Indeksy w Tokio, Hongkongu, Sydney i Mumbaju zanurkowały po najostrzejszej od miesięcy wyprzedaży sektora technologicznego w Stanach Zjednoczonych. Inwestorzy szukają schronienia w obligacjach i złocie, a kluczowym testem dnia będą amerykańskie dane inflacyjne.
Piątek, 13 lutego 2026 r., okazał się dniem, w którym rynkowe przesądy nabrały zaskakująco materialnych kształtów. Giełdy azjatyckie otworzyły sesję wyraźnymi spadkami, kaskadowo absorbując czwartkowy wstrząs z Wall Street, gdzie Nasdaq Composite stracił 2,03%, S&P 500 spadł o 1,57% do poziomu 6 832,76 pkt, a Dow Jones Industrial Average pożegnał się z poziomem 670 punktów. Impuls do globalnej wyprzedaży nadała nie jedna konkretna informacja makroekonomiczna, ale narastające od tygodni zjawisko, które rynkowi komentatorzy zaczęli określać mianem „AI Scare Trade” — systematycznego pozbywania się akcji spółek postrzeganych jako zagrożone przez sztuczną inteligencję.
Azja w głębokiej czerwieni
Indeks MSCI Asia Pacific, który jeszcze dzień wcześniej notował historyczne rekordy i cieszył się najlepszym początkiem roku w porównaniu z S&P 500 (ok. 13% wzrostu od początku stycznia), w piątek spadł o 1,1%, odcinając tygodniowy zysk do ok. 3,7%. Japoński Nikkei 225 zniżkował o 1,3%, choć warto odnotować, iż mimo piątkowej korekty indeks ten zamknął tydzień z niemal 5-procentowym zyskiem. Hang Seng stracił 2,1%, a chińskie blue chipy z indeksu CSI 300 spadły o 0,9%.
Na Subkontynencie Indyjskim sytuacja wyglądała jeszcze bardziej dramatycznie. Bombajski Sensex obsunął się o ponad 800 punktów, nurkując poniżej poziomu 82 850, a indeks Nifty 50 tracił ok. 270 punktów, schodząc do ok. 25 536. Szczególnie mocno uderzony został sektor IT — indyjski indeks Nifty IT zanurkował o ponad 5%, co było bezpośrednim odbiciem obaw o to, iż sztuczna inteligencja może uczynić dużą część usług softwarowych i outsourcingowych — filaru indyjskich gigantów technologicznych pokroju TCS, Infosys czy Wipro — strukturalnie zbędną.
W Australii indeks S&P/ASX 200 zakończył sesję spadkiem o 1,39% (125 punktów) na poziomie 8 917,6, przy czym — jak odnotowali analitycy — rynek nie zdołał odbić od dziennych minimów aż do zamknięcia, co świadczyło o całkowitym braku popytu ze strony kupujących. Wśród australijskich spółek największe straty poniosły Austal Limited (minus 23%) oraz sieć meblarsko-wnętrzarska Nick Scali (minus 21%), głównie z powodu rozczarowujących wyników za I półrocze roku finansowego.
Anatomia „AI Scare Trade”
Bezpośrednią przyczyną czwartkowej wyprzedaży na Wall Street był raport wynikowy Cisco Systems. Gigant sieciowy opublikował co prawda rekordowe przychody kwartalne na poziomie 15,3 mld USD, jednak marża brutto non-GAAP wyniosła zaledwie 67,5% — o 120 punktów bazowych mniej rok do roku i poniżej konsensusu analityków (68,14%). Za spadek marży odpowiadał przede wszystkim ponad 400-procentowy wzrost cen pamięci wykorzystywanej w infrastrukturze AI. Akcje Cisco runęły o 12%, wymazując ok. 40 mld USD kapitalizacji — to najgorszy dzień spółki od 2022 roku.
Efekt domina gwałtownie dotarł do pozostałych gigantów. Apple stracił 5% (ok. 202 mld USD kapitalizacji), przeżywając najgorszą sesję od „Liberation Day” z kwietnia 2025 r. Na spadek złożyły się doniesienia o opóźnieniach w rozwoju AI-owej wersji asystenta Siri oraz informacja o wszczęciu postępowania przez FTC. Amazon, który już wcześniej znalazł się w technicznej bessie (spadek o 21,4% od szczytu), dalej tracił na wartości na fali obaw o planowany capex rzędu 200 mld USD na 2026 r.
Zjawisko „AI Scare Trade” nie ogranicza się jednak do samego sektora technologicznego. W ciągu ostatnich dni fala wyprzedaży rozlała się na branże, w których inwestorzy zaczęli dostrzegać podatność na disrupcję przez sztuczną inteligencję: nieruchomości komercyjne (spółki takie jak Cushman & Wakefield traciły po 14%), sektor logistyczny, usługi finansowe i oprogramowanie korporacyjne. Inwestorzy postrzegają teraz rozwój AI i AGI przez zupełnie nowy pryzmat, próbując wycenić przyszłość, która wydaje się bardziej niepewna i strukturalnie destrukcyjna niż kiedykolwiek wcześniej.
