Pamiętacie końcówkę grudnia 2025 roku? Gdy większość z nas szykowała się do Sylwestra, w polskiej sieci energetycznej działy się rzeczy, od których ludziom z branży IT do dziś cierpnie skóra. To był prawdopodobnie najbardziej zmasowany rajd na naszą infrastrukturę krytyczną w ciągu ostatniej dekady. Chłopaki z ESET-u namierzyli wtedy coś, co nazwali mianem DynoWiper. Cyfrowy taran, który miał jeden cel – posłać nasze elektrownie i systemy OZE na deski.

Sandworm znowu w natarciu. Co tym razem wymyślili?
Za całym tym zamieszaniem stoi nie kto inny jak Sandworm. jeżeli ta nazwa nic Wam nie mówi, to przypomnijcie sobie blackout na Ukrainie z 2015 roku – to między innymi ich robota. To nie są amatorzy z piwnicy, tylko elitarna jednostka hakerska na krótkiej smyczy rosyjskiego wywiadu. Tym razem uznali, iż czas przetestować polską odporność.
Co wylądowało na ich celowniku? Dwie elektrociepłownie oraz (co ciekawe) systemy sterujące farmami wiatrowymi i fotowoltaiką. Wykorzystali do tego wspomnianego DynoWipera. To nie jest wirus, który kradnie hasła do konta. To typowy „czyściciel”. Jego zadaniem jest wpaść do systemu, narobić rabanu i bezpowrotnie wykasować dane, zamieniając systemy operacyjne w bezużyteczny gruz. Można powiedzieć, iż polskie służby cybernetyczne 29 grudnia miały swój mały cud nad Wisłą – atak udało się odeprzeć, ale kod był tak skomplikowany, iż widać było jedno – napastnicy przygotowywali się do tego od miesięcy.
Rząd stawia służby na nogi
Minister energii, Miłosz Motyka, nie owijał w bawełnę – prosto z mostu nazwał to najsilniejszym uderzeniem w infrastrukturę od lat. Premier Tusk też nie zamierza czekać z założonymi rękami. Zapowiedział nadzwyczajne środki bezpieczeństwa i dokręcenie śruby w przepisach. Nowe regulacje mają zmusić najważniejsze firmy do pilnowania systemów OT (tych, które fizycznie kręcą turbinami) jak oka w głowie.
Dlaczego uderzyli akurat w zieloną energię? To proste. Chcieli pokazać, iż nasz nowoczesny miks energetyczny jest kruchy. Polska stała się dla nich poligonem doświadczalnym walki hybrydowej. I choć tym razem obyło się bez strat w portfelach, specjaliści ostrzegają: gdyby im się upiekło, koszty liczone w setkach milionów dolarów i chaos na giełdach byłyby najmniejszym problemem.

Co to oznacza dla świata krypto?
Dla każdego, kto siedzi w Web3 czy krypto, takie akcje to głośny dzwonek alarmowy. Słuchajcie, bez prądu w gniazdku cała ta cyfrowa rewolucja, kopalnie Bitcoinów i węzły blockchaina stają się po prostu martwe. Każdy taki incydent to natychmiastowy skok ciśnienia na rynkach aktywów cyfrowych.
Analitycy mówią wprost – w dobie cyberwojny decentralizacja i własne źródła zasilania to już nie jest hobby dla preppersów, ale strategiczna konieczność. Możemy cieszyć się z kolejnych ATH Bitcoina, ale pamiętajmy o fundamentach. jeżeli siądzie fizyczna sieć, na której opierają się krypto-protokoły, płynność rynkowa wyparuje szybciej, niż nam się wydaje. DynoWiper udowodnił, iż bezpieczeństwo naszych portfeli zaczyna się tam, gdzie stoją turbiny elektrowni.

2 dni temu








