Po spadkach cen ropy naftowej na świecie już nie ma śladu. Znów niespokojnie na Bliskim Wschodzie

7 godzin temu

Trzy sesje wyprzedaży, szesnaście procent straty i jeden nocny atak balistyczny, który w kilka minut wymazał cały optymizm dyplomatów. W środę rano Brent skacze powyżej 87 dolarów, WTI zbliża się do 82 dolarów, a inwestorzy po raz kolejny w lipcu muszą zrewidować swoje scenariusze cenowe.

Jeszcze w poniedziałek i wtorek ropa taniała w błyskawicznym tempie. Brent stracił w zaledwie trzy sesje około 16 procent wartości, schodząc z okolic stu dolarów za baryłkę w okolice 84 dolarów. Inwestorzy łapali się nadziei na przełom dyplomatyczny – prezydent Trump spotkał się z premierem Netanjahu, a pięciodniowa przerwa w bezpośrednich uderzeniach między Waszyngtonem i Teheranem wyglądała jak przedsionek negocjacji. WTI osunął się we wtorek o 4 procent, zamykając sesję po 79,26 dolara za baryłkę. Wielu maklerów zaczęło już mówić o „szczycie premii geopolitycznej”.

Tę narrację zniszczyło jednak kilka godzin ciszy nocnej. Jak poinformowało amerykańskie Dowództwo Centralne (CENTCOM), Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) wystrzelił we wtorek wieczorem czasu waszyngtońskiego wiele pocisków balistycznych w kierunku baz amerykańskich na Bliskim Wschodzie. Wszystkie zostały przechwycone, ale sam fakt „ataku z zaskoczenia” – jak określił go CENTCOM – natychmiast zmienił kalkulację ryzyka na rynku surowcowym. Brent w handlu azjatyckim wystrzelił o ponad 4 procent, do 87,81 dolara za baryłkę. WTI podskoczył do 82,24 dolara, zyskując 3,76 procent w ciągu pierwszych godzin sesji środowej.

Eskalacja na wielu frontach jednocześnie

Irański atak balistyczny nie był jedynym impulsem cenowym tej nocy. Praktycznie równolegle Stany Zjednoczone i Arabia Saudyjska przeprowadziły wspólne naloty na pozycje proirańskich milicji we wschodnim Iraku. CENTCOM poinformował, iż w ciągu ostatnich trzech dni odnotowano ponad trzydzieści ataków dronów wycelowanych w siły amerykańskie i saudyjską infrastrukturę energetyczną. Ministerstwo obrony w Rijadzie potwierdziło koordynację z Waszyngtonem i zastrzegło, iż królestwo „nie dąży do eskalacji, ale odpowie na każdą agresję”.

Do tego Gwardia Rewolucyjna Iranu oznajmiła w środę rano, iż zaatakowała trzy tankowce w cieśninie Ormuz – kluczowym wąskim gardle, przez które przed wojną przepływało około 20 milionów baryłek ropy dziennie. Według danych firmy analitycznej Kpler, w środę rano przez Ormuz przepłynęły zaledwie dwa statki towarowe. To obraz niemal całkowitego paraliżu żeglugi w miejscu, które jeszcze pół roku temu było najważniejszą arterią światowego handlu energią.

Nie pomaga też sytuacja na Morzu Czerwonym. Rafineria Aramco w Jizan o mocy przerobowej 400 tysięcy baryłek dziennie pozostaje zamknięta od soboty po ataku jemeńskich Huti. Arabia Saudyjska przekierowała większość eksportu przez rurociąg Wschód-Zachód do portu Janbu nad Morzem Czerwonym, ale i ten szlak jest zagrożony – Huti próbują blokować Bab el-Mandeb, a w poniedziałek Brytyjskie Centrum Operacji Morskich zgłosiło „podejrzaną aktywność” po eksplozji w pobliżu tankowca na południowym Morzu Czerwonym.

Lipiec z ogromnym skokiem cen

Obecna zmienność to nic nowego dla uczestników rynku, którzy przeżyli cały lipiec 2026. Cena Brent wzrosła w tym miesiącu o ponad 20 procent. W ciągu zaledwie dwóch tygodni – od 7 do 22 lipca – notowania skoczyły z okolic 75 do niemal 96 dolarów za baryłkę, by następnie runąć o szesnaście procent w trzy dni i znów w środę odbić o ponad cztery procent.