Rotacja z tech do defensywy
Shane Oliver, główny strateg inwestycyjny AMP, wskazał na znaczącą rozbieżność w tegorocznych stopach zwrotu: równoważony S&P 500 zyskał od początku roku 4,7%, podczas gdy tradycyjny, ważony kapitalizacją S&P 500 tracił 0,2%, Nasdaq zniżkował o 2,8%, a koszyk Magnificent Seven — o 6,2%. To dowód na trwającą i potencjalnie pogłębiającą się rotację kapitału z megacapowych spółek technologicznych w kierunku sektorów defensywnych o bardziej przewidywalnych przepływach pieniężnych: utilities, REIT-ów i spółek konsumenckich.
Na piątkowej sesji azjatyckiej ta tendencja była doskonale widoczna — jedynymi sektorami na plusie na ASX pozostały właśnie utilities i nieruchomości, podczas gdy technologia, finanse i sektor przemysłowy pogłębiały straty.
Obligacje i złoto jako bezpieczna przystań
Ucieczka od ryzyka wyraźnie przełożyła się na rynek obligacji skarbowych USA. Rentowność 10-letnich treasuries spadła w czwartek o 7 punktów bazowych — to największy jednodniowy ruch w dół od 10 października — do poziomu 4,113%. Rentowność 30-letnich obligacji obniżyła się o 8,5 pb. do 4,728%, najniżej od 3 grudnia, czemu sprzyjała wyjątkowo udana aukcja papierów długoterminowych. Rynek kontraktów terminowych na stopy procentowe Fed ponownie wyceniał obniżkę w czerwcu z prawdopodobieństwem ok. 70%, po tym jak jeszcze kilka dni wcześniej solidne dane z rynku pracy (130 tys. nowych miejsc pracy w styczniu) mocno ten scenariusz osłabiły.
Złoto w sesji azjatyckiej odzyskiwało straty, rosnąc o 1,3% do ok. 4 984 USD za uncję po ponad 3-procentowym tąpnięciu dzień wcześniej. Znacznie bardziej dramatyczny był ruch na srebrze: metal ten stracił w czwartek aż 9–10%, spadając do ok. 77 USD za uncję po kilkutygodniowym odreagowaniu z poziomu blisko 120 USD osiągniętego jeszcze w styczniu. W piątek srebro próbowało się odbić, zyskując 2,5%.
Oczy zwrócone na amerykański CPI
Piątkowy kalendarz makroekonomiczny przynosi publikację, która może zdefiniować kierunek rynków na kolejne tygodnie: dane o inflacji konsumenckiej (CPI) w USA za styczeń, zaplanowane na godz. 14:30 czasu polskiego. Konsensus analityków zakłada wzrost CPI o 0,3% miesiąc do miesiąca i spowolnienie dynamiki rocznej do 2,5% z grudniowych 2,7%. Inflacja bazowa (core CPI) ma również obniżyć się do ok. 2,5% w ujęciu rocznym.
Jak wskazują analitycy, choćby wynik zgodny z oczekiwaniami oznaczałby istotne wyhamowanie w porównaniu z grudniem i mógłby przywrócić optymizm do handlu cyklicznego. JPMorgan szacuje, iż przy najbardziej prawdopodobnym scenariuszu inflacyjnym S&P 500 mógłby zyskać 0,25–0,75% w piątek. Odczyt gorętszy od prognoz mógłby jednak spotęgować wyprzedaż, odsuwając perspektywę obniżek stóp procentowych przez Fed i pogłębiając ucieczkę z aktywów ryzykownych.
Tydzień paradoksów na rynkach
Piątkowa korekta nie powinna przesłaniać szerszego obrazu. Azjatyckie rynki, napędzane przez chiński boom na spółkach AI (efekt DeepSeek trwa), japońskie odbicie po wyborach i koreański rajd technologiczny (KOSPI przebił w tym tygodniu po raz pierwszy poziom 5 500 pkt), przeżywają najlepszy start roku od lat. Indeks MSCI Asia Pacific mimo piątkowego tąpnięcia zamyka tydzień z zyskiem rzędu 3,7%.
Paradoks polega na tym, iż sztuczna inteligencja jest jednocześnie motorem wzrostów na rynkach azjatyckich (infrastruktura AI, chipy, chiński ekosystem) i źródłem strachu na Wall Street (disrupcja modeli biznesowych, presja na marże). Ten dychotomiczny charakter obecnego cyklu inwestycyjnego będzie prawdopodobnie definiował zachowanie rynków przez najbliższe miesiące — a piątek trzynastego lutego 2026 roku zapisze się jako dzień, w którym oba te oblicza AI starły się ze sobą na parkietach od Tokio po Nowy Jork.
Źródła: Reuters, Bloomberg, CNBC, WSJ

3 godzin temu



