PMI dla polskiego przemysłu wreszcie poszedł w górę i na papierze wygląda to jak wyczekiwany zwrot. Tyle iż pod lepszym odczytem kryje się mniej wygodna prawda: produkcja drgnęła, ale zamówień przez cały czas ubywa, firmy tną etaty, a koszty znów eksplodują. Marcowe dane nie zamykają kryzysu w przemyśle. One tylko pokazują, iż sektor przestał osuwać się tak gwałtownie jak jeszcze zimą.
Marcowy wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wzrósł do 48,7 pkt z 47,1 pkt miesiąc wcześniej. To odczyt lepszy od lutowego i istotny psychologicznie, bo pokazuje wyhamowanie pogorszenia koniunktury. Ale granica 50 pkt przez cały czas pozostaje nieosiągnięta, a więc sektor już jedenasty miesiąc z rzędu znajduje się po stronie spadku aktywności. W praktyce oznacza to tyle, iż przemysł podniósł się z najgłębszego dołka, ale wciąż nie wrócił do bezpiecznej strefy wzrostu.
Produkcja ruszyła. Problem w tym, iż popyt przez cały czas nie nadąża
Najmocniejszy punkt raportu to produkcja. Polskie firmy przemysłowe zwiększyły ją po raz pierwszy od kwietnia 2025 r., kończąc serię dziesięciu miesięcy spadków. To wyraźny sygnał, iż część zakładów zaczęła odbudowywać aktywność po słabym początku roku. Tyle iż sam wzrost produkcji był przez cały czas słaby, a jego skala została ograniczona przez brak nowych zleceń. To nie wygląda jeszcze jak początek mocnego cyklu odbicia, tylko raczej jak ostrożny ruch w górę po długim okresie schłodzenia.
I właśnie zamówienia pozostają dziś najsłabszym ogniwem całej układanki. W marcu spadły już dwunasty miesiąc z rzędu. Tempo spadku było wprawdzie mniejsze niż w lutym, ale sam fakt nie pozostawia złudzeń: przemysł wciąż nie ma stabilnego paliwa do trwałego przyspieszenia. Szczególnie źle wygląda część eksportowa. Firmy raportowały wyraźniejsze osłabienie popytu zagranicznego, co dla polskiej gospodarki jest sygnałem wyjątkowo istotnym, bo duża część krajowego przemysłu żyje z zamówień powiązanych z europejskimi łańcuchami dostaw.
Lepszy PMI, gorsze etaty. Firmy wciąż nie wierzą w trwały zwrot
Pod powierzchnią lepszego odczytu kryje się też wyraźnie gorsza wiadomość z rynku pracy. Zatrudnienie w przemyśle spadło jedenasty miesiąc z rzędu, a tempo redukcji było najsilniejsze od września 2023 r. Firmy wskazywały na słabszy napływ zamówień, niewykorzystane moce produkcyjne i działania restrukturyzacyjne. To bardzo istotny sygnał, bo pokazuje realne zachowanie przedsiębiorstw. o ile zakłady przez cały czas ograniczają zatrudnienie, to znaczy, iż nie traktują marcowej poprawy jako pewnego początku trwałego odbicia.
Nie bez znaczenia jest też spadek zaległości produkcyjnych. W normalnym, zdrowym odbiciu portfele zamówień zaczynają się zapełniać, a firmy pracują nad zaległościami. Tymczasem marcowe dane pokazują coś odwrotnego: przy słabszym napływie nowych zleceń i jednoczesnym wzroście produkcji zaległości dalej malały. To sugeruje, iż część zakładów pracuje na wygaszaniu wcześniejszego obciążenia, a nie na obsłudze nowej fali popytu.
Największy problem wraca z hukiem. Koszty znów idą w górę
Jeżeli coś naprawdę może zdławić poprawę w przemyśle, to nie sam brak zamówień, ale powrót ostrej presji kosztowej. Marcowy raport pokazuje gwałtowny wzrost cen energii, paliw i surowców. Inflacja kosztów produkcji przyspieszyła do najwyższego poziomu od października 2022 r., a miesięczny skok indeksu kosztów był największy od grudnia 2016 r. Firmy zaczęły częściowo przerzucać podwyżki na odbiorców, ale nie w pełni. Efekt jest prosty: marże znów znalazły się pod presją dokładnie w momencie, gdy sektor jeszcze nie odzyskał trwałego popytu.
