Pellet droższy w Polsce niż za granicą. Letni skok cen wywołał alarm przed sezonem grzewczym

4 godzin temu

Jeszcze w maju wielu właścicieli domów odkładało zakup pelletu, licząc na typowe letnie przeceny. Dwa miesiące później rynek wygląda zupełnie inaczej. Zamiast sezonowych obniżek pojawiły się gwałtowne podwyżki, ograniczona dostępność opału i obawy, iż przed zimą ceny wzrosną jeszcze bardziej.

Pellet droższy w Polsce niż za granicą. Letni skok cen wywołał alarm przed sezonem grzewczym

W lipcu 2026 r. za tonę certyfikowanego pelletu klasy A1 trzeba zapłacić najczęściej od 2000 do 2500 zł. W części marketów budowlanych cena po przeliczeniu z worków dochodzi choćby do 3000 zł za tonę. Dodatkowe emocje budzą informacje, iż pellet wyprodukowany w Polsce może być oferowany w Niemczech o około 500 zł taniej niż na rynku krajowym.

Sprawą zainteresował się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Ministerstwo Energii oczekuje sprawdzenia, czy gwałtowny wzrost stawek wynika wyłącznie z sytuacji podażowej, czy też na rynku mogło dojść do działań ograniczających konkurencję lub sztucznego podbijania cen.

Pellet podrożał o jedną trzecią w dwa miesiące

Skalę zmiany najlepiej pokazuje porównanie z końcówką wiosny. W maju średnia cena pelletu wynosiła około 1500 zł za tonę. W sprzedaży internetowej można było znaleźć oferty w granicach 1300–1400 zł.

W lipcu przeciętna stawka wzrosła do około 2000 zł za tonę. Oznacza to podwyżkę o ponad 33 proc. w zaledwie dwa miesiące. W przypadku produktów premium różnica względem wiosennych ofert przekracza miejscami 50 proc.

Taki przebieg rynku jest nietypowy. Latem ceny paliw grzewczych zwykle spadają, ponieważ zapotrzebowanie gospodarstw domowych jest niższe, a producenci i dystrybutorzy przygotowują magazyny przed kolejnym sezonem. Tym razem konsumenci obserwują odwrotne zjawisko.

W marketach tona może kosztować 3000 zł

Cena zależy dziś przede wszystkim od miejsca zakupu, dostępności produktu i wielkości zamówienia. Najdrożej jest zwykle w sieciowych marketach budowlanych.

Za worek pelletu trzeba zapłacić od około 30 do choćby 45 zł. W zależności od masy opakowania daje to cenę na poziomie od 2200 do 3000 zł za tonę.

Niższe stawki można znaleźć przy zakupie całych palet bezpośrednio od producenta lub lokalnego dystrybutora. Problemem jest jednak ograniczona dostępność produktu i wydłużający się czas realizacji zamówień.

Część klientów kupuje opał z dużym wyprzedzeniem, obawiając się dalszych podwyżek. Taka reakcja dodatkowo zwiększa popyt i może pogłębiać problemy z dostępnością pelletu.

Polski produkt za granicą ma być tańszy

Największe kontrowersje wywołuje różnica pomiędzy cenami w Polsce i w Niemczech. Według informacji pojawiających się na rynku pellet pochodzący z polskich zakładów może być sprzedawany niemieckim odbiorcom o około 500 zł taniej niż klientom krajowym.

Sama różnica cen nie musi automatycznie oznaczać nieprawidłowości. Na ostateczną stawkę wpływają m.in. długoterminowe kontrakty, koszty transportu, wielkość dostaw, marże pośredników i warunki handlowe.

Z punktu widzenia polskiego konsumenta sytuacja jest jednak trudna do zaakceptowania. Krajowy odbiorca płaci więcej za paliwo wyprodukowane z krajowego surowca, mimo iż nie trzeba go transportować na zagraniczny rynek.

UOKiK ma sprawdzić, skąd wzięły się podwyżki

Ministerstwo Energii skierowało sprawę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Wiceminister Konrad Wojnarowski zapowiedział pilne kontrole rynku pelletu.

Do wyjaśnienia pozostaje przede wszystkim to, czy wzrost cen ma uzasadnienie w kosztach produkcji i ograniczonej podaży surowca. Kontrola może również objąć sposób ustalania cen przez producentów, dystrybutorów i sieci handlowe.

Szczególne znaczenie ma ustalenie, na którym etapie łańcucha dostaw powstają największe marże. Pellet przechodzi bowiem od producenta przez pośredników, składy opału i markety, a każdy kolejny etap może podnosić jego cenę.

Dopiero analiza rynku pozwoli ocenić, czy mamy do czynienia z naturalną reakcją na niedobór surowca, czy też z próbą wykorzystania obaw konsumentów przed sezonem grzewczym.

