Parlament Europejski dał zielone światło dla umowy handlowej z USA

1 dzień temu

Europosłowie przegłosowali dziś stanowisko w sprawie wdrożenia porozumienia celnego z Turnberry. Rynki mogą odetchnąć, ale tylko na chwilę – bo to dopiero początek legislacyjnego maratonu, a lista niewiadomych po stronie Waszyngtonu wciąż się wydłuża.

Parlament Europejski przyjął 26 marca mandat negocjacyjny dotyczący dwóch kluczowych aktów legislacyjnych wdrażających taryfowe elementy umowy UE–USA. Wynik głosowania – 417 za, 154 przeciw, 71 wstrzymujących się – nie pozostawia wątpliwości co do kierunku. Problemem nie jest jednak sam kierunek, ale to, co czeka na dalszym odcinku trasy.

Przyjęte stanowisko to bowiem dopiero otwarcie negocjacji z rządami państw członkowskich w procedurze trilogu. Finalne głosowanie? Najwcześniej w kwietniu, ale bardziej realistycznie – w maju. Dla inwestorów oznacza to kolejne tygodnie niepewności regulacyjnej, a w handlu transatlantyckim niepewność regulacyjna przekłada się wprost na marże i łańcuchy dostaw.

Co zawiera porozumienie z Turnberry

Cofnijmy się o kilka miesięcy. W lipcu 2025 roku w szkockim Turnberry Bruksela i Waszyngton dobili targu. Stany Zjednoczone zobowiązały się do ustanowienia pułapu celnego na poziomie 15 proc. na większość europejskich towarów przemysłowych – samochody, farmaceutyki, półprzewodniki. W zamian Unia Europejska miała znieść cła na amerykańskie produkty przemysłowe i szerzej otworzyć rynek dla amerykańskiego rolnictwa oraz owoców morza. Szczegóły ustalono we wspólnym oświadczeniu ramowym z sierpnia 2025 roku.

Na papierze wygląda to jak klasyczny deal. W praktyce jest wyraźnie asymetryczny – Europa likwiduje swoje cła, Ameryka jedynie je obniża. Do tego 50-procentowa taryfa USA na stal i aluminium, wprowadzona w połowie 2025 roku, pozostaje w mocy. Zapowiedziano jej obniżenie o połowę, ale do dziś nie wiadomo, kiedy ani w jakiej formie miałoby to nastąpić. Dla europejskiego przemysłu stalowego to nie szczegół – to fundamentalny problem.

Dlaczego trwało to tak długo

Historia ratyfikacji tej umowy to opowieść o narastającym braku zaufania. W lutym 2026 roku Sąd Najwyższy USA uchylił globalne cła nałożone przez prezydenta Trumpa na podstawie ustawy IEEPA, uznając je za nielegalne. Przełomowe orzeczenie z 20 lutego wywróciło do góry nogami amerykańską politykę handlową i natychmiast przełożyło się na europejską stronę równania – Parlament Europejski wstrzymał ratyfikację, domagając się jasności co do intencji Waszyngtonu w nowej rzeczywistości prawnej.

Do tego doszły groźby prezydenta Trumpa wobec Grenlandii, które na początku roku poważnie zatruły klimat polityczny między sojusznikami. Efekt? Miesiące impasu, który przełamano dopiero 19 marca, kiedy komisja handlu międzynarodowego PE (INTA) przyjęła projekty stosunkiem głosów 29 do 9 i skierowała je na sesję plenarną.

Zabezpieczenia, które mają chronić europejski biznes

To, co odróżnia dzisiejsze głosowanie od prostego zatwierdzenia umowy, to pakiet zabezpieczeń wbudowanych w legislację przez europosłów. Dla inwestorów i firm prowadzących handel transatlantycki mają one najważniejsze znaczenie.

Po pierwsze – tzw. klauzula sunrise. Obniżki celne po stronie UE wejdą w życie dopiero wtedy, gdy Stany Zjednoczone faktycznie wywiążą się ze swoich zobowiązań. Innymi słowy: Europa nie zamierza dawać czegoś za darmo.

Po drugie – klauzula wygaszająca (sunset clause). Porozumienie automatycznie wygaśnie z końcem marca 2028 roku, o ile obie strony nie zgodzą się na przedłużenie. To ograniczenie czasowe nie jest przypadkowe – daje Parlamentowi Europejskiemu kartę przetargową na wypadek, gdyby Waszyngton próbował przesuwać słupki w trakcie gry.

Po trzecie – mechanizm natychmiastowego zawieszenia preferencji celnych w razie wprowadzenia przez USA nowych taryf. To w praktyce hamulec bezpieczeństwa, który ma odstraszać od jednostronnych ruchów ze strony amerykańskiej.

Co na to Komisja Europejska

Komisarz UE ds. gospodarki Valdis Dombrovskis, przemawiając przed dzisiejszym głosowaniem, nie ukrywał, iż obawy europejskiej strony są uzasadnione. Podkreślał jednocześnie, iż interesy gospodarcze Unii wymagają posuwania się naprzód – bo wiarygodność bloku handlowego zależy od dotrzymywania danego słowa. Między wierszami przekaz był jasny: lepiej niedoskonała umowa niż żadna umowa i eskalacja konfliktu celnego.

Ryzyka, które inwestorzy powinni mieć na uwadze

Tło geopolityczne nie napawa optymizmem. Stany Zjednoczone już wszczęły nowe dochodzenia handlowe wobec UE i Chin, szukając sposobu na zastąpienie uchylonych przez sąd taryf innymi instrumentami. Waszyngton zapewnia, iż będzie trzymał się ustaleń z Turnberry – ale zapewnienia to nie gwarancje.

Osobną kwestią pozostaje wspomniane 50-procentowe cło na stal i aluminium. Europa wciąż czeka na konkrety dotyczące obiecanej obniżki, a brak postępów w tej sprawie staje się głównym źródłem frustracji po stronie unijnej. Dla spółek z sektora metalurgicznego i ich poddostawców to czynnik ryzyka, który realnie wpływa na wyceny i decyzje inwestycyjne.

Na osobną uwagę zasługuje informacja Bloomberga z dziś – Niemcy przygotowują plan odwetowy na wypadek ponownej eskalacji. Wśród rozważanych opcji mają być środki wymierzone w amerykańskie firmy technologiczne i podmioty z branży sztucznej inteligencji powiązane z Białym Domem. To zupełnie nowa jakość w europejskiej polityce handlowej i sygnał, iż Berlin jest gotów na twarde zagranie, jeżeli dialog się załamie.

Kto zyskuje, a kto traci

Linie podziału w Parlamencie Europejskim są czytelne. Kraje zorientowane eksportowo i prawicowe frakcje argumentowały, iż asymetryczne warunki to cena za uniknięcie wojny handlowej i utrzymanie amerykańskiego zaangażowania w bezpieczeństwo Europy, w tym na Ukrainie. Lewicowe ugrupowania – socjaldemokraci, Renew, Zieloni, Lewica – konsekwentnie domagały się twardszych warunków, uważając porozumienie za zbyt korzystne dla Waszyngtonu.

Dla polskich eksporterów, zwłaszcza z branż przetwórstwa spożywczego, motoryzacyjnej i metalowej, najbliższe tygodnie będą okresem uważnego śledzenia trilogów. Kształt finalnej legislacji rozstrzygnie, czy porozumienie z Turnberry okaże się fundamentem stabilizacji handlu transatlantyckiego – czy jedynie kolejnym epizodem w grze, w której reguły zmienia się w trakcie partii.

Źródła: PAP, Reuters

Idź do oryginalnego materiału