejszych cen (ca. 1.2 zł/KWh) przy oszczędności na zakupie 3200 KWh mamy rocznie 3840 zł. W 2021 była to połowa (1920 zł). Dlaczego poseł mówił o 1000 zł?
- Nieuwzględnienie zużycia. Żyjemy coraz wygodniej. A to kupimy klimatyzator, a to nowy gadżet, zamontujemy suszarkę do prania i zużycie rośnie. Tak prawdopodobnie było w przypadku posła (bo nie posądzam go o ordynarne kłamstwo). W moim domu, po zmianie gazowego „Junkersa” na bojler i zakupieniu suszarki, miesięczne zużycie wzrosło o 200 KWh (2400 KWh/rok) plus jeszcze 30-40 KWh za ładowanie elektryka. I tak z 1000 zł zysku robi się 1920 zł, bo za dodatkowy prąd trzeba zapłacić i rachunek puchnie.
Wracamy do pytania: OZE-sroze, czy dobry interes? Dzisiaj.
Dzisiaj, przy cenie prądu 1.2 zł/KWh z perspektywą dalszych podwyżek, instalacja 5 KWp, działająca z 80% wydajnością, ma szansę się zwrócić. Ale w zupełnie innej perspektywie niż 4 lata (8k/1.92 k), a choćby 8 lat (8k/1k). Winę podnoszą zarówno zmiana zasad rozliczeń, jak i brak dotacji (poza Czystym powietrzem, ale to droga przez mękę).
Czyli zakładamy instalację 5 KWp (produkcja realna 4 KWp), za 24 k zł. Realne zużycie tzw. autokonsumpcji to 40%. Nie kupimy więc prądu za 1920 zł (1600 KWh x 1.2 zł). Pozostałe 60% (2400 KWh) musimy sprzedać. Często po niskiej cenie. Załóżmy 30 groszy. I już mamy dodatkowe …720 zł. Zysk łączny: 2640 zł. Czas zwrotu (uwzględniając jakieś płatne serwisy) – 10 lat. Słabo. Czy jest szansa na zwiększenie? Tak.
Po pierwsze – jeżeli wzrosną ceny energii. Mówi się o tym głośno. Za chwilę będzie 1.5 zł, a może i 2 zł/KWh. Niekoniecznie z powodu kosztów samego prądu, ale podatków i dystrybucji. Wtedy oszczędzimy 2 zł x 1600 KWh = 3200 zł/rok, plus te 720 zł (sprzedaż). I z 10 lat zrobi się niecałe 7.
Po drugie – jeżeli mamy wysoką autokonsumpcję. Da się to zrobić. Urządzenia sterowane czasowo, mogą nam zapewnić, iż pranie robi się w słoneczny dzień, a zmywarka włączy w południe. Wtedy z 40% wyjdzie nam 60%. No i z 1600 KWh zrobi się 2400 KWh (przy cenie 1.2 zł/KWh zyskamy jeszcze 720 zł/rok).
Po trzecie – o ile zamontujemy magazyn energii. Da nam poziom autokonsumcji – 100%, I już wtedy zyskujemy, w stosunku do wersji bez FV 4000 KWh x 1,2 zł =4800 zł. Bilans pogorszy amortyzacja magazynu.
Po czwarte – o ile jednak skorzystamy z dotacji. 30% dotacji da nam początkową cenę nie 24k ale 16.8k. Przy 60% autokonsupmcji (bez magazynu) – 3360 zł (2640 zł plus 720 zł). Czas zwrotu – 5 lat. Ale musi się spełnić szereg warunków.