Rząd chce zwiększyć podaż przed zimą

Resort energii przygotowuje działania, które mają poprawić dostępność opału jeszcze przed rozpoczęciem sezonu grzewczego. Wiceminister Miłosz Motyka wskazał trzy główne kierunki interwencji.

Pierwszym jest zwiększenie importu pelletu z alternatywnych rynków. Większa ilość paliwa sprowadzanego do Polski miałaby uzupełnić niedobory i zwiększyć presję konkurencyjną na krajowych producentów.

Drugim kierunkiem jest ograniczenie nadmiernego eksportu. Rząd chce, aby większa część produkowanego w Polsce pelletu trafiała do krajowych odbiorców.

Trzecim elementem ma być poprawa dostępu producentów do surowca z Lasów Państwowych. Dostępność trocin, zrębków i pozostałości drzewnych ma najważniejsze znaczenie dla wielkości produkcji i kosztów wytwarzania pelletu.

Program Czyste Powietrze zwiększył liczbę odbiorców

Popyt na pellet nie wzrósł przypadkowo. W ostatnich latach tysiące gospodarstw domowych wymieniły stare kotły na urządzenia zasilane biomasą, korzystając m.in. z dofinansowania w programie Czyste Powietrze.

Oznacza to, iż na rynku przybyło wielu stałych odbiorców, którzy każdego roku potrzebują kilku ton paliwa. Rozbudowie rynku urządzeń grzewczych nie towarzyszył jednak równie szybki wzrost krajowej produkcji pelletu i zabezpieczenie odpowiedniej ilości surowca.

Jeżeli liczba kotłów rośnie szybciej niż podaż paliwa, choćby niewielkie zakłócenia mogą wywołać duże wahania cen. Szczególnie niebezpieczna jest sytuacja, w której konsumenci jednocześnie zaczynają gromadzić zapasy.

Pellet przestaje być tanim paliwem

Rosnące ceny zmieniają także ekonomiczny bilans ogrzewania domów. Według analiz Polskiego Alarmu Smogowego i Polskiej Organizacji Rozwoju Technologii Pomp Ciepła koszty ogrzewania pelletem wzrosły od końca 2024 r. o blisko 40 proc.

Koszt wytworzenia 1 kWh energii z pelletu ma w tej chwili wynosić około 0,56 zł. Dla porównania w przypadku gazu ziemnego jest to około 0,36 zł, a przy odpowiednio eksploatowanej pompie ciepła korzystającej z tańszej taryfy nocnej około 0,19 zł.

Takie porównania zależą jednak od sprawności instalacji, parametrów budynku, taryfy energetycznej, kosztów serwisu oraz jakości paliwa. Pokazują mimo to, iż pellet nie jest już automatycznie jednym z najtańszych sposobów ogrzewania domu.

Największym ryzykiem jest panika zakupowa

Obecna sytuacja może pogorszyć się bez dalszych podwyżek cen producentów. Wystarczy, iż klienci masowo ruszą po opał, obawiając się zimowych braków.

Im więcej osób kupuje zapasy jednocześnie, tym szybciej opróżniają się magazyny i rośnie presja na ceny. Powstaje wówczas mechanizm samonapędzający się: informacje o drożejącym pellecie zachęcają do wcześniejszych zakupów, a zwiększony popyt prowadzi do kolejnych wzrostów.

Dlatego najważniejsze będzie szybkie ustalenie, jaka jest rzeczywista dostępność pelletu, ile surowca znajduje się w magazynach i jaka część krajowej produkcji trafia na eksport.

Paliwowy szok na stacjach. Tak drogo nie było od miesięcy

Kontrola może nie wystarczyć bez zwiększenia produkcji

Sama interwencja UOKiK może pomóc wyjaśnić, czy przedsiębiorcy przestrzegają zasad konkurencji. Nie rozwiąże jednak problemu, o ile przyczyną wzrostu cen jest rzeczywisty niedobór paliwa.

Rynek potrzebuje większej i stabilniejszej produkcji, przewidywalnego dostępu do surowca oraz przejrzystej informacji o cenach i zapasach. Bez tego każde zwiększenie popytu przed zimą może ponownie prowadzić do gwałtownych podwyżek.

Dla właścicieli kotłów na pellet najważniejsze jest dziś unikanie impulsywnych zakupów w pierwszym napotkanym punkcie. Różnice pomiędzy ofertami sięgają setek złotych na tonie, dlatego przed zamówieniem warto porównać producentów, dystrybutorów i koszty dostawy.

Lipcowy skok cen jest jednak poważnym ostrzeżeniem. o ile podaż nie wzrośnie przed sezonem grzewczym, jesienią pellet może być nie tylko drogi, ale również trudniej dostępny.

Idź do oryginalnego materiału