Plony na sprzedaż

2 godzin temu
Zdjęcie: Plony na sprzedaż


W wielu regionach skończyły się żniwa. Rolnicy sprzedali część zbóż i rzepaku, a część przetrzymują w magazynach, bo spadek cen nie zachęca do sprzedaży. Czy to już koniec wyczekiwania?

Duża zmienność cen

Leszek Fornal, rolnik z Kantorowic:

– Część ziarna musieliśmy sprzedać, także jęczmień, pszenżyto, część pszenicy, a z rzepakiem jeszcze czekamy na sprzedaż, bo ceny się wahają. Będziemy musieli sprzedać, bo koszty nawozów i środków do produkcji są wysokie, a zbliża się jesień, trzeba siać, trzeba pryskać, no i za bardzo nie można czekać ze sprzedażą, bo pieniądze są potrzebne.

Rzepak – w poczekalni

Aleksander Materla, prezes Agrocentrum w Księżym Lesie:

– jeżeli chodzi o skup rzepaku jest jego zdecydowanie mniejsza ilość, ale to wynika przede wszystkim z plonów. Gigantyczny wpływ na plon rzepaku w tym roku miała przede wszystkim bardzo duża presja szkodników.

Presja szkodników

– Nie było tyle chorób co szkodników – twierdzi pan Aleksander. – A w związku z tym, iż drastycznie nam się kurczą możliwości chemicznej ochrony, są coraz słabsze środki i coraz mniejsza pula. To powoduje, iż rolnicy, którzy nie ochraniali idealnie swoich plantacji mają bardzo duże szkody i to wpłynęło zasadniczo wraz z wiosennymi przymrozkami na duży spadek całkowitych zbiorów. Myślę tu nie tylko o naszym rejonie, ale o całym kraju.

Tempo skupu spadło

Są wyraźnie oczekiwania cenowe, dlatego kto nie musi, nie sprzedaje – twierdzi właściciel firmy skupowej. – Sporo osób, które przywożą zbiory tutaj do naszego punktu skupu daje je na tak zwany skład, czyli przechowuje u nas z tą nadzieją, wiarą, iż ceny trochę ruszą do góry i w ten sposób będzie lepsza rentowność w gospodarstwie. To wszystko wynikało z tego, jakie kto ma też ziemię, bo gdy były najwyższe ceny to akurat na tych najlepszych ziemiach ten rzepak często jeszcze był trochę niedojrzały do zbioru.

Kto nie sprzedał od razu, ten żałuje

– Sporo osób żałuje, iż zostawiło rzepak na skład, a nie sprzedało. Mimo wszystko są też oczekiwania i próbujemy się ratować tymi prognozami, iż być może ta cena rzepaku urośnie. Oczywiście mamy spore apetyty, ale myślę, gdyby ceny wynosiły około 2,5 tysiąca zł za tonę, to przemysł by to przełknął, a my byśmy byli zdecydowanie bardziej, mówię o braci rolniczej, zadowoleni.

Co z pszenicą?

– Sporo pszenicy rolnicy przywieźli na skład i raczej ma ona dosyć dobrą jakość, nie ma dużo paszowej. Pomimo tego, iż początek żniw zapowiadał się trudny, jakość ziarna jest utrzymana.

Grzegorz Wojtala, rolnik z Żywocic:

– My raczej sprzedajemy wszystko, co mamy. Zostawiliśmy tylko kwalifikat na reprodukcję.

Ziarno w magazynach

– Ceny zmieniają się z dnia na dzień. Rzepak był po 2,400, potem po 2,500, 2,300, 2,200 – to kwestia dnia i godziny. Zboża tak samo, bo pszenica też kosztuje raz więcej niż 800 zł/t, a raz mniej w zależności od tego, ile ma białka, chociaż spełnia inne parametry.

Jakie parametry?

Bernard Marks, gospodarstwo rolne w Ligocie Krapkowickiej:

– Całę zbiory mamy zmagazynowane w magazynach płaskich, które wybudowaliśmy. W tym roku jedyny problem jest z wyrównaniem ziarna pszenicy. Łapiemy wszystkie inne parametry oprócz wyrównania. Ale myślę, iż po rozmowach z pobliskim młynem dogadamy się, jak to zrobić, żeby to zostało przyjęte. Wyczyścimy, najprawdopodobniej założymy większe sita, czyli częściowo poprawimy jakość i młyn będzie zadowolony. A tą gorszą pszenicę skonsumujemy jako paszę dla kur.

Najlepsza dywersyfikacja?

– Doświadczeniem lat ubiegłych prowadzę dywersyfikację tego, czyli sprzedaję co miesiąc 500 ton pszenicy – mówi rolnik. Taka jest moja strategia po to, żeby nie tylko łapać górki, czy doły, ale cały czas w ciągu roku sprzedawać po 500 ton. Czyli około 5000 ton sprzedam w całym sezonie.

Co dalej ze sprzedażą ziarna?

Wkrótce zaczną się robić kolejki do skupu, ponieważ ci wszyscy, którzy nie mają możliwości magazynowania, będą chcieli jak najszybciej sprzedać zbiory, czyli dostarczyć je do młyna. Albo firmy, które kupiły od rolnika, będą musiały mu zapłacić, czyli też muszą to sprzedać. Dlatego teraz jest taka gorączka, gdyż ci, co nie mają magazynów to niestety muszą to gwałtownie sprzedać.

dr Mariusz Drożdż

Idź do oryginalnego materiału