Publikacja wyników Nvidii stała się w ostatnich kwartałach jednym z najważniejszych testów kondycji całej branży AI. Nvidia musi nie tylko pokazać dobre dane, ale adekwatnie zachwycić rynek. Najlepiej tak, by nie zostawić inwestorom żadnego słabszego szczegółu, który mógłby stać się pretekstem do sprzedaży akcji. Po każdym z czterech poprzednich raportów kwartalnych kurs spółki spadał podczas pierwszej sesji po publikacji wyników. Tym razem może stać się inaczej. Akcje Nvidii rosną w handlu pozasesyjnym o około 7 proc., a kurs znalazł się już tylko około 5 proc. poniżej historycznych szczytów. Pytanie brzmi więc, czy inwestorzy po serii bardzo dobrych wyników wreszcie są zadowoleni.
Centra danych pozostają sercem wzrostu Nvidii
Nvidia od ponad trzech lat przyzwyczaja rynek do wyjątkowo mocnych danych. To oczywiście działa na jej korzyść, ale jednocześnie bardzo wysoko ustawia poprzeczkę przy każdej kolejnej publikacji. Firma ponad dwukrotnie zwiększyła przychody względem tego samego kwartału ubiegłego roku, do 96 mld USD. Z tej kwoty aż 89 mld USD pochodziło z działalności związanej z centrami danych. To pokazuje, iż sercem obecnego wzrostu Nvidii pozostaje infrastruktura potrzebna do rozwoju sztucznej inteligencji.
W kolejnym kwartale Nvidia oczekuje przychodów na poziomie 108 mld USD, czyli także więcej niż zakładał rynek. Za wyniki zakończonego kwartału odpowiadał przede wszystkim Blackwell Ultra, czyli najnowsza platforma obliczeniowa firmy dla centrów danych, wykorzystywana do trenowania i obsługi najbardziej wymagających modeli sztucznej inteligencji. Jednocześnie na pełną skalę produkowana jest już kolejna generacja, Vera Rubin, która łączy nowe procesory, układy graficzne i pamięć w jedną platformę do budowy tak zwanych fabryk AI. W praktyce oznacza to, iż Blackwell Ultra napędza obecne wyniki, a Vera Rubin ma być podstawą kolejnej fali wzrostu.
Spółka zakłada, iż marża brutto może przejściowo spaść do 71 lub 72 proc., zanim zacznie się odbudowywać. To efekt rosnących kosztów zabezpieczania dostaw oraz przygotowań do kolejnej fali produkcji. Podobnie należy czytać spadek wolnych przepływów pieniężnych do 21 mld USD z około 48 mld USD trzy miesiące wcześniej. Nvidia płaci z góry za komponenty i buduje zapasy potrzebne do produkcji. To koszt utrzymania przewagi w wyścigu o podzespoły, a nie oznaka pogorszenia kondycji biznesu.
Popyt na AI przez cały czas wyprzedza możliwości produkcyjne
Dla rynku najważniejsze są jednak prognozy na przyszłość. Nvidia musi pokazać, iż popyt, wzrost przychodów i marże w obszarze AI przez cały czas są wystarczająco mocne, by uzasadnić bardzo wysoką wycenę spółki. Tym razem inwestorzy dostali właśnie taki sygnał. Firma prognozuje wzrost sprzedaży o 70 proc. w roku fiskalnym 2028, czyli wyraźnie więcej, niż zakładały choćby najbardziej optymistyczne scenariusze Wall Street. Przy przychodach na poziomie 396 mld dolarów w roku fiskalnym 2027 oznaczałoby to sprzedaż rzędu około 670 mld USD w kolejnym roku. W takim scenariuszu Nvidia mogłaby wyprzedzić Apple i Alphabet pod względem przychodów, ustępując wśród amerykańskich firm technologicznych jedynie Amazonowi.
Najważniejsze jest jednak to, iż głównym ograniczeniem wzrostu nie jest dziś popyt, ale możliwości produkcyjne. Jensen Huang, szef Nvidii, powiedział, iż popyt rośnie niemal o 100 proc., ale firma zobowiązuje się dostarczyć tylko około 70 proc. tego, czego oczekuje rynek, ponieważ na więcej nie pozwalają obecne moce produkcyjne. To oznacza, iż Nvidia nie walczy o klientów. Ona wybiera, które zamówienia może zrealizować. W takiej sytuacji firma ma przed sobą jeszcze kwartały silnego wzrostu, ponieważ podaż wciąż nie nadąża za popytem. Co więcej, Nvidia nie musi obniżać cen, by pobudzać sprzedaż. W obecnym otoczeniu może je choćby podnosić, według szacunków choćby o około 15 proc.
Inwestorzy patrzą już na kolejną fazę boomu AI
Duże firmy technologiczne przez cały czas pozostają najważniejsze dla tego wzrostu. Najwięksi operatorzy chmury obliczeniowej, odpowiadali za około 55 proc. przychodów segmentu centrów danych. To oznacza, iż Nvidia wciąż jest mocno zależna od inwestycji takich firm jak Amazon, Microsoft, Alphabet czy Meta. Jednocześnie coraz wyraźniej pojawia się drugi silnik wzrostu. Chmury AI, przemysł oraz klienci korporacyjni odpowiadali już za pozostałe 45 proc. przychodów tego segmentu. To ważne, bo pokazuje, iż popyt na rozwiązania Nvidii nie ogranicza się już tylko do największych firm technologicznych.
Boom na AI wciąż ma przed sobą długą drogę, ale w przypadku Nvidii rynek zaczął już inaczej zadawać pytania. Nie chodzi już przede wszystkim o to, czy firma zdoła sprzedać swoje układy, bo popyt pozostaje większy niż możliwości produkcyjne. Ważniejsze staje się to, czy reszta branży będzie w stanie wystarczająco gwałtownie zbudować wokół nich całą potrzebną infrastrukturę, od centrów danych po dostawy energii i pamięci. To właśnie ta zmiana perspektywy tłumaczy, dlaczego po raz pierwszy po czterech kolejnych raportach kurs Nvidii rośnie po publikacji wyników. Tym razem inwestorzy nie szukają pretekstu do realizacji zysków, ale raczej liczą na dalszy zysk na kolejnych etapach rozwoju boomu na sztuczną inteligencję.
O autorze
Paweł Majtkowski – analityk eToro na polskim rynku, który dzieli się swoim cotygodniowym komentarzem na temat najnowszych informacji giełdowych. Paweł jest uznanym ekspertem rynków finansowych z dużym doświadczeniem jako analityk w instytucjach finansowych. Jest on też jednym z najczęściej cytowanych ekspertów w dziedzinie gospodarki i rynków finansowych w Polsce. Ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Jest także autorem wielu publikacji z zakresu inwestowania, finansów osobistych i gospodarki.

6 godzin temu