Skala wahań sprawia, iż analitycy z wielką ostrożnością formułują prognozy i wciąż są sceptyczni co do dyplomatycznego przełomu, który rozwiąże ten konflikt. Zwracają uwagę, iż ciągłe zagrożenie rakietami, minami i dronami w cieśninie Ormuz oznacza, iż znaczna część morskich przewozów ropy pozostanie poza rynkiem przez dłuższy czas.

Zapasy w USA topnieją, OPEC+ czeka

Po stronie fundamentalnej obraz jest równie napięty. Wtorkowy raport Amerykańskiego Instytutu Paliw (API) pokazał spadek zapasów ropy w USA o 3,3 miliona baryłek w ubiegłym tygodniu, w tym zmniejszenie się stanów magazynowych w kluczowym hubie Cushing. To kolejny sygnał, iż zakłócenia podaży z Zatoki Perskiej zaczynają się materializować w twardych danych magazynowych po drugiej stronie Atlantyku. Wzrost zapasów benzyny (o 900 tysięcy baryłek) i destylatów (o 400 tysięcy) nieco łagodzi obraz, ale nie zmienia ogólnego kierunku – amerykańskie rezerwy komercyjne kurczą się, a rezerwy strategiczne (SPR) są już na historycznie niskich poziomach po serii uwalniań skoordynowanych przez Międzynarodową Agencję Energii.

Dodatkowym czynnikiem niepewności jest zbliżające się wirtualne spotkanie OPEC+ zaplanowane na 2 sierpnia. Sojusz producentów zamierza ratyfikować zwiększenie wrześniowej kwoty wydobycia o 188 tysięcy baryłek dziennie. To jednak kropla w morzu wobec skali zakłóceń wywołanych wojną – szacuje się, iż zamknięcie cieśniny Ormuz i amerykańska blokada irańskiego eksportu usunęły z rynku ponad 14 milionów baryłek dziennie w szczycie kryzysu. Choć rurociągi saudyjskie i emirackie częściowo kompensują straty, luka podażowa pozostaje gigantyczna.

Delegaci OPEC+ zastrzegają, iż plan wrześniowej podwyżki może ulec zmianie w zależności od okoliczności. Analitycy zwracają uwagę, iż wojna de facto zmusiła kluczowych producentów regionu do ograniczenia produkcji i eksportu niezależnie od oficjalnych kwot – Arabia Saudyjska eksportuje dziś niemal wyłącznie przez Janbu i Kanał Sueski, a wolumeny z tego portu spadły o 41 procent od marcowego szczytu.

Co dalej? Fed, inflacja i ropa…

Środowy skok cen ropy ma znaczenie daleko wykraczające poza rynek surowcowy. Dziś wieczorem Rezerwa Federalna ogłosi decyzję w sprawie stóp procentowych – rynki z prawdopodobieństwem 62 procent wyceniają utrzymanie przedziału 3,50-3,75 procent, ale niemal 38 procent kontraktów na Fed Funds wskazuje na podwyżkę o 25 punktów bazowych. Droga ropa to bezpośredni impuls proinflacyjny – CPI w USA spadł wprawdzie do 3,5 procent w czerwcu, ale lipcowe odbicie cen energii niemal na pewno odwróci ten trend w najbliższych odczytach.

Przewodniczący Fed Kevin Warsh wielokrotnie podkreślał, iż nie ma „żadnej tolerancji” dla podwyższonej inflacji. jeżeli konferencja prasowa po dzisiejszej decyzji potwierdzi jastrzębi ton – choćby bez natychmiastowej podwyżki – rynek obligacji może kontynuować wyprzedaż, a rentowności dwuletnich Treasuries (obecnie przy 4,3 procent, najwyżej od siedemnastu miesięcy) mogą zaatakować kolejne szczyty.

Dla inwestorów na rynku forex najważniejszy jest dziś splot trzech czynników: geopolityki naftowej, retoryki Fed i globalnej wyprzedaży spółek chipowych, która osłabia apetyty na ryzyko. Dolar umacnia się, indeks DXY utrzymuje się powyżej 101,5, a waluty surowcowe i rynków wschodzących pozostają pod presją. Złoty w środę rano wyceniany jest na poziomie około 4,31 za euro i 3,77 za dolara.

Jedno jest pewne: lipiec 2026 przejdzie do historii rynku ropy jako miesiąc ekstremalnej zmienności, w którym geopolityka wielokrotnie stawała się ważniejsza niż fundamenty podażowo-popytowe. A środa, z decyzją Fed i irańskimi pociskami w tle, może okazać się jego najbardziej nerwowym dniem.

Źródła: CNBC, Reuters

Idź do oryginalnego materiału