Piesi notorycznie przechodzą przez przejazd kolejowy z opuszczonymi rogatkami. Czytelnik: "Policjanci z premedytacją czekają, aż przejdzie, i wypisują mandat"

19 godzin temu

Niekończąca się historia z poznańskiego Dębca.

- Każdego dnia ludzie stoją w gigantycznych korkach na przejeździe kolejowym przy ulicy 28 Czerwca 1956, na którym dróżnik wyraźnie ignoruje kolejowe przepisy, które mówią o zamykaniu przejazdu na 2 minuty przed przyjazdem pociągu, i choćby o ile pomiędzy kolejnymi pociągami jest 5 minut, przejazd pozostaje zamknięty - napisał do nas Czytelnik. - Zdarzało mi się już stać na przejeździe 20 minut w oczekiwaniu na 4 kolejne pociągi - dodaje.

- Piesi oczywiście tego nie wytrzymują i przechodzą, ponieważ na przejeździe jest świetna widoczność. W ostatnim czasie pojawili się policjanci, którzy w nieoznakowanym samochodzie w spokoju oczekiwali, aż pieszy przejdzie, następnie go zgarniali, żeby wypisać mu mandat. Czy to przypadkiem nie powinno być tak, iż powinni raczej próbować powstrzymać przechodzącego człowieka, a nie z premedytacją czekać, aż przejdzie? I czy ktoś w końcu nie może upomnieć leniwego dróżnika, żeby częściej otwierał przejazd? Na Starołęce pociągi jeżdżą z podobną częstotliwością i jakoś widać, iż jest to możliwe, żeby przepuszczać ludzi i auta pomiędzy kolejnymi pociągami, a nie zamykać przejazd na pół godziny - kończy.

Nie jest to pierwsza wiadomość, jaką otrzymujemy w tej sprawie. O przebudowie przejazdu w tym miejscu mówi się od lat, ale wciąż nie ma jednak szczegółów. Ze względu na duży ruch pociągów rzeczywiście zdarza się, iż rogatki są tu opuszczone przez dłuższy czas.

Inna sprawa to interwencje policjantów w tym miejscu, które realizowane są regularnie. Jak wielokrotnie pisaliśmy na epoznan.pl, ich obecność nastawiona jest na zwiększanie świadomości uczestników ruchu drogowego. - W większości przypadków do zdarzeń w obrębie przejazdów kolejowych dochodzi z powodu rażącego lekceważenia zasad bezpieczeństwa. Wjazd na przejazd kolejowy przy opuszczających się rogatkach lub wchodzenie przez pieszych na przejazd pod opuszczonymi szlabanami jest niedopuszczalne - tłumaczyła nam kilka miesięcy temu mł. asp. Anna Klój z poznańskiej Policji. - Lekkomyślność, nieuwaga czy zwykły pośpiech to przyczyny wielu tragedii. Osoby, które omijają szlabany, muszą mieć świadomość, iż przechodzą przez zamknięty przejazd, łamiąc przepisy. Jest to bardzo niebezpieczne, w skrajnym przypadku taka osoba może zginąć pod kołami pociągu, a także narazić na niebezpieczeństwo życie i zdrowie wielu osób podróżujących tym środkiem transportu. Pamiętajmy, iż pojazd szynowy nie ma możliwości natychmiastowego zatrzymania; jego droga hamowania może wynieść choćby 2 km. Pieszy w starciu z kilkutonowym pociągiem nie ma żadnych szans na przeżycie - dodała.

Pieszy, który zdecyduje się na wejście na torowisko, gdy zapory są opuszczone lub trwa ich opuszczanie, naraża się na mandat w wysokości 2000 złotych. Taka sama kara grozi pieszemu, który wchodzi na przejazd kolejowy za sygnalizator lub za inne urządzenie nadające sygnały przy sygnale czerwonym, czerwonym migającym lub dwóch na przemian migających sygnałach czerwonych.

Idź do oryginalnego materiału