Dodatkowo wydłużyły się terminy dostaw. To zjawisko samo w sobie zwykle podnosi PMI, ale tym razem nie było skutkiem boomu popytowego. Wręcz przeciwnie, firmy raportowały problemy po stronie łańcuchów dostaw powiązane z wojną na Bliskim Wschodzie. To ważne rozróżnienie, bo ten sam wskaźnik, który statystycznie poprawia odczyt PMI, jednocześnie sygnalizuje ryzyko zaburzeń logistycznych i dalszego wzrostu kosztów operacyjnych.
Twarde dane z GUS dają cień nadziei, ale bez euforii
Marcowy PMI nie wziął się znikąd. Już wcześniej GUS podał, iż produkcja sprzedana przemysłu w lutym wzrosła o 1,5 proc. rok do roku i o 2,7 proc. miesiąc do miesiąca. Po 'odsezonowaniu’ było to 1,7 proc. r/r i 0,6 proc. m/m. W samym przetwórstwie przemysłowym, czyli najważniejszej części sektora, wzrost był jednak symboliczny i wyniósł 0,2 proc. rdr. To potwierdza, iż poprawa jest realna, ale przez cały czas krucha i nierównomierna.
Na plus można zapisać jeszcze jeden szczegół: wartość nowych zamówień w przetwórstwie przemysłowym w lutym była o 3,2 proc. wyższa niż rok wcześniej. To sygnał, iż część branż zaczęła łapać oddech. Problem polega na tym, iż PMI za marzec przez cały czas nie pokazuje powszechnego, szerokiego napływu nowych zleceń. Innymi słowy, pojedyncze lepsze dane już się pojawiają, ale nie złożyły się jeszcze w spójną historię o trwałym przełamaniu słabości.
Niemcy pomagają, Bliski Wschód przeszkadza. To może być najważniejszy miks tej wiosny
Dla polskich fabryk duże znaczenie ma to, co dzieje się za granicą. A tam obraz jest paradoksalny. Z jednej strony przemysł strefy euro wyraźnie przyspiesza. Wstępny PMI dla przemysłu w eurolandzie wzrósł w marcu do 51,4 pkt, najwyżej od 45 miesięcy. W Niemczech, czyli kluczowym partnerze handlowym Polski, przemysłowy PMI sięgnął 51,7 pkt, a indeks produkcji wzrósł do 53,7 pkt, najwyżej od ponad czterech lat. To potencjalnie dobra wiadomość dla polskich eksporterów i dostawców komponentów.
Z drugiej strony dokładnie ten sam globalny układ podbija koszty i komplikuje logistykę. W strefie euro i w Niemczech również widać wzrost cen wsadu, wydłużanie terminów dostaw i narastającą niepewność firm związaną z wojną na Bliskim Wschodzie. Dla Polski oznacza to trudny balans: zewnętrzne rynki mogą pomóc w odbiciu zamówień, ale jednocześnie zagraniczne napięcia mogą podciąć zyski i opóźnić trwałe ożywienie.
Wniosek? Jest ulga, mimo wszystko
Na poziomie nagłówka marcowy PMI daje przemysłowi coś, czego od dawna brakowało: oddech. Na poziomie szczegółów pokazuje jednak, iż sektor przez cały czas stoi na bardzo niestabilnym gruncie. Produkcja ruszyła, ale zamówienia dalej spadają. Odczyt jest lepszy, ale firmy przez cały czas tną zatrudnienie. Poprawa jest widoczna, ale rachunek za energię, paliwa i surowce znów rośnie. To właśnie dlatego marcowych danych nie da się uczciwie sprzedać jako końca problemów. To raczej pierwszy poważniejszy sygnał, iż polski przemysł może wychodzić z osłabienia — pod warunkiem, iż popyt w końcu zacznie nadążać za produkcją.
Źródło: S&P Global, PAP

4 godzin temu






